Alejandro Morera - Czarodziej z Kostaryki

Rozwad

14 listopada 2012, 13:59

Sport/Własne

10 komentarzy

Na świat przyszedł 14 lipca 1909 roku w miejscowości Alajuela. Uznawany jest za najlepszego i najbardziej utalentowanego piłkarza wszech czasów pochodzącego z Kostaryki. Alejando Morera Soto urodził się z piłką u stopy, a futbolowa gorączka dopadła go już jako berbecia. El Mago del Balón, jak był nazywany, bronił barw Barçy w latach 1933-1936 i dał się zapamiętać jako niesamowity kreator gry o ogromnych umiejętnościach technicznych. Zmarł 26 marca 1995 roku w wieku 85 lat w rodzinnym mieście.

Żaden z czynów dokonanych przez Morerę w świecie sportu i polityki nie zostanie zapomniany. Ceniony dziennikarz Guillermo Villegas Hoffmeister napisał biografię kostarykańskiego cracka. Książka pod tytułem "Alejandro Morera: el Mago y el Hombre" (hisz. Alejandro Morera: Czarodziej i Człowiek) jest niezapomnianą podróżą przez życie pełne perypetii. Alejando Morera, człowiek owiany legendą w Kostaryce, pozostaje jednak wciąż wręcz anonimową postacią w środowisku barcelonismo. Pora to zmienić.

Mówią, że Alejandro Morera Soto urodził się z piłką przy nodze. Guillermo Villegas wyjaśnia pochodzenie takiego przekonania. "W porze lunchu zamiast preferowanego komfortu, siedzi przy stole ze swoją piłką(...) Nie podejmuje próby żadnego jedzenia. Je dopiero odchodząc od stołu, podczas żonglowania futbolówką" - pisze. To był Czarodziej. Namiętny pasjonat sportu, podobnie jak jego brat Carlos, który również grał w piłkę nożną oraz siostra Alicia - fanka wyścigów i koszykówki.

Wczesne lata

Po ukończeniu szkoły - w 1925 roku w wieku szesnastu lat - rozpoczął profesjonalną grę w klubie, w którym się wychował - Liga Deportiva Alajuense. Bardzo szybko stał się gwiazdą i kapitanem drużyny, zdobywając wiele bramek. Po dwóch latach jego przyjaciel, który miał powiązania z Kubą zachęcił go do gry w Club Centro Gallego. Jego wspaniała gra szybko podbiła serce kibiców z Fortuna de La Habana, jednak po roku spędzonym na Karaibach wrócił do Kostaryki, jednak nie długo zagościł w domu. Jego podróż do Europy była bardzo bliska realizacji, jednak przed tym wyjechał do Argentyny i Meksyku, aby spróbować szczęścia w bardziej globalnych i profesjonalnych ligach. Nieszczęśliwie ustawodawstwo imigracyjne bardzo rygorystyczne i nienaruszalne w obu krajach pozbawiły go możliwości rozwoju w Ameryce Łacińskiej.

Przełomowa dla Morery okazała się znajomość z Juanem Bernalem Alonso, hiszpańskim bogatym kupcem, który chciał go zwerbować do Walencji. W tym samym czasie jego rodak Ricardo Saprissa, który mieszkał w Barcelonie i bronił barw Espanyolu wiedział o przyjeździe El fenomeno costarricense (hisz. kostarykański fenomen) do Hiszpanii, dlatego wraz z kilkoma urzędnikami udał się do restauracji Ciudad Condal w porcie Barcelona, aby się z nim spotkać. W efekcie w barwach RCD Espanyol crack zadebiutował w kwietniu 1933 roku przeciwko Atlético Madryt. Alejando Morera Soto otrzymał lawinę pochwał i nawet Barça zwróciła ku niemu swój wzrok. Mimo wielkich chęci do gry, piłkarz z Kostaryki z pomocą dyrektora klubu Don Estebana Sala Sr negocjował indywidualny, trzyletni kontrakt z samym prezydentem FC Barcelony - Joanem Coma Segarrolsem.

Wzloty i... upadek w Hiszpanii

W rezultacie już 18 maja zadebiutował w barwach Blaugrany w meczu przeciwko Tenerife (3:1), w którym zdobył dwie bramki. Wraz z przyjściem Morery do FC Barcelony do stolicy Katalonii przybyli również Brazylijczycy - Jaguaré i Dos Santos, jednak to nie był dobry okres dla katalońskiego klubu. Końcówka sezonu 1932/33 była dla piłkarza z Kostaryki udana - zdążył zagrać zaledwie w dziewięciu meczach, ale strzelił w nich dziesięć bramek. Kolejny, już pełny, sezon 1933/34 był dla El Mago del Balón fantastyczny. Rozegrał 43 spotkania, w których zdobył 41 bramek i był czołowym strzelcem Europy, jednak Barcelona mimo zdobycia mistrzostwa Katalonii zajęła odległe miejsce w La Liga. Sezon 1934/35 - 24 mecze i 12 trafień. Ogólnie w barwach Barçy rozegrał 76 oficjalnych spotkań i zdobył 63 bramki. Tę najważniejszą przeciwko Realowi Madryt, kiedy zachwiał hiszpańską politykę i pokonał najlepszego bramkarza w Europie - Ricardo Zamorę podczas porażki 2 do 1.

Alejandro Morera Soto - mówiąc kolokwialnie - rozbił z piłką, co chciał. Wyprzedzał swoich kolegów z boiska o epokę, dlatego przylgnął do niego przydomek Czarodziej. "Ameryka nigdy nie wydała na świat lepszego piłkarza, niż Morera" - napisała w swoim czasie katalońska prasa. Co ciekawe Kostarykanin podczas swojego pobytu w Barcelonie w pełni utożsamił się z Katalonią. Do tego stopnia, że grał dla nieoficjalnej katalońskiej reprezentacji w dwóch meczach przeciwko Brazylii, w obu trafiając do siatki Canarinhos. Jednak po trzech latach Morera odszedł do Herculésa Alicante, któremu pomógł zająć piątą lokatę w tabeli. Ostatecznie jego kariera w Hiszpanii zakończyła się bardzo smutno wraz z wybuchem krwawej wojny domowej, przez co był zmuszony do tułaczki po Europie i powrotu do ojczyzny.

Złe czasy powojenne

Wojna zabrała go do Węgier, gdzie udał się na zaproszenie swojego przyjaciela Emila Berkessy, która również opuścił FC Barcelonę w skutek wojny domowej. Ciekawą anegdotą jest to, że Morera przed wyjazdem chcąc wypłacić swoje pieniądze z banku usłyszał odmowę, więc spakował do walizki kilka ubrań i gotówkę, którą miał przy sobie. Jednak przy wejściu na pokład oceanicznego liniowca pieniądze kazano umieścić mu w specjalnej skrzyni, która zaginęła podczas rejsu. El fenomeno costarricense w takich okolicznościach chciał wrócić do Hiszpanii, gdzie znajdował się jego dobytek życia, jednak granice zostały zamknięte wskutek wojny. Zdesperowany Morera pragnął wrócić do ojczyzny, lecz nie miał funduszy na spieniężenie podróży. Wtedy sfinansowanie powrotu do Kostaryki zaproponował mu klub z francuskiego miasteczka portowego La Havre w zamian za wystąpienie w dwóch ważnych meczach. El Mago del Balón zmuszony do gry we Francji zdobył w tych spotkaniach dwie bramki.

Powrót do ojczyzny

2 listopada 1936 roku, po wielu miesiącach cierpienia i upokorzenia, Alejandro Morera Soto pozostawił za sobą piekło wojny i zacumował w porcie w Limon. Nadal grał w piłkę, jakżeby inaczej. Ponownie zasilił szeregi rodzinnego Liga Deportiva Alajuense i reprezentował jego barwy, dopóki się nie ożenił. To był czas, kiedy rozstał się z boiskiem, jednak nie z futbolem, ponieważ w 1947 roku wszedł w świat coachingu, jednak szybko okazało się, że to nie jest zajęcie dla niego. Następnie pochłonął go świat rolnictwa - całym sercem i duszą poświęcił się produkcji kawy i herbaty. Dopóki się to nie skończyło. "Jego dobre serce doprowadziło go do ruiny gospodarczej. Oszukiwano go, powierzył obligacje w złe ręce..." - tłumaczy Guillermo Villegas.

Ostatecznie jego życiowe ścieżki doprowadziły go do świata polityki. Był członkiem zarządu rodzinnego miasta Alajuela (1958-62), a następnie jego burmistrzem i gubernatorem. Następnie spędził spokojną starość w rodzinnych stronach. Zmarł w 1995 roku. Lokalni ludzie wspominają go jako "wielkiego człowieka, który dbał o swoich ludzi i o swój zespół, dając wiele zwycięstw i radości ludziom w całym kraju" - jak wspomina Alvaro Torres Herrera. Klub LD Alajuelense - tak bliski sercu Morery - nazwał swój nowy stadion imieniem i nazwiskiem bohatera artykułu - Estadio Alejandro Morera Soto in Alajuela.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (10)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze