W ciszy stadionu. Real gra porywająco. A Barcelona?

Challenger

21 listopada 2014, 16:03

44 komentarze

Nie pisałem jeszcze w tym sezonie. Nie było o czym. Pierwszy poważny mecz drużyna Enrique miała niespełna miesiąc temu. Pozostałe były bez znaczenia.

Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzą. W pierwszych tygodniach sezonu „nowej” Barcelony sprawdzać nie chciano. W efekcie Claudio Bravo – bramkarz ledwie solidny – do oporu śrubował rekord minut bez straconej bramki. Mając przed sobą jedną z najsłabszych na tę chwilę defensyw ligi.

Taka jego rola, ale i tak chwała mu za tę passę. Po tym jak grą nogami ujął nas podczas Mundialu, w buty Valdésa wszedł szybciej niż ktokolwiek się spodziewał. Stara się Chilijczyk, stara się cały zespół. Jak do tej pory, Barça nadzwyczaj często wygrywa cechami wolicjonalnymi, ale to jej nowy atut. Żaden zarzut. Wybrzydzać nie chcę i nie zamierzam. Na tym etapie liczą się punkty. Po 11 kolejkach FCB ma ich 25 – kwartał temu brałbym w ciemno! Zwłaszcza obok tak „kolosalnej”, bo tak dwupunktowej, straty do lidera.

Podobnie jak start kampanii ligowej, swoją specyfikę ma faza grupowa LM. Azulgrana była bliżej korzystnego wyniku w Paryżu niż chciałaby większość obserwatorów, operujących pomeczowo słowem pod z góry założone tezy. W pozostałych meczach ekipa Enrique ma komplet zwycięstw. Męczyła się z APOEL-em, męczyła z Ajaksem – pewnie, że tak! Ale nie będzie to miało żadnego znaczenia jeśli Katalończycy wyjdą z grupy na 1. pozycji.

Mecz o wszystko z PSG… nie zdarzył się przecież we Francji. Odbędzie się za 2 tygodnie w Barcelonie. Będzie drugim poważnym testem Barçy „Lucho”. Drugim po GD.

Wielkie derby, duża klęska

Tamten test Barcelona oblała. Dotkliwie, wystarczy przypomnieć sobie przebieg meczu.

Barça poległa w nim jako drużyna. Akcjom brakowało spójności, grze – szerszego zamysłu. Znane schematy zawiodły, wydarzenia pod bramką Casillasa najlepiej oddaje słowo „bezradność”. Na świetnie zorganizowaną obronę gospodarzy FC Barcelona nie potrafiła znaleźć sposobu. Główną postacią ataku okazał się wrócony z banicji Suárez. Po cichu wystąpił Messi. W kolejnych derbach potwierdziło się zjawisko, które opisałem kiedyś szerzej – Mourinho raz na zawsze nauczył Real grać przeciw Leo.

Tym razem nie chodziło tylko o obronę. „Królewscy” byli lepsi w każdym aspekcie gry. Momentami szybkiej, „ciasnej” gry piłką w strefie środkowej żywo przypominali Barçę Guardioli.

Bóle w strefach erogennych różnych dziennikarzy rozlały się po tym meczu jakby Real zlał Barçę wynikiem dwucyfrowym. Obfity wynik faktycznie padł na tym stadionie niedawno. W drugą stronę. Tym razem był dwa razy niższy. Barça zawiodła, widzieliśmy srogą klęskę. Dla drużyny mierzącej w mistrzostwo porażka z bezpośrednim rywalem stanowi problem. Duży. Ale nie mówmy o katastrofie. Przesada wobec wyniku z października jest zbędna, rozgrywki ligowe rozstrzygają się wiosną.

Ancelotti też poniósł dotkliwą taktyczną porażkę w swoim pierwszym „Klasyku”. Wrócił silniejszy. Ostatni mecz rozegrał od strony trenerskiej, taktycznej - po mistrzowsku. Enrique też ma czas. Jest go wystarczająco dużo by zmienić układ tabeli i losy tytułu.

Mapa słabych punktów

O triumfie Realu pisało się następnego dnia wyłącznie wielkimi literami. Madrytczykom nie dał nawet ligowego prowadzenia. Mimo porażki, utrzymała je Barca. Z ligowego tronu strąciła Katalończyków skromna Celta. To wymowne. Precyzyjnie wskazuje źródło obecnych zmartwień FC Barcelony. Nie leży w zbierającej zasłużone pochwały grze Realu, tylko tam gdzie swoje zasłużone zwycięstwo odnieśli Galisyjczycy. Na Camp Nou.

Niektórzy zawodnicy spisują się tak słabo, że powstał o nich serial. To „byli” piłkarze. Piqué, Alves, Pedro. Dla tego ostatniego jest jeszcze miejsce na skraju ławki rezerwowych (Neymar, Messi i Suárez nie będą grać co mecz 90 minut). Dwaj pierwsi już dawno powinni być poza klubem.

Niepokojąco szybko do ich dyspozycji równa Sergio Busquets. Antywzór współczesnego defensywnego pomocnika mnożył w GD zagrania wręczające kontry rywalom. Notorycznie przegrywanymi główkami i pojedynkami 1 na 1 udowadnia co mecz, dlaczego na tej pozycji brylują dziś inni. Chłopi postawni, mocarni, dobrze grający w powietrzu. Tacy, co potrafią włożyć w fizyczny pojedynek więcej siły, twardej stanowczości niż rezygnacji i marnego aktorstwa.

Po tej jednej boiskowej pozycji widać najlepiej, jak bardzo konkurencja umknęła „Barçy 6 pucharów”. Mając na myśli Busiego, to, co jeszcze wczoraj uznawano za wizjonerstwo, wytyczanie nowych trendów w futbolu, okazuje się dziś przeżytkiem. Busquets jest zbyt delikatny, „miękki” w grze, aby skutecznie przeciwstawiać się rywalom. Futbol ewoluuje, inne kluby stawiają w środku pola gladiatora albo dwóch. Widząc nieskuteczność swojego stylu, wychowanek La Masíi z miesiąca na miesiąc traci wolę walki i zaangażowanie. Nie ma tu winy piłkarza. Leży po stronie dyrekcji sportowej i sztabu.

Alternatywy

Barça ich potrzebuje. Miała je od lat, ale dopiero teraz faktycznie zaczyna z nich korzystać.

Odważniejszego postawienia na duet Busi-Song w ubiegłym sezonie nie doczekaliśmy się. Zasoby kadrowe Barçy pozwalają na inne rozwiązania. Stosowane nie w każdym meczu - na to nie liczę w tym klubie - za to regularnie dopracowywane, stosowane od czasu do czasu, ściślej dopasowane pod rywala i dające tak brakującą drużynie różnorodność.

Nieśmiałe póki co przesuwanie przez Enrique J. Mascherano w środek pola jest tak konieczną próbą przywrócenia linii pomocy w tym klubie sensu i konkurencyjności. Już po 4 latach od transferu, w stolicy Katalonii „wymyślono” gościowi pozycję*, na której zawojował Premiership i wymiata w kadrze. Trzeba było Mundialu, dobrze, że nie jest co 8 lat.

Pozostałe dwie pozycje w pomocy zajmują Rakitić i Iniesta. Liczę zwłaszcza na Chorwata. Jego strzał z dystansu, talent do pojedynczych zagrań rozrywających obronę rywali, ambicja i lepsze niż u Xaviego z Iniestą umiejętności gry obronnej – to powiew świeżości potrzebny tej formacji od lat. Świetnym uzupełnieniem dla tego duetu są Xavi z Rafinhą. Miks doświadczenia i młodości. Pokaźna liczba meczów tego sezonu pokazała, że na Camp Nou jest na Xaviego nie tylko miejsce, ale i silne zapotrzebowanie. To już nie gracz na pełne pojedynki o wymiarze GD, ale moim zdaniem zagra jeszcze wiele meczów tego sezonu w wyjściowym ustawieniu.

Prócz pozycji def. pomocnika newralgicznym punktem zespołu jest prawa strona obrony. Alves jest cieniem dawnego siebie. Nawet w takiej dyspozycji „wygrywa” rywalizację z Montoyą. Ten – zamiast wziąć się w garść i ciężką harówą przekonać trenera i kibiców – idzie z żalem do gazet i nawija o przeprowadzce przy najbliższej zimowej okazji. Płaczek, nie piłkarz. Klub potrzebuje teraz na boisku gości o innej mentalności. Wojowników. Momenty zwątpienia mieli Xavi, Iniesta, Puyol. Zostali. Montoya woli odejść. Szerokiej drogi.

Douglas pozostaje zagadką dla nas, trenera i nawet dla prezesa. Co innego Adriano Correia. Ten może być poważną opcją na prawą obronę. Skoczny, wystarczająco silny, z serdecznym „przyłożeniem” zza pola karnego, o porządnej dynamice i dośrodkowaniu. Jak nie on, to kto?

Tak desperackiego pytania nie ma na środku obrony. Jak nie Piqué, to Bartra. Jak nie przesuwany do pomocy Mascherano, to Mathieu. Pole manewru jest. Jeśli doczekamy się Vermaelena, będzie większe. To nie jest obrona ze stali. Nie ma takiej potrzeby. Wystarczy, aby z przodu wszystko działało jak powinno z takim składem. W okresie największej świetności PepTeamu, klub też zwyciężał atakiem.

Jego obecna dyspozycja martwi, ale bez przesady. Wszystkie kłopoty, które Barça ma z Messim (a raczej: Messi ma z rywalami koncentrującymi na nim swoją grę obronną), znikną gdy rozkręci się Luis Suárez. Do optymizmu zachęca największy pozytyw jesieni – świetna współpraca Neymara z Leo, generująca asysty i gole. Jesienne statystyki Brazylijczyka mówią za siebie. Czego dokonają we trójkę? Dopiero się okaże, ale taki napad - przy minimalnym wsparciu Rakiticia, Iniesty, Xaviego - jest w stanie zminimalizować wszystkie problemy dzisiejszej Barcelony.

Suárez jest lepszy od Ney’a. Bardziej doświadczony w Europie, bardziej zabójczy, wszechstronniejszy w „szesnastce”. Silniejszy i skuteczniejszy w starciach fizycznych z obrońcami od obu swoich nowych kolegów. Od Messiego – arcygłodniejszy trofeów. Urugwajczyk z marszu błysnął w derbach. Wejściem z ławki i dwiema asystami wygrał drużynie mecz już 3 kolejki później. Słabo?

Innego łatwego populizmu też nie podnoszę – w mojej opinii trener nie jest słabym punktem dzisiejszej Barçy. Lucho ma u mnie póki co otwarty kredyt zaufania. Jako szkoleniowiec młody stażem i z marnym CV, jest lojalny wobec pracodawcy i „zachowawczy” w części swoich trenerskich decyzji. Podejmuje też inne. Dostrzega alternatywy i stosuje je w odpowiednich dawkach. Może nie co mecz, ale odpowiednio regularnie. Oskarżeniom o asekuranctwo i tchórzostwo wymykają się bez żadnych słów – z chwilą ogłoszenia składu lub decyzji o zmianie. Jeszcze będzie czas poświęcić im parę akapitów, teraz powiem tylko, że bardzo mi się podobały. Czekam na więcej.

Kiedy będzie lepiej?

Niosąc powyżej pewne pozytywy, ani myślę mydlić Wam oczy. Barça gra brzydko. Rwie i szarpie. Grą i nerwami kibiców. Ogląda się to z trudem. Bez przyjemności. Jak komuś się nie podoba – nie ma przymusu oglądania. Trudno, stracicie odrodzenie kolosa. Ta Barça ma mnóstwo aspektów swojej gry do poprawy i z Lucho na ławce wygląda, że jest tego świadoma. Pucharów nie przyznają w listopadzie. Sezon jest długi, a czas będzie działał na korzyść Rakiticia, Mathieu, Mascherano, Neymara, Suáreza i całej Barcelony.

Real gra wspaniale. Porywa grą kwartetu Kroos-Modrić-Isco-Rodríguez, imponuje skutecznością CR7, chłosta rywali kolejnymi golami Benzemy. Ukłony dla Ancelottiego, że po własnym transferowym trzęsieniu ziemi latem uzyskał tak wspaniały poziom już w listopadzie. Utrzymanie go przez cały sezon będzie trudne/niemożliwe. Dlatego trudno mi poważnie traktować myśl, że wiosną „Blancos” będą grali jeszcze lepiej niż teraz.

Barça to co innego. Z takimi piłkarzami w składzie, postępującym zgraniem duetu Neymar-Messi, ambitnym, dojrzewającym z meczu na mecz trenerem, no i mając ogrywającego się co tydzień Suáreza – gorzej niż w meczu z Realem grać się nie da.

Jestem spokojny o to, że na Camp Nou z czasem będzie lepiej. W drużynie AD 2014 widać odpowiednie składniki. Potrzebują zgrania, scalenia się w jeden organizm, zespół. Wierzę w ten zespół. Pytanie, czy tego „lepiej” doczekamy się już w tym sezonie? Czy dopiero w kolejnym?

  

  

* Jasne, to nie takie proste. To wątek o lokalnej specyfice klubu. „Odgrażałem się” w kilku innych felietonach tekstem o „polityce” w FC Barcelonie i to kolejny epizod tego tematu.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (44)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze