Dzisiejszym meczem z Realem Betis na Estadio Manuel Ruiz de Lopera, FC Barcelona zakończy ligowy sezon 2011/12. Sezon nieudany, gdyż miejsce za plecami odwiecznego rywala z Madrytu na pewno powodem do zadowolenia nie jest. Oczekiwania były znacznie większe, Duma Katalonii marzyła o czwartym mistrzowskim tytule z rzędu i wyrównaniu historycznego wyczyny Dream Teamu Johana Cruyffa.
W Sevilli po raz ostatni w meczu ligowym na ławce trenerskiej zespołu z Camp Nou zasiądzie Pep Guardiola. Po czterech fenomenalnych sezonach spędzonych w ukochanym Klubie, Mister postanowił odpocząć od futbolu, któremu przez ostatnie lata poświęcał 24 godziny na dobę. Wiadomość o jego odejściu była dla Culés ciosem znacznie boleśniejszym aniżeli przegranie Ligi i Champions League. O tym, że szkoleniowiec z Santpedor nie był, nie jest i nigdy nie będzie zwykłym trenerem wie każdy szanujący się fan z sercem bijącym dla barw blaugrana. Dzisiejszym pojedynkiem, kończącym ligowy sezon podopieczni Pepa zapewne zachcą podziękować mu za wszystko, co dla nich zrobił.
Mecz ‘o nic'
Dzisiejsze spotkanie poza ligowym pożegnaniem Guardioli i oficjalnym zakończeniem Ligi, nie będzie miało większego znaczenia zarówno dla jednej, jak i drugiej drużyny. Barcelona zakończy sezon na drugim miejscu za plecami Realu Madryt, wyprzedzając w tabeli trzecią Valencię. Betis nie ma już szans na europejskie puchary, zapewnił sobie również utrzymanie w La Liga. W najgorszym wypadku, Los Verdiblancos mogą spaść w ligowej tabeli na 14 miejsce. Piłkarzom z Sevilli udało się jednak zrealizować przedsezonowy cel, jakim było utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Świetna forma na wyjeździe
Mecze wyjazdowe zdecydowały, iż mistrzowski tytuł trafił do Realu Madryt. Biorąc pod uwagę tylko mecze na boiskach rywali, Barcelona straciła do zespołu ze stolicy aż 12 punktów. Na taki bilans złożyło się 11 zwycięstw, 5 remisów i 2 porażki (16-2-1 - bilans Realu). Azulgrana obudziła się zdecydowanie za późno, jednak ostatnie siedem meczów wyjazdowych to same wygrane odpowiednio z: Atlético (2:1), Racing (2:0), Sevilla (2:0), Mallorca (2:0), Real Saragossa (4:1), Levante (2:1), Rayo (7:0). Szkoda, że gra na boiskach przeciwnika nie wyglądała tak wcześniej... Forma Betisu na własnym boisku nie zachwyca, tylko trzy zespoły (Gijón, Rayo, Racing) na własnym terenie radzili sobie słabiej aniżeli Verdiblancos.
Fenomenalne spotkanie na Camp Nou
Obie drużyny po raz pierwszy w obecnym sezonie zmierzyły się w meczu 19. kolejki ligowej. Po pasjonującym widowisku Barça zwyciężyła 4:2 i z całą pewnością było to jedno z najciekawszych ligowych spotkań w Świątyni Futbolu. Podopieczni Pepa Guardioli na swoim boisku wygrali aż 17 spotkań, jedno zremisowali i jedno przegrali. Piłkarze Betisu byli jednym z nielicznych zespołów, który na Camp Nou postawił na atak tworząc wspaniałe widowisko. O komplet punktów było bardzo ciężko. Wszystko zaczęło się zgodnie z planem i po 12 minutach Blaugrana prowadziła 2:0 po trafieniach Xaviego i Messiego. Kolejne dwie bramki to jednak gole Rubena Castro i Roque Santa Cruza, które doprowadziły do remisu. Na kwadrans przed końcem dzięki bramce Alexisa ponownie na prowadzenie wyszła Barcelona. W 86. minucie wynik spotkania na 4:2 ustawił Leo Messi.
Leo Pichichi?
Bardzo możliwe, iż na Estadio Manuel Ruiz de Lopera ujrzymy dziś piłkarzy, którzy na co dzień nie mogą liczyć na regularne występy w barwach drużyny ze stolicy Katalonii. Jedynym pewniakiem w składzie jest Leo Messi, który postara się jeszcze bardziej wyśrubować swój rekord bramek strzelonym w jednym sezonie ligowym. Na chwilę obecną, Argentyńczyk na swym koncie ma aż 50 goli, co jest zdecydowanym rekordem w historii La Liga. Spotkanie z Betisem jest okazją na kolejne bramki i zdetronizowanie Cristiano Ronaldo, który broni tytułu najlepszego strzelca ligi hiszpańskiej. W ubiegłym sezonie, gracz Realu zakończył sezon z ‘zaledwie' 40 bramkami, w obecnym ma 45 bramek, o 5 mniej aniżeli jego rywal z Barcelony i raczej niemożliwe jest dogonienie La Pulgi. Messi jest bliski zdobycia tytułu Pichichi i zarazem Złotego Buta, gdyż to właśnie dwie największe gwiazdy Barçy i Realu walczą o prestiżową nagrodę dla najlepszego strzelca lig europejskich. Za ich plecami próżno szukać godnego dla nich rywala...
Afellay od pierwszych minut?
Zdecydowanie najsmutniejszą informacją kończącego się tygodnia jest kontuzja Carlesa Puyola, która eliminuje z gry kapitana na 6 tygodni. Popularnego Tarzana nie zobaczymy zatem ani w finale Copa del Rey, ani na Euro 2012, co dla filaru defensywy reprezentacji Hiszpanii jest dużym osłabieniem. Europejski czempionat rozgrywany w Polsce i na Ukrainie mógł być ostatnim międzynarodowym turniejem w reprezentacyjnej karierze Puyola. Według spekulacji, jeszcze w tym roku Carles ogłosi zakończenie reprezentacyjnej kariery. Na Estadio Manuel Luiz de Lopera zabraknie także Érica Abidala, Davida Villi i Andreu Fontasa. Możliwe, że szansę gry od pierwszych minut otrzyma za to Ibrahim Afellay, który wraca do formy po wyleczeniu kontuzji więzadeł.
Zdecydowanym faworytem bukmacherów jest, jak nietrudno się domyślić FC Barcelona. Wygrana Katalończyków wyceniana jest na 1.30. Za każdą postawioną złotówkę na remis, możemy zarobić sześć razy wiecej, natomiast na zwycięstwie Betisu można zyskać 8 złotych za każdą postawioną złotówkę.
Przewidywane składy:
Betis: Casto, Chica, Paulao, Dorado, Nacho, Jefferson Montero, Benat, Salva Sevilla, Pozuelo, Ruben Castro, Jorge Molina.
FC Barcelona: Valdés, Alves, Piqué, Mascherano, Adriano, Thiago, Busquets, Cesc, Pedro, Messi, Afellay.
38. kolejka Ligi BBVA
Betis Sevilla - FC Barcelona
Estadio Manuel Luiz de Lopera, 12 maja 2012
Sędzia: Ayaza Gámez (Valencia)
Typy FCBarça.com
| Borek | 0:2 |
| IceMan, Makaj, Rozwad | 1:3 |
| Pershing, Mim |
0:3 |
| Challenger | 1:4 |
| Adek | 0:5 |
Komentarze (114)