W sierpniu ubiegłego roku otrzymał jedno z najtrudniejszych zadań w swoim życiu – został selekcjonerem reprezentacji Argentyny. Alejandro Sabella ma przywrócić blask kadrze Albicelestes i poprowadzić ją do Mundialu w 2014 roku.
57-letni selekcjoner, ojciec czwórki dzieci i miłośnik historii, opowiadał o unikalnych wyzwaniach w pracy, formie swoich najważniejszych piłkarzy oraz o wkładzie Leo Messiego w grę Argentyny.
FIFA.com: Pół roku temu przejął pan stery reprezentacji Argentyny. Czy ta praca spełniła pańskie oczekiwania?
Alejandro Sabella: Czułem ogromną odpowiedzialność, ale żywię przecież do Argentyny ogromne uczucie miłości. Pierwszą rzeczą, jaką musiałem zrobić w mojej nowej pracy, to zapoznanie się z zasadami działania kadry, które są zupełnie inne niż w drużynach klubowych. Na szczęście mogłem korzystać zarówno z doświadczenia mojego, jak i Daniela Passarelli. Aklimatyzacja zajęła mi trochę czasu, ale od początku zdawałem sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka spada na moje barki.
Co podoba się panu najbardziej, a co najmniej w pracy selekcjonera?
Jako kochający futbol Argentyńczyk myślę, że to najwspanialsza z możliwych, wymarzona praca. Każdy, kto gra w piłkę, marzy o grze w pierwszej lidze i w reprezentacji, tak samo jest ze szkoleniowcami. Najtrudniejsza jest presja dobrych wyników, obecna zresztą nie tylko w Argentynie. W Ameryce Łacińskiej jest ona chyba nieco większa niż w krajach anglojęzycznych, jednak nie ma wątpliwości, że ciśnienie wyników jest wszędzie. To nieco przykre, ale jest nieodłączną częścią tej pracy.
Czy szybkie zwolnienia pańskich poprzedników: Alfio Basile, Diego Maradony i Sergio Batisty sprawiły, że musiał się pan dwa razy zastanowić przed przyjęciem propozycji?
Nie. Nie miałem żadnych wątpliwości z wyżej wymienionych powodów. Ta praca to marzenie każdego argentyńskiego trenera. Po prostu nie możesz odrzucić takiej możliwości, nawet jeśli masz wątpliwości.
Porozmawiajmy o eliminacjach do Mundialu w 2014 roku. Wyjazdową, listopadową wygraną nad Kolumbią przyjął pan z wielką radością.
Zgadza się. Poprzedni mecz (remis 1:1 z Boliwią w Buenos Aires) był dla nas wielkim rozczarowaniem. Nie graliśmy co prawda bardzo dobrze, ale wynik był zupełnie niesprawiedliwy. Kiedy przylecieliśmy do Kolumbii, czułem wielką presję wygrania tego spotkania.
Czy dużo pan od siebie wymaga?
Tak.
To dość wybuchowa mieszanka: ktoś tak zdeterminowany jak selekcjoner drużyny z kraju, w którym futbol jest niemal pasją.
To prawda i dlatego uważam, że nie należy ani zbyt wiele od siebie wymagać, ani być dla siebie zbyt krytycznym. Samokrytyka to dobra rzecz dopóki, dopóty się z nią nie przesadza. Możesz sam zapędzić się na przykład w depresję.
Czy korzystał pan kiedyś z pomocy psychologa czy terapeuty?
Nie, nigdy. Mao Zedon powiedział kiedyś, że samokrytyka to objaw słabości. I coś w tym jest, ponieważ kiedy doprowadzimy do skrajności, będzie to forma słabości. Czytanie tego pomogło mi, ponieważ zawsze byłem zbyt krytyczny w stosunku do siebie. Tej metody używam zresztą w pracy z zawodnikami. Zawsze mówię im, żeby nie rozwodzili się za bardzo nad swoimi błędami, bo nie wyjdzie im to na dobre. Szczypta samokrytyki jest dobra, a niekiedy nawet niezbędna. To znak, że twardo stąpasz po ziemi. Bez niej możesz stać się zarozumiały, ale to kolejna skrajność.
Wracając do piłki nożnej, czy może pan powiedzieć, że największym problemem jest zmontowanie linii obrony?
Skompletowanie składu defensywy wymaga więcej czasu. Nie można bujać w obłokach, szczególnie wtedy, gdy ma się w linii ataku takich zawodników jak Messi, Higuain czy Agüero. Chodzi o to, że nie mamy zbyt wiele czasu, by razem pracować i rozwiązywać problemy. Musimy zebrać dobry skład i musimy również mieć pewność, że zawodnicy ubierający koszulkę Argentyny mają poczucie przynależności do tej drużyny. Tak właśnie było w drugiej połowie meczu z Kolumbią.
Czy słucha pan opinii mediów?
Tak, ale tylko trochę. Zawsze dobrze jest posłuchać czyichś opinii, czy są one dobre, czy też krytyczne. To otwiera umysł. Niektórzy ludzie mają naprawdę wiele wartościowych rzeczy do powiedzenia.
Przed meczem z Wenezuelą powiedział pan, że zadowalające będzie zwycięstwo „pół bramki do zera”. Zdaniem niektórych takie stwierdzenie dodało wiary w siebie gospodarzom, którzy was pokonali. Za te słowa został pan dość mocno skrytykowany. Czy żałuje ich pan dzisiaj?
Mając na uwadze przebieg zdarzeń być może popełniłem błąd mówiąc coś takiego, ale nie sądzę, by dodało to odwagi naszym przeciwnikom. Trzeba umieścić te słowa w szerszym kontekście. Gospodarze mieli jeden dzień więcej odpoczynku, a w trakcie meczu było bardzo gorąco, do tego dochodzi duża wilgotność powietrza. Jak już powiedziałem, być może mój komentarz przed tym meczem był niefortunny, nie myślę jednak, że pomógł Wenezueli w jakikolwiek sposób.
Gospodarzem kolejnych Mistrzostw Świata jest Brazylia. Pan tam grał i zna pan dobrze brazylijski futbol. Czy nie sądzi pan, że gra u siebie będzie dla nich pewną wadą?
Granie u siebie może być zarówno wadą, jak i zaletą – wszystko zależy od psychiki piłkarzy. Brazylijczycy są wyjątkowi, posiadają niesamowitą technikę. Jeśli znajdą swój rytm, mogą cię zniszczyć, wdeptać w murawę. Będą jednak grać pod niesamowitą presją. Mają obowiązek zwycięstwa i zobaczymy, jak sobie z tym poradzą. Będą faworytem turnieju. Zawsze nimi są – czy w roli gospodarza, czy nie.
Kiedy Daniel Passarella był selekcjonerem Urugwaju, pan był jego asystentem. Jak pan myśli, dlaczego urugwajska reprezentacja radzi sobie w ostatnim czasie tak dobrze?
To ekipa, którą cechuje mocny charakter oraz silny i zwarty skład. Zawodnicy trzymają się razem i czują przynależność do kadry. Wiedzą co znaczy koszulka reprezentacji narodowej i mają świetne relacje z selekcjonerem. Ważną rolę odgrywa również fakt, iż wielu zawodników gra w Europie. Urugwajczycy stworzyli niezwykle silny krąg, co wyszło im tylko na dobre.
Ogląda pan dużo piłki nożnej. Jakie drużyny narodowe wywarły na panu największe wrażenie w ostatnim czasie?
Drużyny Hiszpanii i Niemiec. Niemcy grają naprawdę dobrze, znacznie poprawili swoją grę w ostatnim czasie. Mają kilku młodych, utalentowanych graczy jak Thomas Müller, którzy już utwierdzili swoją pozycję w kadrze. Poza tym są doświadczeni Philipp Lahm czy Bastian Schweinsteiger. Oni wnoszą do drużyny zdobyty doświadczenie.
Bez wątpienia wrażenie robi gra Hiszpanów. Mają fantastyczny potencjał, ale kiedy jesteś mistrzem świata, łatwo możesz w pewnym momencie odpuścić. Na razie to oni wyróżniają się najbardziej, ale jest przecież jeszcze Brazylia. Jak mogłem o niej zapomnieć? Brazylia to Brazylia. Pięciokrotny mistrz świata.
Pytanie o Lionela Messiego. Co najbardziej pana zaskoczyło w jego osobie?
Wiedziałem, że będę pracować z najlepszym graczem na świecie, który potrafi zmienić obraz gry szybciej niż ktokolwiek inny. Ale zobaczyć go z bliska, jego przyspieszenie, wybuchowość i technikę, to rewelacyjna sprawa. Jego kontrola piłki jest niesamowita. Szybkość Messiego przypomina mi Scalextric – zabawkę, która towarzyszyła mi w dzieciństwie. Chodzi o wyścigówki, startujące z danego miejsca.
Co mnie zaskoczyło najbardziej, to jego popularność na przykład w Indiach czy Bangladeszu. To niesamowite, jak wiele Messi znaczy dla ludzi. Jest ich idolem, a oni zwariowali na jego punkcie zarówno na boisku, jak i poza nim. To niewiarygodne.
Ostatnie pytanie. Czy widzi się pan w Brazylii w 2014 roku w roli selekcjonera reprezentacji Argentyny?
Nie. Widzę siebie za to w lutym, kiedy zagramy przeciwko Szwajcarii. Później zobaczymy. Lubię skupiać swoją uwagę na najbliższych wydarzeniach, tak jest nie tylko w pracy, ale w każdej rzeczy, jaką robię w życiu. Nie myślę długoterminowo. Zobaczymy, co się wydarzy.
Sabella: Widzieć grę Messiego z bliska to rewelacyjna sprawa
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (9)