Nie ma chyba większego obciążenia dla piłkarza niż zostać obwołanym bardzo zdolnym i młodym. Obietnice i potencjał, nie ważne jak bardzo będą błyszczeć, muszą zostać zahartowane w coś bardziej trwałego.
Wiedzieliśmy o tym przed finałem FC Barcelona vs Santos w Klubowych Mistrzostwach Świata. Wiedzieliśmy też, jak okrutna może być przepaść pomiędzy rzeczywistością i oczekiwaniami, jak przykry może być dla Neymara mecz w cieniu Leo Messiego.
Dziewiętnastoletniemu zawodnikowi nie pomagał nawet własny trener, który przed meczem porównywał swoje "cudowne dziecko" do Messiego: "Niedługo będzie on najlepszym zawodnikiem na świecie. Są podobni do siebie, ale Neymar jest trochę bardziej wyjątkowy. Jego styl pozwala zmienić kierunek piłki, kiedy ją prowadzi. Podczas gdy Messi drybluje bardziej w linii prostej. Neymar jest nieprzewidywalny. Nie znajdziecie na świecie nikogo, kto potrafi zrobić z piłką to co on".
Prawdą jest, że Barcelona zdominowała posiadanie piłki, więc kompletnie nie miało znaczenia, co Neymar mógłby z nią zrobić. Kiedy hiszpańska strona złapała swój rytm, po golu swojego argentyńskiego maestro, wszystkie sugestie, że Brazylijczyk zdetronizuje Messiego, stawały się coraz bardziej niedorzeczne.
Przegląd prasy przed meczem sprawiał wrażenie, że mecz rozegra się pomiędzy dwoma zawodnikami, jakby to były jakieś bokserskie rozgrywki. Neymar był w trudnej sytuacji, siły nie były wyrównane. Futbol to gra zespołowa i koncentrowanie się na indywidualnych talentach jest często błędne. W dodatku może być też krzywdzące. Messi, jak i drużyna Barcelony, mogliby to z pewnością wyjaśnić. Pięć lat młodszy od Argentyńczyka, Neymar ma mnóstwo czasu, żeby w pełni zdać sobie sprawę ze swojego talentu. I lepiej dla niego, gdyby mógł to zrobić bez tych wszystkich przedwczesnych doniesień na temat swojej wielkości, bez względu na to, gdzie się pojawią.
Komentarze (88)