O stadionowej (i nie tylko) agresji słów kilka

Krzysztof Majewski

28 października 2014, 19:05

134 komentarze

Poniższy tekst jest opinią autora, a nie stanowiskiem całej redakcji serwisu FCBarca.com

Wczoraj miałem okazję przetłumaczyć artykuł wicedyrektora hiszpańskiego Mundo Deportivo, Joana Josepa Pallása, oraz zamieszczenia go na łamach naszego serwisu, FCBarca.com. Powyższa publikacja była bardzo mocno przez Was komentowana, o czym świadczy fakt, że tekst ten, zatytułowany „Bezkarność Bernabéu”, znajduje się na pierwszym miejscu listy najczęściej komentowanych newsów.

Na wstępie muszę przyznać, że całkowicie zgadzam się z większością Waszych komentarzy, w których ostro krytykujecie autora tej publikacji, zarzucając mu brak obiektywizmu oraz hipokryzję. Jako czytelnicy naszego portalu z pewnością doskonale zdajecie sobie sprawę, że zdecydowana większość zamieszczanych przez nas newsów pochodzi z katalońskich gazet (np. Sport, Mundo Deportivo) lub też hiszpańskich dzienników (np. AS), które w sprawach związanych bezpośrednio z relacjami na linii FC Barcelona – Real Madryt wyraźnie opowiadają się za jedną ze stron. Katalońskie czasopisma ślepo bronią Barçy, oczerniając przy tym drużynę Los Blancos, podczas gdy media z Madrytu murem stoją za klubem ze stolicy, co chwila starając się wbić szpilę ekipie z Katalonii.

Bezkarność Bernabéu = Bezkarność Camp Nou

We wspomnianym artykule Joan Josep Pallás krytykował zachowanie madryckich kibiców podczas ligowych Klasyków, uciekając się do stwierdzenia, iż Bernabéu jest „bezkarne”. Autor tego tekstu zwracał uwagę na obraźliwe przyśpiewki sympatyków Los Blancos w kierunku piłkarzy FC Barcelony oraz mówił o nadmiernej agresji, jaką wykazuje się publiczność zgromadzona na Bernabéu podczas El Clásico.

W swojej publikacji Pallás skupił się głównie na ukazaniu ciemnej strony madryckiego środowiska, sugerując tym samym, że jest ono znacznie agresywniejsze i bardziej niemoralne od barcelonismo. Co prawda autor przyznał, że Camp Nou kiedyś również było przesiąknięte nienawiścią, lecz zaznaczył, że było to stosunkowo dawno (czasy, kiedy to

target="_blank">Luis Figo przeniósł się z Barcelony do Madrytu) i obecnie radykalizm kibiców Barcelony uległ zdecydowanemu zmniejszeniu, a na stadionie Blaugrany obrażanie przeciwnika jest najlepszą formą dopingu jedynie dla niewielkich grup.

Stwierdzenie, że radykalizm katalońskich kibiców znacznie osłabł, nie oznacza, iż atmosfera panująca na Camp Nou podczas ligowych Klasyków oraz wrogość i agresja kibiców gospodarzy względem drużyny przyjezdnej różni się od tej, jaką obserwujemy na Bernabéu. Jeżeli ktoś w to wątpi i pragnie ślepo bronić Camp Nou, twierdząc, że takie zdarzenia, jak te opisane w tekście Pallása, mają miejsce jedynie na obiekcie rywala ze stolicy, odsyłam chociażby do tego

target="_blank">filmiku. Wykrzykiwane słowa z ust katalońskich kibiców brzmią dziwnie znajomo, prawda?

Co więcej, jakiś czas temu miałem okazję spełnić swoje wielkie marzenie i być naocznym świadkiem Klasyku na Camp Nou, co pozwoliło mi na żywo zaobserwować pewne zjawiska i wyrobić sobie opinię na temat stadionowej agresji. Uwierzcie, przyśpiewki „Ten Portugalczyk jest sku***” pojawiały się w trakcie spotkania wyjątkowo często, a przecież nie były to jedyne obelgi kierowane w stronę piłkarzy z Madrytu. Tym samym śmiem twierdzić, że mówienie o „bezkarności Bernabéu” jest czystą hipokryzją, gdyż tak samo bezkarne jest Camp Nou, jak i wiele, naprawdę całe mnóstwo stadionów na całym świecie, gdzie kibice wciąż w sposób wyjątkowo agresywny i niezrozumiały „przyjmują” przyjezdne zespoły, co pamiętacie choćby z zeszłego

target="_blank">sezonu.

Bardziej katalońscy od Katalończyków, bardziej hiszpańscy od Hiszpanów

Jednak stadiony to nie jedyne miejsca, gdzie kibice dają upust swojej agresji i wulgarnie obrażają zarówno piłkarzy rywali, jak i kibiców innych klubów. Przykładów nie musimy szukać bardzo daleko, wystarczy spojrzeć na własne podwórko, aby z przykrością stwierdzić, iż dwa najbardziej znane polskie serwisy dwóch zdecydowanie najpopularniejszych zagranicznych klubów w Polsce są miejscem, gdzie chamstwo, słowna agresja oraz brak jakiegokolwiek szacunku dla rywala to chleb powszedni. Te wszystkie zachowania obserwujemy tak często, tak bardzo się do nich przyzwyczailiśmy, że traktujemy je jako codzienność i uznajemy za „normalne”.

Na obu portalach nie brakuje osób, które są bardziej katalońskie od Katalończyków (bądź analogicznie bardziej hiszpańskie od Hiszpanów) i na każdym kroku muszą to wszystkim dookoła udowadniać. Nie mam zamiaru nikogo pouczać ani nawracać. Zdecydowanie zbyt mało wiosen za mną, abym mógł się za to zabierać. Jeżeli pragniesz obrażać, wyzywać, pluć na przeciwnika oraz jego kibiców zamiast cieszyć się jedną z najpiękniejszych rzeczy na świecie, jaką jest futbol w czystej postaci, to Twoja sprawa. Nie mnie to osądzać, z pewnością kiedyś zrobi to ktoś inny. Uspokaja mnie myśl, że choć z pozoru należymy do tej samej grupy, miłośników futbolu, to stoimy po przeciwnych stronach barykady.

Jako członek grupy kibiców szanujących każdy zespół, niezależnie, czy jest to malutkie Eibar czy potężny Real Madryt, z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć w całym jej imieniu, że jest nam wstyd za wszystkich Was, którzy mentalnie wciąż nie dorośliście i plujecie jadem, zatruwając atmosferę najpiękniejszego sportu tego świata, jakim jest futbol.

Przyszłość o jaśniejszym odcieniu

Cała sytuacja związana ze stadionową agresją z pewnością martwi, jednak staram się znaleźć w niej i pozytywy. Pamiętacie, jak wspominałem o moim pobycie w Barcelonie. Całkiem przypadkowo spotkałem wówczas mojego znajomego z rodzinnego miasta, z którym umówiłem się na spotkanie tuż po zakończeniu Klasyku. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że ów kolega jest zagorzałym kibicem Los Blancos, a na stadion udał się w koszulce swojego idola – Cristiano Ronaldo. Możecie wyobrazić sobie, adresatem jakich spojrzeń katalońskich kibiców był mój znajomy, który pośród kilkudziesięciu tysięcy bordowo-granatowych trykotów paradował w białym stroju. Jednak choćby przez chwilę nie było groźby, że może dojść do jakiegoś nieprzyjemnego incydentu. Nikt nie rozważał nawet możliwości zrobienia mu jakiejkolwiek krzywdy, słownej lub fizycznej, co pokazuje, że agresywne, wulgarne stadionowe zachowania nie są przenoszone poza jego obręby.

Dzięki Bogu, wydaje się, że czasy, kiedy grupa neandertalczyków z Boixos Nois dopuściła się zaszlachtowania meksykańskiego kibica w koszulce Raúla Gonzáleza, odeszły w zapomnienie. Jeżeli chodzi o aspekt poczucia bezpieczeństwa w mieście odwiecznego rywala i możliwości swobodnego poruszania się po nim w trykocie swojego ukochanego klubu, my Polacy moglibyśmy się wiele od Hiszpanów nauczyć. W końcu takie reklamy jak

target="_blank">ta nie powstają bez powodu i myślę, że wielu z Was mogłoby się wypowiedzieć na temat roztropności podjęcia decyzji o paradowaniu po mieście w koszulce drużyny, z którym Wasz klub ma tzw. „kosę”.

Kończąc, pragnę pozdrowić wszystkich kibiców, dla których słowo „szacunek” jest fundamentem w piłkarskim świecie. Życzę Wam oraz sobie, aby atmosfera z czasów, kiedy na ławkach trenerskich Realu Madryt oraz Barcelony zasiadali odpowiednio José Mourinho oraz Pep Guardiola, już nigdy nie była obecna w stosunkach pomiędzy oboma klubami. Wszystkim kibicom znajdującym się po drugiej stronie barykady, życzę, abyście mentalnie dojrzeli i dostrzegli, że nie ma nic piękniejszego od zdrowej rywalizacji sportowej, która nie jest możliwa bez szacunku dla rywala. Obrazki takie jak ten znajdujący się na wstępie artykułu to najwspanialsze świadectwo tego, czym piłka nożna być powinna.