Poniższy artykuł powstał w związku południowoamerykańską edycją dziennika El País i jest hołdem dla wszystkich graczy z Ameryki Łacińskiej, którzy zapisali się w annałach hiszpańskiego futbolu.
Gol. Podstawowy wkład Ameryki Południowej w futbol hiszpański mieści się w tych trzech literach. Niezwykły talent do umieszczania piłki w siatce napływał zza oceanu wprost na Półwysep Iberyjski przez całych osiemdziesiąt dwa lata funkcjonowania La Liga.
Od 1929 roku piętnastu południowoamerykańskich snajperów aż dwadzieścia siedem razy zdobyło trofeum Pichichi, na przestrzeni osiemdziesięciu jeden rozegranych sezonów. Sprawia to, że stanowią oni ponad jedną trzecią wszystkich zwycięzców tej klasyfikacji. Jeśli rozpatrzymy w tym kontekście poszczególne narodowości najwyraźniejszy jest wkład Brazylii, która ma na swoim koncie pięciu najlepszych strzelców sezonu. Na drugim miejscu znajduje się Argentyna (czterech), podium zamyka Urugwaj (dwóch). Wspomnianej piętnastki dopełnia czterech zawodników, każdy z innego kraju, reprezentujących Meksyk, Chile, Paragwaj oraz Peru. Pod tym względem najbardziej utytułowani są Di Stéfano i Hugo Sánchez - każdy z nich został pichichi La Liga aż pięciokrotnie. Wszystkich tych piętnastu zawodników, w sezonach, w których zapewnili sobie miano najlepszych strzelców Primera División, uzbierało w sumie 729 roli. Zakaz podpisywania kontraktów z obcokrajowcami obowiązujący w latach 1962-1968, w następstwie bardzo słabego występu Hiszpanii na Mundialu w Chile, w '62 roku, wymusił nacjonalizację takich zawodników jak Eulogio Martínez, Santamaría, Di Stéfano czy Puskas.
Wszystko zaczęło się od przeprowadzki z San Lorenzo de Almagro w Buenos Aires do Europy w latach 1947-1948. Na igrzyskach olimpijskich w Antwerpii w 1920 roku narodziła się La Furia Roja, wraz z rozdzierającym serce krzykiem Belauste: „Do mnie, Sabino, ja ich zmiażdżę!". Później odkryto argentyńskie krótkie podania, radosną grę i nadzieję na to, że akcja narodzi się sama. Wpływ na grę tamtych zawodników był ogromny. „Niech przychodzą, jeśli grają jak Panizo" - powiedziała legenda San Mames, porównując argentyńskich techników do jednego ze swoich piłkarzy.
Zawodnicy, którzy przypływali z Ameryki spotykali się entuzjastycznym przyjęciem europejskich kibiców. To były czasy La Máquiny River Plate. Niebawem rozmnożyły się letnie trofea, które były wyjątkową szansą dla wszystkich dzieciaków, które marzyły o grze w Europie. Takie towarzyskie spotkania mogły pociągnąć za sobą poważne skutki. Chociażby w trakcie meczu o Trofeo Carranza, które to letnie rozgrywki organizował klub Cádiz, Atlético Madryt wyłowiło w 1975 roku Luiza Pereirę oraz Leivinhę, mistrzów Brazylii z Palmeiras.
Przed drugą wojną światową bardzo niewielu Latynosów grało w La Liga. Franco zezwolił na przybieranie podwójnego obywatelstwa w 1954 roku. Terminem „rodzimy" ochrzczono zawodników, których przodkowie byli hiszpańskimi emigrantami, obchodząc w ten sposób limity obcokrajowców, mogących grać w lidze, których niekiedy pilnowano wyjątkowo skrupulatnie. W latach siedemdziesiątych zarządy klubów próbowały się doszukiwać hiszpańskich korzeni u niemalże każdego utalentowanego zawodnika. Anzarda (Real Madryt oraz Betis), Adorno (Valencia i Alavés) oraz Valdez (Valencia) zostali oskarżeni o fałszowanie dokumentów. Adorno został skazany na siedem miesięcy więzienia. W 1975 roku ostatecznie uzyskał ułaskawienie.
Południowoamerykańskie dziedzictwo jest ogromne, pozostawiło swój ślad we wszystkich formacjach i na wszystkich murawach. Dotyczy ono także oczywiście pracy trenerów. Latem 1969 roku Néstor El Pipo Rossi został przedstawiony na Los Cármenes jako nowy trener Granady. Jego zadaniem było walczyć o utrzymanie się w pierwszej lidze klubu, który dopiero awansował z Segunda. Podczas jednego z pierwszych treningów siedział na trybunach przypatrując się zawodnikom rozgrywającym mecz. Nagle wstał i kazał im przerwać grę. Przywołał do siebie Barrenecheę, który pełnił podówczas obowiązki defensywnego pomocnika.
- Na jakiej pozycji pan gra? - zapytał go Rossi.
- Ja? Jestem pivotem - odpowiedział chłopak.
- I co to jest? Nigdy nie słyszałem tego słowa. Dlaczego zostaje pan cały czas w defensywie? Słuchaj, mój drogi, to o co gramy znajduje się w innej strefie boiska, więc bądź łaskaw i idź do przodu razem z całą linią - warknął trener.
W trakcie rundy jesiennej Granada wspięła się na trzecią pozycję w tabeli. Dziesiątki takich trenerów odcisnęło swoje piętno na lidze hiszpańskiej. César Luis Menotti wprowadził na wyższy poziom estetykę gry Barçy i Atlético. Pacho Maturana zębami i pazurami bronił drużyn z Estadio José Zorrilla i Vicente Calderón przed spadkiem z ligi. Jorge Valdano zapisał się w historii Realu Madryt oraz Tenerife. W tym samym czasie Carlos Bilardo utrudniał życie przeciwnikom Sevilli. Manuel Pellegrini zastosował swoją inżynierię na Villarrealu i Máladze, podczas gdy Marcelo Bielsa zrewolucjonizował kolektywny atak Athelticu. I w końcu Simeone przeszczepił swoje piłkarskie DNA zawodnikom znad Manzanares.
El Pipo Rossi był jednym z trybików La Máquiny River, gdzie grał na pozycji pomocnika. Jego profil gry nigdy do końca nie wykrystalizował się w Hiszpanii, chyba, że w osobie
Komentarze (32)