Barça zaczęła dobrze, ale była bezsilna wobec Rodrígueza, Miroticia i Rudy'ego Fernándeza. Blaugrana nie miała pomysłu na grę w obronie.W drugiej połowie Real robił, co chciał, a jego przewaga była coraz większa.
Drugi sezon z rzędu Barça będzie grać o trzecie miejsce w Final Four Euroligi. Real Madryt był dzisiaj nieosiągalny w Mediolanum Forum w Mediolanie i zagra z Macabbi Tel Aviv w finale. Blaugrana zaczęła dobrze, ale pudłowała z linii rzutów wolnych, co pozwoliło osiągnąć przewagę drużynie z Madrytu (45:37). Trzecia kwarta zakończyła się wynikiem 11:28 i nie było już szans dla Katalończyków. Końcowy rezultat brzmiał 62:100. Trzeba przyznać, że w tym meczu Barça nie miała żadnych szans na zwycięstwo.
Dobry początek
Nie było żadnych oznak miażdżącej porażki w pierwszych kilku minutach gry. Huertas był rewelacyjny, Ante Tomić i Papanikolaou zdobywali punkty, a 10 oczek z rzędu dla Barçy dało jej prowadzenie 12:4. Trener drużyny z Madrytu, Pablo Laso, poprosił o przerwę na żądanie, a jego decyzja o wpuszczeniu na parkiet Sergio Rodrígueza okazała się słuszna. Real odrobił straty, zbliżając się na jeden punkt, 12:13.
Rzuty wolne były słabą stroną Barcelony, a Rodríguez wykorzystał szansę, dając prowadzenie swojemu zespołowi, 19:18, ale dzięki dwóm wolnym Tomicia kwarta zakończyła się remisem po 20. Do tego momentu różnica pomiędzy zespołami była niewielka.
Fatalne momenty
Druga kwarta była słaba w wykonaniu Barçy. Real nie grał genialnie w koszykówkę, ale zdobywał punkty, natomiast absolutnie nic się nie działo po stronie Katalończyków. Niespodziewanie z remisu zrobiło się ponad dziesięć punktów przewagi dla drużyny z Madrytu, 31:20. Przerwa poprawiła wiele mankamentów w ataku, ale nie było zmiany w obronie. Navarro i Papanikolaou zdobyli punkty, jednak Real powiększył przewagę, 45:32. Oleson i Tomić odpowiedzieli pięcioma punktami i do przerwy było jeszcze sporo nadziei przy wyniku 37:45.
Bezsilność
Barça wyraźnie chciała dobrze rozpocząć druga połowę, ale trójki Fernándeza i Dardena całkowicie ją oszołomiły. Przy wyniku 38:53 Pascual potrzebował znaleźć jakieś rozwiązanie i strata została zmniejszona do dziewięciu punktów, 44:53, po serialu punktowym 6:0. Ale cokolwiek Blaugrana by nie uczyniła, Madryt robił to lepiej i w mgnieniu oka było już 47:63. Po 30 minutach wynik brzmiał 48:73 i wszystko, co mogło uratować Barçę, byłoby cudem, tak jak w pierwszym półfinale.
Real dobija Barçę
Barça naprawdę potrzebowała magii, ale magia nie nadeszła. Zamiast tego Real Madryt grał swobodnie, a sześć minut przed końcem było 52:88. Blaugrana nie miała już o co grać. Wybrała najgorszy moment ze wszystkich do zaprezentowania swojej najsłabszej koszykówki. Dobijając rywala, Madryt mógł świętować osiągnięcie 100 punktów na sekundy przed końcem. Real jest finale, w którym będzie miał nadzieję zrehabilitować się za porażkę w Londynie w zeszłym roku.
FCB, 62
RM, 100
FC Barcelona (20+17+11+14): Huertas (7), Oleson (8), Papanikolaou (6), Lorbek (8) i Tomić (16) -pierwsza piątka-; Pullen (0), Dorsey (5), Sada (0), Abrines (2), Navarro (3), Nachbar (7).
Real Madryt (20+25+28+27): Llull (11), Rudy (12), Darden (6), Mirotić (19) i Borousis (7) -pierwsza piątka-; Reyes (11), Díez (0), Rodríguez (21), Carroll (7), Slaughter (4), Mejri (2).
Komentarze (29)