David Villa: naturalny zwycięzca i lider

n00stress

30 stycznia 2013, 13:46

fcbarcelona-tickets.co.uk

72 komentarze

Niektórzy ludzie na pewno byli bardzo niepocieszeni, że Leo Messi strzelając cztery gole w niedzielnym meczu z Osasuną, po raz kolejny odsunął w cień osiągnięcie z tego samego weekendu Cristiano Ronaldo, ustanawiając jednocześnie nowy rekord pod względem serii spotkań z bramką - trafiając do siatki swoich rywali w jedenastu kolejnych kolejkach. Jednak dla mnie, to David Villa jest największym bohaterem, pomimo faktu, że nie wpisał się na listę strzelców, to rozegrał swój najlepszy mecz od czasu powrotu do zdrowia.

Od samego początku wygranego 5:1 meczu z Osasuną, David Villa prezentował swoją najwyższą formę i rewelacyjną postawę na placu gry. Oczywiście, nie ma ucieczki przed faktem, że okropna kontuzja z grudnia 2011 roku, tylko podkreśliła znaczenie maksymy: „uważaj na to, o co prosisz". Przez te wszystkie miesiące z nogą w gipsie, w basenie, na siłowni i na wzgórzach z widokiem na Barcelonę, gdzie piłkarze trenują wydolność podczas długich rehabilitacji, El Guaje marzył tylko o jednym - wrócić i robić to, co kocha najbardziej. Pamiętajcie, że ten facet to najlepszy snajper w historii reprezentacji Hiszpanii, napastnik, który strzelił fantastyczną bramkę w finale Ligi Mistrzów przeciwko Manchesterowi United na Wembley, który wykorzystał dwa niezwykłe podania Leo Messiego w manicie z Królewskimi na Camp Nou i wreszcie, człowiek, który potrafi zdobywać tak niezapomniane gole, jak ten wyrównujący stan gry, w spotkaniu o Superpuchar Hiszpanii w 2011 roku na Santiago Bernabéu - David Villa to po prostu naturalny zwycięzca i lider.

Teraz, kiedy już wrócił, musi zmierzyć się z faktem, że w jakiś niewytłumaczalny sposób w kolejce do ataku jest przed nim mało skuteczny Alexis Sánchez, jak również Inesta, który gra na skrzydle ze względu na niezwykłą formę Cesca Fàbregasa w środku boiska oraz Tello, który rozwija się w zaskakująco szybkim tempie - to wszystko, to tylko gorzkie tabletki, które trzeba połknąć po długiej walce o sam powrót na boisko.

Potem jest jeszcze inny, nieunikniony problem, spowodowany faktem, że cały zespół jest podporządkowany Leo Messiemu. Nie, żeby ignorować Davida Villę, nie dlatego, że piłkarze mają takie rozkazy, ale przez to, że Argentyńczyk to po prostu fenomen, nie wykorzystywanie go byłoby jak samobójstwo.

Jednak, kto winiłby El Guaje za uczucie, jakby cały świat spiskował przeciwko niemu, kiedy po wyleczeniu jednego dużego urazu musi zmagać się z kolejnymi, mniejszymi problemami. Bez pasji, bez tej iskry gniewu, kiedy coś nie wychodzi - bez tego nie ma mistrzowskiej drużyny.

Przeciwko Osasunie David Villa ponownie wrócił, po ominięciu kolejnych czterech spotkań, z niezwykłą świeżością, wolą walki i podporządkowaniem się drużynie, pokazując duże chęci do prezentowania swoich niemałych umiejętności.
W trakcie meczu na Camp Nou, El Guaje zyskiwał na pewności, co jakiś czas ładnie zagrywając do Leo Messiego, dostając jednocześnie podania zwrotne - pokazujące tylko to, że żaden problem między nimi nie istnieje.

Ostatnia bramka w meczu na Camp Nou to zasługa Davida Villi, który przeprowadził ładną akcję skrzydłem, rozegrał piłkę z Adriano, pozwalając Brazylijczykowi na podanie otwierające Messiemu drogę do siatki. Trzy bramki Argentyńczyka to w dużej mierze zasługa fantastycznej postawy hiszpańskiego snajpera, tak jakby obaj panowie znowu pokochali wspólną grę.

Pressing Villi, jego energia, a przede wszystkim powracający uśmiech przy wielu akcjach pokazały, że nadal robi to, co kocha najbardziej - jest to nie tylko wspaniała wiadomość dla kibiców Barcelony, ale również dla reprezentacji Hiszpanii (szczególnie przed zbliżającym się meczem z Francją w Paryżu).

Nie było w tym spotkaniu wisienki na torcie w postaci przełamania się Alexisa Sáncheza, a następnie Davida Villi, którego strzały w końcówce meczu fantastycznie bronił utalentowany Andrés Fernandez. Ale ci, co uważniejsi, na pewno zaobserwowali, że Leo Messi, który przeważnie wybierał inne opcje niż zagranie do El Guaje, tym razem obracał się, szukając swoim wzrokiem hiszpańskiego napastnika, podając mu znacznie częściej niż to miało miejsce wcześniej.

Jeżeli obaj wielcy piłkarze w końcu odnaleźli drogę do współpracy, taką, jaka miała miejsce w pierwszym sezonie pobytu Villi na Camp Nou, to rywale będą bać się coraz bardziej. Powinni.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (72)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze