Wywiad FCBarça.com: Marcin Grzywacz, cz. 2

Challenger

4 lipca 2013, 01:10

18 komentarzy

Przed Wami druga część naszej rozmowy o FC Barcelonie z redaktorem Marcinem Grzywaczem. Nie zabrakło w niej kwestii aktualnych i bardziej ogólnych. Bogata wiedza, oryginalne wnioski i zdrowy dystans dziennikarza stacji Orange Sport do omawianych tematów przyniosły efekt, który zainteresuje każdego sympatyka futbolu.

Zapraszamy do lektury. Część pierwszą można sobie w każdej chwili przypomnieć po odnośniku u dołu artykułu.

FCBarca.com: Poza znajomością piłki hiszpańskiej, jest pan znany z zamiłowania do Anglii. Obaj latami obserwowalismy Fabsa w Arsenalu. W pewnym momencie był w gronie "top 3" piłkarzy ligi. Co się z nim dzieje po przyjściu do Barcelony?

Marcin Grzywacz, Orange Sport: W Londynie był kapitanem, postacią numer 1, wokół której budowano całą drużynę. Tu przychodzi i wchodzi z ławki. Czasem wchodzi, czasami nawet nie wchodzi wcale. W tym zespole jest postacią nr 7-8, gdy policzyć wszystkich mających przez te 2 lata krótszą drogę do wyjściowego składu, bo trzeba uwzględnić Puyola, Piqué, Valdésa... Fàbregas w Barcelonie jest jednym z wielu i myślę, że na psychice mu się to odkłada.

Zatem problem jest w nim samym?

Tak mi się wydaje, że to wszystko leży w głowie. To świetny piłkarz, o wielkich umiejętnościach, ale aklimatyzacja z powrotem w klubie zajmuje mu z jakichś względów dużo czasu i stąd jego mniejsza skuteczność niż to, czego oczekują fani. Szczególnie ci, którzy latami obserwowali do czego był zdolny w północnym Londynie.

Zatem Cesc w dzisiejszej Barçy - porażka, czy jeszcze nie? Dajemy mu jeszcze szansę na Camp Nou?

Porażka - nie, jeszcze nie można o tym powiedzieć. W reprezentacji Hiszpanii też w pewnym momencie mocno kwestionowano, czy jest potrzebny drużynie. Mówiło się: Xavi, Iniesta, Iniesta, Xavi, to na co ten Fàbregas... Patrzę któregoś razu, a Fàbregas ma już 60 występów w kadrze narodowej. O czymś to świadczy, ta liczba skądś się wzięła. Skąd ma te występy? Gra. Czasem cały mecz, innym razem po 15, 20, 40 minut. Wielokrotnie jest dla del Bosque elementem roszady taktycznej i z jakiegoś powodu jest przydatny reprezentacji. Reprezentacji, która wygrywa wszystko, co tylko się da, i w której ostatnio ze względu na różne czynniki panuje ogromna konkurencja; taka, której jeszcze 4-5 lat temu nie było.

To piłkarz, którego na pewno nie można pominąć w klasyfikacji najciekawszych graczy na swojej pozycji i którego nie można ot, tak odstawić, skreślić  - przynajmniej na razie - tylko dlatego, że się nie mieści w składzie czy jakiejś tam koncepcji trenera. Cesc to moim zdaniem bliższa czy dalsza przyszłość środka pola w Barcelonie. Poza tym Barcelona doskonale zdaje sobie sprawę, że trzymając takiego zawodnika na pokładzie nie wzmacnia nikogo innego doskonałym piłkarzem.

Henry, Ibrahimović, Villa. Trzej wielcy napastnicy, którzy przeżywali momenty chwały w barwach Barcelony, ale ze swojej przygody z Camp Nou mogą odczuwać niedosyt. Czemu żaden z nich nie osiągnął w Barcelonie więcej? Czy to tylko wina - odpowiednio - wypalenia Henry'ego, temperamentu Ibry i kontuzji Villi, czy przyczyna była, jest w klubie?

Po pierwsze, wyłączyłbym z tego grona Davida Villę. Villa strzelił bramkę dającą Barcelonie przewagę nad Manchesterem United w Lidze Mistrzów, był kluczową postacią w całym tamtym sezonie, wyróżniał się we wszystkich decydujących meczach, a jednocześnie miał wybitny okres w reprezentacji. Zdobył z nią najwyższe laury i wyszedł na prowadzenie w klasyfikacji strzelców wszech czasów. Dlatego oddzieliłbym go od tego duetu. Zdobył wszystko, co było do zdobycia z Hiszpanią, z Barceloną też zdobył wszystko, co było do zdobycia - jako piłkarz już nie ma nic nikomu do udowodnienia tak naprawdę.

A Henry i Ibra?

To też w moim odczuciu dwie różne kwestie. Villa przychodził trochę w środku w swojej kariery, może trochę później, ale jeszcze nie u schyłku. Henry przyszedł już u schyłku swoich najlepszych lat - co prawda do dziś gra w Stanach, ale to osobna sprawa. W 2007 przybył z Arsenalu jako 30-latek [Villa w wieku lat 28-miu] i to już nie był ten Henry, który rządził w Premier League, zwłaszcza po zdobyciu upragnionej Ligi Mistrzów z Guardiolą.

A Ibrahimović? Ibra to nie jest człowiek szczególnie wierny barwom klubowym, gość, który będzie się angażował na tyle, żeby zostawiać gdzieś swoje serce. Moim zdaniem to jest najlepiej opłacany najemnik w Europie. Nikt nie jest lepszym najemnikiem od niego, co zresztą pokazuje w każdej lidze, w której gra. Jest postacią piłkarsko nieprzeciętną, aczkolwiek nie kimś, z kim się powinno wiązać wielkie plany i wokół którego budować drużynę...

Zresztą, z tego, co słyszałem, to może już tego lata przeniesie się na Stamford Bridge do Chelsea. Nowa liga, nowe wyzwania.

Być może ostatnie tango Wengera w Londynie, trenerska roszada w United, powrót Mou do Chelsea, City nareszcie doczekało się porządnego szkoleniowca, Tottenham zdolny do wielkich wzmocnień po prawdopodobnym sprzedaniu Garetha Bale'a i Liverpool szukający drogi powrotu do wielkości po najgorszym sezonie od lat - nie wiem czy się zgodzimy, ale szykuje się nam chyba najciekawszy sezon Premiership od lat! Jakie są pana odczucia na kolejną odsłonę rozgrywek w Anglii?

Szykuje, zdecydowanie. Powiem w tym miejscu o moim ulubionym angielskim klubie, który pozyskał właśnie Răzvana Rața, czyli o West Hamie. Bardzo solidny gracz, niespełna 100-krotny reprezentant Rumunii, z bogatym doświadczeniem na arenie międzynarodowej w barwach Szachtara Donieck. Kilka dni temu klub złożył ofertę za Álvaro Negredo, które na razie została odrzucona, ale za chwilę może zostać podbita. Chcę przez to powiedzieć, że wzmacniają się nie tylko ci wielcy, ale również średniacy ligi, którzy nie tylko mają na to pieniądze, ale przede wszystkim mądrych, pomysłowych menedżerów - bo to jest podstawa sukcesu takich drużyn, patrząc na Moyesa, patrząc na Martíneza czy Laudrupa. Czyli menedżerów, którzy za naprawdę niewielkie pieniądze potrafią stworzyć drużynę zdolną do rywalizacji z największymi.

Warto tu wspomnieć o Pochettino, który dzięki podobnemu scenariuszowi ma do dyspozycji ciekawą paczkę w Southampton i bardzo fajnie „zainstalował się" w Premiership. Jak się panu podoba gra „Soton"?

To prawda, że „Święci" grają trochę inaczej niż reszta ligi, ale powiem szczerze, że ich gra wiele się nie zmieniła od tego, co klub prezentował za Adkinsa. Niektórym taka gra Southampton może się wydawać bardziej widowiskowa, z większym rozmachem, ale jednocześnie jest moim zdaniem mniej skuteczna. Wcześniej Southampton strzelało więcej bramek niż za Pochettino. Akurat w tym klubie wszystko będzie zależało od tego, jak w swoim drugim sezonie odnajdzie się Gaston Ramírez. Widać, że to na nim koncentruje się gra kolegów. Jeżeli w nowym sezonie zaprezentuje się lepiej niż w poprzednim, to Southampton ma na pewno szansę na wyższe miejsce w tabeli.

Czy Southampton to dobre miejsce dla Artura Boruca?

Bardzo dobre. To zresztą jest w ogóle bardzo dobry klub dla Polaków.

Rozmawiałem kiedyś z Markiem Saganowskiem, który stwierdził, że polscy piłkarze są w Southampton przyjmowani fenomenalnie. To dlatego, że w Southampton już wcześniej osiedliło się wielu Polaków, ich potomkowie żyją tam do dziś, a na fali tej „nowej emigracji" dojeżdżają kolejni. To nie tylko polscy lotnicy, którzy zostali w Wielkiej Brytanii po II Wojnie Światowej, ale i dużo ludzi związanych z marynarką [to stąd wypływał „Titanic" i Henryk V, a strategiczne znaczenie portu podczas II WŚ łatwo uzmysłowić sobie rzucając okiem na mapę - przyp. chllngr] zamieszkało w Southampton, więc Polonia w Southampton jest duża nawet jak na brytyjskie warunki. Dlatego dla polskich piłkarzy to bardzo dobre miejsce do grania. Pamiętamy przecież: Rasiak, Saganowski, Bartek Białkowski. Teraz gra Artur Boruc, może za nim pójdą następni.

A co z przyszłością Boruca na Wyspach? Powinien tam zostać, gdzie jest, ma w ogóle szansę trafić do większego klubu?

Wiadomo, że Premier League od dawna była jego marzeniem. Southampton to dobry, poukładany klub, mają ciekawego szkoleniowca, który ceni polskiego bramkarza. Boruc nie przychodził tu na gotowe, musiał wywalczyć swoje miejsce w składzie, trudno więc mówić nawet o jego pierwszym sezonie w Anglii, ale najwyżej debiutanckim półroczu. Poczekajmy, jak minie Borucowi jego drugi rok w Anglii, ile będzie grał, jak, oby dopisywało mu zdrowie i wtedy będzie czas na takie pytania.

Czy sukces medialny i organizacyjny Premiership nie zabija im trochę kadry? Młodym Anglikom zdecydowanie trudniej przebić się do rotacji w czołowych klubach kraju niż w Niemczech, Hiszpanii czy Francji.

Gdy jednak już się przebiją, to powinni być w tej lidze postaciami pierwszego formatu, a tak nie jest. Ani Walcott, ani Oxlade-Chamberlain czy Sturridge nie należą do ścisłej czołówki najbardziej wyróżniających się graczy całej Premier League. Takimi postaciami byli przez lata Gerrard i Lampard, ale to zupełnie inna pozycja, funkcja na boisku i odpowiedzialność za zespół.

No i JT.

Pewnie, JT czy jeszcze Rio Ferdinand z tyłu... Dziś Anglicy powoli zaczynają dojrzewać do tego, że liczy się zespół, a nie indywidualności. Tak jak opierali się przez lata na Gerrardzie - a jeszcze wcześniej na Beckhamie - i wmawiali wszystkim młodym, że bez takiego Gerrarda, Lamparda czy Terry'ego nie ma drużyny, to trochę się odbija teraz na chłopakach, którzy wtedy wchodzili do reprezentacji i słyszeli, że jak odejdzie Gerrard, to nie wiadomo co. Teraz jest tam inne podejście. Jak odejdzie ktoś ze starej gwardii - no to co? Przyjdą kolejni, którzy będą grali i stanowili trzon tego zespołu.

Widać to też w zmieniającym się podejściu menedżerów różnych klubów. Pomimo całego kadrowego bogactwa, znacznie częściej dają szansę młodym zdolnym angielskim piłkarzom. Chwała też Anglikom za to, że mają super zbudowaną strukturę organizacyjną reprezentacji. Młodzieżówka jest tak naprawdę podpięta pod kadrę seniorów, a jednym z asystentów Roya Hodgsona jest Stuart Pearce, czyli opiekun kadry U-21 i kadry olimpijskiej sprzed roku [wywiad został przeprowadzony przed zwolnieniem Pearce'a, który stracił pracę 18 czerwca, po nieudanych dla Anglików ME juniorów w Izraelu. Jego następca pozostanie blisko Hodgsona - przyp. chllngr].

Taka struktura organizacyjna sprawia, że trener seniorów ma na bieżąco informacje o wszystkich wyróżniających się młodych piłkarzach, którzy mają potencjał na wejście do pierwszej drużyny. To działa i myślę tu o takich graczach, jak Jones, Smalling. Mogą stanowić przyszłość reprezentacji Anglii na lata.

A Rodwell*? To z kolei przykład wszystkiego, co złe i szkodliwe dla przyszłości angielskiej piłki.

Kolejny świetny chłopak. Powinien już zastępować moim zdaniem w kadrze Garetha Barry'ego. Powinien być w kadrze takim, jak mówią Anglicy, „holding midfielder". Ale jego problem polega na tym, że za rzadko gra w City. Kontuzja to jedno, ale jak był zdrowy, to nie grał regularnie.

To jest to, o czym mówił wcześniej Adam Johnson. Odradzał młodym graczom przechodzenie do takich klubów, jak City. Johnson stwierdził, że młodzi angielscy piłkarze się w takich drużynach nie przebiją, nie dostaną szansy gry. Za duża konkurencja.

A czy to nie jest też trochę tak, że wina nie leży tylko w klubach czołówki, największych historycznie oraz zasilanych takimi czy innymi petrodolarami? Angielski „demokratyczny" podział wpływów z transmisji TV kreuje przecież sytuację, w której kluby angielskie środka tabeli i dalszych miejsc też są oparte na zagranicznych gwiazdach, czasem trzeciego sortu, a nie swoich talentach. W Bundeslidze, Francji, Beneluksie czy La Liga kluby z bezpośredniego zaplecza czołówki - a tym bardziej z dołów tabeli - są płodnymi kuźniami talentów i/lub mają kadry tworzone w zdecydowanej większości z materiału krajowego. Premiership to pod tym względem zupełnie co innego. Nie chodzi o to, że grają tam obcokrajowcy słabi, bo reprezentanci swoich krajów grają w Championship, a niekiedy i niżej, ale czy siły angielskiej reprezentacji nie umniejsza fakt, że finansowa prosperita całej angielskiej piłki nie sprzyja stawianiu na młodych? To, że potencjał ludzki Hodgsona już teraz wygląda na najsłabszy od co najmniej dekady, nie może być wyłącznie winą City czy Chelsea, bo praktycznie każdy klub Premiership stać na parę gwiazd, które nawet jeśli przychodzą skądś za darmo to mogą być kuszone zdecydowanie wyższymi kontraktami niż gdzie indziej.

Zgadza się. Wystarczy popatrzyć na Youth Cup - Puchar Anglii młodzieżowy jest bardzo ceniony na Wyspach i wywołuje wielkie emocje. W ostatnich latach walczy o niego tylko „pierwsza czwórka" I ligi, jej młodzieżowe drużyny. Nawet tam nie ma wysypu Anglików.

Przed kilkoma laty to Aston Villa regularnie wygrywała Ligę Rezerw i Youth Cup. Z tamtego składu kilku graczy gra dziś w pierwszym składzie, jak Ciaran Clark, Andreas Weimann i Barry Bannan. Żaden z nich nie jest Anglikiem. I to też jest bardzo symptomatyczne, że do swoich młodzieżowych drużyn Anglicy szukają - niestety dla siebie - perspektywicznych graczy po całym kontynencie. Nie tylko ściągają do siebie graczy ukształtowanych, ale inwestują już na poziomie młodzieżowym. To trochę zabija ich własny futbol, a efekty widać już dziś po reprezentacji. Myślę, że problem jest, a za jakiś czas może być jeszcze większy.

Ostatnie wyniki w RPA i na Euro, do tego remis z Polską w takiej formie na jesieni to pewne sygnały alarmowe o obecnej kondycji angielskiej kadry, że te problemy już się zaczęły. Hiszpanie - wiadomo, Niemcy - rosną w siłę, Brazylia sprawia wrażenie mocnej i na pewno "zepnie się" na przyszłoroczny Mundial, Argentyna z Messim gra coraz ciekawiej jako zespół, nie można też lekceważyć innych. W jakim miejscu w światowym futbolu jest dziś kadra Synów Albionu?

OK, faktycznie team Roya Hodgsona w eliminacjach nie zachwyca, ale weźmy chociażby ich niedawny mecz z Brazylijczykami. Polska reprezentacja gdyby pojechała teraz na Maracanę, to by dostała „baty" i to porządne. Być może sześć, jak kiedyś z Hiszpanami... Także z sytuacją angielskiej reprezentacji nie ma co przesadzać. Podczas wspomnianego spotkania z Brazylią przetrwali napór gospodarzy, strzelili dwie ładne bramki i ogólnie byli w stanie zagrać dobry mecz.

Co by o nich nie mówić, o ich aktualnej formie, zawsze będą zdolni do rywalizacji z każdym. To mimo wszystko nie jest drużyna, która będzie zawsze wymieniana w ścisłym gronie faworytów do Mistrzostwa Świata jak Argentyna, Brazylia, odrodzona Hiszpania, Włochy, Niemcy, Francja, ale zawsze będzie ekipą zdolną wygrać z aktualnie najlepszymi. A jednocześnie: „zdolna" ponieść „głośną" porażkę ze słabymi, bo przegra czasami z Egiptem, Słowenią czy Stanami Zjednoczonymi jak na Mistrzostwach Świata.

Ze Stanami ostatnio nawet Niemcy przegrali.

No, ale jakim składem [śmiech]. Czwartym garniturem.

Już od dłuższego czasu w mediach słyszy się o inwigilowaniu ważnych osób w katalońskim klubie, inspirowanym m.in. z inicjatywy Guardioli. Chodzi mianowicie o monitorowanie Gerarda Piqué, śledzenie jego nocnych ekscesów przy okazji jego związku z pewną Kolumbijką. Czy trener ma prawo aż tak daleko ingerować w życie swojego zawodnika?

Nie. Myślę, że nie ma prawa. Nie chodzi tu o prawo w sensie formalnym, czy to jest gdzieś zapisane jakimś paragrafem, czy nie. Moim zdaniem to nie jest właściwe, niemoralne i nie powinno mieć miejsca. Pamiętam, jak śledzony przez działaczy Bayernu Monachium był Mario Basler swego czasu, a potem okazywało się, że to on strzelał najważniejsze bramki. Zresztą, gdyby nie szaleństwo Manchesteru United w ostatnich sekundach na Camp Nou, to Basler byłby do dziś noszony na rękach w Monachium. To on zdobył wtedy bramkę na 1:0.

Zawodnik ma udowadniać swoją przydatność przede wszystkim na boisku. Jeżeli jest przydatny na boisku, to ma grać. Jeżeli jest inaczej - to nie gra, i to niezależnie od tego, jak wygląda jego życie poza murawą.

Skąd się bierze tak ogromna dysproporcja między dwójką Barça-Real, a resztą ligi? Jest jakaś realna recepta, co z tym zrobić czy tylko szejk wydaje się nadzieją na zmianę stanu rzecz, który jest negatywny tak naprawdę dla całej hiszpańskiej piłki?

Jedyne remedium to rozsądny podział pieniędzy z reklam, z dochodu ligi. Około 60% jest dzielone pomiędzy tę dwójkę, 40% dostaje reszta ligi. To olbrzymia dysproporcja i tak dłużej nie powinno być. W tej lidze gra przecież 20 drużyn, a nie dwie.

Barcelona i Real mogą naprzemiennie zdobywać mistrzostwo przez kilka najbliższych lat, mistrza nie wyłonią wyłącznie meczami między sobą. Potrzebni są rywale. Córdoba, Saragossa, Málaga, Deportivo i pozostałe kluby są równie ważne i powinny otrzymywać takie same pieniądze. Gdy jest transmisja w telewizji, to nie jest pokazywany sam Real i kamery nie są skierowane wyłącznie na zawodników Realu. Pokazywane są obie drużyny. Moim zdaniem tylko sprawiedliwszy podział pieniędzy doprowadzi do zmiany obecnego stanu rzeczy w Hiszpanii. Mało tego, to Realowi i Barcelonie powinno na tym najbardziej zależeć, bo tylko w ten sposób wzrośnie poziom całej ligi. Być hegemonem w słabej lidze - to nie o to chodzi.

Jakoś nie widać tego po ich dotychczasowych działaniach, zobaczymy co zostanie ustalone przy okazji nowego kontraktu telewizyjnego. Pomówmy jeszcze o indywidualnościach, bo to one rozpalają dziś emocje fanów niekiedy bardziej niż drużyny. Messi to piłkarz genialny, ale moim zdaniem Cristiano jest graczem bardziej wszechstronnym, w pewnym sensie wielowymiarowym. Ze względu na swoje umiejętności i piłkarską charakterystykę daje swoim zespołom różne korzyści w różnych punktach boiska: na 40. metrze od bramki czy w polu karnym po rogu; na skrzydle i na szpicy. Messi generalnie daje to samo, albo prawie to samo, nieważne czy pod linią środkową boiska czy pod bramką rywala. W czym Portugalczyk jest lepszy od wychowanka Barcelony?

Gra lepiej głową. Weźmy bramkę, jaką Ronaldo strzelił w tym roku Manchesterowi United w Lidze Mistrzów. Messi by takiej nie strzelił. No i siła uderzenia, która w przypadku Ronaldo jest relatywnie większa niż moc, z jaką piłkę uderza Leo Messi. To oczywiście wynika z ogólnej tężyzny fizycznej, która po prostu jest różna w porównaniu tych graczy.
Mogę powiedzieć, czego w grze Cristiano Ronaldo nie lubię na tle Messiego. Nie lubię tego, że Portugalczyka znacznie łatwiej wyprowadzić z równowagi, znacznie łatwiej go zdenerwować, co od razu odbija się na drużynie. Messi to taki... nie powiem, że robot, chodzi mi o konsekwencję. Ktoś, kto pomimo, że jest przewracany, popychany, szczypany - prze do przodu, wstaje, bierze tą piłkę i „trudno, ja gram dalej". Ronaldo tego nie ma.

Myślę, że Ronaldo szybkość też może mieć wyższą od Messiego. Bez piłki to jedno, ale z piłką u nogi chyba też, jednak w przeciwieństwie do Messiego nie lubi wpychać się z piłką w gąszcz. Messi to uwielbia. Nie zauważyłem nigdy, żeby mając piłkę przy nodze on uciekał od ludzi, gdzieś w bok.

A Ronaldo się to zdarza.

Tak, on woli uciec gdzieś na skrzydło.

Ktoś kiedyś powiedział o nich, że jeden jest jak czysty talent, który dzięki Barcelonie ewoluował w La Masíi w określony sposób, zaś Ronaldo jest tą maszyną, która została perfekcyjnie wytrenowana...

Coś w tym jest. Zgadzam się. U piłkarzy też można podzielić, ile z tego ich gwiazdorstwa, wartości ogólnej to czysty talent, a co: nabyte później umiejętności i ciężka praca.

O Beckhamie mam takie swoje powiedzenie, że w jego przypadku jest 2% talentu i 98% pracy nad sobą, autentycznej harówy.

Ryan Giggs, Scholes to chyba podobne przypadki.

Pewnie, jak najbardziej. A wiesz od kogo się tego nauczyli, cała trójka, o której mówimy? Od Cantony. Zostawali razem z nim po treningu i kopali, kopali, kopali. Słońce już dawno zachodziło, a oni kopali dalej piłkę. Po meczu zostawali z nim w szatni, a on im rozrysowywał różne rozwiązania taktyczne. Stali z rozdziawionymi buziami i słuchali, a potem chyba im to wszystkim wyszło na dobre.

Hiszpańskie media lubują się w porównywaniu transferów z zeszłego lata, Modrić kontra Song i Alba. Co pan sądzi o Modriciu w Madrycie i sezonie obu nowych twarzy w Barcelonie? Czy przyszłość Modricia powinna w ogóle być w stolicy Hiszpanii?

Od początku byłem przeciwnikiem przejścia Modricia do Realu. Też mi się wydaje, że nie zagrzeje długo miejsca w Realu. Wszyscy na Wyspach mówią teraz, że pójdzie zaraz do Chelsea. Powinno się niedługo okazać, ile w tym prawdy.
Na Bernabéu był przecież pupilkiem Mourinho i tylko dlatego został sprowadzony moim zdaniem. Gdyby tak nie było, to nie trafiłby do Realu. Jeśli chodzi o pozycję i zadania na boisku to Madryt kupił sobie drugiego Mesuta Özila, a Özil ma przed sobą ma co najmniej 5 lat dobrej gry na tym poziomie, albo jeszcze lepszym.

Co z Albą? Czy może być jeszcze lepszym graczem od tego, co widzieliśmy w jego wykonaniu w Barcelonie w zeszłym sezonie. Czy raczej zobaczyliśmy już „max, co może z niego być"?

W momencie, jak już przestanie się przewracać z byle powodu i dyskutować co chwilę z sędziami, to będzie na pewno bliżej zostania najlepszym lewym obrońcą ligi niż w zeszłym sezonie. Zgodzę się z Tobą, że może być jeszcze lepszy w Barcelonie. Jeszcze nie jest najlepszy, bo najlepszy moim zdaniem nadal jest Marcelo, ale jak wreszcie przestanie się tak zachowywać - bo coś się z tym chłopakiem dziwnego zrobiło, on nie grał tak w Valencii - to na pewno Alba ma przed sobą dużą przyszłość.

A gdy on będzie lepszy i jeśli zostanie Villa, to ich współpraca na lewej stronie też będzie lepsza - z korzyścią dla całej drużyny.

Ma pan taką swoją prywatną klasyfikacją najlepszych współczesnych napastników? Może poproszę o dwie wersje, z Cristiano branym za napastnika i bez:)

Przyznam się szczerze, że Ronaldo nie należy do moich ulubionych napastników...

No to będzie łatwiej. Spróbujmy wybrać choć trzech, od trzeciego do pierwszego.

OK, to ten pierwszy, czyli trzeci... A tylko z tych, którzy jeszcze grają, czy mogą już nie grać?

Tylko spośród tych czynnych.

Szkoda, bo bym powiedział, że mój nr 1 to Ruud van Nistelrooy, no ale tak to się nie liczy... Numer 3 jeśli chodzi o napastników: Zlatan. Nr 2: Falcao. A miejsce pierwsze - mam nadzieję, że jeszcze parę lat pogra - to jest Didier Drogba.

Jak to, u fana Premier League brak Van Persie'ego?!

Może jako piąty, za Rooney'em... Tak, czwarty Rooney, potem Van Persie.

No i zamiast trójki, mamy nawet całą piątkę... Tymczasem wróćmy z powrotem do Hiszpanii. Wydaje się, ze niechęć Mourinho do Barcelony wykracza daleko poza sport, daleko poza boisko. Czy jej źródeł nie powinniśmy szukać gdzieś na samym początku jego trenerskiej kariery: w tym, że nie dane mu było nigdy objąć Barçy lata temu, choć dwukrotnie był w ścisłym gronie kandydatów?

Nie wydaje mi się, aby w jego głowie, w jego sercu tkwiła jakaś niechęć do Barcelony. To wszystko na pokaz, to gra, która miała wyprowadzić z równowagi przeciwnika i stworzyć atmosferę walki, wojny. Nie sądzę, aby u niego siedziało to głębiej i nie wierzę by José Mourinho był aż tak zły i małostkowy, aby kierować się takimi motywami. Uważam, że z jego strony była to wojna psychologiczna... której zresztą był mistrzem, dopóki nie przyszedł do Realu. Jego umiejętności w tym zakresie również zweryfikowała La Liga. Negatywnie.

Zawodnikiem, którego najbardziej podziwiałem kiedykolwiek w barwach Realu Madryt nie byli Zizou, Roberto Carlos, czy Raúl, ale Redondo. Ma pan kogoś takiego?

Moim ulubieńcem był z kolei Guti, chociaż Fernando Redondo też bardzo lubiłem. Guti dlatego, że był sercem tego Realu. Gdy pojawiał się na boisku, to zawsze dawał z siebie 100% albo i więcej. Wielki zadziora. Grał bez złośliwości, ale walczył z ogromnym zaangażowaniem.

Jeżeli ktokolwiek ma do powiedzenia coś na temat Mourinho czy innych bieżących spraw w Realu - to Gutiego trzeba posłuchać. Skoro on mówi, że źle się dzieje czy działo - to coś jest na rzeczy. Jak Guti wypowiada się o Realu, to... to pewnie ma rację.

A jakiego gracza darzył pan taką ponadprzeciętną sympatią, respektem w Barcelonie?

Było dwóch takich piłkarzy w Barcelonie, których absolutnie uwielbiałem. Romario i Christo Stoiczkow. Para, która była po prostu fenomenalna.

Lubiłem ich za różne rzeczy. Stoiczkowa za to, że był „bad boy'em" tamtej drużyny, gościem krnąbrnym, pewnym siebie. Takich zawodników zawsze lubię na boisku. Dlatego lubię np. Joey'a Bartona, na którego od dawna czekam w West Hamie; Kevin Nolan zresztą namawiał go wielokrotnie żeby przeszedł do West Hamu. Barton czasami przesadza, oczywiście!, ale Stoiczkow był ulepiony z tej samej gliny. Miał wielką wolę walki, lubiłem go też za te kłótnie, machanie rękami gdy miał powód, własne zdanie, za ogólną ponadprzeciętność tak naprawdę. Jak na tamte lata był piłkarzem wyjątkowym. Poza tym, my ze wschodniej Europy traktowaliśmy wtedy każdego piłkarza, który przebił się do wielkiego klubu, jak swojego. On Bułgar - Bułgaria niedaleko, a z tej części Europy wielu piłkarzy wielkich karier wówczas przecież nie robiło. To także odgrywało pewne znaczenie.

Romario - artysta. Wszyscy mówią: „Messi, Messi", ciągle Messi - najlepszy atakujący, najlepszy piłkarz w historii. OK, ale wszystkich, którzy oglądają Messiego, wiedzą jak gra, zachęcam: możliwości teraz są wszechstronne, wystarczy włączyć youtube'a i wpisać „Romario compilation". W wielu aspektach gry od Messiego co najmniej nie odstaje.

Czy można powiedzieć, ze w ciągu ostatnich dwóch dekad piłka zmieniła się na gorsze, „brzydko zestarzała" w takim sensie, że skomercjalizowała w taki sposób, który odbiera jej dawny czar i urok?

To przez telewizję. Dzisiaj widzimy wszystko. Widzimy wszystko, mamy z bliska każdy aspekt gry. Oszustwa piłkarzy, którzy się łapią za głowę nie będąc nawet trafionymi łokciem czy piłką, widzimy również brutalność fauli, z piłką czy bez, mamy jak na dłoni każdy błąd sędziów, nie tylko te oczywiste. Wszystko widzimy z każdej strony, pod każdym kątem, z kilkudziesięciu różnych kamer. To jest jak „Big Brother".

Ale nie można oglądać każdego meczu jak reality show. Czasem trzeba dać się zaskoczyć. Oglądać mecz jak film fabularny. Trochę się wyłączyć z analizowania na okrągło tych wszystkich powtórek, oddać się chwili i dać się ponieść grze... Poza tym, mam na przykład w swojej wideotece trochę różnych meczów z dawnych lat - nie dawnych-pradawnych, ale ostatnich dwóch, trzech dekad, lat 90-tych czy nawet końcówki lat 90. z naprawdę wybitnymi piłkarzami. I uważam, że warto do tych meczów wracać. Wtedy nie patrzono na „markery" zmęczeniowe, kto ile przebiegł kilometrów albo czy piłka leci tak jak powinna - „czysta" piłka nożna, w której liczyły się umiejętności oraz zaangażowanie, a nie aktorstwo czy wyrachowanie.

Moją ulubioną drużyną z tamtego okresu, którą pamiętam, to jest Holandia z '88 roku, Holandia, która zdobywa Mistrzostwo Europy, która wygrywa z Niemcami w półfinale, która wygrywa ze Związkiem Radzieckim, czyli wtedy jedną z najlepszych drużyn na świecie... Holandia Rijkaarda, Gullitta, Marco van Bastena.

A może kibice także się zmienili, otoczenie, w jakim funkcjonuje futbol społecznie i finansowo, i dzisiejsi kibice potrzebują, szukają, pragną w nim innych rzeczy niż dawniej?

Kiedyś zdobyć szalik, koszulkę, zdobyć coś takiego to był sukces. Być na miejscu, kupić i przywieźć z Manchesteru. Ktoś miał ogromne szczęście jak miał gdzieś rodzinę i np. dostał w prezencie... Dzisiaj nawet już nie chodzi o to, że wszędzie jest bliżej, ale wystarczy internet i to samo przyjedzie do domu. Znacznie łatwiej to zrobić. A coś, co się łatwiej nabywa, jest moim zdaniem przez ludzi mniej cenione, i to też niesie w sobie odpowiednie zmiany w kibicach, w kibicowaniu.

Za co lubi pan La Liga i za co Premier League?

La Ligę lubię za jej żywiołowość. Może nie jest tak intensywna, ale jest bardzo spontaniczna, żywiołowa. Jest też bardziej techniczna, no i praktycznie wszystkie mecze są grane wieczorem co też ma swoje plusy.

Jeśli chodzi o Premier League - lubię ją najbardziej za to, że na każdym stadionie trybuny są ustawione obok boiska. Na każdym stadionie publiczność reaguje na każde zagranie piłkarza, czego w Hiszpanii nie ma. W Hiszpanii są radość, śpiewy, ale emocji na trybunach jest mniej. To w Anglii na trybunach jest ogromne westchnienie ulgi, jak bramkarz obroni, oraz głośny jęk zawodu gdy już tę bramkę puści... No i w Hiszpanii mniej bramek strzela się w doliczonym czasie gry. To jeden ze znaków firmowych Premiership, że gra się do ostatnich sekund, dopóki sędzia nie gwizdnie. Wielokrotnie takie bramki decydują w Anglii o wyniku meczów. A nie ma w piłce nic wspanialszego niż zaskoczenie i zmiana rezultatu w ostatniej chwili.

* 22-letni pomocnik, jeden z największych talentów młodego pokolenia w Anglii. Rok temu za 13 mln funtów trafił do City.

Rozmawiał challenger.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (18)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze