Kryzys ekonomiczny sprawił, że FC Barcelona również musi oszczędzać. Wydatki Dumy Katalonii są dalekie od gigantycznych i muszą zmieścić się w "skromnych" 40 mln euro, jakie zarząd zaplanował na tegoroczne transfery. Po zakupie Jordiego Alby, który kosztował 14 mln euro, na środkowego obrońcę pozostało 26 mln.
Kwota może zostać oczywiście powiększona o pieniądze ze sprzedaży któregoś z graczy obecnego składu, ale nie należy spodziewać się, że budżet urośnie do znacznych rozmiarów. Na czele transferowej listy życzeń Barçy są Thiago Silva i Javi Martinez, jednak sprowadzenie któregoś z tych graczy wydaje się prawie niemożliwe ze względu na cenę. Brazylijczyk kosztuje 45 mln euro i Milan nie chce w ogóle słyszeć o mniejszej kwocie, a Bask ma w kontrakcie zapisaną klauzulę odejścia wynoszącą 40 mln.
Mundo Deportivo wymienia dziś za to kolejne nazwiska środkowych obrońców, którzy również oferują wysoką jakość, a kosztują mniej. Wspomniane 26 mln miałoby starczyć na któregoś z zawodników tworzących duet w defensywie Chelsea i Borussi Dortmund. Mowa o Davidzie Luizie, Branislavie Ivanoviciu (Chelsea) i Matsie Hummelsie oraz Nevenie Suboticiu (Borussia). W czasie, gdy niemal każdy klub musi zaciskać pasa, nie dziwi fakt, że w gronie kandydatów pojawia się nawet tak egzotyczny piłkarz jak Vlad Chiriches ze Steauy Bukareszt.
Sandro Rosell powiedział we wtorek, że budżet zaplanowany na transfery nie jest ostateczny i w razie potrzeby może zostać zwiększony, jeśli Tito Vilanova zażyczy sobie droższego zawodnika. Szalonych działań i ruchów jednak nie będzie, transferowymi doniesieniami będziemy karmieni praktycznie do końca sierpnia.
Komentarze (216)