Kiedy sędzia Fernando Teixeira Vitienes rozpocznie spotkanie, uwaga wielu oglądających derby skupi się na Leo Messim, a w konsekwencji na trofeum Pichichi i Złotym Bucie.
Faworyzowany w rywalizacji z CR7, Argentyńczyk podniósł porzeczkę wymagań do granic możliwości. Po 36 kolejkach w lidze i dwóch przed nami, zawodnik Barçy ma na koncie 46 goli. Jest to o dwa więcej niż ma napastnik z Madrytu i o jeden mniej niż zdobył Rumun, Dudu Georgescu z Dinamo Bukareszt w sezonie 1976/1977.
Jeśli Messiemu udałoby się strzelić dwa gole w dzisiejszym spotkaniu, to stałby się królem. To, że go dzisiaj zobaczymy od pierwszej minuty jest pewne. Messi nie potrzebuje odpoczynku. Z 61 meczów w tym sezonie, nie zagrał jedynie w trzech.
Jednak drużyna Espanyolu nie jest jego ulubionym przeciwnikiem. W ostatnich jedenastu derbach strzelił tylko trzy bramki, ostatnią 27 września 2008 roku.
To, oraz fakt, że wyprzedził Portugalczyka, powinno go dodatkowo zmotywować. Od jedenastej kolejki nie miał takiej przewagi i z pewnością nie zamierza tego zmarnować. Mogłaby to być jego druga nagroda Pichichi. Quini to jedyny zawodnik Barcelony, który to osiągnął.
Messi, kolekcjoner niezwykłych rekordów, jest tylko o dwa gole (248) od okrągłej liczby 250. Jednak najbardziej przykuwa uwagę to, że mógłby mieć udział w stu z 181 goli zdobytych przez Barçę w tym sezonie. Do chwili obecnej ma swój udział w 97 bramkach: 68 goli i 29 asyst.
Pep zapewne nie chce, aby dzisiejsze derby przerodziło się w obsesję zdobycie przez niego gola. Jednak jest to chyba nieuniknione i z pewnością wszyscy zawodnicy będą go szukać.
Komentarze (119)