Przypominamy zasady, jakimi kierujemy się podczas wystawiania not: kryterium oceny graczy. Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie są równoznaczne z "dla mnie Montoya 4, a Messi 6,2(5)". Tylko rzeczowe, spójne i kulturalne komentarze będą brane pod uwagę.
Oceniający: Ściah, SZUMI, challenger
Pinto – 6 – Puścił trzy gole, ale tylko przy ostatnim można domniemywać, czy nie powinien zareagować lepiej (znaczy: szybciej). No ale jak 191 centymetrów strzela bezkarnie głową z 7. metra, to bądź tu mądry... Poza tym, Pinto miał dwie dobre interwencje plus parę dobrych zachowań przy innych akcjach Realu. W większości sytuacji stanowił pewny punkt zespołu. Bezbłędnie wyłapywał dośrodkowania, przechwytywał bezpańskie piłki i bronił nieprzyjemne strzały Ronaldo. Gdyby miał jakiekolwiek wsparcie w obrońcach, to jego świetna interwencja z 57. minuty po strzale Di Maríi nie poszłaby na marne. Do dobitki nie miał szans zdążyć. Niewiele później co prawda uratował zespół przed stratą kolejnej bramki dobrym wyjściem (63’), ale postanowił się po nim pokiwać 35 metrów od własnej bramki zapewniając wszystkim zgromadzonym na Camp Nou śmiech przez łzy. Mimo to: jeden z niewielu, który nie zawiódł.
Alves – 6 (ZM*) – Najskuteczniejszy w obronie, a tytuł zawodnika meczu za najrówniejszy występ w całej drużynie. Bardzo zaangażowany, skoncentrowany i mający świetne wyczucie przy interwencjach w chwili zagrożenia. W całym spotkaniu prawy obrońca Barcelony aż 15-krotnie przerywał akcje rywali popisując się doskonałym wyczuciem m.in. w 9., 26. oraz 48. minucie. Przy strzale Di Maríi też wrócił w porę, pośrednio zmuszając Argentyńczyka do wcześniejszego oddania strzału. Stoczył tego dnia wiele pojedynków z Cristiano Ronaldo i warto podkreślić, że Dani grał w nich bardzo czysto jak na siebie. Dwukrotnie zatrzymał wychowanka Sportingu interwencjami z gatunku „nie mam pytań”, przy jednej z sytuacji będąc ostatnim obrońcą przed bramkarzem. Przy takiej dyspozycji Portugalczyka powinien mieć znacznie więcej wsparcia od Sergio Busquetsa lub Cesca (przegrane ważne pojedynki DA z CR7 w 12’, 26’ i 47’). Mając naprzeciwko siebie Cristiano Ronaldo, Alves znacznie rzadziej wypuszczał się na połowę rywali. Nie gonił w przód jak jeździec bez głowy (patrz: Alba), grał bardziej odpowiedzialnie. Nawet przy mniejszej niż zwykle częstotliwości ataków, i tak wielokrotnie wspierał nieskuteczną tego dnia prawą flankę. Alves miewał bardzo dobre momenty, potrafił posłać dokładną piłkę lub wyróżnić się w grze wzajemnej (np. 31. i 52. minuta). Bardzo dobrze dwa razy powalczył na skrzydle, dając bezpośrednie sytuacje strzeleckie Messiemu (po jednej w pierwszej i drugiej połowie). Z drugiej strony, mniejsza regularność pod bramką Lópeza skutkowała gorszą niż zwykle efektywnością. Udane zagrania w ofensywie Brazylijczyk przeplatał z fatalnymi stratami, których zaliczył dokładnie tyle samo, co interwencji obronnych. W końcowej fazie meczu jego złe decyzje w grze piłką się nasiliły, ale można zrzucić to na zmęczenie. Fizyczne i wynikiem chyba też.
Piqué – 2,5 – Owszem, Gerard przez większość spotkania prezentował się udanie, notując jedenaście odbiorów oraz momentami pomagając kolegom w rozgrywaniu akcji po bramką Realu, ale w kluczowych momentach kompletnie zawodził. Ciężar gatunkowy i wpływ na wynik podarowania Realowi rzutu karnego na 1:0 już w 13. minucie po iście ślimaczej interwencji zasługują na głośną krytykę i znajdują oczywiste odzwierciedlenie w końcowej ocenie stopera. Po tej niechlubnej interwencji grał OK, zanotował wiele przecięć, dokładnie się ustawiał, a przy wrzutkach w pole karne był jedynym bastionem chroniącym Barcelonę przy stałych fragmentach gry. Podobnie jak w meczu z Milanem, zanotował mnóstwo skutecznych interwencji w powietrzu i za to mu chwała. Niestety, w drugiej połowie Geri nie zdołał upilnować niższego od siebie o centymetr Varane’a, który do główki skakał sobie sam i pewnym strzałem pokonał Pinto. Z innych sytuacji Piqué: szybko ekspediował piłkę do ofensywy, gorliwie migrował sam do przodu, próbując momentami grać nawet skrzydłowego, świetny wślizg na Özilu (67’), ale wszystkie te plusiki bez żadnego wpływu na wynik. Obrońcę w formie poznaje się właśnie po zachowaniu w kryzysowych momentach. Tym razem Piqué zawiódł przy nich na całej linii.
Puyol – 1,5 – Fatalnie. Przy pierwszej bramce spóźnił się z przecięciem podania zmierzającego do Cristiano, pozostawiając Piqué w arcytrudnej sytuacji 1 na 1 z jednym z najszybszych i najlepiej dryblujących piłkarzy na świecie. Kolejny pokaz indolencji szybkościowej i decyzyjnej dał w 40. minucie, atakując agresywnie Ronaldo bardzo spóźnionym wślizgiem, a pod koniec pierwszej połowy naraził zespół na kontrę podając wprost do Khediry. Pod względem motoryki Puyol był najgorszym piłkarzem na boisko, w czym widzimy przyczynę ledwie 3 (!) skutecznych interwencji w defensywie przez cały mecz. Bez zmian po przerwie, w drugiej części spotkania równie słaby. Przy golu na 2:0 został ośmieszony przez Di Marię, co może stanowić najbardziej wymowne podsumowanie występu Kapitana. Dał zespołowi bardzo niewiele z gry, prócz nieskuteczności w interwencjach zebrał aż cztery straty. Plusy? Mizerne: parę wygranych walk w powietrzu, dobre ustawianie się w kilku kolejnych sytuacjach, momentami skuteczne przejęcie krycia CR7 od Alvesa i Piqué (w paru innych „schadzkach” z Portugalczykiem był kompletnie bez szans). Jeśli Puyi gra w taki sposób, to wynik na pewno nie może dziwić.
Alba – 4,5 – Wiele przegranych pojedynków na własnym skrzydle w obronie, poza tym jak na 90 minut gry, z jego ofensywnej aktywności wynikało niewiele dobrego. Za to mnóstwo złego: szczególnie w pierwszej połowie „latał” na połowę Realu, kiedy tylko miał okazję nieodpowiedzialnie zostawiając za sobą kompletną pustynię. Najlepszym dowodem sytuacja z karnym - gdzie był wtedy Alba?! Do tego nie najlepsze zachowanie przy golu na 2:0, gdy odpuścił krycie Cristiano. Poza tym mało chwalebna skuteczność w pojedynkach z Arbeloą, ale gdy miał piłkę pod nogą, to starał się ją sensownie rozgrywać. Potrafił groźnie podać (26., 52. i 72. minuta) lub poprzez grę wzajemną stworzyć pozycję koledze. Na drugiej stronie tego medalu mamy aż dziesięć (!) strat byłego gracza Valencii. Jak na Real, to zdecydowanie za dużo jak na defensora. Obok świetnego zachowania przy jedynej bramce gospodarzy po drugiej stronie skali i ogólnie niezłej postawie na połowie gości - musi mieć to odbicie w końcowej ocenie.
Busquets – 4 – Nie zdołał zbawić drużyny ani uchronić jej od straty goli w kluczowych momentach meczu. Aktywny tylko na początku spotkania, ale dwa razy bardzo niedokładnie i ryzykownie zagrał wzdłuż boiska, czym spowodował zagrożenie pod własną bramką. Niewystarczająco wspierał kolegów z obrony, co w samych dwóch pierwszych kwadransach spowodowało kilkakrotnie zagrożenie ze strony Ronaldo. Ponadto nie wracał wystarczająco szybko i często środkiem boiska, czyli zabezpieczaną przez siebie strefą, nie asekurując przedpola pola karnego. Miał aż 17 odbiorów, z czego sześć było bezpośrednimi interwencjami. Real nie forsował gry środkiem, często przenosząc grę na skrzydła przez co mankamenty gry Busquetsa wyglądają gorzej względem częstotliwości jego interwencji. Busquets był momentami zbyt niedokładny popełniając zbyt wiele strat. W całym meczu uzbierał ich aż jedenaście co stanowi chyba najwyższą liczbę w meczu w całej jego dorosłej karierze, za najpoważniejsze musimy uznać te z 6. oraz 74. minucie. Wymownym podsumowaniem postawy całego zespołu jest fakt, że właśnie Busquets oddał najgroźniejszy strzał gospodarzy, gdy wynik był jeszcze otwarty - szkoda straconej szansy, bo López zdołał sparować piłkę na rzut rożny. Plus za próby brania odpowiedzialności przy tej okazji i w rozgrywaniu, ale pewnych umiejętności nie da się nabyć w ciągu jednego meczu.
Xavi – 3 – Podobnie jak w meczu z Milanem, nie uzyskał kontroli nad poczynaniami drużyny. Trochę częściej widoczny przy piłce, ale tak jak przed tygodniem brakowało mu kreatywności i odwagi. Długimi fragmentami spotkania wymieniał się tylko piłką z Ceskiem oraz Sergio w okolicy środka boiska. Kiedy trzeba było grać szybko, przetrzymywał piłkę, a kiedy należało uspokoić atmosferę na boisku i poukładać zespół, pozbywał się jej zbyt szybko. Nie czuł najlepiej dynamiki spotkania i nie zawsze dobierał właściwe środki do zaistniałej sytuacji boiskowej. Nie stosował długich przerzutów napędzających akcje, za rzadko otwierał boczne korytarze. Jego „kluczowe podania” pochodziły z rzutów rożnych lub akcji blokowanych przez obrońców z Madrytu i de facto nie przyniosiły żadnego zagrożenia pod bramką Lopeza. W drugim ważnym spotkaniu z rzędu Xavi nie dał drużynie praktycznie nic w ofensywie, a jeśli komuś brakuje jeszcze analogii do meczu na San Siro, to trzeba odnotować, że licznik strat Creusa zatrzymał się we wtorek w tym samym miejscu: na dziewięciu.
Fàbregas – 2 – Niewidoczny i nieprzydatny. Po raz kolejny musiał zagrać jako „zapchajdziura” i faktycznie tak się zaprezentował nim Roura postanowił zdjąć go z boiska po godzinie obecności. Ale od początku... W 7. minucie wydawało się, że Cesc dał wyraźny sygnał iż bronią Barcelony w tym spotkaniu będą próby strzałów zza pola karnego. Strzał nie zaskoczył Lópeza, a nadzieje culés płonne, bo powtarzalności nie było. Poza tym pokazał same wady: brak kreatywności, inicjatywy w ofensywie, spowalnianie akcji, niedokładność pod presją i podatność na wiatr. Po pół godzinie w ogóle zniknął, sytuację z 31. minuty zmarnował w stylu gracza słabego technicznie, a do kompletu dorzucił bardzo nieelegancki pad w polu karnym Realu. Nie wniósł praktycznie nic do ofensywy, a 3 odbiory to trochę pozytyw „na siłę”. Gdzieś się pałętał, gdzieś walczył, ale wszystko zupełnie bez ładu i składu. Długimi momentami niewidoczny, chował się za piłką wraz z resztą drużyny. 4 straty to statystyczne uzupełnienie jego występu. Wydaje się, że Cesc znów nie może sobie znaleźć miejsca na boisku.
Iniesta – 6 – Zaczął od niecelnego strzału, trochę mniej zaangażowany niż w meczu z Milanem, ale ze skuteczniejszymi przebłyskami. Miał świetne podanie do Pedro na początku spotkania, ponownie mignął na ekranie w 27. minucie, kiedy dobrze „zamieszał” na skrzydle i oddał minimalnie niecelne uderzenie, a w 37. minucie przeprowadził odważną akcję, w której był faulowany tuż przed polem karnym. Bezceromonialnie atakowany przez obrońców oraz Khedirę tracił fason wraz z postępem spotkania, a próby gry skrzydłem były rzadsze i coraz mniej skutecznie. W końcowym rozrachunku okazał się jednak najlepiej dryblującym zawodnikiem Blaugrany i, co stanowi największą wartość jego oceny, pod koniec spotkania zaliczył inteligentną i niezwykle precyzyjną asystę przy trafieniu honorowym Alby - nie zapominajmy jednak, że w momencie gdy było już "po herbacie", było to jedyne tego typu zagranie Andrésito w całym meczu. Na minus straty w liczbie trzynastu oraz bardzo rozregulowany celownik. Na sześć prób Andrés ani razu nie trafił w światło bramki.
Pedro – 4,5 – Podobnie jak cała drużyna najlepsze wrażenie sprawiał do pierwszej bramki meczu. Już w 2. minucie przeprowadził akcję, która była najgroźniejszą w wykonaniu gospodarzy przez całą pierwszą połowę. Wszedł odważnie w linię obrony Realu, ograł Coentrão i podał do Messiego, który minimalnie chybił. Po pół godzinie przeprowadził świetną dwójkową akcję z Alvesem, a trzy minuty później popisał się bardzo dobrym, podwójnym dryblingiem, po którym został w kontrowersyjnych okolicznościach zatrzymany przez Xabiego Alonso. W drugiej części spotkania dużo mniej widoczny. Kanaryjczyk był w pressingu osamotniony i przez to mocno nieefektyny (dwa odbiory, z czego jeden na swojej połowie przeciwko CR7). W odniesieniu do jego pozycji rozegrał dość przyzwoite spotkanie i trudno mieć za ten mecz pretensje, że "Pedro był Pedrem" i nic więcej. Brakowało przebojowości, dryblingu, ale tym razem Pedro był jednym z najmniej winnych.
Messi – 3 – Gdyby otwierający mecz strzał "La Pulgi" znalazł drogę do bramki, rozmawialibyśmy pewnie w innych nastrojach, a tak - był to jedynie początek katastrofy. W przekroju 90 minut Messi był nieefektowny, nieefektywny, długimi chwilami niewidoczny i w końcowym rozrachunku zupełnie nieskuteczny. Przy każdej próbie dryblingu tracił piłkę, w sumie miał aż 16 takich błędów, zaś w 36. minucie zamiast wypuścić kolegę na czystą pozycję, bardzo niechlujnie zagrał w nogi Varane'a. Przed przerwą próbował jeszcze walczyć, szukać piłki, szarpać, ale gdy na tablicy wyników zrobiło się 0:2, a Undiano Mallenco dalej ignorował faule na Argentyńczyku (był co najmniej trzy razy faulowany bez piłki) Leo chyba zwyczajnie dał sobie spokój. W drugiej połowie skończyło mu się paliwo i inicjatywa, ponieważ znowu nie miał z kim grać. Nie potrafił dochodzić do pozycji ani stworzyć sytuacji kolegom. Zmarnował okazję z początku meczu, niecelnie uderzył z wolnego i... to wszystko jeśli chodzi o okazje Argentyńczyka. Nie był tak jak w meczu z Milanem głównym kreatorem, lecz hamulcem drużyny, która opierając się na nim wpadła w pułapkę niemocy.
Rezerwowi:
Villa – 5 – „Pan Spalony” pojawił się na boisku gdy mecz był już przegrany. Nie pomógł drużynie, bo nie było do tego warunków. Na prawej stronie wyglądał jak ryba wyciągnięta z wody. Nie umiał wykorzystać swojej szybkości i był nieprzydatny zespołowi. Trzeba mu natomiast oddać otwierające podanie do Iniesty z 88. minuty.
Tello – 5 – Parę kontaktów z piłką, jedno dobre zagranie i brak poważnych błędów. Przeciętnie i takaż nota.
Thiago – 5,5 – Pracował najwięcej ze zmienników notując świetną interwencję w 74. minucie. Lepiej czuł grę niż Xavi i możemy żałować, że nie wszedł wcześniej.
* Zawodnik Meczu wg Redakcji FCBarça.com
Post Scriptum
Ze względu na brak meczu w środku tygodnia, oceny za ligowy mecz z Realem Madryt zostaną opublikowane najpóźniej do godziny 12:00 w środę. Postaramy się, by były do wtorku. Za opóźnienie przepraszamy.
Komentarze (199)