Czwarta kolejka hiszpańskiej Primera División została zaplanowana tuż po przerwie na mecze reprezentacji. Piątkowe spotkania zostały przełożone na sobotę, a wielu piłkarzy wróciło z mniejszymi, bądź większymi urazami, co kibice wdzięcznie ochrzcili jako wirus FIFA. Na mecz La Roja z Chile w Ameryce Południowej zostało powołanych aż ośmiu zawodników Barçy i Realu. Jak poradziły sobie gwiazdy dwóch największych drużyn po tak długich podróżach i ciężkich pojedynkach? Czy Atlético Madryt odniosło kolejne wielkie zwycięstwo? Zapraszamy na podsumowanie 4 kolejki Primera División.
Przed rozpoczęciem czwartek kolejki hiszpańskie media skupiły swoją uwagę wokół dwóch gwiazd - i zarazem najdroższych piłkarzy na świecie - Realu Madryt. Czy Gareth Bale zadebiutuje już w sobotę, czy Carlo Ancelotti da odpocząć swojej nowej gwieździe? To pytanie rozpalało nie tylko kibiców Królewskich. Drugim bohaterem był Cristiano Ronaldo, a spekulacjom na temat jego nowego kontraktu nie było końca. W końcu w błysku fleszy i z oprawą niczym podczas finału mistrzostw świata Portugalczyk podpisał się pod nową umową.
Kapitalne Atlético i rozczarowujący Real Sociedad
W pierwszym spotkaniu czwartek kolejki Primera División na Vicente Calderón spotkały się drużyny Atlético i Almeríi. Podopieczni Diego Simeone od startu rozgrywek potwierdzają wysoką dyspozycję, wygrywając mecz za meczem i rzucając rękawicę Barcelonie i Realowi Madryt. Z drugiej strony beniaminek, który przede wszystkim rozczarowywał, tracąc mnóstwo goli w końcówkach spotkań, ale mający w swoich szeregach skutecznego Rodriego.
Spotkanie na Vicente Calderón od samego początku przebiegało pod dyktando Atlético. Najpierw dośrodkowanie Juanfrana wykorzystał David Villa, który potwierdza, ze jego czas jeszcze nie dobiegł końca. Następnie w 36 minucie Hernan Pellerano wyciął w polu karnym Filipe Luisa, a sędzia nie miał wyboru i po prostu musiał podyktować rzut karny, który na bramkę zamienił Diego Costa. Dla Brazylijczyka było to już czwarte trafienie w tym sezonie La Liga. Jeszcze przed przerwą nadzieje w serca Almeríi wlał niezawodny Rodri, dla którego to również był czwarty gol w sezonie. Druga połowa to już jednak totalna dominacja stołecznego zespołu. Najpierw na 3:1 podwyższył Tiago, po sprytnie rozegranym rzucie wolnym, a w 67 minucie bramkę na 4:1 zdobył Raúl García. W 90 minucie spotkania wynik ustalił Aleix Vidal. Almería przegrała z Atlético 4:2, zaliczając falstart na początku rozgrywek, natomiast zespół Diego Simeone gra coraz lepiej i na pewno będzie kandydatem do walki o końcowy triumf.
W kolejnym sobotnim spotkaniu Levante podejmowało na własnym obiekcie Real Sociedad, który już w środku tygodnia zagra po 10 latach przerwy w Lidze Mistrzów. Sam mecz bardzo rozczarował, głównie za sprawą słabo grającego Realu Sociedad, a najwyższe oceny należą się bramkarzom obu ekip. Txuri-Urdin zgromadzili w pierwszych czterech meczach zaledwie pięć punktów.
Goleady w meczach Barçy i Realu
Barcelona w sobotnim pojedynku z Sevillą stoczyła bój do ostatniej minuty. Ostatecznie górą z kapitalnego meczu na Camp Nou wyszli podopieczni Gerardo Martino za sprawą Alexisa Sáncheza, który w ostatniej minucie doliczonego czasu gry wykończył akcję Leo Messiego i zapewnił Barcie zwycięstwo 3:2. Trzeba jednak pamiętać, że Katalończycy mieli bardzo dużo szczęścia, ponieważ sędzia nie uznał - chyba prawidłowej - bramki Cali, a sam Fernando Navarro po meczu mówił głównie o kradzieży na Camp Nou. Czy słusznie? Oceńcie sami -
Komentarze (81)