Analiza taktyczna Gran Derbi

n00stress

3 lutego 2013, 16:36

zonalmarking.net

28 komentarzy

Real Madryt w pierwszej połowie bardzo skutecznie grał pressingiem, ale w drugiej części gry to broniąca tytułu Barcelona przejęła inicjatywę.

Z powodu kilku absencji, José Mourinho został zmuszony do wystawienia prowizorycznej linii defensywy w składzie - Ricardo Carvalho, grającego u boku Raphaela Varane, Álvaro Arbeloa, który nietypowo musiał zagrać z lewej strony oraz Michael Essien ustawiony, jako prawy obrońca. Nowy nabytek Diego Lopez rozpoczął spotkanie od pierwszych minut, José Cajellon zastępował pauzującego za kartki Argentyńczyka Angela Di Marię, a najbardziej wysuniętym piłkarzem Królewskich był Karim Benzema.

Jordi Roura, asystent Tito Vilanovy, postawił w bramce na José Manuela Pinto, jak to zawsze bywało przy okazji meczów w Pucharze Króla. Reszta składu nie była zaskoczeniem, a Barcelona wystawiła prawdopodobnie najmocniejszą na ten moment jedenastkę, z Danim Alvesem na prawej stronie obrony, którego forma uległa znacznej poprawie, w porównaniu ze słabym 2012 rokiem.

W początkowym fragmencie spotkania Real Madryt bardzo dzielnie grał pressingiem, ale w drugiej połowie Barcelona zdołała znaleźć wolną przestrzeń na boisku, wykorzystując ją do przejęcia inicjatywy.

Pressing Realu

Nieuniknionym pytaniem było, czy Real cofnie się czekając na ruch przeciwnika, czy będzie naciskać? Po paru nietrafionych decyzjach José Mourinho, w pierwszych klasykach pod jego wodzą, obecnie wiemy, że jedyną szansą Królewskich jest silne naciskanie Barcelony od pierwszego gwizdka sędziego. Początkowe Minuty wydają się być kluczem, ponieważ Real Madryt w erze portugalskiego szkoleniowca, tradycyjnie rozpoczął niezwykle agresywnie - tak było w przypadku bramki Karima Benzemy w 20 sekundzie El Clásico, w grudniu 2011 roku, kiedy to Barça ostatecznie wygrała 3:1. Katalończycy potrzebują czasu, żeby wejść w mecz, uspokoić grę i złapać odpowiedni rytm.

Następnie, tak jak przewidywaliśmy, Real Madryt starał się przeszkadzać Barcelonie w uspokojeniu gry. Po raz kolejny, Królewscy stworzyli zagrożenie w pierwszych dwóch minutach, kiedy Xabi Alonso wygrał pojedynek o piłkę z Pedro Rodríguezem, wypuścił do przodu Cristiano Ronaldo, którego nieprzepisowo na skraju pola karnego zatrzymał Gerard Piqué.

Środek pola

Pressing Realu w swojej realizacji był bardzo prosty. Czwórka najbardziej wysuniętych piłkarzy Królewskich naciskała na obrońców Barcelony, podczas gdy Xabi Alonso miał za zadanie pilnować Xaviego Hernándeza, a Sami Khedira był zmuszony do agresywniejszej gry i krótkiego krycia Sergio Busquetsa. Jednak, Real Madryt wyglądał bardziej komfortowo, gdy to Mesut Özil, bądź Karim Benzema, zapobiegali podawaniu piłek pod nogi Sergio Busquetsa, dzięki czemu Khedira mógł zostawać w głębi pola, nie tworząc wolnych przestrzeni pomiędzy obroną, a środkiem pola.

Boczni obrońcy Królewskich grali bardzo blisko szeroko ustawionych piłkarzy Barcelony - co Arbeloa robi w każdym meczu, dzięki czemu Pedro Rodríguez wycofywał się nawet do swojej połowy, gdzie wchodził w strefę pilnowaną przez Xabiego Alonso. W tym samym czasie, bardzo dobrą pracę przeciwko Andrésowi Inieście wykonał Michael Essien - to była rywalizacja dwóch środkowych pomocników, grających na jednym skrzydle, ale zawodnik Realu Madryt wzorowo schodził do środka pola, blokując typowe akcje wychowanka Barcelony.

Kontry Barcelony

Zdarzało się kilkukrotnie, że Real Madryt miał problemy z ofensywnymi akcjami Jordiego Alby. José Callejon nienajgorzej potrafi wspomagać defensywę, ale nie ma pod tym względem takiego potencjału, jak Angel Di María, dzięki czemu obrońca Barcelony stwarzał zagrożenie pod polem karnym gospodarzy. W związku z dużą ilością piłkarzy Realu zaangażowanych w grę pressingiem, Barça została zmuszona do nietypowej dla siebie gry z kontrataku. Jeden z bocznych obrońców wychodził do przodu, tak samo, jak Cesc Fàbregas, który opuszczał swoją nominalną pozycję w środku pola, włączając się do ataku. Królewscy nie wiedzieli, jak poradzić sobie z byłym piłkarzem Arsenalu, szczególnie, kiedy Sami Khedira zostawał wyżej. Fàbregas to zawsze dobra opcja w klasykach.

Mimo wszystko, Real kontynuował prowadzenie gry na połowie Barcelony, stwarzając sobie sytuacje, jak ta na początku meczu Karima Benzemy, po szybkim odbiorze piłki. Katalończycy tak, jak zwykle, starali się grać krótkimi podaniami, napotykając na kłopoty przy próbie zagrania do przodu. Obrońcy podawali do środka boiska, w kierunku Xaviego i Busquetsa, którzy bali się obrócić z piłką, żeby nie narazić się na stratę i zamknięcie drużyny na własnej połowie. Goście starali radzić sobie z tym, poprzez wycofywanie większej liczby graczy, tworząc więcej opcji do rozegrania akcji, co jednocześnie utrudniało Realowi grę pressingiem.

Leo Messi grał relatywnie spokojnie, opuszczając w trakcie meczu pozycję fałszywej dziewiątki. Carvalho miał za zadanie grać blisko Argentyńczyka; kiedy wychowanek Barcelony cofał się, grając między liniami, portugalski obrońca podążał za nim, odpuszczając dopiero, gdy w pobliżu znajdowali się Alonso, bądź Khedira. Varane pełnił rolę zabezpieczającą, wywiązując się z niej wzorowo, często przerywając groźne rajdy Pedro lub Fàbregasa.

W końcówce pierwszej połowy, Barcelona uspokoiła grę, utrzymując się przy piłce; Dani Alves w jeden z akcji minął Cristiano Ronaldo, zmuszając Portugalczyka do faulu, ryzykując możliwość otrzymania żółtej kartki, która wykluczyłaby go z rewanżu.

Druga połowa

Druga połowa była zupełnie inna. Dominacja Barcelony przejęła inicjatywę, utrzymując się przy piłce na połowie Realu Madryt.

Ważną zmianą, jak dziwnie może to zabrzmieć, był fakt, że to goście rozpoczęli grę. W początkowym fragmencie pierwszej połowy, Królewscy bardzo szybko zaczęli naciskać na rywala, natomiast w drugiej, przez pierwsze 80 sekund, Barcelona uspokajała grę, czerpiąc przyjemność z samego spowolnienia akcji i przejęcia inicjatywy. Dopiero faul Michaela Essiena na Andrésie Inieście przerwał serię krótkich podań obrońcy tytułu.

Okazje Barcelony

Tak czy inaczej, druga połowa należała do Barcelony, głównie ze względu na mniejszy pressing Realu. Przede wszystkim nie było takiej intensywności w grze najbardziej wysuniętej czwórki piłkarzy Królewskich, natomiast Khedira i Alonso nie zamykali środka pola, tak jak wcześniej, prawdopodobnie przez zbyt dużą swobodę Fàbregasa w jego akcjach ofensywnych.

Pierwsza bramka w tym spotkaniu przyszła bardzo nietypowo: Barcelona (a konkretnie Leo Messi) wygrał walkę o piłkę na połowie rywala, mimo że pressing gości nie był tak widoczny, jak ten Królewskich. Gol padł po tym, jak Cesc Fàbregas znalazł się za plecami obrońców, co stanowiło duży problem dla Realu, który cały czas grał z wysoko ustawioną linią defensywy, ale nie był tak skuteczny w bezpośredniej walce, jak wcześniej. Przy stanie 0:1, Fàbregas miał kolejną dobrą sytuację, po prostopadłym podaniu od Iniesty, który miał dużo więcej miejsca, mogąc zagrywać dokładne piłki do lepiej ustawionych partnerów (co nie miałoby zapewne miejsca w pierwszej połowie). Były zawodnik Arsenalu został zatrzymany przez genialną interwencję Varane'a, co nie zmienia faktu, że podobnych sytuacji było znacznie więcej - Messiego, kiedy sędzia odgwizdał spalonego, przy niezadowoleniu Roury, oraz Pedro, który nie trafił do siatki w dogodnej sytuacji.

Modrić

Mourinho nie mógł do końca naprawić tej sytuacji, ale usprawnił grę Realu wprowadzając Lukę Modricia w miejsce Callejona. Mistrzowie Hiszpanii przegrywali walkę w środku pola, Özil nie wspomagał obrony, dlatego wybór padł na Chorwata, który wniósł troszkę świeżości, odbierając piłkę już po 30 sekundach od wejścia z ławki rezerwowych. W ten sposób, Real Madryt zyskał kolejnego pomocnika w centralnej strefie placu gry, angażującego się w grę defensywną i w bezpośrednią walkę z rywalem.

W tym momencie mecz się bardzo otworzył. Roura nie potrafił odpowiednio zmienić tej sytuacji poprzez wprowadzenie nowych piłkarzy z ławki rezerwowych, ale Barcelona kontynuowała tworzenie dobrych sytuacji, starając się grać za plecy obrońców. Alves po raz kolejny stanowił duże zagrożenie w ataku, mijając Cristiano Ronaldo i podając do Fàbregasa, który minimalnie przestrzelił.

Również Real miał swoje okazje: Özil, po wejściu Luki Modricia, przesunął się na prawą stronę boiska, gdzie ponownie był dużym zagrożeniem dla bramki José Manuela Pinto - właśnie wtedy Niemiec znakomicie zagrał do wbiegającego Ronaldo i tylko interwencja Piqué sprawiła, że Barça nie straciła gola.

Ostatecznie, wyrównanie przyszło po stałym fragmencie gry i strzale głową Raphaela Varane'a, który rozegrał znakomite zawody. Prawdopodobnie najlepsze w barwach Królewskich.

Konkluzja

Barcelona prawdopodobnie stworzyła więcej klarownych sytuacji, ale również Real na coś zasłużył w tym meczu. W pierwszej połowie gospodarze znakomicie grali pressingiem, ale mieli dwa podstawowe problemy: taka intensywność nie jest możliwa przez całe 90 minut i zawsze w drugiej części będzie trudniej, oraz nie udało się w pełni wykorzystać szybkich przechwytów piłki na połowie rywala - Ronaldo i Benzema grali bardzo spokojnie, a Real nie wykorzystał swojej przewagi w początkowym fragmencie meczu.

Ataki Barcelony były bardziej bezpośrednie niż zwykle - boczni obrońcy bardzo dobrze atakowali skrzydłami, wybierając do tego odpowiednie momenty. Znakomicie zaprezentował się Fàbregas, który w ofensywie był najgroźniejszą bronią Blaugrany - jego porozumienie z Messim jest perfekcyjne, a kiedy przeciwnik zostawia wolną przestrzeń za linią obrony, Cesc jest po prostu nie do zatrzymania.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (28)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze