„Nie otwierając oczu, znowu poczułam, jak ogarnia mnie ciepła fala szczęśliwej przygody. Byłam w Barcelonie. Zbyt wiele marzeń spiętrzyło się wokół tego konkretnego faktu, aby nie wydał mi się cudem ten pierwszy hałas miasta, mówiący tak wyraźnie, że to rzeczywistość prawdziwa, jak moje ciało." *
W ostatnim czasie FC Barcelona musi zmagać się z wieloma problemami. Ich przeważająca część znacznie wykracza poza futbol. Niezwykła historia Barçy pokazuje jednak, że potrafiła ona przyjmować najcięższe ciosy, aby na przeciwieństwa losu odpowiadać na boisku. Nigdy poza nim. Bo taka jest Barça. Bo taka jest La Masía.
W minionym tygodniu wiejący w oczy barcelonismo wiatr ponownie przygnał nad Les Corts ciemne obłoki. W pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów z Atlético Madryt FC Barcelona wywalczyła rezultat, który nie pozwala jej fanom na spokojny sen. Tym bardziej, że w 12. minucie batalii z „Los Rojiblancos" gospodarze stracili Gerarda Piqué, a kilkanaście godzin później światło dzienne ujrzała decyzja FIFY nakładająca na „Dumę Katalonii" karę zakazu dokonywania wzmocnień kadrowych na okres dwóch okienek transferowych.
35-letni model La Masíi został wskazany przez organy Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej jako źródło rażącego łamania zapisów o transferach niepełnoletnich piłkarzy. To cios prosto w serce, esencję i tożsamość FC Barcelony. Filozofia, wyznaczona przed kilkudziesięciu laty przez Johana Cruijffa, przyniosła „Dumie Katalonii" jej największe sukcesy oraz podziwiany na całym świecie etos. Przez wiele lat drużyna z Camp Nou, pomimo niezaprzeczalnych ambicji i dumy, musiała znosić wyższość Realu Madryt. Faworyzowany przez wojskową dyktaturę generała Francisco Franco klub lepiej poczynał sobie na polu sportowym, ale również finansowym i instytucjonalnym. Zakochani w Katalonii i jej piłkarskiej wizytówce poszukiwali możliwości wdrapania się na szczyt inną, odrębną drogą. Udało się. W 2010 roku na podium Złotej Piłki stanęło trzech canteranos FC Barcelony, co jedynie wzmogło zachwyty nad sportową, szkoleniową, ale i pedagogiczną potęgą klubu ze stolicy Katalonii. Zachwycano się nie tylko piłkarskim kunsztem wyróżnionych, ale również ich skromnością, pokorą oraz umiejętnością funkcjonowania w grupie. Tak Leo Messi, jak Andrés Iniesta i Xavi Hernández wielokrotnie podkreślali, że La Masía uczyniła z nich wielkich piłkarzy, ale również wartościowych ludzi, którzy ponad indywidualne dobro zawsze przedkładają kolektyw. Reprezentacja Hiszpanii, występująca pod egidą i w jakimś sensie ku chwale - ekonomicznej i wizerunkowej - FIFY, czerpała pełnymi garściami z dobrodziejstw modelu szkoleniowego FC Barcelony. Ekipie „La Furia Roja" przyniosło to sukcesy, o których dotąd Hiszpanie mogli tylko marzyć w irracjonalnych mrzonkach. A jednak. Dzięki La Masíi Barça wyniosła na szczyt nie tylko samą siebie, ale również reprezentację z Płw. Iberyjskiego i cały światowy futbol.
Gdy w 1988 roku Johan Cruijff trafił na trenerską ławkę „Dumy Katalonii", La Masía istniała wówczas już dziewięć lat. Budynek powstały w 1702 roku początkowo nazywany był Can Planes lub Can Freixes. Służył jako przechowalnia produktów spożywczych, choć inne źródła podają, że najwybitniejsza kuźnia piłkarskich talentów początkowo była... owczarnią. W 1950 roku FC Barcelona wykupiła należące do czterech rolników tereny, a w zastanej posiadłości zorganizowano pomieszczenie, w którym inżynierowie przygotowywali makietę powstającego Camp Nou. Tam też przyjmowano wizytujących budowę oficjeli, którzy w nieco zatęchłych murach oczami wyobraźni malowali obrazy wielkiej drużyny występującej na najpiękniejszym stadionie świata. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Can Barça od zawsze była miejscem, gdzie niebiosa mówiły marzeniom: „tak".
Po inauguracji nowego stadionu obiekt zamknięto, aby pod koniec 1966 roku przenieść tam siedzibę klubu. Po 12 latach urzędowania uznano, że zwiększająca się liczba dokumentacji oraz pracowników klubu uniemożliwia dalsze funkcjonowanie w tymże miejscu. Zanim jednak najbardziej utalentowani Katalończycy trafili do La Masíi, przebywali w wynajętych mieszkaniach nieopodal Camp Nou. Tam cieszyli się pełną swobodą, która spotęgowana wyzwoleniem spod czujnego oka rodziców, nie zawsze pozytywnie wpływała na ich piłkarski rozwój. 20 października 1979 roku oficjalnie zainaugurowano nowy charakter funkcjonowania budynku. Całość przedsięwzięcia pochłonęła z klubowej kasy aż 17 mln peset. Co ciekawe, Can Barça przyjął początkowo w swoich progach sześćdziesięciu chłopców, spośród których tylko trzech zdołało przebić się do pierwszej drużyny.
W mającym 300 lat budynku Cruijff dokonał prawdziwej rewolucji. Holender przesunął akcenty na szkolenie młodzieży oraz skauting, podkreślając tym samym istotną rolę wychowanków klubu w procesie kształtowania jego boiskowej tożsamości. Legenda Ajaxu Amsterdam rozpoczęła od wprowadzenia do FC Barcelony ustawienia 4-3-3, obowiązującego również w ekipie rezerwowej i drużynach juniorskich. Na Les Corts postawiono na długofalową pracę u podstaw i spójną myśl szkoleniową. Dokładna selekcja, skauting przeczesujący przede wszystkim lokalne podwórka oraz kształtowanie w głowach młodych piłkarzy odpowiednich postaw moralnych - to były fundamenty powziętych przez Holendra działań prowadzących do naprawy „Blaugrany". Na zapleczu wielkiej Barçy wynik sportowy zszedł na dalszy plan. Wybrani piłkarze wychowywani byli w duchu właściwej dla Katalonii pokory, skromności i szacunku dla rywala. Sympatykom klubu imponowała pogoń młokosów za realizacją marzeń o odnoszeniu sukcesów w barwach tej jednej, wybranej, ukochanej ponad wszystko drużyny. Dla tego miasta i tych barw, dla historii i tradycji.
Tak jest aż do dziś. W okolicach Les Corts niemal nieustannie spogląda się za siebie, aby odświeżać świadomość, co oznacza zakładanie koszulki z dumnym herbem „Blaugrany". Psychologiczną siłę młodzi canteranos czerpią z przekonania, że reprezentowanie Barçy jest zaszczytem, który daje przyjemność nieporównywalną z niczym innym. W La Masíi nie zaniedbuje się kwestii edukacyjnych, również dlatego, że na boisku piłkarze FC Barcelony szarych komórek używają równie często, co nóg. Stanowi to przygotowanie do życia na wypadek niepowodzenia w świecie futbolu lub poważnej kontuzji. Młodzi chłopcy, rozumiejący nierozerwalny związek pomiędzy klubem, a trudnymi dziejami regionu, to największa siła FC Barcelony, skarb i coś na kształt kamienia filozoficznego, eliksiru nieśmiertelności. Miłość do klubu rodzi się już w pierwszych latach funkcjonowania w szkółce, kiedy adepci La Masíi w trakcie domowych spotkań drużyny seniorów mogą podawać piłki (kiedyś mieli do wyboru również rozdawanie folderów meczowych).
Dzięki społeczno-kulturalnej roli, jaką FC Barcelona i jej szkółka odegrały w historii Katalonii, klub z Les Corts jest symbolem regionu i jego duchową wizytówką. Bycie członkiem środowiska barcelonismo wiąże się z pielęgnowanym od lat zbiorem zasad postępowania, który czyni z tej społeczności ewenement na skalę światową. 25 listopada 2012 roku Barça ustanowiła niesamowity rekord. Podczas wyjazdowego pojedynku z Levante na murawie Ciutat de Valencia przebywało jednocześnie aż jedenastu wychowanków La Masíi. Dwunasty, Tito Vilanova, przebywał na ławce trenerskiej. Skończyło się na 4:0, a następnie „lidze stu punktów" i 22. mistrzostwie Hiszpanii w historii klubu. Nadany w 1968 roku przez Narcísa de Carrerasa przydomek „Więcej niż klubu" to coś, co znacząco wykracza poza futbol, wyniki, sportowe wzloty i upadki. To więcej niż rozwój, postęp, pieniądz i pogoń za pędzącym konsumpcyjnie światem. To prawdziwi ludzie, z ich historiami, poświęceniem, łzami szczęścia i smutku, miłością i przywiązaniem do bordowo-granatowych barw. To także tożsamość i tradycja, charakter, wartości i idee, niepodrabialne i niespotykane nigdzie indziej. Takich przymiotów nie otrzymuje się tak po prostu, za nic, ad hoc. I nie traci, nawet wtedy, gdy wszechmocna instytucja rości sobie prawo do decydowania o losach ludzi, którzy tylko mogą, ale przecież nie muszą, być piłkarzami. Na ironię losu zakrawa fakt, że uważaną za wzorcową w zakresie szkolenia młodzieży Barçę każe instytucja tak dalece skompromitowana jak FIFA. To tak, jakby menadżerowie Lehman Brothers wykładali na Harvardzie podstawy etyki w biznesie. Nic i nikt nie odbierze FC Barcelonie jej etosu, katalońskości i esencji, której źródło znajduje się w La Masíi. A tym bardziej nie uczyni tego FIFA.
Już wieczorem, na oczach całego świata, „Duma Katalonii" ponownie będzie miała okazję wykrzyczeć pieśń o swojej odrębności. O niełatwej historii i skomplikowanej tożsamości. O ponurych dziejach i uśmiechu, jaki dała Les Corts sfora zakochanych w Barçie dzieciaków. A culés? Oni ponownie mogą przypomnieć, że ufają modelowi najlepszej drużyny świata. I wierzą w to, że już zawsze „Oni" będzie oznaczać „My". Razem jesteśmy silniejsi. I tak aż do końca. La Masía no es toca.
* Carmen Laforet, „Złuda"
Komentarze (11)