Po remisie Realu Madryt w Valladolid liga znów jest w rękach Barcelony.
Ten krótki tekst będzie o wierze. A właściwie jej braku. Futbolowy świat po raz kolejny pokazuje mi, że trzeba wierzyć. Do końca.
Gdy w sobotę relacjonowałem z trybuny prasowej na Camp Nou mecz Barcelony z Getafe, napisałem po stracie drugiej bramki, że Barça „dała sobie wydrzeć zwycięstwo i może pożegnać się z mistrzowskim tytułem”. Dziś, zaledwie 96 godzin po tym wydarzeniu, sytuacja odwróciła się o 180 stopni, a piłkarze Gerardo Martino są zależni od siebie. Chcą wygrać ligę? Na pierwszy rzut oka nic prostszego - muszą zdobyć sześć punktów w dwóch meczach.
Wielu kibiców, na czele ze mną, nie wierzyło w to, że jeszcze pojawi się szansa na zdobycie mistrzostwa Hiszpanii w tym sezonie. Bardzo słaba postawa Barcelony w meczu z Getafe miała przypieczętować kiepski sezon w wykonaniu piłkarzy z Camp Nou. Strata dwóch punktów z drużyną z końcówki tabeli bolała tym bardziej, że była „pogrzebem, definitywnym końcem cyklu”. To moje słowa sprzed czterech dni.
Dziś, gdy sytuacja się odwróciła i znów pojawia się szansa na tytuł, pragnę przeprosić Was, drodzy Kibice FC Barcelony, za mój brak wiary w Naszą Ukochaną Drużynę. W tamtym momencie przemawiała przeze mnie złość i gorycz, ale to oczywiście żadne usprawiedliwienie dla dziennikarza. Podobnie jak dla większości z Was, Barcelona jest moją największą piłkarską miłością i bolała mnie porażka w finale Pucharu Króla, bolało odpadnięcie z Ligi Mistrzów i jeszcze bardziej bolała porażka z Granadą. Remis z Getafe przelał czarę goryczy i dałem upust swoim negatywnym emocjom, za co jeszcze raz Was przepraszam.
Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe. Powinienem o tym wiedzieć, mając w pamięci historyczną bramkę Andrésa Iniesty na Stamford Bridge czy też trafienie Pedro z finału Klubowych Mistrzostw Świata w 2009 roku. Te wydarzenia pokazały, że w futbolu wszystko jest możliwe, a grać - i wierzyć - trzeba do samego końca.
Niech ten tekst będzie wyrazem uznania dla osób, które nie straciły wiary. Nawet jeśli Barcelona nie sięgnie po mistrzostwo, dziś tacy Kibice mogą powiedzieć: „A nie mówiłem! Nadzieja umiera ostatnia!” . Ja natomiast muszę pochylić głowę i uderzyć się w pierś jak niewierny Tomasz.
Mam nadzieję, że nikogo nie urazi parafraza słów Ewangelii wg św. Jana: „Uwierzyłem w mistrzostwo, bo zobaczyłem porażki rywali. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.
Powyższy tekst wyraża osobiste zdanie autora, który bierze pełną i wyłączną odpowiedzialność za wyrażone sądy i opinie.
Komentarze (224)