Na pierwszy rzutu oka derby Katalonii wydają się być idealnym sposobem na kontynuowanie marszu po mistrzostwo, po powrocie do ligowych rozgrywek, w najbliższą niedzielę. Jednak nie powinniśmy liczyć, że pojedynek z Espanyolem będzie przebiegał w przyjacielskiej atmosferze.
Mecz na Camp Nou, przypada w święto Trzech Króli, kiedy to hiszpańskie dzieci otrzymują prezenty, będące odpowiednikiem naszych bożonarodzeniowych podarunków, i dodatkowy dzień wolny przed powrotem do szkoły. Dzięki temu już da się wyczuć świąteczną atmosferę.
Teoretycznie szczęśliwie dla fanów Barçy, Espanyol zajmuje w tabeli La Liga trzecią lokatę od końca i ma wyjątkowe trudności ze zdobywaniem bramek - jedynie cztery drużyny rzadziej znajdują drogę do siatki niż Pericos. Za to Barça jest w tym sezonie istnym futbolowym huraganem. Ci, którzy rzucą okiem na tabelę, lub skupią się jedynie na drużynach zajmujących trzy pierwsze miejsca, dostrzegą, że liderzy krajowych rozgrywek stracili jedynie dwa z puli 51 możliwych do zdobycia punktów, strzelając przy tym 57 bramek. To nie tylko najbardziej udany debiut nowego szkoleniowca Barçy, ale także najlepszy start drużyny w całej historii La Liga.
Z początku Barcelona borykała się z problemami w defensywie. Nękające ją kontuzje oraz spadek formy Víctora Valdésa sprawiły, że drużyna traciła zbyt wiele bramek. Jednak wraz z powrotem do zdrowia i formy Carlesa Puyola oraz Gerarda Piqué, Blaugrana odzyskała pewność w obronie, płynność w linii pomocy i zabójczą siłę rażenia z przodu. Trzeba przyznać, że to nie najgorsze połączenie.
Za to dla Espanyolu rok 2012 był naprawdę okropny. Nikt, nawet ci, których wzrok ku Cornella-El Prat kieruje się z Camp Nou, nie może nie doceniać lub lekceważyć tej ekipy. Nie są to odległe czasy, gdy Espanyol był w stanie regularnie pokonywać, lub przynajmniej urwać punkty zarówno Realowi Madryt jak i Barcelonie. Względnie niedawno byli jeszcze zdobywcami Pucharu Króla, zaś w 2007 roku zagrali w finale Pucharu UEFA na Hampden Park.
Są przyzwyczajeni do funkcjonowania przy wyjątkowo skąpym budżecie, co oznacza, że wszystkie talenty są jak najszybciej sprzedawane i jakiekolwiek, choćby najmniejsze, wahania formy drużyny są wyjątkowo ciężkie, by nie rzec niemożliwe, do wyeliminowania za pomocą ruchów transferowych. W zeszłym sezonie otarli się o ligowe lokaty premiowane grą w europejskich pucharach. Jednak w drugiej połowie rozgrywek spadali w tabeli tak szybko, że groziło im nawet relegowanie do Segunda.
Teraz Espanyolowi brakuje goli, brakuje zwycięstw, i będąc szczerym, brakuje im także cojones. Uwielbiany przez Pericos trener, Mauricio Pochettino, został zwolniony. Jeśli zliczymy wszystkie punkty zdobyte w 2012 roku przez drużyny, które aktualnie grają w Primera Division, to Espanyol znajdzie się na ostatnim miejscu. Uzbierali ledwie osiem nędznych zwycięstw, czternaście remisów i aż siedemnaście porażek.
Jednak jest też druga strona medalu.
Espanyol zaliczył jedną czy dwie znaczące porażki z ekipą Pepa Guardioli, jednak różnica w szansach na zwycięstwo lub remis między tymi dwiema drużynami nigdy nie była zbyt duża. Od 2005 roku Espanyol zanotował siedem remisów i dwa zwycięstwa w potyczkach z największym rywalem zza miedzy - co pokazuje, że spotkania z nimi nigdy nie należały do łatwych.
Co więcej, odkąd Pericos objął meksykański szkoleniowiec, Javier Aguirre, (który, pamiętajmy, został wybrany najlepszym trenerem roku w Hiszpanii, dzięki rozegraniu genialnego sezonu z Osasuną), na Cronella-El Prat wszystko zdaje się układać coraz lepiej.
Jeśli uwzględnić okres przejściowy pomiędzy odejściem Pochettino a objęciem pełnej kontroli nad drużyną przez Aguirre, to Espanyol zanotował w tym czasie na swoim koncie trzy remisy i jedno zwycięstwo. W tym, jeden z tych remisów został wyrwany w ostatnich minutach po świetnym występie Pericos w meczu przeciwko Realowi Madryt na Santiago Bernabéu.
Nie jest to powód, by wątpić w możliwości Barçy, która jest w tym sezonie wręcz bezlitosna dla przeciwników. Jednak Tito Vilanova rozpocznie rok 2013 wracając do zdrowia po operacji nowotworu ślinianki przyusznej. Barcelońskie stery obejmie Jordi Roura, co może być oczywiście przyczyną pewnych zmian.
Jego talent jest dobrze znany całej ekipie, jednak jeśli w trakcie meczu pojawią się problemy, będzie musiał podjąć decyzje taktyczne, a drużyna znajdzie się na obcym i nieznanym terenie - bez Vilanovy.
Jest to także czas, gdy niektórzy z zawodników udali się do swoich domów na święta (Leo Messi wraz z partnerką i synem wyjechał na ten czas do Argentyny), co może sprawić, że pierwsze spotkania w nowym roku, będą z ich strony odrobinę niemrawe.
Bukmacherzy zgodnie wskazują na pewne, dwu- lub trzybramkowe, zwycięstwo Barçy, które z perspektywy Blaugrany byłby idealnym aperitifem dla Leo Messiego, przed podróżą do Szwajcarii, by zgarnąć czwartą Złotą Piłkę z rzędu, co uczyniłoby go pierwszym graczem w historii, który tego dokonał.
Jednakże ci, którzy w najbliższą niedzielę zjawią się na Camp Nou, mogą być pewni, że Aguirre pośle swoich ludzi do walki o panowanie w stolicy Katalonii, przekonanych o tym, że skoro udało im się zremisować z Realem Madryt, potrafią także przerwać zwycięski marsz ligowych liderów.
Chwytaj grę, jeśli potrafisz!
Komentarze (16)