Był taki czas, nie tak dawno temu, kiedy ludzie zastanawiali się, czy Tito Vilanova będzie właściwym wyborem na następcę Pepa Guardioli. Teraz należy zadać zupełnie inne pytanie - czy Barça poradzi sobie bez niego.
Ten młody, elegancki i bardzo utalentowany trener, ale jednocześnie zwykły człowiek, jest obecnie przedmiotem dużych sympatii, życzeń, a także modlitw.
Los bywa przewrotny. Jeszcze w niedzielę, przed ekscytującym zwycięstwem 4:1 nad Atlético, katalońska TV3 wyemitowała wywiad z Tito Vilanovą, w którym trener opowiadał o walce, jaką stoczył z chorobą ponad rok temu. Było to podczas akcji charytatywnej, której celem była zbiórka pieniędzy na walkę z rakiem. Wywiad był długi, ale niezwykle emocjonalny i ciekawy.
Podczas emisji obserwowaliśmy zdrowego człowieka, odpowiedzialnego za całe piękno, które zobaczyliśmy tamtego wieczora - wielcy piłkarze, wdzięczni kibice i duża szansa na wygranie pucharów już w pierwszym roku swojej pracy. Może nawet potrójnej korony.
Później, ten zwykły zdrowy mężczyzna musiał zmierzyć się z informacją o nawrocie choroby, która sprawiła, że kolejny raz musiał poddać się operacji, a następnie przejdzie chemioterapię. Jak napisał ktoś mądrzejszy ode mnie na Twitterze, rak nie jest sprawiedliwą chorobą.
Każdy, kto zna Tito, będzie mu życzyć szybkiego powrotu do zdrowia. Normalny mężczyzna, z dwójką dzieci i kochającą żoną, okazał się idealnym następcą Guardioli. Pocieszające dla trenera FC Barcelony będzie to, że jego choroba nie wpłynie w dużym stopniu na obecne wyniki drużyny.
Pomijając psychikę, jego pewność siebie została mocno nadszarpnięta przez nawrót choroby, z którą, jak myślał, wygrał rok temu, kiedy przeszedł operację, która wyłączyła go z pracy na kilka tygodni. Później Vilanova przeszedł do ofensywy.
„Nie martwcie się, tym razem nie jest tak źle" - powiedział do piłkarzy, kiedy ci zjawili się w ośrodku treningowym. W podobnym tonie przebiegała środowa konferencja Sandro Rosella i Andoniego Zubizarrety, którzy uspokajali: „Tito poprawiał sprawy taktyczne, które widział w telewizji rok temu, kiedy był chory, teraz będzie tak samo". Było to stanowcze odniesienie do spekulacji mówiących o możliwym powrocie Guardioli, który miałby wrócić na ratunek. FC Barcelona wierzy, że najlepsze rozwiązanie obecnej sytuacji pochodzi z wewnątrz.
Cała ta sytuacja sprawiła, że przypomniałem sobie rozmowę sprzed dwóch lat, którą przeprowadziłem z legendą Barcelony - Carlesem Rexachem, na temat wpływu Pepa Guardioli na sukcesy klubu.
„Co się stanie, kiedy Guardiola w końcu odejdzie?" - zapytałem człowieka, który grał i trenował razem z Holendrem Johane Cruyffem. Byłem bardzo ciekawy, jak duży wpływ na osiągnięcia Barcelony ma jeden człowiek, a jaka część wynikała z innych czynników. Charly odpowiedział bardzo szybko: „Nie widziałbym w tym wielkiego dramatu. Ten klub wychował już kolejnych, którzy równie dobrze znają specyficzną filozofię tej drużyny i wiedzą, jak trenować tych piłkarzy".
Wówczas pomyślałem o takich osobach, jak Oscar Garcia, Lius Enrique, czy nawet Eusebio. Piłkarze lub trenerzy z generacji Cruyffa. Ale wkrótce się okazało, że to Tito Vilanova będzie namaszczony na następcę, który dołączy do klubu Żarłoków. To jest to, co nazywają „grupą Guardioli". Vilanova, Jordi Roura i Aureli Altimira to ludzie, którzy spotkali się w szkółce La Masía, kiedy byli jeszcze młodymi chłopakami.
Żarłoki, czyli osoby, które zjadły za dużo, ale wciąż są nienasyceni, z ciągłym apetytem i pasją do piłki nożnej i opanowania jej do perfekcji, nawet wtedy, kiedy byli młodzi.
Zakład, w który wchodzą Sandro Rosell i Andoni Zubizarreta, polega na tym że Roura, będący obecnie asystentem, i Altimira mogą nie tylko poprowadzić drużynę do czasu odzyskania sił przez Tito, ale również mają tę samą filozofię, co chory pierwszy trener.
Tak samo powodem, dla którego Xavi i Puyol przedłużyli swoje kontrakty w tym samym czasie, co Leo Messi, jest to, że ci trzej mężczyźni, którzy podzielili między siebie już 58 klubowych trofeów (tak, p i ę ć d z i e s i ą t o s i e m), są piłkarzami bez których ciężko sobie wyobrazić Barcelonę, tak jakby to był pierwszy sezon pod wodzą Guardioli.
Ale pytaniem jest, czy rodzina i lekarze będą szczęśliwi i wyrażą zgodę na powrót Tito Vilanovy pod koniec stycznia? Ta niepewność pozostanie.
Kolejną ironią jest fakt, że cała ta tragiczna sytuacja ma miejsce, kiedy dowiadujemy się o powrocie Érica Abidala, który jest na pewno cudem. Francuz wykazał się siłą i wolą walki, na którą nie zdobyłby się żaden inny piłkarz, czy trener.
Jest pewne ryzyko dla decyzji, którą podjęła Barcelona, ale łatwo to ryzyko zrozumieć.
Ànims, Tito! Zdrowiej szybko.
Komentarze (17)