Messi i Falcao - dwa oblicza dziewiątki

Eoren

11 grudnia 2012, 11:36

El Pais

49 komentarzy

Kolumbijski napastnik zanotował na swoim koncie pięć z sześciu goli, które Atlético strzeliło drużynie Deportivo La Coruña w wygranym 6:0 niedzielnym meczu. Tymczasem grający dla Barcelony Argentyńczyk pobił na Estadio Benito Villamarín rekord Gerda Müllera, przyczyniając się jednocześnie do zwycięstwa Barçy na Betisem.

Atlético miało w swoich szeregach wybitnych napastników, wielkich strzelców, uwielbianych goleadorów jak Gárate, Rubén Cano, Hugo Sánchez, Kun Agüero, Fernando Torres czy Forlán. Wielu z nich zostało bohaterami historycznych momentów dla klubu z Calderón. Jednak żaden nie strzelił pięciu goli w jednym meczu, nawet Vieri, który zanotował cztery w spotkaniu przeciwko Salamance w 1998 roku. Cztery bramki strzelił także Pantić, w finale Pucharu Króla 1996/97 przeciwko Barcelonie, jednak nie odwróciły one losów meczu i Atlético uległo ekipie, w której grał wówczas Ronaldo Nazario de Lima. Tak było aż do ostatniej niedzieli, gdy na scenie pojawił się Falcao i przybił piątkę z Deportivo: pięć z sześciu goli zdobytych przez Rojiblancos nosiło sygnaturę El Tigre.

Repertuar zagrań Kolumbijczyka jest nieskończony, w tym momencie jest z pewnością najlepszą dziewiątką na świecie. W czasach, w których wszyscy zachwycają się napastnikiem totalnym, jak Cristiano Ronaldo, lub fałszywą dziewiątką, w szczególności dzięki zasługom Messiego i wydajności reprezentacji Hiszpanii, Radamel Falcao przywraca blask klasycznej dziewiątce. Nikt nie umieszcza piłki w siatce z taką łatwością jak Kolumbijczyk. Falcao notuje bramkę za bramką.

Wydawało się, że ta kolejka La Liga została zarezerwowana dla Falcao, który zdobył w sumie szesnaście goli w piętnastu spotkaniach, co daje wynik o trzy trafienia lepszy niż należący do Cristiano Ronaldo. Nagle na scenę (czy raczej murawę Villamarín) wkroczył jednak Leo Messi. Barcelońska '10' przebrana za dziewiątkę potrzebowała dwudziestu pięciu minut, by pobyć rekord Gerda Müllera, niemieckiego Torpedo, który grając dla Bayernu zdobył 85 bramek w jednym roku kalendarzowym. Kiedy dobiegła końca pamiętna noc na stadionie Betisu, Messi, który zdobył w tym meczu kolejny dublet, miał już na swoim koncie 86 trafień, zanotowanych w roku 2012.

Dwóch najskuteczniejszych strzelców i dwie najlepsze ekipy La Liga spotkają się w niedzielę na Camp Nou.

Blaugrana rozegrała prawdziwe partidazo, szczególnie w pierwszej połowie, kiedy jej gra była harmonijna, zsynchronizowana i piękna dla oka. Odpowiedź ze strony Betisu była równie doskonała. Klub z Sewilli grał z całą swoją odwagą i talentem, wyjątkowo wysoko ustawiając poprzeczkę dla defensywy Barcelony, zwłaszcza dla Piqué, który musiał dwoić się i troić w następstwie kontuzji Puyola i Cesca. W meczu na Villamarín mogliśmy oglądać trzy wspaniałe gole, słupki i poprzeczki, i bramkarza gospodarzy, Adriána, próbującego wykończyć dośrodkowanie z rzutu rożnego pod bramką rywala. Ostatecznie to dwa gole Messiego (z dwudziestu trzech strzelonych w lidze) zadecydowały o tym, że Argentyńczyk i reszta barcelonistów, którym za kadencji Pepa Guardioli nigdy nie udało się wygrać na Villamarín, odnotowali czternaste zwycięstwo w pierwszych piętnastu ligowych spotkaniach, co również stanowi niekwestionowany rekord w historii tych rozgrywek.

Wyjątkowe osiągnięcie Messiego, któremu tej nocy znów asystował Iniesta, w świetle recitalu, który Falcao zaprezentował na Calderón, rozpoczęło debatę na temat roli dziewiątki. To '10' Barçy wdała się w wyścig z Müllerem, chociaż z pewnością kolumbijski zawodnik Atlético bardziej przypomina emerytowanego napastnika Bayernu Monachium. Obaj zaprezentowali się z najlepszej strony, przed zbliżającym się niedzielnym pojedynkiem na Camp Nou. Mecz ten będzie kluczowym wydarzeniem, mającym wpływ na sytuację w La Liga przed przerwą świąteczną. Nie ma wątpliwości co do odrodzenia się Atlético po upadku na Bernabéu, tak samo jak oczywisty jest ich respekt w stosunku do Barçy: lidera ligowej tabeli, z sześcioma punktami przewagi na Los Colchoneros i jedenastoma - nad Realem Madryt.

Tymczasem ekipa Mourinho jest coraz bardziej zależna od Barçy. Za złe rozpoczęcie sezonu i problemy w obronie stałych fragmentów gry Madryt płaci na wyjazdach: przegrał mecze z Sevillą, Getafe i Betisem, z wielkimi problemami zwyciężył z Levante i Valladolidem. Czasem brakuje po prostu gry lub są kontuzje kluczowych zawodników, takich jak Higuaín, jednak te problemy nie zawsze znajdują remedium w postaci Cristiano Ronaldo. Posępna twarz Portugalczyka staje się obrazem trudności, z jakimi zmaga się cała drużyna, które wcześniej udało się rozwiązać za pomocą jednego strzału. Odczucia są takie, że Madryt stracił "dzikość" i stał się bardziej subtelny dzięki grze Özila i Benzemy. Özil jest artystą, udowodnił to w meczu z Valladolidem każdym ze swoich dwóch trafień. Drużyna, która prezentuje tak dobry futbol w linii pomocy, potrzebuje lepszego Ronaldo, by móc rywalizować z Atlético Radamela Falcao i Barceloną Leo Messiego.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (49)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze