Byliśmy z Wami przez cały sezon, podsumowaliśmy niemal każdą kolejkę, jaką rozegrano, wręczyliśmy nagrody dla najlepszych piłkarzy Primera División. Czuliśmy jednak, że czegoś jeszcze zabrakło, dlatego szybko postanowiliśmy nadrobić zaległości. Dla Barcelony był to historyczny sezon, a my z pomocą dziennikarzy, pasjonatów i ekspertów postanowiliśmy go ocenić.
Na nasze pytania dotyczące ostatnich dwunastu miesięcy Barcelony, a także jej niedalekiej przyszłości odpowiedzieli Paweł Wilkowicz i Michał Zachodny ze Sport.pl, Mariusz Bielski z Ole Magazyn, a także Rafał Lebiedziński, który spojrzy na to wszystko oczami sympatyka Realu Madryt. Nie mogło zabraknąć również nas, ale już nie przedłużamy i zapraszamy do lektury.
FCBarca.com: Jak oceniasz piłkarzy, którzy dołączyli do zespołu przed sezonem 2014/2015?
Paweł Wilkowicz (Sport.pl): Transfery i Barcelona - to brzmi różnie, ale przed tymi, którzy robili zakupy rok temu i przed Luisem Enrique, który musiał na tych piłkarzy znaleźć pomysł, czapki z głów. Tak, był Vermaelen, był Douglas, ale to są anegdoty w zestawieniu z tymi zakupami, które się sprawdziły. Równie dobrze mogło się skończyć katastrofą: zupełna rewolucja w bramce, dalej w każdej linii ktoś nowy. A skończyło się tak, że drużyna znów ma pełny bak paliwa. Dla mnie to jest ta jedna bezsprzeczna wyższość Luisa Enrique nad Guardiolą: zagospodarowywanie transferów. LE nie przekombinowywał, tylko wziął, co szefowie dawali, i wycisnął co się dało. Zobaczymy, co się stanie dalej, może i on będzie miał swoich Zlatanów i Czyhryńskich, ale na razie wkomponowuje nowe twarze w zespół z taką zręcznością, z jaką Guardiola promował piłkarzy z La Masíi. Miał nowych bramkarzy i dobrze rozdzielił im role. Miał Mathieu, to położył większy nacisk na stałe fragmenty. Miał Rakiticia - jak mówi znajomy dziennikarz z Barcelony, Rakitić to piłkarz który w niczym nie jest wybitny poza jedną rzeczą: wybitnie dobrze się adaptuje - dobrze wykorzystywał jego uniwersalność. Miał Suáreza - i w porozumieniu z drużyną znalazł mu najlepszą rolę. Więc chyba i Suáreza trzeba najmocniej wyróżnić z tych nowych twarzy. Przychodził obciążony i wydarzeniami z mundialu, i metką bardzo drogiego piłkarza, i koniecznością znalezienia sobie miejsca między Messim a Neymarem. Dał radę, delikatnie rzecz ujmując. Johan Cruyff i Ladislao Kubala też pierwsze sezony w Barcelonie zaczynali z opóźnieniem. Tak tylko mówię, to oczywiście nie musi nic oznaczać ;)
Rafał Lebiedziński: Suárez nie tylko w kilka miesięcy został najlepszym środkowym napastnikiem La Liga, ale przede wszystkim przekonał krytyków do tego, że rasowy snajper może współżyć w jednej drużynie z Leo Messim. Niespodziewanym strzałem w 10-tkę było dla mnie jednak zatrudnienie obu bramkarzy. Pewny Bravo i utalentowany ter Stegen. Żadnego nie wystraszył duch Víctora Valdésa. Mathieu i Rakitić świetną wiosną zasłużyli sobie na bardzo pozytywną notę. Poniżej jakiejkolwiek oceny należy sklasyfikować Douglasa i Vermaelena. Prawa obrona w Barçy to chyba jedyny poważny minus (sportowy) w ubiegłym sezonie. Nietrafiony transfer za pięć dwunasta, skazanie na ławkę Montoi i przeciągający się teatrzyk z kontraktem Alvesa.
Piotr Miękus (FCBarca.com): Z perspektywy czasu trzeba przyznać, że Andoni Zubizarreta tak naprawdę nie zawiódł, a sprowadzeni przez niego piłkarze odegrali znaczącą rolę w zdobyciu trypletu dla Barcelony. Claudio Bravo oraz Marc-André ter Stegen godnie zastąpili Víctora Valdésa, będąc solidnym punktem zespołu w kluczowych momentach. O ile transfer Niemca wydawał się jak najbardziej zrozumiały, a cena nie budziła kontrowersji, o tyle zakup Chilijczyka budził spore obawy. Zubizarreta postawił jednak na swoim, a Barcelona i jej kibice mogą mu tylko dziękować. O kwotę zapłaconą za Jérémy'ego Mathieu nadal można się kłócić, ale pod względem sportowym Francuz był strzałem w dziesiątkę, a oprócz solidnej gry w defensywie dołożył bardzo ważne trafienia w starciach z Realem Madryt i Celtą Vigo. Ivan Rakitić, mimo początkowych problemów i dość rozczarowującej jesieni, na wiosnę był na wagę złota i przez ostatnie pół roku zrobił dla Barcelony więcej niż Cesc Fàbregas przez trzy sezony. Luis Suárez to dla mnie najlepszy transfer ostatniego lata. Urugwajczyk perfekcyjnie wkomponował się w zespół, a przede wszystkim znalazł nić porozumienia z Leo Messim i Neymarem, co przełożyło się na kolejne rekordy pobijane przez tridente MSN. Takiego napastnika brakowało Dumie Katalonii od czasów Samuela Eto’o. Dużymi minusami są na pewno transfery Douglasa i Thomasa Vermaelena. Zakup anonimowego Brazylijczyka do dzisiaj jest dla mnie zagadką, natomiast zakontraktowanie kontuzjowanego piłkarza, który cały sezon spędził w szpitalach i klinikach, to wtopa, która nie powinna mieć miejsca w takim klubie jak Barcelona. Ogólnie Zubizarretę trzeba oceniać wysoko, nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę dwóch ostatnich zawodników.
Magdalena Żywicka (FCBarca.com i ¡Olé! Magazyn): Jeszcze w połowie sezonu pełno było wątpliwości: kontuzjowany Vermaelen, Suárez, który po zawieszeniu potrzebował czasu, by odzyskać rytm strzelecki, Rakitić nie będący swoją wersją z Sevilli, francuski palacz, który czasem ma za długi język... Ten sezon kosztował Zubizarretę stanowisko, jednak czas pokazał, że były bramkarz Barçy został raczej kozłem ofiarnym, oddanym wściekłemu tłumowi pomstujących na zarząd kibiców. Ostatecznie transfery dokonane w letnim okienku można ocenić na piątkę. Suárez i Rakitić okazali się kluczowymi zawodnikami, Mathieu co najmniej solidnym rezerwowym. Świetny podział obowiązków między Bravo a ter Stegenem był kolejną, niezwykle ważną cegiełką w sukcesie Barçy. I nawet Vermaelen zdołał w końcu zadebiutować, co daje nadzieję na udany przyszły sezon. Już dawno transfery tak dobrze nie dopełniły składu, jak w tym roku. Jeszcze jedna ważna rzecz: oceniając zawodników sprowadzonych w tym sezonie, nie sposób nie patrzeć przez pryzmat poprzednich lat. W tym kontekście Barça wreszcie postawiła na odnowienie składu i "masowy" zakup wzmocnień, o które drużyna prosiła się od paru sezonów. Już to należy ocenić na plus. Mogło się nie udać spektakularnie - np. gdyby Suárez przy zapłaconej na niego kwocie nie odnalazł się w Barcelonie. A jednak się udało i choć nie spektakularnie, to z pewnością skutecznie. Największe brawa należą się chyba jednak Lucho i Unzué, bo to oni sprawili, że ta maszynka zadziałała. PS. Nie, nie będzie żartów o Douglasie.
Mariusz Bielski (¡Olé! Magazyn): Rozdwojenie jaźni, jak pewnie u każdego kibica Barcelony. Z jednej strony cieszę się, że drużyna została należycie wzmocniona, co zresztą miało przełożenie na ostatnie sukcesy klubu, ale z drugiej mam też kilka zastrzeżeń. I wcale nie mówię o Douglasie czy Vermaelenie, bo ich kwestie zostały już przewałkowane na wszystkie strony. Spójrzmy na innych: Mathieu to byłby bardzo dobry transfer, ale kilka lat temu. Tymczasem sprowadziliśmy go w wieku 31 lat za 20 milionów – z czego 3 dołożył sam Francuz. Ponadto daliśmy mu kontrakt na pare lat, zupełnie tak, jakbyśmy to na nim planowali budować przyszłość, co oczywiście nie może mieć miejsca. Transfer ten budzi moje jeszcze większe wątpliwości, gdy przeglądam stare newsy informujące, iż sezon wcześniej Jérémy był do wyjęcia za 8 milionów. Cóż, w tym świetle już nie wygląda to tak różowo. Suárez? Ok, rewelacja, strzela i asystuje jak wariat, ale znów moglibyśmy się odnieść do finansów w kontekście kary, którą otrzymał. Nie chce mi się wierzyć, że nie dało się dzięki temu obniżyć jego ceny, bo przecież Barça nie miała ani konkurencji w walce o Luisito (Real się ostatecznie wycofał), a i sam zawodnik chciał do nas dołączyć. Na szczęście sportowo się obronił. Z Rakiticiem z kolei jest sytuacja odwrotna – finansowo wszystko świetnie, natomiast sportowo gorzej, bo moim zdaniem stosunkowo nierówno. No i też Chorwat nie za bardzo potrafił pociągnąć drużynę, gdy jej nie szło. Ot, dostosowywał się do jej poziomu. Kiedy słabo grała drużyna, równie kiepsko wypadał on. Gdy Barça wznosiła się na wyżyny, błyszczał też Rakitić. Tak naprawdę więc za najlepsze transfery uznaję… sprowadzenie nowych bramkarzy. Byli kapitalni, tutaj Zubi się jak najbardziej obronił.
Michał Zachodny (Sport.pl): Trudno nie komplementować działań Barcelony z zeszłego lata. Owszem, nie było idealnie, pewnie sam Enrique wolałby większą konkurencję na kilku pozycjach. Mimo to wpływ nowych zawodników, takich jak Suárez, Rakitić czy ter Stegen, był olbrzymi, i to na różnych polach, w tym świetnym sezonie Barcelony.
Jak oceniasz pracę Luisa Enrique w sezonie 2014/2015?
PW: Właściwie to już się rozpisałem na ten temat w pierwszej odpowiedzi. Luis Enrique przyszedł jako człowiek zmiany i tę zmianę przeprowadził znakomicie. Na pewno było mniej poetycko w kontaktach z mediami niż za Guardioli, ale nie można mieć wszystkiego. Luis Enrique to król konkretu: miał plan na rotacje, na przygotowanie fizyczne jak za czasów Pepa, na stałe fragmenty. Trochę mi tylko brakuje od dłuższego czasu dopływu piłkarzy z La Masíi, którzy będą dla drużyny naprawdę ważni. Jak na poklask jaki akademia ma na świecie, daje ostatnio pierwszej drużynie niewiele.
RL: Nikt, nawet najbardziej naiwny optymista, ani przed sezonem, ani w jego połowie nie powiedziałby, że Barça powtórzy sukcesy z legendarnej kampanii 2008/09. To zasługa nie tylko udanych transferów, aklimatyzacji Neymara i powrotu do topowej formy Messiego, ale również pomysłu Luisa Enrique na tę Barçę. Barçę autorską, momentami wierną guardiolismo, momentami cyniczną, potrafiącą cofnąć się i wyprowadzić zabójczy kontratak. Enrique wzmocnił grę w obronie, uodpornił defensywę na stałe fragmenty gry i szybkie kontrataki, a dzięki jego asystentowi, Unzué, drużyna strzeliła ważne gole po główkach Mathieu. Największą zasługą Lucho był jednak system zmasowanej rotacji jesienią, która zaowocował świeżością piłkarzy w maju i czerwcu oraz przyspieszenie gry po efektywnym pressingu. Barça znowu zaczęła szybko odbierać piłkę, ale tym razem zamiast zagrania do boku i mozolnego rozgrywania akcji na przedpolu rywala, od razu szuka otwierającego podania do Neymara lub Suáreza. Ogromnym plusem jest też to, że można było 27-letniemu Messiemu znaleźć nową pozycję na boisku i zrobić z Argentyńczyka króla asyst. Enrique ma trudny, stanowczy charakter. Wszystkich traktuje jednakowo, a w Barcelonie wszyscy jednakowi nie są…Po starciu z Messim w styczniu, w szatni Xavi musiał interweniować. Ale to jest właśnie sukces Enrique, który także po to dogadał się z byłym już kapitanem FCB, żeby mu w takich sytuacjach pomagał. Czysto ludzkie relacje piłkarzy z Lucho to jednak wciąż dla mnie zagadka. Nie jestem przekonany, czy gdy przyjdą bolesne porażki piłkarze staną murem za Enrique, jak zrobili to piłkarze Realu z Ancelottim.
PM: Ten sezon najlepiej pokazuje, że ze wszelkimi ocenami zawsze najlepiej wstrzymać się do końca. Futbol potrafi być nieprzewidywalny, a pobijanie rekordów na jesieni może okazać się nic nie warte na przełomie maja i czerwca. Barcelona przegrywała z Realem Madryt, z Celtą Vigo na Camp Nou, później nie potrafiła ograć Getafe, a w styczniu przyszła klęska z Realem Sociedad. Wydawało się, że będzie już tylko gorzej, ale Luis Enrique raz jeszcze udowodnił, że jest długodystansowcem. To była podróż jak z piekła do nieba, a przecież po drodze nie zabrakło momentów zwątpienia. Sam jeszcze w listopadzie wątpiłem, czy to właśnie Lucho powinien być autorem rewolucji w Barcelonie. W jednym z felietonów krytykowałem go za zbyt częste rotacje (co koniec końców okazało się zbawienne!), brak planu B i słabą komunikację z gwiazdami. Wytykałem, że nie uczy się na błędach po katastrofalnym sezonie w Romie, a teraz mogę tylko przeprosić. Enrique poprowadził Barcelonę do historycznego sezonu i stworzył zespół, który może nie gra tak pięknie jak ten Pepa Guardioli, ale wydaje się dużo trudniejszy do pokonania. Godne podziwu jest to, jak Lucho potrafił zmienić mentalność Barçy i stworzyć zespół według własnego pomysłu. Duma Katalonii w najważniejszych spotkaniach była wyrachowana, nie bała się oddać inicjatywy rywalowi, potrafiła cierpieć i zadawać ciosy w najmniej spodziewanych momentach. Lucho należy się ocena celująca.
MŻ: Kto by pomyślał, że za słowami Guardioli, który powiedział, że Lucho osiągnie z Barçą więcej niż on sam, będzie się kryć coś więcej niż kurtuazja i sympatia? Trener, którego na początku roku wielu widziało już poza klubem, okazał się niepodważalnym bohaterem sezonu. Lucho potrzebował czasu, by opracować pomysł i wprawić swoją machinę w ruch, jednak gdy już to zrobił, pozostaje tylko bić brawo. Patrząc wstecz, mam wrażenie, że od 2011 roku czekałam na tak imponującą grę Barcelony. Enrique naprawił to, co naprawić należało, nie psując bazy stylu Barcelony. Jego pomysły taktyczne nadały drużynie nowy wymiar - dziś ogladamy Barçę, która tak samo świetnie atakuje pozycyjnie, co wyprowadza kontry. Barçę, która potrafi przytrzymać piłkę w celach defensywnych, ale potrafi też bronić się pod naporem rywala. O przesunięcie Messiego w kierunku prawego skrzydła drużyna prosiła się już od paru sezonów, jednak by to zrobić, potrzeba było odwagi w odejściu od taktycznych dogmatów Barçy. Mimo ogromnych sukcesów na polu sportowym jednym z najważniejszych osiągnięć LE pozostanie dla mnie przetrwanie styczniowej burzy medialnej, gdy katalońska prasa rzuciła się na Barçę jak na kawał mięsa. Nie zawsze będzie tak pięknie, jak jest, i dobrze wiedzieć, że trener ma cojones, by sobie z tym poradzić. Lucho stworzył drużynę kompletną, która sprawiła, że wielu kibiców odzyskało radość z jej oglądania. Może to nawet większe osiągnięcie niż samo triplete?
MB: Było tak, jak w Celcie – za rundę jesienną culés najchętniej wtargnęliby mu do gabinetu z widłami i pochodniami, za wiosnę… wiadomo. Ja, choć na ogół broniłem Lucho, też miałem moment zwątpienia. Na szczęście później zarówno on, jak i drużyna pozamykali nam jadaczki i chwała im za to. Podobała mi się jego praca, bo wreszcie wygoniliśmy z szatni ducha Guardioli, którego kadencja stawała się dla nas ostatnio coraz większym przekleństwem. Co do spraw stricte piłkarskich – byłem wielkim zwolennikiem modyfikacji stylu Barçy, do właśnie takiego, jaki prezentuje teraz. Duma Katalonii gra szybko, agresywnie, potrafi wypunktować rywala, ale i sama zaadaptować się do tego, co proponuje jej przeciwnik. Dzięki temu można powiedzieć, iż Blaugrana to dziś drużyna, która zaskakuje rywali i jest wielowymiarowa pod względem taktycznym, a to naprawdę wielki atut. Szczytem pozytywnych zmian – co nie znaczy, że najważniejszą kwestią – była poprawa przy stałych fragmentach. Chapeau bas, panie Unzué.
MZ: Czy po potrójnej koronie ocena może być inna niż celująca? To wbrew pozorom nie był łatwy sezon ani dla Enrique, ani dla całej Barcelony. Pamiętamy i miesiące gry spektakularnej, ale i tygodnie, gdy zespół naprawdę męczył się grą. Najważniejsze w tym wszystkim okazało się to, że dla Enrique był to sezon nauki, wyciągania wniosków i poprawiania błędów. Efekty znacie.
Co dalej z aktualnym zarządem? Neymargate trwa, sankcje FIFA trwają do końca roku, choć sukcesy stłumiły te problemy, o których było głośno w mediach. Jak mogą potoczyć się wybory?
PW: Joan Laporta wchodzi do gry, więc wybory będą bardzo ciekawe. Wielu socios pewnie będzie wybierało mniejsze zło. Bartomeu nie ma charyzmy, ale remanent, jaki zrobił w klubie tuż przed odejściem, z załatwieniem nowej umowy Luisa Enrique na czele, był imponujący i pewnie przysporzy mu głosów. Laporta jest jak jeden z Kennedych: ma mnóstwo za uszami, nie oprze się żadnej pokusie, ale ma też szczęśliwą rękę i tyle wdzięku, że wiele mu się wybacza. Koniec jego rządów był przecież groteskowy, a jednak wiele osób przy nim trwało i chce jego powrotu. Co do Neymargate i innych problemów - taki wdzięk Barcelony. Laporta stawał przed sądem, staną i następcy.
RL: Faworytów jest dwóch – Laporta i Bartomeu. Gdyby wybory odbyły się w styczniu, Joan wygrałby w cuglach, a tak kampania oparta na kapitalnym sezonie, może dać tron Bartomeu. Laporta ma za plecami poważne lobby w osobach Cruyffa, Puyola i Guardioli, spoglądających z tylnego siedzenia, ale w ostatnich 4 latach wypadł z medialnego kieratu. Z kolei Bartomeu do końca nie strzepał z siebie błota po Rosellu, wciąż jest oskarżony o malwersacje finansowe związane z transferem Neymara. Walka będzie zacięta, wybory odbędą się w lipcową sobotę, bez meczu i z wieloma socios na wakacjach. Niska frekwencja może przechylić szalę na korzyść Barto, który swoją kampanię zakończył brawurowo – transferem Vidala i zatrzymaniem Enrique. Wątpię, żeby karta przetargową został bardziej lub mniej popularny dyrektor sportowy.
PM: Jeszcze w styczniu wydawało się, że obecny zarząd nie ma najmniejszych szans w nadchodzących wyborach, a Laporta miał być stuprocentowym faworytem do powrotu na stanowisko prezydenta Barcelony. Teraz wszystko się zmieniło, a culés stanęli przed naprawdę trudnym wyborem. Zdobycie trypletu, transfer Aleixa Vidala, a przede wszystkim przedłużenie kontraktów z Luisem Enrique i Danim Alvesem sprawiają, że wszystko się wyrównało, a na korzyść obecnego zarządu działa dodatkowo termin wyborów. Bartomeu ma za sobą naprawdę imponujące kilka miesięcy i nawet ciągnące się za nim brudy, z Neymargate na czele, mogą nie przeszkodzić w ponownym wyborze. Laporta, jeżeli marzy o powrocie, to stoi przed piekielnie trudnym wyzwaniem, co jeszcze niedawno wydawało się być nie do pomyślenia. Król imprez nadal cieszy się dużym poparciem, a nieobecność w mediach przez ostatnie kilka lat dobrze mu zrobiła. Wszyscy nagle zapomnieli o kolejnych aferach wybuchających za jego panowania, prywatnych imprezach na koszt klubu, a także białych chusteczkach, które żegnały go w samej końcówce urzędowania. Jego obraz stał się trochę wyidealizowany, a niektórzy culés wierzą, że jego powrót sprawi, że Barcelona stanie się klubem czystym jak łza, bez afer, bez kolejnych prokuratorskich zarzutów i Katarczyków na koszulkach. Mimo wszystko zaryzykuję tezę, że na ten moment to Bartomeu rozdaje w tej chwili karty i to on jest minimalnym faworytem. To wszystko sprawia, że walka i sama kampania będą bardzo zacięte. Z tego powodu warto się temu wszystkiemu przyglądać.
MŻ: To, że Bartomeu pali się grunt pod nogami, nie jest żadną nowością, choć ostatnie tygodnie sprawiły, że można o tym niemal zapomnieć. Neymargate wciąż żyje swoim życiem, plany zmiany nazwy stadionu budzą duże kontrowersje, jednak Bartomeu wydaje się wierzyć, że działaniami ostatnich tygodni zmieni przebieg wyborów. I kto wie, czy mu się to nie uda? Niewiarygodnie szybki transfer Aleixa Vidala, odnowienie kontraktu z Alvesem i Lucho... a to wszystko ledwie w kilka dni po zdobyciu trypletu. Trudno nie odnieść wrażenia, że prezydent liczy na reelekcję na fali stricte sportowego entuzjazmu socios. Laporta dopiero co potwierdził swoją kandydaturę, a już w tej chwili wiadomo, że będzie to wyścig dwóch koni. Wybory rozstrzygną się między nim a Bartomeu i to, jak podejrzewam, niewielką różnicą głosów. Kandydatury takie jak Freixy czy Benedito są z góry skazane na niepowodzenie i kto wie, czy nie powinno być nam z tego powodu szkoda. Jak na razie Bartomeu próbuje, korzystając z ledwie co opuszczonego stanowiska, zbudować kampanię w oparciu o sukces sportowy, jednak pozostaje tylko czekać, gdy do gry wkroczy (z jednej bądź drugiej strony) czarny PR. Nie zdziwię się, jeśli wybory rozstrzygną się nie w oparciu o to, kto więcej zrobił i ma zamiar zrobić dla Barcelony, ale o to, kto ma mniej afer na sumieniu.
MB: Jak tak patrzę na wybory na prezydenta Barcelony, to przydomek „Los Polacos” pasuje do Katalończyków coraz bardziej, bo i u nas przeważnie nie ma odpowiednich kandydatów. Nie wiem, co się stanie niebawem, ale jestem pewny, że to wszystko sprowadzi się jedynie do wyboru mniejszego zła. Po sezonie 14/15 nastroje w barcelonismo na pewno uległy zmianie. Poniekąd potwierdzają to też sondaże, w których lepsze wyniki notował ostatnio Bartomeu. Różnych dziwnych decyzji z okresu jego i Rosella nie będę przywoływał, bo wszyscy je pamiętają. Z drugiej strony mamy Laportę, o którym Molier mógłby napisać drugą część „Świętoszka”. Culés go po prostu idealizują, co tu dużo mówić. Jeśli wygra, to zamienimy robienie szemranych interesów w Brazylii, na robienie szemranych interesów w Uzbekistanie. Tylko fety po wygranych trofeach będą huczniejsze. Serio kogoś to przekonuje?
Aleix Vidal kupiony, Enrique podpisał nowy kontrakt. Przygotowania do nowego sezonu trwają. Jaki zapowiada się najbliższy sezon?
PW: Jeśli nadal najważniejsze jest porównywanie Barçy Guardioli z obecną, to kluczowe będzie pierwsze pół roku i pogoń za dołożeniem trzech trofeów do trzech z maja i czerwca. Pytanie, jak Luis Enrique znajdzie kompromis między gonieniem za trofeami jesienią i gonieniem wiosną? Jakie będą rotacje? Ostatni sezon Realu to zbyt mocna przestroga, żeby ją lekceważyć. Trzeba też zadawać pytania, na ile Neymargate przeczołga samego Neymara (niewykluczone przecież, że to się skończy i dla niego zarzutami), na ile, znów z powodu podatków, ucierpi Messi, gdy będzie musiał iść do sądu. Z MSN to Luis Suárez, najbardziej obciążony rok temu, dziś ma największy komfort. I nie będzie mieć w nogach Copa América. Zobaczymy, jak to wykorzysta.
RL: Mimo zakazu transferowego i wyborów prezydenckich, drużyna jest silna i kompletna. Praktycznie nie wymaga wzmocnień, bo do czasu transferu np. Pogby czy Gündoğana, w środku pola lukę po Xavim będą próbowali wypełnić Rafinha i Sergi Roberto. To nie ta sama jakość i klasa, ale bardzo solidni piłkarze do rotacji. Barça ma poważne cele w nadchodzącym sezonie – powtórzenie sextete z 2009 roku oraz zdobycie ostatniego brakującego ośmiotysięcznika – obrony Ligi Mistrzów. O ile przeciwnicy w Superpucharach i Mundialito nie powinni sprawić Barçy kłopotów (z całym szacunkiem dla Sevilli), to w lidze walka z Realem na wszystkich frontach znowu zapowiada się pasjonująco.
PM: Mimo zakazu transferowego i odejścia Xaviego jestem spokojny o najbliższy sezon Barcelony. Na ten moment drużyna nie potrzebuje wielkich wzmocnień, a transfer środkowego pomocnika, który wypełni lukę po Xavim, spokojnie można odłożyć do stycznia. Na jesieni Rafinha oraz Sergi Roberto bez problemu sobie poradzą, nawet jeżeli wspomniana dwójka nie gwarantuje fajerwerków. Trzeba również pamiętać, że Luis Enrique nie boi się korzystać z rezerw, dlatego niewykluczone, że któryś z wychowanków dostanie kilka szans. Cieszy na pewno zakup Aleixa VIdala oraz przedłużenie kontraktu z Danim Alvesem, co rozwiązuje problem z prawą obroną. Jak zapowiada się najbliższy sezon? Marzeniem jest oczywiście obrona Ligi Mistrzów. Zadanie z rodzaju mission impossible, ale z takim tridente, jakim dysponuje Barcelona, niemożliwe staje się możliwe. W lidze ciekawie zapowiada się rywalizacja z Realem Madryt, ale nie można zapominać o Atlético i mającej coraz ambitniejsze plany Valencii.
MŻ: Przedłużenie kontraktu przez Lucho jest zdecydowanie najlepszą wiadomością kadrową końca tego sezonu. Co w przyszłym roku? Jedno jest pewne - po tak świetnej temporadzie niezwykle trudno jest utrzymać stały poziom. Fakt, że nie doczekaliśmy się jeszcze drużyny, która zdołałaby obronić Ligę Mistrzów, mówi sam za siebie. Myślę, że kwestia powodzenia przyszłego sezonu rozbije się w znaczącym stopniu o aspekty motywacyjne. Barça potrzebowała kilku lat względnej posuchy, by móc znów napisać historię i zdobyć kolejny tryplet. W dużym stopniu była to kwestia wypalenia i nasycenia sukcesami. Jeśli uda się utrzymać głód zwycięstw, Barcelona może być zdolna do wszystkiego. Z tej perspektywy powinniśmy trzymać kciuki za mocny Madryt, bo rywalizacja ze stołecznym klubem jest dla Dumy Katalonii niezbędnym motorem napędowym.
MB: Następny sezon będzie oczywiście gorszy niż ten, sami się przekonacie, jak poczytacie komentarze na swojej stronie. Rozpieszczeni kibice zapragną obrony ligi, CdR, ale też i LM, co jeszcze nikomu się nie udało. Nie zdziwię się, jeśli sezon 15/16 skończy się tak, jak w Realu – zwolnieniem trenera i biadoleniem o konieczności szukania nowego początku. Ale obym się mylił. Kwestii zawartych w pytaniu nie uznawałbym jednak za kluczowe. Moim zdaniem ważniejsze było przedłużenie kontraktu z Alvesem, który – mam nadzieję – nie spocznie na laurach i zagwarantuje odpowiednią jakość. To właśnie tej sprawy dotyczyły największe wątpliwości niemal każdego culé i nie ma się co dziwić. Gdyby Brazylijczyk odszedł, mielibyśmy prawą obronę gorszą nawet niż ekipy takie jak Espanyol (bo Arbilla), czy Granada (bo Nyom). Na szczęście już nie musimy się martwić. Chyba.
Kto był najważniejszym/kluczowym zawodnikiem Barcelony w poprzednim sezonie?
PW: Duet Messi-Neymar, każda inna odpowiedź to byłoby chyba silenie się na oryginalność. To jak Messi odciął się od wcześniejszych problemów i wrócił do formy, to jak Neymar dojrzał psychicznie, okrzepł fizycznie, to jak obaj posunęli się trochę ze swoich grzęd, żeby znalazło się miejsce dla Suáreza - to było kluczowe.
RL: Oczywiście Messi. Trzeba jednak przyznać, że Barça miała lidera w każdej formacji – najlepszego bramkarza Primera División (Bravo), filar defensywy – Piqué, w środku pola równowagę jak zwykle gwarantował Busquets, plus trzech killerów w ataku. Katalończycy nie mieli w ubiegłym sezonie słabych punktów, nawet jeżeli jesienią gra pomocników nie powalała na kolana.
PM: Na pierwszym planie będzie oczywiście tridente, którego nikt nie był w stanie zatrzymać. Pierwszoplanową postacią był bez najmniejszych wątpliwości Leo Messi, który zostawił za sobą wszystkie problemy, zmienił dietę, a co najważniejsze wrócił do kosmicznej formy. Za jego plecami są Neymar, który z roku na rok jest coraz lepszy, oraz Luis Suárez potrafiący znaleźć sobie miejsce między wspomnianą dwójką. Pomijając rewelacyjne tridente, to na brawa zasługuje odrodzony Gerard Piqué. W tym sezonie wrócił stary dobry Piquénbauer (a przecież początek współpracy z Luisem Enrique tego nie zapowiadał!), który był ostoją defensywy Barcelony i jej pewnym punktem. W najważniejszych meczach niemal nie popełniał błędów, a w finale Ligi Mistrzów był jednym z trzech najlepszych na boisku. Nie wiem, czy to zasługa Kevina Roldana, ale z całą pewnością po ostatnim sezonie znów możemy mówić o Piqué jako jednym z najlepszych obrońców na świecie.
MŻ: Mam wrażenie, że wyznaczenie jednego kluczowego zawodnika tego sezonu będzie boleśnie nieuczciwe. Barça wreszcie wróciła do bycia prawdziwym kolektywem, grającym i wygrywającym zespołowo. Jeśli jednak trzeba na kogoś wskazać, z pewnością będzie to Luis Suárez. Myśleliśmy, że dostaniemy El Pistolero z Liverpoolu, tymczasem dostaliśmy... kogoś o niebo lepszego. Barceloński Luisito to zawodnik, który jest dla drużyny kimś znaczniej więcej niż tylko snajperem. Jego umiejętność kreowania przestrzeni dla kolegów, pomagania w defensywie i imponujace poświęcenie na rzecz drużyny przesądziły o zabójczości MNS. Nic tylko czekać aż Luis przepracuje presezon i wkroczy do gry w pełni przygotowany. Trzeba też wspomnieć o jeszcze jednym "transferze". Messiego chyba naprawdę podrażniła kolejna Złota Piłka dla Cristiano. A może rok bez trofeów? Leo uporał się z kontuzjami, słabszą dyspozycją fizyczną i odzyskał najlepszą wersję siebie. Zmiana pozycji i odciążenie w strzelaniu przez Neymara i Suáreza jedynie pomogły w tym, że Messi mógł znów pokazać pełnię swojego talentu. Zaryzykuję stwierdzenie, że to mógł być, jak dotąd, najlepszy sezon w jego karierze. Takiego Leo nam potrzeba.
MB: Nie będę oryginalny. Każdy dołożył swoją cegiełkę. Bravo zdobył Trofeo Zamora, Mathieu przydał się w rotacji, Douglas nie przeszkadzał :), Rakitić świetnie wykonywał czarną robotę… Ale jeśli już miałbym kogoś wyróżnić, byłby to Suárez. Niezwykle cieszy mnie fakt, iż nie musimy już mówić o Messidependencji, a potwierdzają to wszelakiej maści statystyki. Ale przecież sukces nie jest zasługą tylko nowych piłkarzy. Bardzo uradował mnie chociażby renesans formy Alvesa i Piqué. Rolę dwunastego zawodnika świetnie wykonywał też Xavi, który w kluczowych spotkaniach nie raz musiał wejść, by uspokoić grę, przejąć kontrolę nad meczem… No i w końcu na wyższe i oczekiwane obroty wskoczył Neymar. Brazylijczyk bardzo dojrzał na przestrzeni sezonu 2014/15 i niech Was nie zmyli sytuacja z meczu z Athletikiem. Tego wszystkiego nie można lekceważyć.
MZ: Czy w ogóle istnieje odpowiedź inna niż Messi? Ale spróbujmy - może Iniesta odzyskujący blask, może Piqué blisko życiowej formy, może strzelający coraz częściej Neymar, może Suárez wpasowujący się w zespół, może Rakitić dający Barcelonie energię, może... Nie, to musi być Messi. O lekko zmodyfikowanej roli pisano już wiele, ale bez magicznych zagrań Argentyńczyka nie byłoby tak okazałych sukcesów.
Kto zastąpi Xaviego na miejscu lidera zespołu?
PW: Na to pytanie nie znam odpowiedzi. I nawet nie wiem, czy jest sens jej szukać. Kiedyś się zastanawialiśmy, kto zastąpi Puyola, i okazało się, że nie było zastępcy w formacie 1:1, że każdy musiał po trochu zasypywać tę dziurę, dojrzewając do odpowiedzialności. I pewnie tak samo będzie z Xavim. Jak bardzo go brakuje, czy znalazł się następca - pewnie się przekonamy dopiero, gdy się pojawi taki problem, jak w ostatnim sezonie na linii Messi-Luis Enrique. O ile się pojawi.
RL: Liderem zespołu od dawna jest Leo, mimo że nowym kapitanem będzie Iniesta. Jeżeli chodzi o to, kto przejmie na boisku pałeczkę po Xavim, to uważam, że również będzie nim Messi. W minionym sezonie zaczynał mecze na prawym skrzydle, ale szybko schodził do środka, bardzo często cofając się głęboko, aby pomóc w rozegraniu. Do tego dochodzą genialne podania za linię obrony rywala bądź na skrzydło. Jak choćby to przy golu Rakiticia z Juve. Gracza o profilu Xaviego lub Pirlo ze świeczką w Europie szukać, także dlatego, że futbol ewoluuje i wymaga od środkowych pomocników przyspieszenia, gry do przodu a nie w poprzek. Naturalnym następcą „6-stki” był Thiago, ale Zubizarreta miał w tym temacie inne zdanie.
PM: Z wielkiej czwórki kapitanów Víctor Valdés, Carles Puyol, Xavi oraz Andrés Iniesta został już tylko ten ostatni, dlatego nie ma wątpliwości, że to właśnie Iniesta przejmie opaskę kapitańską. Jednak prawdziwym liderem tego zespołu jest Leo Messi. To pod Argentyńczyka budowana jest Barcelona, a on sam nie jest już tym samym cichym chłopcem, który siedzi w kącie i jest skupiony jedynie na grze w piłkę. Na boisku Xaviego Hernándeza zastąpić się po prostu nie da, ponieważ tacy piłkarze już nie istnieją. Wydaje mi się, że to Messiemu najbliżej do zastąpienia Generała, ponieważ już w tym sezonie Argentyńczyk był głównym kreatorem Barcelony i bardzo często widywaliśmy go schodzącego do środka pola. Pozycja Leo w dalszym ciągu będzie ewoluowała.
MŻ: Kto zastąpi Xaviego? Nikt. Hernández to piłkarz tak wyjątkowy i na tyle specyficzny, że długo nie znajdzie się zawodnik, którego będziemy mogli obwołać jego następcą. Sądzę, że środek pola Barçy czeka ewolucja. Na tę drogę drużyna wstąpiła już w tym sezonie, a wyznacza ją przede wszystkim szybszy transfer piłki przez środek pola. Poszukiwanie na siłę piłkarza o charakterystyce Xaviego najprawdopodobniej przyniesie tylko zawód. Oczywiście, Barcelonie potrzebny będzie pomocnik, który będzie stanowił dopełnienie składu, będzie potrafił w odpowiednim momencie przytrzymać piłkę i modelować tempo gry. Jednak transfer do pomocy powinien pełnić taką rolę, jak Xavi w tym sezonie - rezerwowego, który jest w stanie odmienić oblicze meczu. Barça pod wodzą Enrique wkroczyła na właściwą drogę, by poradzić sobie w erze "po Xavim", i jestem zdania, że nie powinna się teraz na tej drodze zgubić, szukając nowego Generała. Nawiasem mówiąc, Messi sam już przyznał, że wraz z upływem czasu będzie grać coraz głębiej, i w tej chwili to jest najbardziej prawdodpodbna i chyba najlepsza przyszłość. Choć będzie na nią trzeba trochę poczekać.
MB: Spytajcie Braidy i spółki ;) Ja nie mam swojego kandydata. To wszystko zależy od wizji trenera, w którą stronę będzie chciał rozwijać zespół. Abstrahując od cen, każdy z przymierzanych pomocników ma swoje wady i zalety – np. z Verrattim na pewno mielibyśmy całkowitą kontrolę nad środkiem pola, ale w modelu zorientowanym na grę z kontry, który ostatnio przyniósł nam największe profity, Włoch raczej by się nie sprawdził. Odwrotnie jest z Pogbą. Francuz na pewno dodałby jakości w pojedynkach indywidualnych, ale z nim gra Barcelony byłaby jeszcze bardziej narwana i szaleńcza niż teraz, a to niekoniecznie dobre. Ciekawą alternatwę stanowi Kondogbia, choć to zawodnik bardziej defensywny, więc na pewno otrzymałby inną rolę niż Pogba. Z kolei w ramach zastępstwa dla Xaviego niezły mógłby być też Ander Herrera. Zamiast tego mówi się o Gündoğanie, który ostatnio w topowej formie był 10kg... dwa lata temu. Jakoś tego nie widzę.
MZ: Jak drużyna będzie funkcjonować bez Xaviego? Normalnie, choć może to właśnie zadanie dla Enrique, by taką postać w szatni zastąpić własną osobowością? A może lider po prostu wyłoni się sam? Tak czy inaczej sądzę, że więcej zmian będzie za kulisami, poza boiskiem.
Komentarze (58)