"Guardiola obdarzył mnie zaufaniem"

Eoren

10 września 2013, 15:29

El País

62 komentarze

Alexis Sánchez, El Niño Maravilla, mówi jeszcze szybciej niż gra. Przyszedł na świat przed dwudziestu czterema laty w Tocopilli, w ubogiej i suchej prowincji Chile. Napastnik Barcelony udzielił wywiadu dla El País w Genewie, gdzie znajduje się na zgrupowaniu chilijskiej reprezentacji.

El País: Trzeba pojechać do Tocopilli żeby zrozumieć twoje zasługi?

Alexis Sánchez: Moją zasługą jest to, że miałem szansę i wykorzystałem ją. W życiu trzeba mieć szczęście i ja je miałem. Teraz podróżuję pomiędzy Barceloną a Chile, jednak to prawda, że nie jest łatwo zdobyć pieniądze, by żyć w Tocopilli. Jako dziecko myłem samochody żeby zarobić choć trochę. Nie byłem najpilniejszym uczniem, uciekałem żeby grać w piłkę, czy to sam, czy z kolegami... Także gdyby nie futbol teraz myłbym samochody albo uprawiał ziemię...

Nazywają cię wiewiórką?

Tak, ponieważ wspinałem się na drzewa i dachy domów, przeskakiwałem przez patia i wdrapywałem po ścianach żeby odzyskać piłki. Dlatego wołali na mnie „wiewiórka", w skrócie Dilla [wiewiórka - hiszp. ardilla; przyp. Eoren], Dilla z Tocopilli. Ze względu na piłkę nożną zna mnie całe miasto. Futbol otworzył przede mną nowe drzwi w moim życiu, dzięki niemu mogłem pomóc mojej rodzinie i jestem z tego dumny.

Kto podarował ci twoje pierwsze korki?

Pewnego popołudnia podarował mi je świętej pamięci pan Courtois, który był burmistrzem Tocopilli i lubił Arauco, moją drużynę. Nie miałem butów ponieważ moja mama nie mogła mi ich kupić. Kiedy burmistrz mi je podarował nie byłem w stanie wytrzymać. Założyłem te reeboki i pobiegłem na ulicę grać na betonie w tych butach, które były przeznaczone do biegania po murawie. Byłem szczęśliwy jak pies o dwóch ogonach.

Kiedy stało się jasne, że zostaniesz piłkarzem?

Wiedziałem to od małego, już od dziecka było to dla mnie oczywiste. Powiedziałem to mojej mamie: „Spokojnie, kiedy zostanę piłkarzem wszystko będzie dobrze, będziemy mieć pieniądze". A ona się śmiała. To samo mówiłem moim przyjaciołom: „Tobie podaruję samochód, a tobie dom...". I marzyłem o tym, że kiedyś obdaruję całą Tocopillę... Nie dałem mu tego samochodu, na to mój przyjaciel sam musi zarobić, ale szukam każdego możliwego sposobu by pomóc Tocopilli, każdego sposobu jaki tylko da się znaleźć. Spełniłem marzenia tego dzieciaka, który grał na ulicy ze starszymi od siebie. I dostawałem od nich kopniaki! Ale ja wracałem żeby nadal grać przeciwko nim. Mój futbol pochodzi z ulicy.

Teraz też nie żałuje ci się kopniaków. Jest ciężko w hiszpańskim futbolu?

Ciężej niż w argentyńskim. Zawsze staram się przejąć ostatnią piłkę. Wydaje się, że do niej nie zdążę, ale często mi się to udaje. Dlatego zbieram sporo kopniaków. To część gry.

W czasach twojego dzieciństwa w Chile kibicowało się raczej Madrytowi niż Barcelonie, prawda?

Być może. To dlatego, że Zamorano grał w Realu, to normalne, że Chilijczycy częściej spoglądali na Madryt niż na Barcelonę. Ale teraz więcej jest kibiców Barçy i to nie tylko dlatego, że ja w niej gram, ale ze względu na styl, który Barcelona prezentuje. To dotyka Chile i dotyka całego świata. Większość kibiców Barçy jest z tym klubem ze względu na jego grę na przestrzeni ostatnich lat.

Trudno jest grać w Barcelonie?

Sądzę, że tak. Musiałem od nowa nauczyć się grać w piłkę. Tego co robiłem we Włoszech nie byłem w stanie robić tutaj. Wcześniej akcja jeden na jeden była w stanie otworzyć mi pole gry, stworzyć wolną przestrzeń. Wcześniej to ja posyłałem piłkę na pole, które otworzyli mi inni piłkarze.

Villa mówił, że w Barcelonie uważnie przyglądał się Pedro żeby zrozumieć jego sposób poruszania się po boisku. Też tak robiłeś?

Ja przyglądałem się wszystkim, ponieważ każdy ma w sobie coś, czego mogę się nauczyć. Tej dynamiki, którą ma Iniesta w starcie z piłką, tego wyjątkowego sposoby poruszania się po boisku Xaviego, przewidywania zachowania przeciwnika, które ma Leo, strzału Pedro... W zrozumieniu gry bardzo pomogło mi zaufanie jakim obdarzył mnie Guardiola.

Dlaczego?

Sprawił, że poczułem się kochany, dał mi przyjaźń, która była dla mnie tak ważna i zaufał mi. Podczas wspólnych rozmów drużyny mówił czasem: „Rzucajcie piłkę Alexisowi, on będzie ją dobrze chronił, szukajcie przestrzeni dla Alexisa". To sprawiało, że czułem się ważny, czułem się jak Ferrari, wielki.

Masz poczucie, że jesteś teraz lepszym piłkarzem niż w chwili, gdy przybyłeś do Barcelony?

Sądzę, że się zaadaptowałem a to wiele, gdy mówimy o najlepszej drużynie na świecie. Ale nie jestem jeszcze tym, kim wiem, że mogę być. Wiem, że mogę być lepszy, to jest dla mnie jasne, wiem, że nie uwolniłem jeszcze wszystkich moich możliwości. Nie czuję, że robię wszystko tak, jak powinienem. Wiem, że muszę częściej wdawać się w pojedynki z kilkoma przeciwnikami i posyłać ostatnie podania, tak jak robiłem to we Włoszech. Muszę to pokazać też tutaj i mam wrażenie, że jeszcze tego nie zrobiłem. Czasem mam ochotę pójść na konfrontację z przeciwnikiem ale nie mogę wdać się w pojedynek jeden na jeden ponieważ reszta drużyny jest głębiej i muszę się cofnąć by rozpocząć akcję. Nasz sposób gry jest wyjątkowy i wiem, że trzeba się do niego przystosować.

W reprezentacji Chile gra się inaczej?

Jasne. Po pierwsze w Chile czuję się bardziej swobodnie, ponieważ tam jest inny sposób gry. Jednak gra w Barcelonie jest mniej obciążająca fizycznie, w reprezentacji cały czas pracuję trzy razy tyle co w klubie. Barça jest wyjątkowa i nie ma innej drużyny, która grałaby w taki sposób. Nie było w historii ekipy, która miałaby w sobie tyle talentu i grała tak dobrze.

Co oznacza dla ciebie dzisiejszy mecz z Hiszpanią?

Dla mojego kraju jest to wyzwanie, okazja do wywalczenia sobie zaufania jeśli zagramy dobry mecz. Hiszpania wymaga szacunku.

Prawdopodobnie przyjdzie ci się mierzyć z Valdésem. Strzelić mu bramkę to spore wyzwanie?

To trudne jak cholera. Víctor jest bardzo dobry, ale muszę mu wpakować jedną bramkę, bo jeśli tego nie zrobię i Chile przegra mecz to w szatni Barçy nie będę miał życia. Tam jest dziewięciu Hiszpanów na jednego Chilijczyka! Jeśli nie wygramy ciężko mi będzie przez cały rok znosić ich żarty. Jeżeli chociaż strzelę bramkę będę miał się czym przed nimi obronić.

Bielsa odcisnął na tobie swoje piętno?

Ogromne. Dzięki niemu się zmieniłem. Wcześniej przyjmowałem piłkę z opuszczoną głową. Bielsa nauczył mnie rozumieć futbol. Na Mundialu [w 2010 roku - przyp. Eoren] zyskałem osiemdziesiąt procent swobody i dojrzałości.

Czy Martino przypomina Bielsę?

Bardzo, także pod względem fizycznym. Pewnego dnia w trakcie rozmowy spojrzałem na niego i pomyślałem: oni się identycznie śmieją, mówią identyczne rzeczy! Bardzo przypomina mi Bielsę, przede wszystkim dlatego, że dąży do doskonałości we wszystkim.

Mówiłeś, że w Barcelonie nie czujesz swobody. Czy to ze względu na presję?

Nie, na to odczucie składa się wiele rzeczy, nie tylko sama gra. Ludzie wywierają na mnie presję licząc na to, że będę zdobywał bramki, posyłał podania i to sprawia, że staram się być w najwyższej formie. Zaufanie jest wszystkim dla piłkarza.

Jak przeżyłeś okoliczności, z którymi borykaliście się w zeszłym sezonie, pod nieobecność Tito, który był w Nowym Jorku...?

Ostatni tytuł ligowy ma ogromne znaczenie. Zdobyliśmy go tylko dzięki wielkości naszej szatni, naszych zawodników i sztabu technicznego. Tito i Abidal byli filarami, na których wspierała się drużyna. Nawet wtedy, gdy ich przy nas nie było, ponieważ dawali nam siłę. Kiedy widziało się ich walczących chciało się zapytać samego siebie: jak ja mógłbym poddać się bez walki? Myślisz wtedy o tym, że są ludzie, którzy brną naprzód bez nóg, bez rąk... I po co my tu jesteśmy? Po to żeby po prostu żyć, czy z innego powodu? Trzeba też walczyć za tych, którzy sami nie są w stanie tego zrobić.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (62)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze