W ciszy stadionu. Piłka z piasku i mgły

Karol Chowański 'Challenger'

21 listopada 2013, 10:57

97 komentarzy

Messi czy Cristiano? Leo czy CR7? Do tego Ribéry solniczący o tym, gdzie postawi statuetkę. Świat oszalał. Tylko czekać aż puszki piwa w lodówkach zaczną się kibicom układać w obrys Złotej Piłki.

Trzymam temat na dystans. Przyglądam się z boku i pod włos. Tak po prawdzie, bardziej interesuje mnie Superpuchar Hiszpanii niż to, kto wygra Złotą Piłkę. Taka moja ekstrawagancja, że kibicuję klubom bardziej niż piłkarzom.

Komu zależy?

Wielki hałas o małą piłkę mnie wszakże nie dziwi. Weseli, najwyżej. Nie idzie o to, że piłka ze złota, któregoż gorączka w wielu oczach pali świeczki. Chodzi trywialnie o biznes, jak sądzę.

Mimo całej niedoskonałości mechaniki wyboru, Złota Piłka na popularności nie traci ani trochę. Ba, z roku na rok ekscytuje wszystkich jeszcze bardziej... Sport w tym czasie śpi. Tenis właśnie się skończył. Kolarskie Vuelty i Giro - też. Igrzysk (mniejsza, letnich czy zimowych) nie ma. Europejska siatkówka, koszykówka, piłka ręczna startują nawet później niż futbol. Narciarstwo i NBA? Ledwo się ocknęły ze swojej drzemki. Inne „wyścigi"? Pustynia, nie emocje. Na przykład taka Formuła Vettela - przejmuje już tylko torowych stewardów. Są wtedy w pracy.

W tę niewdzięczną kalendarzowo porę przyprószoną pierwszymi płatkami śniegu na reklamodawczo-publicystycznym placu boju samotnie zostaje futbol. Tyle, że z nim też problem. Listopadową porą sezon czołowych lig Europy grzęźnie w zimowym letargu. Walka o mistrzowskie tytuły ruszy dopiero po Sylwestrze. W grupach LM już wszystko jasne. Do fazy pucharowej jeszcze daleko. Rozdają ostatnie przepustki na Mundial czy Euro, ale poza garstką narodów na kontynencie mało kogo to obchodzi. Nawet krajowe puchary na dobre się nie zaczęły... O czym tu rozmawiać? Jak żyć, dziennikarz?

O czym pisać, o czym kminić, nad czym wy-się-mądrzać w telewizyjnym studio?

Ooo, patrzcie, za oknem koniec roku. Nastrój plebiscytów, podsumowań i refleksji. Gazety i blogi nie muszą się nawet specjalnie starać. Wraz z bliskością Sylwestra złotopiłeczny klimat udziela się ludziom sam. Demokratycznie wszystkim, z tym samym zapałem: fanom, publicystom, dzieciakom, laikom. Nawet samym piłkarzom (lol). Nic, tylko zasiąść przy kominku i głosować na Piłkarza Roku!

Piłki i buty ze złota wykreowane Indywidualnym Mistrzostwem Świata

Czemu debata o indywidualnych wyróżnieniach co roku brnie tak daleko? Ktoś zrobił z tego plebiscytu, subiektywnego wyboru wąskiej grupy społecznej, wydarzenie na miarę Indywidualnego Mistrzostwa Świata. To samo jest z Klubowym Mundialem. "Turniej", w którym liczy się tylko jeden mecz sprzedawany jest telewizjom i fanom w opakowaniu oscarowego hiciora.

Wróćmy jednak do "FIFA Ballon d'Or". (Czemu nie "FIFA bwin Vodafone Ballon d'Or wręczana przez Coca-Colę"? Kwestia czasu.) Czyż takie cyrki nad wyróżnieniem indywidualnym nie brzmią absurdalnie w dyscyplinie, gdzie w tym samym miejscu i czasie przebywa jeszcze na arenie 20 innych gości? Z jakiej okazji Złota Piłka ze statusu zabawy, pretekstu jedynie do podsumowania piłkarskiego roku stała się jakąś zbiorową obsesją od koła polarnego po pampasy? Zbiorowa psychoza. Przypadek? Nie sądzę:)

Może dlatego, że współczesny świat nie lubi próżni? Świat piłki - chyba też nie. Próżnia nie sprzedaje, próżnia zajmuje czas antenowy bezczynnie, bezczynność to brak zysku, a brak zysku to strata. Hmm, niby wszyscy to wiemy, a jednak rok w rok eksperci szczytują nad wyborami gracza roku, jakby na nowo wymyślili samolot. Po co wymyślono Złotą Piłkę, czemu doszło do konsolidacji wyróżnienia „France Football" z laurem FIFA i dlaczego teraz o nim tak głośno?

W czasach konsumpcjonizmu tak łapczywego, że wpędza globalną wieś w globalny kryzys, o Złotych Piłkach, Złotych Butach i Złotych Globach jest tak głośno, bo ktoś na nich zarabia. Nie, nie są to obywatele tracący całe kopy godzin na o wybranych i niewybranych zaciekłe debaty po forach wszelakich.

Efekt taki, że wygląda to jak z obchodami Dnia Wszystkich Świętych i gwiazdkowymi reklamami. Ledwo ludzie wyjdą z cmentarzy, już w pierwszych witrynach czekają na nich choinki i Mikołaj. W świecie piłki zrobiło się podobnie. Eliminacje do pucharów na przystawkę, potem transferowy zawrót głowy, start sezonu w Europie, grupy LM, kluczowe mecze reprezentacyjne jesienią, KMŚ w grudniu, krajowe puchary na początku roku, możliwie najwcześniej runda pucharowa LM, finisz sezonów w czołowych ligach Europy.

Jedna kilkutygodniowa przerwa w dostawach futbolowych emocji to przełom listopada i grudnia. Ha, nigdy więcej! Od tego mamy Złotą Piłkę.

Kwestia proporcji

Nie chodzi o to, że z nudów i frustracji słabą pogodą za werandą postanowiłem zjechać z góry na dół jakiś nieuchwytny „system". Lubię porównywać, który z futbolistów lepszy od innego. Uwielbiam spieranie, dlaczego. Opór przed współczesną narracją tematu mam tylko w zakresie proporcji. Organizatorzy zatracili ją kompletnie, masy podchwyciły. Jakby ludzie nie mieli dziś większych problemów niż mierzenie skali talentu futbolowych bogów wirtualnym tytułem. A wydawałoby się, że mierzeniem tego i owego zajmują się tylko dzieci w podstawówce.

Zaraz, chwila, jak to, „wirtualnym"?! Głównym założeniem plebiscytów takich jak Złota Piłka - subiektywizm. Porównuje się nieporównywalne, a werdykty komunikuje jak objawione prawdy.

Zresztą, porównuje - kto? Czy najlepiej na taktyce, sztuce futbolu, psychologii sukcesu w sporcie znają się trenerzy i piłkarze? Wystarczy włączyć Polsat Sport, Canal+ czy dowolny inny kanał, poczytać L'Equipe, goal.com czy Sport - i masz odpowiedź... Rodzynki wyjątków niedostrzegalne w bezkresnej po horyzont winnicy.

Przypomnienie czego skłania mnie tu do dyskretnej prośby o tym większy dystans do najczęściej (czyli: jednak nie zawsze) banalnie populistycznych wyborów tego typu jury.

Idzie tu tylko o nieśmiałą refleksję, że fajnie jest pogadać o minionych 12 miesiącach w futbolu przez pryzmat podsumowań. Analitycznie i retrospektywnie. Kompleksowo i szczegółowo. Przyjemnie porównać najlepszych piłkarzy, drużyny, nawet bramki roku. Zachowajmy w tym tylko odpowiednią skalę.

FIFA chce sprzedawać, komunikować Złotą Piłkę jak wydarzenie równe rangą Mistrzostwom Świata. Grudniowy finał Ligi Mistrzów, nawet aktorzy ci sami... Ale czy jako kibic musisz to kupować?

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (97)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze