Podsumowanie La Liga 7. kolejka

n00stress

1 października 2013, 00:38

43 komentarze

Przed siódmą kolejką Primera División Muniz Fernández, arbiter mylący się niemal w każdym meczu, a w środku tygodnia popełniający kuriozalne błędy, które uratowały Real Madryt, w końcu został odesłany do „zamrażalki" - jeszcze za pomyłki z Camp Nou, kiedy okradał z prawidłowej bramki Sevillę. Hiszpania odetchnęła, a kibice mogli się w końcu skupić na emocjach czysto piłkarskich - nadchodziły derby Madrytu. 

Liga de mierda, liga dwóch drużyn - tak nazywają hiszpańskie rozgrywki jej przeciwnicy, którzy nie potrafią dostrzec piękna Primera División. Ale gdzieś tam po cichu, za plecami Realu Madryt i Barcelony rośnie trzecia siła, budowana przez charyzmatycznego Diego Simeone. Mowa oczywiście o Atlético, zespole, który nie zadowolił się zeszłorocznym trzecim miejscem i awansem do Ligi Mistrzów. Rojiblacos chcą więcej, rzucają rękawicę dwóm gigantom i będą zamierzają walczyć o mistrzostwo. „Atlético nie zdejmie nogi z gazu" - zapowiada Gabi. To zdanie, wypowiedziane na konferencji prasowej przed meczem z Porto, najlepiej obrazuje nastroje panujące w zespole ze stolicy Hiszpanii. Ostatnia kolejka pokazała, że nowym królem Madrytu jest Atlético, a jak to się stało? Zapraszamy na cotygodniowe podsumowanie kolejki!

Pawłowski wchodzi z ławki, strzela i... daje punkt Máladze

Szkoleniowiec Málagi, Bernd Schuster, nie obdarzał ostatnio byłego zawodnika Widzewa zbyt wielkim zaufaniem. Ostatni mecz ligowy Pawłowski rozpoczął na ławce rezerwowych i tam też go zakończył. Tym razem zapowiadało się, że sytuacja wyglądać będzie podobnie.

Málaga cały czas nie może doścignąć najlepszej wersji samej siebie, którą mogliśmy oglądać w lidze przed dwoma sezonami. Mecz z Realem Valladolid rozpoczął się raczej sennie i senna atmosfera utrzymywała się do 23. minuty, kiedy to Roque Santa Cruz po dośrodkowaniu Fernando Tissone wpakował piłkę do siatki Diego Mariño. Málaga objęła prowadzenie. Uskrzydleni bramką Santa Cruza Andaluzyjczycy zerwali się do ataku. W ofensywie Málagi najaktywniej pracowali Pedro Morales i Francisco Portillo, do których często podłączał się Vitorino Antunes. Mimo to rezultat spotkania w pierwszej połowie pozostał niezmienny.

Druga odsłona spotkania rozpoczęła się od mocnego uderzenia Realu Valladolid. Podopieczni Juana Ignacio Martíneza, tak jak Málaga w pierwszej połowie, zerwali się do ataku, jednak ich próby ofensywne okazały się o wiele efektywniejsze, że te podejmowane przez piłkarzy Schustera. Valladolid szybko zadał dwa ciosy: najpierw do wyrównania doprowadziła główka Javiego Guerry, zaś niecałych 10 minut później prowadzenie swojej drużynie dał Osorio, także po strzale główką. Obu strzelcom asystował Patrick Ebert. Bezproduktywną Málagę próbował obudzić Bernd Schuster posyłając na plac gry Mounira El Hamdaouiego oraz Bartłomieja Pawłowskiego. Ta ostatnia zmiana okazała się strzałem w dziesiątkę, zaś słowo „strzał" jest tutaj kluczowe. Zaledwie kilka minut po pojawieniu się na murawie młody Polak

target="_blank">pięknym strzałem lewą nogą po dośrodkowaniu Ignacio Camacho wpakował piłkę do bramki Realu Valladolid, doprowadzając tym samym do wyrównania. Wydawało się, że Schuster osiągnął swój cel i wejście smoka Bartłomieja Pawłowskiego przebudziło piłkarzy Málagi i przypomniało im, że jeszcze mogą, a nawet powinni wygrać ten mecz. Nie udało im się jednak wcisnąć jeszcze jednej bramki spotkanie zakończyło się podziałem punktów.

Valencia po raz trzeci

Valencia od samego początku sezonu nie zachwycała, grając bardzo słabo i zaliczając kolejne wpadki. Los Che do meczu z Sevillą na Estadio Mestalla zanotowali cztery porażki z rzędu, w tym aż trzy w lidze. Klęski na stadionach Espanyolu i Betisu sprawiły, że los Miroslava Djukicia był coraz mniej pewny. Były szkoleniowiec Realu Valladolid prosił o czas, którego miał coraz mniej. Na szczęście Nietoperze przełamały się w odpowiednim momencie - na własnym boisku z Sevillą.

W ostatniej kolejce zespół Valencii, mimo że po raz kolejny nie zachwycił, wygrał trzeci mecz z rzędu - znowu dzięki trafieniu niezawodnego Jonasa. Brazylijczyk przełamał swoją niemoc strzelecką dubletem przeciwko Sevilli, następnie w środku minionego tygodnia zapewnił Nietoperzom cenne trzy punkty nad Granadą w doliczonym czasie gry, a w ostatniej kolejce był autorem jedynej bramki w starciu z zawodzącym na całej linii Rayo Vallecano.

Rayo Vallecano po raz kolejny pokazało, że kapitalnie utrzymuje się przy piłce, a sama gra sprawia im ogromną przyjemność. Efektowna gra, która w poprzednim sezonie zagwarantowała zespołowi z przedmieść Madrytu miejsce w górnej połowie tabeli, w obecnej kampanii tak efektywna nie jest. Zawiedli po raz kolejny obrońcy, a mianowicie Saul Niguez. Jego fatalny błąd w przyjęciu wykorzystał Jonas, który później nie miał problemów z pokonaniem Rubena Martíneza. Trafienie z 37 minuty okazało się jedynym, a Valencia pokonała Rayo 1:0.

Rayo Vallecano po siedmiu kolejkach jest czerwoną latarnią w Primera División, mając na koncie zaledwie trzy punkty. Paco Jémez musi dokonać zmian, jeżeli pragnie, żeby jego zespół uniknął w tym sezonie spadku.

Barcelona przystawką, derby Madrytu daniem głównym

Sześć kolejek, sześć zwycięstw i 18 punktów na koncie. Barcelona i Atlético zanotowały historyczne starty, zostawiając w tyle innych rywali, w tym wielki Real Madryt. Siódma seria spotkań miała przynieść ostateczną odpowiedź, czy zespół Diego Simeone jest gotowy do walki z gigantami.

W siódmej serii spotkań Barcelona odniosła siódme kolejne ligowe zwycięstwo. Tym razem podopieczni Gerardo Martino nie zachwycali, a Almería nie zamierzała się łatwo poddawać. Kiedy na boisku nie idzie, zawsze można liczyć na Leo Messiego. Argentyńczyk po raz kolejny pokazał, dlaczego jest najlepszym piłkarzem na świecie, popisując się w 21 minucie kapitalnym golazo i otwierając tym samym wynik spotkania. Chwilę później ‘10' Barçy opuściła plac gry z powodu kolejnego mięśniowego urazu.

Barcelona nie zachwycała, a Almería nie potrafiła wykorzystać słabego dnia zespołu dowodzonego przez Gerardo Martino. Zemściło się to na początku drugiej połowy, kiedy wynik spotkania na 2:0 ustalił skuteczny w tym sezonie Adriano. Dla brazylijskiego bocznego obrońcy było to już drugie trafienie w tym sezonie. Barça wygrała po raz siódmy, a samo spotkanie było typowym meczem bez historii. Po prostu się odbyło.

Pojedynki Barcelony z Almeríą, a później Realu Sociedad z Sevillą (1:1) były jedynie przystawkami do dania głównego, czyli starcia Atlético z Realem Madryt. Po sześciu kolejkach górą byli Rojiblancos, którzy wyprzedzali Królewskich o dwa „oczka", a madryckie derby miały dać odpowiedź, czy zespół kierowany przez Diego Simeone w końcu stawi czoła odwiecznemu rywalowi i będzie realnym kandydatem do walki o mistrzostwo.

Carlo Ancelotii przed pojedynkiem z Atlético Madryt nie miał najmniejszych wątpliwości, że Real nie wygra, jeżeli zagra tak samo jak w środku tygodnia z Elche. Królewscy zachowali dwupunktową stratę do prowadzących Barçy i Atlético, tylko dzięki błędom Muniza Fernándeza. Tym razem miało być lepiej. W sobotni wieczór na Santiago Bernabéu mieliśmy zobaczyć inny Real, który w końcu zdominuje swojego rywala i wyszarpie trzy „oczka" w przekonywującym stylu.

Również Atlético Madryt miało coś do udowodnienia. Rojiblancos w poprzednim sezonie w końcu zrobili krok do przodu. Zajęli trzecie miejsce w lidze, tuż za plecami Barcelony i Realu Madryt, a przede wszystkim wywalczyli Puchar Hiszpanii , pokonując w finale Królewskich na ich własnym stadionie. W lecie Diego Simeone długo narzekał na brak transferów, ale koniec końców okazał się największym wygranym. Sprzedanego za wielkie pieniądze Falcao, zastąpili doświadczony David Villa i niezwykle utalentowany Leo Baptistao. W obecnym sezonie Atlético Madryt miało walczyć o coś więcej...
I faktycznie - początek obecnego sezonu pokazał, że za plecami Barcelony i Realu Madryt, Diego Simeone stworzył giganta, który na boisku za zwycięstwo odda duszę i serce. Niezwykle solidna defensywna, którą kieruje najlepszy bramkarz młodego pokolenia, Thibaut Courtois, a przede wszystkim eksplozja talentów Koke i Diego Costy sprawiły, że na Atlético nie ma mocnych. Ten ostatni prawdopodobnie już niedługo dostanie szansę na zaprezentowanie swoich nieprzeciętnych umiejętności w koszulce reprezentacji Hiszpanii. Na Półwyspie Iberyjskim nikt nie ukrywa, że Costa to idealny numer ‘9' dla La Roja. Po odejściu Falcao, Atlético ma nowego superstrzelca - nazywa się Diego Costa.

Derby Madrytu rozpoczęły się od totalnej dominacji Atlético. Diego Simeone wystawił do boju żelazną jedenastkę, która i tym razem miała go nie zawieść. Już w 11 minucie pod naporem Rojiblancos, Królewscy popełnili pierwszy błąd, który pewnie wykorzystał niezawodny Diego Costa. Fantastyczny odbiór w środku pola zanotował Juanfran, Koke po raz kolejny pokazał, że z Costą rozumie się bez słów, posyłając brazylijskiemu snajperowi idealną prostopadłą piłkę, a najlepszy strzelec Atlético z zimną krwią pokonał Diego Lópeza.

Atlético na Santiago Bernabéu pokazywało niesamowitą wolę walki, walcząc o każdy centymetr na boisku. Tej determinacji zabrakło Królewskim, czego nie mogli wybaczyć kibice. Jedynymi piłkarzami Carlo Ancelottiego, którzy podjęli walkę i z podobną agresją podchodzili do kolejnych pojedynków jeden na jeden byli Álvaro Arbeloa i Fabio Coentrão. Dwóch piłkarzy na niesamowite Atlético z całą pewnością nie wystarczy. Rojiblancos dominowali, a Real Madryt mimo zapowiadanej rewolucji i dużo lepszej gry, zaprezentował się jeszcze słabiej niż w środku tygodnia w Elche.

Sobotnie derby pokazały, że Diego Simeone jest trenerem wybitnym, tworząc zespół z niezłomnym charakterem, gotowym stawić czoła każdej drużynie. Jaka drużyna przyjeżdża na Santiago Bernabéu i tworzy sobie pięć/sześć stuprocentowych sytuacji? Atlético wygrało 1:0 dzięki Diego Coście, ale wynik powinien być wyższy, dużo wyższy. Okazji do podwyższenia prowadzenia nie wykorzystał między innymi Koke, który w 81 minucie trafił w poprzeczkę.

target="_blank">Real do walki ciągnął... Álvaro Morata. Po derbach Madrytu nikt nie ma wątpliwości, że to jemu, a nie beznadziejnym Benzemie należy się miejsce w podstawowej jedenastce.

Atlético Madryt pokonało Real 1:0 i dotrzymuje kroku Barcelonie. Oba zespołu mają już pięć punktów przewagi nad Realem Madryt, który musi jeszcze wiele poprawić. Ale Królewscy na pewno jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa.

Żółta Łódź Podwodna tonie po raz pierwszy

Drużyna Garcíi Torala po raz pierwszy w sezonie 2013/14 doznała ligowej porażki. Villarreal, tuż po awansie z Segunda División, zanotował świetny start w najwyższej klasie rozgrywkowej w 6 kolejkach zbierając 14. punktów i ani razu nie przegrywając. W związku z tym Żółta Łódź Podwodna przyjechała do Sewilli w roli faworyta w starciu z Realem Betis. Podopieczni Pepe Mela zaskoczyli i urwali punkty ambitnemu beniaminkowi.

Od początku dość wyrównanego spotkania nieznaczną przewagę utrzymywał Real Betis. Jednak dopiero w 36. minucie gospodarze niezłą grę przekuli w czyn. Na bramkę Asenjo uderzył Joan Verdu, golkiper Villarrealu poradził sobie za strzałem byłego zawodnika Espanyolu, jednak piłka wymknęła mu się z rąk i powędrowała wprost pod nogi Nosy Igiebora, który postanowił wykorzystać ten prezent i wpakował piłkę do siatki.

W drugiej połowie gry Villarreal, dość niemrawo, dążył do wyrównania. Znacznie bardziej zaangażowani w grę wydawali się być podopieczni Pepe Mela, którzy starali się podwyższyć wynik. Szczególnie aktywni w ofensywnie byli Nosa i Verdu. Jednak żadnej z drużyn nie udało się zdobyć drugiego trafienia i mecz zakończył się trochę rozczarowującym wynikiem 1:0 dla Betisu. Zdecydowanie było to najsłabsze spotkanie Villarrealu w tym sezonie, jednak mimo straty punktów Zółta Łódź Podwodna zacumowała na czwartym miejscu w ligowej tabeli, tuż za Realem Madryt.

Na koniec kolejna perełka...

Dobrze znany Muniz Fernández został odesłany przez hiszpański związek do słynnej „zamrażarki" i na pewno nie zobaczymy go w najbliższych dwóch kolejkach. Jako, że nic w przyrodzie nie ginie, jego miejsce postanowił zająć Prieto Iglesias i asystujący mu sędzia liniowy.

W spotkaniu Celty Vigo z Elche, wspomniany wyżej sędzia nie uznał słusznej (

target="_blank">można obejrzeć tutaj) bramki dla podopiecznych Luisa Enrique, dopatrując się... spalonego. Sprawiedliwość na tym świecie istnieje, dlatego to co zabrał Muniz Fernández oddał Prieto Iglesias.

Komplet wyników 7. kolejki La Liga

Real Valladolid - Málaga 2:2 [

target="_blank">skrót]

Valencia - Rayo Vallecano 1:0 [