Czy Luis Enrique zacznie uczyć się na błędach?

n00stress

21 listopada 2014, 18:47

117 komentarzy

Tekst nie tylko z punktu widzenia kibica Barcelony, ale również miłośnika AS Romy.

Do Romy przybywał jako człowiek z zewnątrz będąc symbolem zerwania nowych właścicieli z przeszłością. Amerykański biznesmen Thomas Di Benedetto i dyrektor sportowy Walter Sabatini marzyli o stworzeniu drugiej Barcelony i przywrócenia klubowi dawnego blasku. Luis Enrique mimo małego doświadczenia wydawał się być idealnym kandydatem. Hiszpan ostatecznie zawiódł, a z Rzymu przepędzono go już po roku. Jako następca Gerardo Martino w stolicy Katalonii dostał to samo zadanie - przeprowadzić rewolucję. Ale na razie wygląda na to, że Lucho nie odrobił lekcji z przeszłości.

Rzymski projekt był nowością dla całej Serie A, ponieważ Amerykanie kupujący AS Romę byli pierwszymi zagranicznymi właścicielami w całej lidze. 16 kwietnia 2011 roku grupa inwestorów z Bostonu pod wodzą Thomasa Di Benedetto oficjalnie przejęła większościowy pakiet akcji zespołu ze stolicy Włoch. Dla Giallorossich była to prawdziwa rewolucja kończąca 18-letnią erę panowania rodziny Sensich. Bostoński miliarder zapowiadał odbudowanie w Rzymie potęgi walczącej o mistrzostwo kraju i powrót do Ligi Mistrzów. Nowy duet dyrektorów Baldini - Sabatini w tym celu ściągnął na Półwysep Apeniński kompletnego nowicjusza, który nie tylko nie miał styczności z Serie A, ale przede wszystkim nie miał żadnego doświadczenia w pracy na najwyższym poziomie. Jego CV przed przyjazdem do stolicy Włoch ograniczało się do pracy z rezerwami Barcelony. Ale nie było żadną tajemnicą, że Luisa Enrique ściągano ze względu na filozofię, którą reprezentował i kulturę, z której pochodził. „Powód, dla którego wybraliśmy Enrique, jest symboliczny. On reprezentuje ideę futbolu, na której chcemy się wzorować, która jest wcielona w drużynach Hiszpanii i Barcelony. Szukaliśmy kogoś spoza włoskiej piłki” - powiedział Walter Sabatini. Doświadczenie Luisa Enrique nie miało znaczenia. Ważna była jego filozofia i to właśnie na niej nowy trener miał oprzeć rewolucję w składzie.

Okrutna rzeczywistość

Szybko okazało się, że łatwiej powiedzieć, a trudniej wcielić w życie. Lucho od samego początku miał pod górkę, a fatalne wyniki zmusiły amerykańskich właścicieli do wyrzucenia hiszpańskiego szkoleniowca po zaledwie roku. Roma pod wodzą Luisa Enrique zanotowała sezon katastrofalny (siódme miejsce w tabeli i aż 28 punktów straty do pierwszego Juventusu), nie kwalifikując się nawet do europejskich pucharów i pierwszy raz od wielu lat oglądając na koniec plecy lokalnego rywala - Lazio. Rządy byłego piłkarza Barcelony upłynęły pod znakiem nierównej gry całego zespołu, kłótni w szatni (przykładem konflikt na linii Osvaldo - Lamela) i brakiem alternatywy, tzw. „planu b”, kiedy okazało się, że jego pomysł na grę w lidze włoskiej po prostu nie działa.

Błędy popełnione już na samym początku pracy w AS Romie (taktyka i fatalne transfery) ciągnęły się za młodym trenerem do samego końca, a w kolejnych miesiącach dochodziły kolejne problemy. Nie może więc dziwić, że to miłośnicy Serie A byli najbardziej zdziwieni nominacją Luisa Enrique na szkoleniowca Barcelony, a kolejne zarzuty hiszpańskiej prasy pod adresem Asturyjczyka do złudzenia przypominają argumenty przeciwko Lucho powtarzane na Półwyspie Apenińskim. W związku z tym warto prześledzić, gdzie obecny trener Dumy Katalonii mógł zachować się lepiej, a także odnieść to do obecnej sytuacji jaka panuje w Barcelonie. Po przeanalizowaniu pracy Enrique można dojść do wniosku, że… 44-latek nie uczy się na błędach.

Błędne założenia źródłem kłopotów

Luis Enrique nie uciekał od porównań do Barcelony Pepa Guardioli zapowiadając ofensywny futbol, który zelektryzuje włoskich kibiców. „Roma poznała mnie jako ofensywnego trenera, który lubi atakować… który lubi dobrą piłkę. Ważne jest, by fani, którzy przychodzą nas oglądać, czerpali z tego przyjemność. Będziemy grać ofensywnie. Tylko taki styl mnie interesuje. Naszym celem jest kompletna zmiana idei i tożsamości. Nie przyszedłem tutaj kopiować modelu Barcelony, ale zrobić coś podobnego. Jej filozofia jest wyjątkowa, oparta na długoletniej pracy” - mówił na samym początku przygody w Serie A Asturyjczyk.

Nie ulegało wątpliwości, że Luis Enrique przychodził do Romy z jasną wizją i konkretnym planem gry. W kwestii doboru piłkarzy dostał wolną rękę, ale jego transfery od początku budziły bardziej zdziwienie niż zadowolenie. Giallorossi wspomagani przez nowego właściciela mieli spore pole do popisu, a hiszpański szkoleniowiec postawił na tak przeciętnych zawodników jak Bojan, José Ángel, Fernando Gago, czy Simon Kjear. Koniec końców żaden z wymienionych piłkarzy nie zadomowił się na dłużej w stolicy Włoch, a kolejny transfer Lucho, czyli Miralem Pjanić rozbłysnął dopiero po odejściu Asturyjczyka. W Barcelonie za transfery najbardziej krytykowany był Andoni Zubizarreta, co poniekąd jest słuszne, ale nie można zapominać, że to ostatecznie trener decyduje o przydatności poszczególnych graczy. W przypadku Luisa Enrique ciężko nie odnieść wrażenia, że jego decyzje są w większości nietrafione.

Ale transfery to jedno, a pomysł na grę to drugie. Asturyjczyk dobierał sobie zawodników z myślą o ataku pozycyjnym i tzw. tiki-tace wzorowanej na Barcelonie. Dla Luisa Enrique nie istniała żadna alternatywa; liczył się tylko „plan a”. Od samego początku Roma starała się przypominać zespół Pepa Guardioli, ale wyglądało to zabawnie, a skutek był odwrotny od zamierzonego. Owszem, rzymianie utrzymywali się przy piłce, ale było to klepanie bezproduktywne i nie przekładało się na okazje strzeleckie. Luis Enrique wpadkę zaliczył na dzień dobry, kiedy w fatalnym stylu odpadł z Ligi Europy ze Slovanem Bratysława. Wtedy wydawało się, że będzie to jedynie wypadek przy pracy, ale rzeczywistość okazała się bardziej niż okrutna. Roma zawodziła tydzień w tydzień, przebłyski notując sporadycznie. Giallorossi irytowali nieregularną grą , bezcelowym klepaniem piłki w środku pola i kompromitacjami w najważniejszych meczach (np. 0:3 z Fiorentiną, 1:4 z Atalantą i 0:4 z Juventusem). Brzmi znajomo? Podobne zarzuty hiszpańska prasa kieruje pod adresem Barcelony kierowanej przez Lucho.

Jednak największy zarzut pod adresem Luisa Enrique, jaki można mieć, to brak jakiejkolwiek alternatywy po kolejnych niepowodzeniach. Mimo nieregularnej gry i fatalnych wyników, Lucho do końca trzymał się jednej i tej samej taktyki. Filozofia oparta na systemie preferowanym przez Barcelonę w Romie okazała się nieskuteczna, ale hiszpański szkoleniowiec „planu b” nie miał do samego końca. Jeżeli jeszcze utrzymywanie przy piłce jako tako działało (Roma notowała w sezonie 2011/12 średnie posiadanie na poziomie 58% - trzeci wynik w lidze po Juventusie i AC Milanie), to gra bez futbolówki i pressing wyglądały tragicznie. Ustawienie 4-3-3 pod wodzą Luisa Enrique kompletnie nie funkcjonowało, a Roma po prostu nie miała odpowiednich piłkarzy do takiego systemu. Hiszpan pozostawał jednak niewzruszony do końca, co skończyło się - jak wiemy - kompromitującym sezonem.

Rotacje większym problemem niż pożytkiem

Luis Enrique irytuje kibiców Barcelony niezrozumiałym systemem rotacji, zwłaszcza w defensywie, co nie pomaga w stabilizacji i ograniu. Duma Katalonii nie powtórzyła wyjściowego ustawienia w żadnej z jedenastu dotychczasowych kolejek ligowych. Obrona podlega zmianom w każdym meczu i nie ma znaczenia jak się zaprezentuje. Dla fanów Romy takie zarzuty pod adresem Enrique to żadna nowość. Wręcz przeciwnie. W sezonie 2011/12 nie było szans na poprawne wytypowanie podstawowego zestawienia Giallorossich. Doszło do tego, że włoscy kibice zaczęli robić zakłady kto zagra w danym meczu.

Rotacje to oczywiście pozytywne zjawisko, zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę liczbę spotkań, jakie grają obecnie piłkarze. Ale przypadek Luisa Enrique dobitnie pokazuje jak łatwo można przekroczyć cienką granicę. W takich warunkach ciężko o jakąkolwiek stabilizację, a nieustanne rotowanie sugeruje brak umiejętności prawidłowego zarządzania zespołem. Jérémy Mathieu po klasyku z Realem Madryt sam nie ukrywał zaskoczenia z powodu gry na lewej obronie, a w spotkaniu z Almeríą Enrique bardzo szybko musiał wycofać się ze swoich zaskakujących wyborów, co do podstawowej jedenastki. W Romie dochodziło do tego, że Simone Perrotta był wystawiany na boku obrony, natomiast para środkowych defensorów zmieniała się co mecz. Taki system rotacji doprowadził do tego, że rzymianie w sezonie 2011/12 stracili aż 54 bramki i tylko sześć drużyn miało gorszy bilans. Enrique nie wyciągnął wniosków z włoskiej roboty?

Słaba komunikacja źródłem nieporozumień

Luis Enrique był piłkarzem wyrazistym z bardzo silnym charakterem. Prawdziwy lider na boisku i poza nim. Kibice kochali go za poświęcenie i grę do samego końca. Braki techniczne zawsze nadrabiał wolą walki. Ale jako trener gdzieś zatracił te wszystkie umiejętności, a kiedy przyszło do zarządzania takimi zawodnikami jak Daniele De Rossi czy Francesco Totti stracił wszystkie cechy przywódcze. Hiszpan nie potrafił dotrzeć do swoich zawodników i przekonać ich do słuszności swoich decyzji. Kibice Romy, którzy początkowo stali murem za hiszpańskim szkoleniowcem, koniec końców oskarżali go o brak jaj i nieumiejętność podejmowania trudnych decyzji.

Nie jest tajemnicą, że Barcelona potrzebuje trenera z silną osobowością, który będzie w stanie nieustannie motywować swoich graczy. Pep Guardiola odszedł, bo po czterech wspaniałych latach czuł się wypalony. Piłkarze, którzy osiągnęli w futbolu wszystko muszą być zarządzani przez szkoleniowca, który będzie dla nich inspiracją. Ostatnie trzy miesiące w stolicy Katalonii, a także wcześniejsza przygoda w Romie poddaje w wątpliwość przywódcze umiejętności Enrique.

Przed Barceloną kluczowy fragment sezonu i ważne mecze z takimi drużynami jak Sevilla, Valencia czy Espanyol. Do tego dochodzi pojedynek z PSG o pierwszej miejsce w grupie Ligi Mistrzów. Wygrane da tylko najlepsza wersja Barçy, a do tego potrzebne jest wyciągnięcie wniosków przez Luisa Enrique. Ci piłkarze potrzebują wielkiego trenera. Póki co więcej jest wątpliwości niż przesłanek wskazujących, że tak będzie.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (117)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze