Spotkanie Milanu z Barceloną jest zdecydowanie jednym z najciekawiej zapowiadających się meczów piątej kolejki Ligi Mistrzów. Stawką pojedynku pomiędzy Mistrzem Włoch a Mistrzem Hiszpanii jest pierwsze miejsce w grupie H i rozstawienie podczas losowania par 1/8 finału Champions League. Jak zapowiedział Andoni Zubizarreta: „Zwycięstwo zadedykujemy Vilanovie."
Wspomnień czar - niezapomniany półfinał z 2006 roku
Sezon 2005/06 dla kibiców Barcelony był istnym snem na jawie. Kolejny tytuł Mistrza Hiszpanii, wspaniała wygrana w Lidze Mistrzów - o tym Culés zmartwieni brakiem sukcesów marzyli od lat. Katalończycy jak burza przeszli przez fazę grupową Champions League, gromadząc na swym koncie 16 punktów i wyprzedzając drugi w tabeli Werder Brema, który rywalizację skończył z 7 oczkami na koncie.
W 1/8 finału Barça trafiła na piekielnie mocną Chelsea Londyn ze znienawidzonym w Katalonii Jose Mourinho na ławce trenerskiej. W pierwszym meczu na kartoflisku znanym również jako Stamford Bridge, gracze Rijkaarda wygrali 2:1 po bramkach... Terry'ego i Eto'o. W rewanżu padł remis 1:1, a goście bramkę wyrównującą strzelili dopiero w doliczonym czasie gry. Dla Barçy trafił niezawodny Ronaldinho. W ćwierćfinale Mistrzowie Hiszpanii bez większych problemów uporali się z Benfiką Lizbona, wygrywając dwumecz w stosunku 2:0. W półfinale na pięknie grającą Dumę Katalonii czekał już włoski Milan.
Starcie dwóch gigantów europejskiego futbolu zapowiadało się ekscytująco i takie też było. Pierwszy pojedynek odbył się 18 kwietnia na San Siro. Obie drużyny grały otwarty, ofensywny futbol. Stroną przeważającą w pierwszej połowie byli gospodarze, którzy mieli kilka szans na pokonanie Valdésa. Na nasze szczęście, na drodze piłki do bramki stawał słupek (strzał Gilardinho) lub sam Valdés, który wtedy jeszcze nosił fryzurę a'la David Villa. Nieskutecznością grzeszył nawet Andrij Szewczenko, przyjezdni ograniczali się do gry z kontry. Jedna z nich mogła zakończyć się bramką, ale strzał Ronaldinho zza pola karnego zatrzymał się na słupku bramki strzeżonej przez Didę. Decydujący moment nadszedł w 57. minucie. Fenomenalnym zagraniem (jak to miał w zwyczaju) popisał się El Crack Total, do piłki w polu karnym dopadł mały ciałem, wielki duchem Ludo Giuly i potężnym strzałem z woleja dał Barcelonie prowadzenie, a jak się później okazało, także i wygraną oraz awans do wielkiego finału.
W rewanżu zdecydowanym faworytem byli więc gracze Blaugrany. Camp Nou zapełnione do ostatniego miejsca oglądało świetną grę obu drużyn, która tym razem nie przyniosła żadnych bramek. Skutecznością raził nie do upilnowania tego dnia Samuel Eto'o, nie trafiał Larsson, kapitalnie bronił Dida. Bezradny był nawet bohater z San Siro, mała torpeda ganiająca na prawej flance. Po pasjonującym półfinale Barça awansowała do wielkiego finału, w którym zmierzyła się z Arsenalem Londyn.
Wynik starcia na Stad de France pamięta każdy szanujący się Culé, więc przypomnę tylko, że do łez szczęścia doprowadzili nas wtedy Juliano Belletti (był to jego jedyny gol w całej karierze w Barcelonie) oraz niezapomniany Henrik Larsson. Wspaniały sezon okraszony nieziemską grą mitycznego Ronaldinho Gaucho i jego kolegów.
Pierwsze starcie obecnego sezonu na remis
Rewanż po latach. Wszyscy kibice zacierali ręce na samą myśl o pojedynkach Milanu z Barceloną i pasjonującej walce obu zespołów o pierwsze miejsce w grupie H. Mecz zapowiadał się arcyciekawie nie tylko ze względu na klasę obu drużyn, ale i również ze względu na osobę Zlatana Ibrahimovicia, który w bardzo brzydki sposób pożegnał się z drużyną Barcelony. Niestety Zlatana w pierwszym meczu, na Camp Nou zabrakło, oficjalnie... z powodu kontuzji, w którą wierzył tylko ten, kto wierzyć chciał. Faworytem spotkania była Barça, która broni mistrzowskiego tytułu.
Nieoczekiwanie to jednak podopieczni Allegriego wyszli na prowadzenie. Już w 1. minucie spotkania obronę Blaugrany ośmieszył Alexandre Pato, którego nie zatrzymał nawet Victor Valdés. Po stracie bramki, gracze Guardioli ruszyli do natychmiastowych ataków. Barça osiągnęła ogromną przewagę jednak piłka przez długi czas nie mogła wpaść do bramki. Albo pecha miał Messi (dwa słupki), albo brakowało skuteczności i wykończenia. Wreszcie w 35. minucie wyrównał Pedro, po świetnej asyście Messiego, który niczym walec przejechał się po defensywie przyjezdnych. Leo kolejny raz udowodnił swoją klasę, robiąc z rywalami, to co w Pucharze Świata robi z Kubańczykami czy innymi Serbami Paweł Zagumny. Rodriguezowi nie pozostało nic innego, jak wpakować piłkę do pustej bramki. W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie. Barcelona zdecydowanie przeważała, Milan ograniczał się do sporadycznych kontrataków. Prowadzenie dla Katalończyków wspaniałym golazo z rzutu wolnego dał David Villa. Abbiati mógł tylko stać i podziwiać, ale na wszelki wypadek się rzucił, oczywiście bez efektu. Po zdobyciu drugiej bramki Xavi i spółka grali spokojniej i gdy wydawało się, iż obrońcy tytułu jak najbardziej zasłużenie zwyciężą, w doliczonym czasie gry gola wyrównującego strzelił strzałem głową Thiago Silva.
Komentarze (247)