Podsumowanie La Liga 4. kolejka

n00stress

17 września 2013, 10:55

zdjęcie: Alberto Iranzo - AS

81 komentarzy

Czwarta kolejka hiszpańskiej Primera División została zaplanowana tuż po przerwie na mecze reprezentacji. Piątkowe spotkania zostały przełożone na sobotę, a wielu piłkarzy wróciło z mniejszymi, bądź większymi urazami, co kibice wdzięcznie ochrzcili jako wirus FIFA. Na mecz La Roja z Chile w Ameryce Południowej zostało powołanych aż ośmiu zawodników Barçy i Realu. Jak poradziły sobie gwiazdy dwóch największych drużyn po tak długich podróżach i ciężkich pojedynkach? Czy Atlético Madryt odniosło kolejne wielkie zwycięstwo? Zapraszamy na podsumowanie 4 kolejki Primera División.

Przed rozpoczęciem czwartek kolejki hiszpańskie media skupiły swoją uwagę wokół dwóch gwiazd - i zarazem najdroższych piłkarzy na świecie - Realu Madryt. Czy Gareth Bale zadebiutuje już w sobotę, czy Carlo Ancelotti da odpocząć swojej nowej gwieździe? To pytanie rozpalało nie tylko kibiców Królewskich. Drugim bohaterem był Cristiano Ronaldo, a spekulacjom na temat jego nowego kontraktu nie było końca. W końcu w błysku fleszy i z oprawą niczym podczas finału mistrzostw świata Portugalczyk podpisał się pod nową umową.

Kapitalne Atlético i rozczarowujący Real Sociedad

W pierwszym spotkaniu czwartek kolejki Primera División na Vicente Calderón spotkały się drużyny Atlético i Almeríi. Podopieczni Diego Simeone od startu rozgrywek potwierdzają wysoką dyspozycję, wygrywając mecz za meczem i rzucając rękawicę Barcelonie i Realowi Madryt. Z drugiej strony beniaminek, który przede wszystkim rozczarowywał, tracąc mnóstwo goli w końcówkach spotkań, ale mający w swoich szeregach skutecznego Rodriego.

Spotkanie na Vicente Calderón od samego początku przebiegało pod dyktando Atlético. Najpierw dośrodkowanie Juanfrana wykorzystał David Villa, który potwierdza, ze jego czas jeszcze nie dobiegł końca. Następnie w 36 minucie Hernan Pellerano wyciął w polu karnym Filipe Luisa, a sędzia nie miał wyboru i po prostu musiał podyktować rzut karny, który na bramkę zamienił Diego Costa. Dla Brazylijczyka było to już czwarte trafienie w tym sezonie La Liga. Jeszcze przed przerwą nadzieje w serca Almeríi wlał niezawodny Rodri, dla którego to również był czwarty gol w sezonie. Druga połowa to już jednak totalna dominacja stołecznego zespołu. Najpierw na 3:1 podwyższył Tiago, po sprytnie rozegranym rzucie wolnym, a w 67 minucie bramkę na 4:1 zdobył Raúl García. W 90 minucie spotkania wynik ustalił Aleix Vidal. Almería przegrała z Atlético 4:2, zaliczając falstart na początku rozgrywek, natomiast zespół Diego Simeone gra coraz lepiej i na pewno będzie kandydatem do walki o końcowy triumf.

W kolejnym sobotnim spotkaniu Levante podejmowało na własnym obiekcie Real Sociedad, który już w środku tygodnia zagra po 10 latach przerwy w Lidze Mistrzów. Sam mecz bardzo rozczarował, głównie za sprawą słabo grającego Realu Sociedad, a najwyższe oceny należą się bramkarzom obu ekip. Txuri-Urdin zgromadzili w pierwszych czterech meczach zaledwie pięć punktów.

Goleady w meczach Barçy i Realu

Barcelona w sobotnim pojedynku z Sevillą stoczyła bój do ostatniej minuty. Ostatecznie górą z kapitalnego meczu na Camp Nou wyszli podopieczni Gerardo Martino za sprawą Alexisa Sáncheza, który w ostatniej minucie doliczonego czasu gry wykończył akcję Leo Messiego i zapewnił Barcie zwycięstwo 3:2. Trzeba jednak pamiętać, że Katalończycy mieli bardzo dużo szczęścia, ponieważ sędzia nie uznał - chyba prawidłowej - bramki Cali, a sam Fernando Navarro po meczu mówił głównie o kradzieży na Camp Nou. Czy słusznie? Oceńcie sami -

target="_blank">tutaj. Takie hiszpańskie smaczki po dramatycznych pojedynkach...

Ostatnie sobotnie spotkanie Villarreal z Realem Madryt zapowiadało się na hit kolejki. Przed pojedynkiem na El Madrigal oba zespoły zgromadziły komplet dziewięciu punktów, a zachwycał przede wszystkim beniaminek, który prezentował piękny dla oka ofensywny futbol. O Królewskich wiele dobrego przed meczem z Żółtą Łodzią Podwodną nie dało się powiedzieć, ponieważ wygrywali przede wszystkim dzięki wysokim umiejętnościom poszczególnych graczy, jak Isco, czy Cristiano Ronaldo.

Mecz na El Madrigal zapowiadał się jako hit i faktycznie takim hitem się okazało. Villarreal potwierdziło, że jest zespołem, który w tym sezonie na pewno będzie walczyć o europejskie puchary, natomiast kibice Królewskich po raz pierwszy mogli oglądać Garteha Bale'a.

Pierwsze minuty spotkania należały do Villarreall, czego efektem było trafienie wiecznie młodego Caniego. Żółta Łódź Podwodna grała rewelacyjnie, ale Real miał w bramce Diego Lópeza, który udowadniał, dlaczego to on, a nie Iker Casillas jest podstawowym bramkarzem Królewskich. W 39 minucie stało się to, na co czekali wszyscy kibice zespołu Carlo Ancelottiego. Akcję debiutującego Illarramendiego i Carvajala wykończył Gareth Bale, po czym mogliśmy oglądać słynne serduszko.

W drugiej połowie na trafienie Cristiano Ronaldo odpowiedział były zawodnik Barcelony Giovani Dos Santos, co spowodowało, że Villarreal i Real Madryt podzieliły się punktami. Już tylko Barça i Atlético pozostają z kompletem punktów.

Skuteczna Málaga i obrona Rayo rodem z ligi okręgowej

W niedzielne popołudnie najwięcej radości dostarczyła nam Málaga, która jest kolejną drużyną, która obnażyła wszelkie słabości defensywy Rayo Vallecano. Nacho, Galvez, Galeano i Tito powinni dostać długoterminowy zakaz gry w piłkę, a ich słabość wykorzystał wypożyczony z Fiorentiny Mounir El Hamdaoui. Napastnik marokańskiego pochodzenia skompletował nieklasycznego hat-tricka, a w dobiciu zespołu z przedmieść Madrytu pomogli Portillo i Eliseu, który swoją drogą przy bramce popisał się fantastycznym uderzeniem. Ale chyba właśnie z tego jest najbardziej znany.

Málaga pokonała Rayo Vallecano 5:0, dzięki czemu odniosła swoje pierwszy zwycięstwo w sezonie, ale trzeba pamiętać, że do tej pory mierzyła się z Valencią, Sevillą i Barceloną. Jedyne czym może się pochwalić Rayo, to najgorsza defensywa w lidze. Już 12 straconych bramek...

Betis, czyli dlaczego warto oglądać Primera División i Valencia drużyna w... budowie?

Przed sezonem Valencia podpisała kontrakt z Miroslavem Djukiciem, który miał postawić Nietoperzy na nogi i zacząć budową nową - wielką drużynę. Jak na razie idzie mu łagodnie mówiąc bardzo słabo, a dobitnym przykładem na taki stan rzeczy było spotkanie z Betisem, czyli kolejna klęska Los Che i popis piłkarzy Pepe Mela.

Betis w spotkaniu z Valencią w końcu pokazał, że stać go na naprawdę dużo. Oczywiście, bardzo pomogła przy tym Valencia, ale drużynie z Sewilli potrzebna była pierwsza wygrana, po niefortunnych porażkach z Realem Madryt i Celtą Vigo. Tym razem podopieczni Pepe Mela od początku zdominowali Valencię, czego efektem była bramka Jorge Moliny w 9 minucie spotkania. Kolejne dwa ciosy zadał Salva Sevilla. Najpierw w 22, a potem w 34 minucie. Na szczególne uznanie zasługuje

target="_blank">akcja przy bramce na 2:0, która pokazuje, że piękny futbol nie kończy się w Hiszpanii na Realu Madryt i Barcelonie. Gol na 3:0 to natomiast
target="_blank">błyskotliwa asysta bardzo utalentowanego Álvaro Vadillo.

Valencia odpowiedziała tylko raz za sprawą Ricardo Costy, ale tak naprawdę Nietoperze na nic więcej nie zasługiwali. Miroslav Djukić ma się czym martwić, bo w Valencii nie widać żadnej poprawy na przestrzeni tych czterech kolejek. Niedługo może być już za późno na pobudkę... A kolejny rok bez Ligi Mistrzów to kolejne wyprzedaże. Kolejna zmiana szkoleniowca wiele już by nie pomogła. 

Wielki pojedynek na otwarcie San Mamés

San Mamés zostało pożegnane jeszcze w poprzednim sezonie. Historyczny stadion Athletiku Bilbao służył Baskom od 1913 roku, a 16 sierpnia 2013 roku kosztem 220 milionów euro zostało zastąpiony przez nową Katedrę, na której zespół Ernesto Valverde ma odnieść największe sukcesy.

target="_blank">Trzeba przyznać, że sam stadion wygląda pięknie i już od pierwszej minuty można było odnieść wrażenie, że obejrzymy tutaj nie jeden kapitalny pojedynek.

Miało być święto baskijskiego futbolu, ale już w 14 minucie nowe San Mamés zamilkło po kapitalnej akcji Rafinhi i bramce Charlesa. Podopieczni Ernesto Valverde od razu ruszyli do dywanowych nalotów na bramkę Celty, co przyniosło skutek już w 18 minucie. Niefortunną interwencję obrońcy gości wykorzystał Mikel San Jose.

Baskowie z minuty na minutę coraz bardziej się rozkręcali, a jeszcze bardziej uskrzydlił ich niewykorzystany rzut karny przez Charlesa. Dobre zawody rozgrywał wracający do formy Iker Muniain, w środku pola królował niezawodny Benat, natomiast zespół Luisa Ennrique starał się odpowiadać groźnym duetem Rafinha - Charles.

Druga połowa to już dominacja Athletiku. Najpierw na 2:1 trafił Andoni Iraola. Warto zobaczyć