Felieton: W obronie obrony

Eoren

26 maja 2013, 23:53

145 komentarzy

"Drużyna piłkarska jest jak fortepian. Potrzebujesz ośmiu, żeby go nieśli, i trzech,

target="_blank">którzy umieją na tym cholerstwie grać."*

Niedawno Barcelona zakontraktowała Neymara, który, odwołując się do słów legendy Liverpoolu, w przyszłości ma stać się jednym z wirtuozów katalońskiego fortepianu wygrywającym kibicom sonaty**. To dobry moment by przyjrzeć się ludziom, na których spada największa odpowiedzialność za noszenie fortepianu: barcelońskim obrońcom. Nie ulega wątpliwości, że to właśnie w tej formacji Barça cierpiała w tym sezonie najbardziej. Shankly z pewnością miał rację, jednak należy wziąć pod uwagę, że przy sposobie gry Barcelony nawet obrońcy powinni potrafić przynajmniej pobrzdąkać na klawiszach. W najbliższym sezonie całą drużynę czeka w związku z tym wielkie wyzwanie - weliminowanie fałszywych tonów z formacji defensywnej.

Najlepszym atakiem jest obrona

W tym sezonie ligowym Barcelona straciła jak do tej pory 39 bramek przy 111 strzelonych, co sprawia, że stosunek piłek wyłapanych we własną siatkę do tych zaaplikowanych przeciwnikowi wynosi 35,14%. Sporo. Na tle reszty La Ligi wygląda to całkiem nieźle, gorzej jednak, gdy spojrzeć przekrojowo na poprzednie sezony w wykonaniu Barçy (w ostatnich trzech temporadach kolejno: 25,44%, 22,11% i 24,49%). Podobny wynik padł ostatnio w pierwszym sezonie pracy Pepa Guardioli (33,33%), gorszy w ostatnim sezonie Franka Rijkaarda (56,58%). Jednak niekorzystny wynik Barcelony prowadzonej przez Holendra wynikał głównie z niskiej skuteczności strzeleckiej (76 strzelonych bramek przy 43 straconych). Głównie - lecz nie tylko - za sprawą Bayernu Monachium statystyki Barcelony w Lidze Mistrzów wyglądają znacznie gorzej. 18 bramek zdobytych, 17 straconych, co daje aż 94,44%. Suche liczby potwierdzają wątpliwości w kwestii problemów barcelońskiej defensywy.

O tym, że najlepszą obroną jest atak z pewnością słyszeliśmy wielokrotnie. Być może jednak można na tę kwestię spojrzeć także z przeciwnej strony. Może zorganizowana obrona odgrywa większy udział w ofensywnej grze drużyny niż mogłoby się wydawać. Myślę, że w słabej postawie defensywy można, przynajmniej w pewnym stopniu, doszukiwać się przyczyny ograniczonej kreatywności Barçy, zwłaszcza w linii pomocy. Z powodu ciągłej eksperymentalności obrony, wymuszonej zwykle kontuzjami, przy jednoczesnym braku asekuracji ze strony drugiego pivota na pomocników ofensywnych spadała duża odpowiedzialność. Być może za duża. Jeżeli każda piłka stracona w środku pola oznacza niemal sytuację bramkową dla przeciwnika, trudno się dziwić zachowawczej grze zawodników tej formacji. To tylko jeden z czynników, które wpłynęły na całościowy obraz gry Barçy w tym sezonie, jednak obrazuje, że problemy w jednej strefie boiska mogą wywrzeć znaczący wpływ w zupełnie innej. Pianistom ciężko wygrywać melodie skoro mają ręce zajęte niesieniem fortepianu razem z tragarzami.

Najlepszą obroną jest atak

Kij jak zawsze ma dwa końce, a w starych powiedzeniach mieści się sporo prawdy. W złej postawie obrony można się doszukiwać przyczyn obniżonej kreatywności, z kolei słabszy i niższy pressing może tłumaczyć te właśnie problemy w defensywie. Koło się zamyka. W tym sezonie Barcelona stosowała inny rodzaj pressingu, przede wszystkim aplikowała go rywalowi dalej od jego bramki. Prowadzi to do prostego wniosku: niższy pressing daje przeciwnikowi więcej dogodnych okazji do wyprowadzania kontrataków. Utrata piłki w polu karnym rywala zawsze jest sytuacją bezpieczniejszą niż utrata jej w strefie środkowej. Efektem takich strat jest większa ilość kontr, z którymi wychodzą przeciwnicy Barçy. Taka sytuacja prowokuje więcej okazji do błędów indywidualnych, które przy słabej formie defensywy uwypuklają się jeszcze bardziej, czasem może nawet na wyrost. Skoro presja na przeciwnika wywierana jest niżej, w strefie potencjalnie bardziej niebezpiecznej, zyskujemy kolejne potwierdzenie możliwych przyczyn zachowawczej gry piłkarzy pokroju Xaviego Hernándeza. Zamknięte koło toczy się na tyle szybko, że trudno dostrzec pierwotną przyczynę problemów.

Czynniki niezależne i zależne

Wśród wszystkich czynników mających wpływ na obraz obrony Barçy nie sposób nie poruszyć kwestii tak prozaicznej jak błędy własne. Zarówno te popłeniane przez obrońców w ataku, jak też w ich podstawowych obowiązkach defensywnych. Posyłane pod niebo dośrodkowania Daniego Alvesa stały się już legendarne. Z kolei jeśli środkowy obrońca, mający u boku młodszego i niedoświadczonego kolegę, popełnia

target="_blank">TAKIE błędy w meczu o najwyższą stawkę to wszelkie rozważania taktyczne jego gry można by niemal uznać za zbędne.

Spośród czynników zależnych oraz niezależnych od piłkarzy, chyba najgorsze w skutkach były kontuzje. Najbardziej dotkliwie na Barcelonie odbiła się dyspozycja fizyczna Carlesa Puyola, który w tym sezonie przebył drogę od kontuzji do kontuzji, zakończoną w końcu nieuchronną operacją. Choroba Érica Abidala już w poprzednim sezonie uszczupliła znacząco szeregi defensywne Barçy. Dłuższego czy krótszego wyautowania z gry nie ustrzegł się chyba żaden z obrońców Barcelony, zdarzały się wręcz momenty, w których ciężko było doszukać się wśród zdrowych zawodników nominalnych obrońców. To oczywiście czynniki niezależne, na które nikt nie mógł mieć wpływu. Nie oznacza to jednak, że nie można było ich przewidzieć. Śmiem twierdzić, że założenie, iż Puyol rozegra cały ten sezon było myśleniem życzeniowym, o ile nie myśleniem magicznym. Brak transferu stopera zeszłego lata był dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Myślę, że wyraźnie widocznym jest, iż zarówno Gerard Piqué, jak i Javier Mascherano (bo czy można go jeszcze nazywać pomocnikiem?) potrzebują u boku drugiego nominalnego stopera, by grać w pełni swoich defensywnych umiejętności. Ciężko mieć pretensje do nieopierzonego Bartry, który najpierw nie grał wiele, by w kluczowych meczach sezonu nieść ogromną odpowiedzialność, której niestety nie udżwignął. Ciężko mieć też pretensje do Songa, mającego być ekonomicznym lekiem na całe zło, piłkarzem-hybrydą, pomocniko-stoperem, który załata dziurę w środku pola powstałą po odejściu Keity i jednocześnie zostanie pełnowartościowym zmiennikiem na środek obrony. W ten sposób musiał rozumować barceloński zarząd, bo inaczej braku transferu stopera nie jestem sobie w stanie wytłumaczyć. Mam jedynie nadzieję, że klub uczy się na własnych błędach i w tym okienku wzmocnienia dla środka obrony już nie zabraknie. Jednak jeśli ma się tak stać, to trzeba się zarówno spieszyć, jak i sprawnie prowadzić negocjacje, bo wraz z upływem czasu liczba opcji zastraszająco topnieje. Hummels ma zostać w Borussii, czas na transfer Thiago Silvy minął podobno zeszłego lata, zaś kapitan Manchesteru City także nie jest do wyciągnięcia. Wszystko to może być elementem gry transferowej, jednak z pewnością jest wyrażnym znakiem, że Zubizarreta powinien w tej kwestii jak jak najszybciej zakasać rękawy i zabrać się do pracy.

Strzelają piłkarze czy strefy?

Większość piłkarskiej czołówki stosuje krycie strefowe. Spodobało mi się stwierdzenie, które kiedyś usłyszałam, mające być krytyką tej taktyki głoszące, iż założenia krycia strefowego są irracjonalne, bo w końcu bramki strzelają zawodnicy a nie jakieś strefy. Logika nie do pobicia, choć moim zdaniem nie wystarczająca by krycie strefowe zdyskredytować - w ostateczności, gdy doprowadzi się je do formy zbliżonej do perfekcji, jest to najskuteczniejsza i najbardziej efektywna forma obrony. Przede wszystkim zapobiega temu, co jest główną bolączką krycia indywidualnego - wyciąganiu obrońców z pozycji. Jednak jak to zawsze bywa obie taktyki mają swoje plusy i minusy. Krycie strefowe sprawdza się świetnie przy obronie poukładanej, zgranej i wyćwiczonej w tej kwestii taktycznie. Jednak Barcelonie niejednokrotnie w tym sezonie przyszło grywać w eksperymentalnym zestawieniu obrony, niekiedy nawet eksperymentalnym skrajnie. Może lepszym rozwiązaniem w takim przypadku byłby jednak powrót do - z pewnością bardziej prymitywnego i bardziej pierwotnego, lecz łatwiejszego do opanowania - krycia indywidualnego? Taka, a nie inna, taktyka jest też przyczyną tego, że pojedynczych potyczkach, w których Barça poległa ciężko wskazać palcem jedynego winnego straconych bramek. Zwykle, jak ma to miejsce w przypadku krycia strefowego, obciążają one konto całej defensywy, lub przynajmniej jej części. Abstrahując od potrzeby wprowadzenia zmocnień w tej formacji w związku z osłabieniem kontuzjami i powracającymi problemami kadrowymi, skupiając się tylko i wyłącznie na „materiale", który tu i teraz jest do klubowej dyspozycji, cały czas pozostają aktualne opcje, które można wykorzystać by usprawnić grę. Zmiana sposobu krycia przy konieczności eksperymentalnego zestawienia obrony może być jednym z nich. Chcemy tego czy nie, pewne elementy należy modyfikować w zależności od sytuacji, czemu więc nie ten? O ile nagłe przełączenie drużyny z krycia indywidualnego na strefowe jest po prostu zadaniem nie do wykonania, o tyle w przeciwną stronę - zwłaszcza gdy dysponuje się światewej klasy piłkarzami - problemy powinny być zdecydowanie mniejsze.

Szukając pozytywów

W tym momencie, na jedną kolejkę przed zamknięciem tego sezonu, Barça dysponuje drugą najszczelniejszą defensywą w lidze, za Atlético i o włos przed Realem Madryt. Takie wyniki nieco zakłamują sytuację, ponieważ są efektem czystych kont zachowanych w większości w ostatnich spotkaniach, gdy Barcelona miała już zapewnione (matematycznie, czy też nie) mistrzostwo Hiszpanii. Sytuacja uległa pewnej stabilizacji i uspokojeniu, a co najmniej jedna stracona bramka na mecz przestała być wizytówką Barçy. Przynajmniej na chwilę, ponieważ większość bramkowego żniwa Barcelona zebrała do własnej siatki w okresie wzmożonego ataku kontuzji. Na razie, z wyjątkiem Carlesa Puyola, udało się pod tym względem wyjść na prostą, jednak przy niezbyt szerokiej kadrze w tej formacji problem ten z pewnością powróci w przyszłym sezonie. Na razie pozostaje się cieszyć z tego, co jest. Mimo problemów i trudnej sytuacji kadrowej udało się uzyskać wyniki, które dobrze wyglądają w ligowej tabeli. Przynajmniej jeśli chodzi o te właśnie rozgrywki.

Gdy szukam pozytywnych stron obrony Barçy w tym sezonie pierwszym zawodnikiem, który przychodzi mi na myśl jest Jordi Alba. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest to jeden z najbardziej trafionych transferów ostatnich lat; luka, którą wytworzyła nagła choroba Abidala została przez Jordiego świetnie zagospodarowana, zarówno pod względem defensywnym, jak i ofensywnym. Inną pozytywną oznaką może być postawa Gerarda Piqué w rewanżowym meczu z Bayernem. Ironia losu sprawia, że jednym z najbardziej obiecujących spotkań człowieka, który ma być ostoją naszej defensywy na lata, jest mecz przegrany 0:3 na własnym stadionie, w którym sam główny bohater strzela bramkę samobójczą. Mimo wszystko przyjmuję to za dobrą monetę, ponieważ tamten mecz był dowodem na to, że w tydzień po rozegraniu spotkania wręcz katastrofalnego Gerard jest w stanie wysilić się na naprawdę solidny występ. Jemu, jak i całej reszcie barcelońskich tragarzy fortepianu pozostaje życzyć przede wszystkim regularności. Nie wiem czy Piqué kiedykolwiek odzyska swoją formę z pierwszego sezonu po powrocie do Barcelony, jednak dla stopera sama solidność to już ogromnie dużo. Sądzę, że transfer stopera, nominalnego, pewnego stopera, niezależnie od personaliów, może przynieść Barcelonie wystarczającą ilość spokoju, którego jej defensywa tak bardzo potrzebuje. Dopiero wtedy, kiedy będziemy wiedzieli, że jest komu nosić fortepian - drużyna będzie mogła z czystym sumieniem

target="_blank">przygotować się do koncertu.

*Bill Shankly

**Miejmy nadzieję, że w rytmie hymnu Ligi Mistrzów.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (145)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze