José Arnáiz: Powrót do Barcelony byłby czymś niesamowitym

Radek Koc

25 września 2018, 20:58

AS

7 komentarzy
  • W wywiadzie dla ASa były piłkarz Barcelony B José Arnaiz szczerze opowiada o swoim procesie powrotu do zdrowia i o postępach w dochodzeniu do właściwej formy
  • Napastnik zdradza, że wciąż ma nadzieję na powrót do Barcelony w przyszłości
  • Opisuje również atmosferę panującą w Leganés po bardzo słabym starcie w nowym sezonie

AS: Jak się czujesz? 

José Arnaiz: Chyba całkiem dobrze. Daję z siebie wszystko i jest całkiem nieźle. Jednak póki nie zacznę trenować i normalnie rywalizować, nie będę wiedzieć na pewno, czy jest ze mną dobrze, czy źle. 

Jesteś w stanie już truchtać po murawie. 

Tak. Ćwiczę też trochę z piłką. Trenuję na wyższych obrotach. Tak naprawdę jeszcze nie wiem, co mi przygotuje klubowy rehabilitant Sergio Hontoria, ale czuję się dobrze. Dopóki nie zacznę normalnie trenować z drużyną, nie będę jednak wiedzieć, czy jestem w 100% zdolny do gry. 

Jak wyglądał nawrót kontuzji? 

Wróciłem do treningów z Barçą B na dwa tygodnie. Prawdą jest, że nie trenowałem na pełnym obciążeniu. Były takie dni, w których nie wykonywałem części ćwiczeń lub nie uczestniczyłem w podwójnej sesji treningowej. Przyszedłem tutaj i po dwóch treningach po raz kolejny odezwały się wcześniejsze problemy. Znowu ten sam ból. Doznałem dużego przeciążenia i na drugi dzień byłem "ugotowany".

W tej sytuacji bardziej boli noga czy serce? 

Po ośmiu miesiącach przerwy w grze człowiek jest wkurzony. Mówię jednak mojej dziewczynie czy moim rodzicom, że nie jest teraz ważne, czy jesteś poza boiskiem dwa miesiące mniej lub więcej. Teraz chcę jedynie wrócić do zdrowia. I nie doznać kolejnego urazu. 

Pewnie istnieje mały niepokój...

Pewnie, że tak. Odczuwam go każdego dnia. Patrzę na moich kolegów i czuję niesamowitą zazdrość. Taką zdrową zazdrość. Mentalnie jestem jednak silny. 

Bardzo tutaj o ciebie dbają, prawda?

Tak, to niesamowite. Od pierwszego dnia doświadczam tej serdeczności. Bardzo mi pomogli w wielu sprawach i jestem bardzo zadowolony. 

Na co dzień z kim się najbardziej trzymasz? 

Z wszystkimi. W szatni ze wszystkimi. Są dla mnie bardzo serdeczni. Pytają i przejmują się. Rodzina również jest przy mnie. Rola mojej dziewczyny jest bardzo ważna. Moich rodziców również. A przede wszystkim mojego synka, który jeszcze nie mówi, ale kiedy go widzę, to wszystko mija. 

Towarzyszy ci niepokój przed powrotem? Strach przed odnowieniem urazu? 

Oczywiście, że tak. Bardzo się tego boję. Wiele razy wypadałem z gry i wiele razy wracałem na boisko. Nie wiem, czy ten powrót będzie definitywny. Mam nadzieję, że tak. Jasne, że obawiam się tego powrotu. Boję się odbycia dwóch kolejnych treningów i trzeciego, w którym nie będę mógł poruszyć nogą. 

W rozmowie z dziennikiem AS Szymanowski zdradził, że przydałaby ci się wizyta u psychologa. 

Nigdy tego nie próbowałem. Pewnie jest to przydatne. Nawet na pewno. Jednak mentalnie wszystko jest w porządku. Przechodziłem już przez gorsze momenty. Myślę, że widać już światełko w tunelu.

Odzywają się do ciebie z Barcelony i pytają o twój stan? 

Tak. Bardziej lekarze i fizjoterapeuci z drużyny Barcelony B niż koledzy z drużyny. Żartują sobie, że kupili mnie w Biwenger (aplikacja do gry w Football Fantasy) i trzymają mnie na moment powrotu (śmiech).

Zawiązałeś jakieś przyjaźnie w pierwszej drużynie Barçy? 

Przyjaźnie jako takie, nie. Przychodziłem na treningi, a potem szybko wracałem do Barcelony B. Wszyscy traktowali mnie jednak bardzo dobrze. Bardzo mi pomogli. 

Z jakim piłkarzem najlepiej się rozumiałeś? 

Rozmawiałem dużo z Sergio Busquetsem i Jordim Albą. Bardzo mi pomogli.

Wow, przecież to nie byle jacy zawodnicy!

Tak, zgadza się. Obaj potraktowali mnie w genialny sposób. Generalnie wszyscy tak zrobili, ale ci dwaj poświęcili dużo czasu na rozmowy ze mną. 

Co najbardziej zapamiętałeś z tego roku spędzonego w Barcelonie? 

Na zawsze zapamiętam dzień, w którym po raz pierwszy założyłem koszulkę Barçy i zadebiutowałem w pierwszej drużynie. To było fantastyczne doświadczenie. Zagrać u boku najlepszych na świecie jest czymś bezcennym. Marzyłem o tym od małego. To wydarzenie bardzo mi pomogło w rozwoju. 

Twoje występy w Pucharze Króla również były fantastyczne. 

Valverde obdarzył mnie ogromnym zaufaniem. Potrafiłem je maksymalnie wykorzystać. W czterech meczach zdobyłem trzy gole. Ostatecznie byłem bardzo zadowolony, ponieważ mecze, które rozegrałem, były świetnym doświadczeniem.

Być może ta wielka ochota na pokazanie umiejętności okazała się zgubna. Gdybyś trochę przystopował, być może nie doznałbyś tej kontuzji...

Być może tak jest, ale żaden z zawodników Barcelony B, który dostaje szansę występu w pierwszym zespole, nie zważa na to, co się może stać później. Idzie do przodu, na całość. Powinienem był przystopować wcześniej, z całą pewnością. Czy nie doznałbym tego urazu? Tego nie wiem. Czułem się wtedy znakomicie i takie rzeczy się zdarzają. 

Gdyby nie ta kontuzja, to być może w środę grałbyś teraz w zespole gości.

(Śmiech) Nikt nigdy tego nie sprawdzi. Być może tak, pewnie tak. Valverde bardzo mi zaufał. Potrafiłem to zaufanie wykorzystać. Kontuzja wszystko jednak zepsuła. Przecież to była przerwa na pół roku... Gdyby nie to, pewnie pozostałbym w pierwszej drużynie. 

Ci, którzy cię znają, mówią, że jesteś uparciuchem.

Dokładnie tak. Był taki rok, w którym byłem bliski zakończenia kariery piłkarskiej. A teraz jestem w Leganés i gram w Primera División. Nie mogę prosić o nic więcej. 

Jak to było? 

Grałem wtedy w drużynie Valladolid B. Było ciężko. Zaczynałem na pozycji napastnika, a skończyłem jako lewy obrońca czy nawet stoper. A potem wylądowałem na trybunach. Nawet mnie nie powoływali. Piłkarze znoszą to fatalnie. To doświadczenie pozwoliło mi jednak bardzo dojrzeć. Zarówno jako piłkarz, jak i człowiek. Dzięki Bogu nie zrezygnowałem. Chociaż byłem o krok...

Czujesz się culé?

Jasne! Byłem w Barcelonie tylko przez jeden sezon, ale potraktowali mnie genialnie. Zawsze będę kibicować tej drużynie. 

W dniu prezentacji powiedziałeś, że teraz skupisz się tylko na Leganés i nie będziesz myśleć o powrocie do Barcelony. Rzeczywiście nie chciałbyś tam wrócić? 

Oczywiście, że sprawiłoby mi to wielką przyjemność. Teraz koncentruję się na Leganés. Właściwie to na powrocie do zdrowia i potem na pomocy drużynie. Jeśli rozegram dobry sezon i Barça będzie chciała mnie odzyskać... Rany, oczywiście, że się o tym myśli. Postaram się wrócić do zdrowia, zanotować dobre występy i obym mógł potem grać w Barcelonie do momentu zakończenia kariery. 

Mogłeś trafić do Getafe. Co się stało? 

Tak naprawdę to nie wiem zbyt wiele na ten temat. Mój agent Rene Ramos opowiedział mi o tym z grubsza. Powiedział mi, że najbardziej chciało na mnie postawić Leganés. Rozmawiałem z nim o tym. Zapytałem, w jakim miejscu czułbym się najlepiej. Wskazał na Leganés. 

Rozmawiałeś z Ángelem Torresem?

Nie. Nigdy. 

A w Leganés? 

Nie rozmawiałem z nikim. To Rene przekazywał mi wszystkie wiadomości. 

Z kim najczęściej rozmawiasz po dołączeniu do Leganés? 

Dużo czasu spędziłem na rozmowach z Txemą Indiasem, dyrektorem sportowym w klubie. Przyjął mnie bardzo dobrze. To człowiek o wielkim sercu. To ważne, aby czuć, że się tobą dobrze zajmują. Jednak to nie tylko Txema. Myślę również o naszym lekarzu, fizjoterapeutach czy trenerze. 

W Leganés jest bardzo normalnie. 

To bardzo skromny klub. Czuje się, że zaczynali od niższego poziomu. 

Rozmawiasz z Pellegrino? 

Każdego dnia pyta mnie, jak mi idzie. Motywuje mnie, abym dawał z siebie wszystko, i obym szybko wrócił do pełnej formy.

Nowi piłkarze już wiedzą jak to jest być zawodnikiem Leganés?

Wszyscy jesteśmy świadomi tego, że jesteśmy w Leganés. Wiemy, że nikt nam nie podaruje nic za darmo. Jesteśmy skromnym klubem. Trzeba walczyć na 110%.

Jak można się wydostać z dolnych stref tabeli? 

Ze spokojem. Rozegraliśmy dopiero pięć spotkań i w czterech z nich mierzyliśmy się z zespołami z górnej części tabeli: Villarreal, Real Sociedad, Athletic... Jeszcze dużo sezonu przed nami. 

Włączyły się już alarmy?

Nie, w żadnym wypadku! Mamy drużynę zdolną do osiągnięcia dużo większych rzeczy. Powiedziałem to w dniu, w którym przybyłem do tego klubu. Naszym celem jest utrzymanie się w lidze, ale czemu nie marzyć o czymś większym. 

Wciąż się tego trzymasz?

Oczywiście, że tak.

Jaki nastrój panuje teraz w szatni?

Do kitu. To normalne. W pięciu meczach zdobyliśmy tylko jeden punkt. Jednak to jest to, o czym mówiłem wcześniej. Mierzyliśmy się z drużynami, które na pewno zakończą sezon w pierwszej siódemce. 

Macie zaufanie do Pellegrino? 

Oczywiście. Stuprocentowe. To gość, który dużo pracuje i trzyma się blisko piłkarzy. Po porażce z Villarrealem zrobił ogólną pogadankę do wszystkich. Bardzo dobrze nam to zrobiło. Powiedział nam, że drużyny, z którymi graliśmy, były naprawdę bardzo dobrze, że zasługiwaliśmy na więcej. Mamy do niego pełne zaufanie. 

Przeszkadza ci, że ludzie przypominają o tym, że jesteś najdroższym piłkarzem Leganés?

Wiesz, dzisiaj to jestem ja, a w przyszłym sezonie być może to się zmieni. Dobrze sobie z tym radzę. Dodatkowa presja? Być może. Nie czuję jej jednak. Jestem szczęśliwy. 

A może czujesz się z tego powodu dumny?

Jasne, że tak! Właśnie o tym mówię. Jestem zadowolony, że tak bardzo na mnie postawili.

Rene Ramos również bardzo w ciebie wierzy.

To prawda. Jestem z nim związany od nieco ponad roku i jestem bardzo zadowolony. Rene ma do mnie duże zaufanie, a ja ufam jemu. Zawsze mi powtarza: "Joselito, ciągnąć w górę. Joselito, trzeba szybko wrócić do zdrowia".

Jakie daje ci rady?

Mówi mi, abym pozostawał spokojny. To jest to, co najczęściej mi powtarza. Abym wyzdrowiał i po powrocie do gry nie wrócił do poprzedniego stanu. 

Kiedy wrócisz do gry?

Nie chcę stawiać przed sobą żadnych konkretnych dat.

Dlaczego grasz z numerem 16 na plecach? 

To dzień, w którym zacząłem spotykać się z moją dziewczyną. Osobiście lubię numer 7 albo 10, ale kiedy trafiłem do Barcelony B w zeszłym roku, było tylko kilka dostępnych numerów. Jednym z nich był numer 16.

Komu zadedykujesz pierwszego gola strzelonego w barwach Leganés?

Mojemu synowi i mojej dziewczynie. 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (7)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze