W ramach 12. kolejki Ligi BBVA Barça podejmie na własnym stadionie ekipę Realu Saragossy. Faworyt jest tylko jeden, ale biorąc pod uwagę różne okoliczności, goście z Aragonii mogą pokusić się o urwanie choćby punktu.
Patrząc na sytuację kadrową czy też osiągane w tym sezonie wyniki, zdanie ze wstępu może wywoływać u niektórych tylko uśmiech politowania. Bezapelacyjny lider rozgrywek mierzy się przecież z drużyną środka tabeli, która nie zachwyca. Jeśli jednak dokładniej przeanalizujemy sytuację zarówno Barcelony, jak i dzisiejszych gości, dojdziemy do wniosku, że wieczorne spotkanie wcale nie musi być dla podopiecznych Tito Vilanovy spacerkiem.
Pierwszą i zasadniczą z punktu widzenia gospodarzy sprawą jest zmęczenie spowodowane długimi podróżami. Na przedmeczowej konferencji prasowej Tito Vilanova zwracał uwagę na jet lag, który dotyczy większej ilości zawodników niż zazwyczaj. Jesteśmy przyzwyczajeni, że po meczach reprezentacyjnych pisze się o zmęczeniu Messiego, Mascherno, Alvesa czy Alexisa. Tym razem długą podróż odbyli również piłkarze Hiszpanii, którzy w Ameryce Środkowej rywalizowali z Panamą. Nie wiadomo, czy taki stan rzeczy zdeterminuje postawę gospodarzy, z pewnością jednak będzie miał jakiś wpływ na ich postawę.
Druga sprawa to postawa linii obrony, chociaż tutaj powinna nastąpić poprawa. Barcelona traci w tym sezonie wiele bramek, w dodatku niektóre z nich tracone są w bardzo głupi sposób. Aż sześć drużyn w lidze straciło dotychczas mniej bramek, wśród których są takie ekipy jak Real Valladolid. Nie chcę oczywiście umniejszać umiejętności drużynie z Kastylii i León, niemniej jednak takie statystki zmuszają do myślenia. Nadzieję na poprawę kibice i z pewnością sam Vilanova wiążą z powrotem do gry Gerarda Piqué (który zaliczył już pierwsze po kontuzji minuty) oraz Carlesa Puyola. Tarzan otrzymał od lekarzy zielone światło po kontuzji łokcia i jego obecność na murawie jest ważna nie tylko z powodów piłkarskich: charyzma Kapitana zwiększa w widoczny sposób morale drużyny.
I trzecia kwestia: postawa Realu Saragossa. Po nie najlepszym początku Aragończycy prezentują się całkiem nieźle. Ostatni miesiąc to trzy wygrane Saragossy i tylko jedna porażka (z madryckim Realem). Wśród pokonanych drużyn znajduje się między innymi Sevilla. Piłkarze Manolo Jiméneza grają bardzo wyraziście: albo wygrywają, albo schodzą z boiska w roli przegranego. Saragossa to jedyna drużyna w lidze, która nie ma na koncie ani jednego remisu. Jeśli już wspomniane zostało nazwisko 48-letniego szkoleniowca to warto dodać, że Jiménez zna smak zwycięstwa na Camp Nou. W 2010 roku jego Sevilla pokonała Barçę w stolicy Katalonii i chociaż w rewanżu andaluzyjska drużyna przegrała 0:1, zdołała awansować do kolejnej rundy Pucharu Króla, który ostatecznie padł łupem Sevilli.
Warto przytoczyć garść statystyk. W ostatnich dziesięciu meczach pomiędzy obiema drużynami (rozgrywanymi zarówno w Barcelonie, jak i Saragossie) Barça wygrywała ośmiokrotnie. Dwie wygrane Aragończyków miały miejsce na stadionie La Romareda i obie zdarzyły się przed pięcioma laty. W minionym sezonie piłkarze Vilanovy dwa razy pewnie pokonali Saragossę (4:0 u siebie i 4:1 na wyjeździe). Trzy gole w tych dwóch meczach zdobył Leo Messi. I ostatnia kwestia: ostatniej wygranej Saragossy na Camp Nou nie pamięta nawet Vilanova, ponieważ miała miejsce w 1965 roku, czyli 47 lat temu.
Bukmacherzy zdają się nie przejmować tymi rozważaniami i w roli zdecydowanego faworyta stawiają Barcelonę. Stawiając złotówkę na jej zwycięstwo otrzymamy jedynie 1,05 zł. W przypadku remisu do wygrania jest 11 zł, a jeśli poprawnie wytypujemy wygraną gości, otrzymamy aż 24 zł.
Miejmy nadzieję, że dziś na boisku zobaczymy Barcelonę pewną w obronie i skuteczną w ataku. Oby piłkarze Vilanovy, mimo zmęczenia spowodowanego długą podróżą, pokazali kawał dobrego futbolu i zatrzymali na Camp Nou trzy punkty.
Komentarze (135)