Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie są równoznaczne z "dla mnie: Pinto 8, a Mawell - 5,5". Tylko merytoryczne i racjonalne komentarze będą brane pod uwagę.
Oceniający: Ściah, challenger
Pinto – 6 – Obchodzący niedawno 36. urodziny bramkarz tradycyjnie otrzymał szansę wykazania się w meczu Copa del Rey. W meczu o stawkę widzieliśmy go ostatni raz 21.05. br. i ten brak ogrania było widać w potyczce z drużyną trenera Vinyalsa. Nieporadność w grze piłką i tendencja do przebywania w innej części pola bramkowego niż piłka przy stałych fragmentach gry - mogły porządnie irytować cules przez cały mecz, ale w 81. minucie drugi bramkarz Barcy postanowił przypomnieć światu, że 5 lat temu był najlepszym portero hiszpańskiej ligi... Wyśmienita interwencja po strzale Francisco Aday Beniteza wygrała Barcelonie mecz. Trudno doszukiwać się w niej przypadku - umiejetności, doświadczenie i refleks. Poza tym, Pinto nie miał w L'Hospitalet zbyt wiele pracy, na co swój wpływ miała dyskrecja gospodarzy w prowadzeniu akcji ofensywnych i, szczególnie, strzałowych. Cóż, pomimo faktu, że zdarzało mu się nawet precyzyjnie obsłużyć piłką rywala (szkoda, że przy dłuższych wybiciach nie współpracował tak ze swoimi kolegami), to kluczowa interwencja w meczu każe (d)ocenić występ Pinto na wyżej niż 5.
Jonathan dos Santos – 6 – W pierwszej połowie ze świecą można by go szukać po boisku, a rezultaty byłyby mizerne poza narażeniem na szwank sztucznej murawy na Estadio Municipal Feixa Llarga. Druga część spotkania znacznie lepsza. Jonathan odważniej brał na siebie odpowiedzialność w grze piłką, więcej ryzykował w poszukiwaniu oskrzydlających akcji z partnerami i przewidywał poczynania rywali aktywniej współpracując z drugą linią. Pod nieobecność Pique i Mascherano w bloku obronnym, to on przeważnie pomagał Keicie w wyprowadzaniu piłki spod pola karnego Barcy. Pinto „wisi” mu dużą colę, bo to w meksykańskim piłkarzu znajdował najczęściej sojusznika w opresji pozbywania się piłki - która pod nogami drugiego bramkarza Barcy przypominała często parzącego ziemniaka, którego należy się wyzbyć w panice i jak najszybciej... Poza tym, dos Santos od czasu do czasu znajdował chwilkę na wizytę w środku pola, by w rozgrywaniu akcji ofensywnych wesprzeć Ceska i Xaviego. Summa summarum, niezłe 90 minut, i to pomimo typowego ostatnio dla Pepa przekwalifikowania Jonathana na prawego obrońcę ze środkowego pomocnika - jaką to rolę Meksykanin pełni na co dzień w drużynie B. Zresztą, w tym kontekście 6 odbiorów też zasługuje na uznanie.
Puyol – 7 – Lider odbiorów tego wieczora (9), w całym spotkaniu starał się pełnić rolę dowodzącego tymi mocno improwizowanymi szykami obrony. Doświadczenie „Tarzana” zaprocentowało i tym razem, gdyż widząc przedmeczowe zestawienie defensywy, niejeden fan opróżnił do dna swoją szklankę oczekując pod bramką Pinto scen co najmniej dantejskich. Tymczasem Barca dowiozła do końca czyste konto i w dużej mierze jest to zasługą utrzymującego ład w okolicach pola karnego Puyola. Brakowało mu czasem dokładności w podaniach do kolegów (5 strat), ale to tylko wskazówka dla Pepa, że w parze z Fontasem Puyi nie gwarantuje odpowiednio wysokiego poziomu wyprowadzania piłki. Poza tym, Carles nie pozwalał nikomu poszaleć na własnej połowie - krył blisko i nie zostawiał graczom L'Hospitalet złudzeń przy stałych fragmentach gry. Sam też wybierał się w pole karne po drugiej stronie boiska, gdy nadarzała się okazja. Wygląda jakby w przypadku Puyola dyspozycja i skuteczność podejmowanych decyzji - poprawiały się z meczu na mecz. Myślimy, że nikt z cules nie miałby zastrzeżeń co do utrzymania się tego trendu.
Fontas – 6 – Wyglądający na tle kolegów niczym Guliwer w Krainie Liliputów, młody stoper umiejętnie korzystał w starciach z rywalami ze swych warunków fizycznych. Jego wzrost przydawał się szczególnie w wyjaśnianiu sytuacji przy stałych fragmentach gry. Notował też dynamiczne wejścia w drugą linię, aczkolwiek nie zawsze miał po nich koncepcję na to, co dalej zrobić z piłką. To, że zaliczył tyle samo przechwytów co i strat (5) nie jest zbyt pozytywnym aspektem jego pracy. Z drugiej strony, jego interwencje naprzeciw szarżujących z rzadka rywali, cechowały się dużym opanowaniem - przez cały mecz nie popełnił w grze obronnej żadnego większego błędu, stanowiąc z Puyolem zaporę zupełnie wystarczającą... jak na klasę rywala.
Maxwell – 2 – Chcielibyśmy zacząć od pozytywów, ale nic poza tym, że nie był nieruchomym workiem cementu firmy ACME - nie przychodzi do głowy. Próby uczestnictwa Maxwella w akcjach ofensywnych kończyły się odegraniem piłki do tyłu, w chwilach nagłego przypływu geniuszu: do boku, ewentualnie kiepskim dośrodkowaniem lub gwizdkiem sygnalizującym Brazylijczykowi pozycję spaloną. Nie miał w meczu ani jednego tzw. „podania kluczowego”. W drugiej połowie defensywniej usposobiony, zaczął popełniać coraz więcej błędów. Niemal wszystkie z nielicznych akcji rywala przechodziły jego stroną. Po jednej z 71. minuty aż dziwne, że nie dostał żółtej kartki za mało subtelną próbę poturbowania rywala. Ogółem: bezproduktywny w ofensywie, fatalny w destrukcji, częściej kolekcjonujący straty (5) niż odbiory (3). Jakby był wycięty z innej rzeczywistości. Usprawiedliwień nie znajdziemy też w tym, że nie miał czasu się wykazać - niestety, Maxwell biegał po boisku przez pełne 90 minut... Jeśli tak prezentuje się w meczu z trzecioligowcem, to aż strach pomyśleć co może się stać w spotkaniu z lepszym rywalem.
Keita – 7 – Nie dość, że bardzo dobrze wywiązywał się z obowiązków defensywnego pomocnika (łącznie 6 odbiorów), to na dodatek szalał w ataku. Może zabrakło skuteczności przy paru uderzeniach głową, ale już jego strzał z dystansu z pierwszej połowy zasługuje na słowa najwyższego uznania. Pochwały należą się Keicie również za czujność w defensywie, gdy po mniejszych lub większych błędach kolegów, nie patyczkował się z rywalami 4-krotnie chroniąc drużynę od groźnych kontr - choć wypada przyznać, że w jednym z takich przypadków należał się Malijczykowi żółty kartonik. Zwracamy uwagę na tylko 2 straty w 90 minut. Efektywna gra obronna, precyzja w panowaniu nad piłką i wszechstronna przydatność w ofensywie - to najkrótsze podsumowanie bardzo solidnego występu. Rada na przyszłość: Seydou powinien brać lekcje od Leo w zakresie regularności formy.
Xavi – 8 – Jak widać nawet geniuszowi może zdarzyć się słabsze spotkanie, co pokazał występ Generała z Athletikiem. Wydaje się jednak, że w dniu tamtego meczu forma Xaviego udała się na grzybobranie i tym razem, odprężona, pokazała swoje prawdziwe oblicze. Mózg drużyny i lider pełną gębą. Dyktował tempo kolegom, dzielił i rządził w całej strefie środkowej. Nieustannie szukał szans na złamanie szyków obronnych gospodarzy i w przekroju całego meczu zanotował aż 9 otwierających podań! Wielka szkoda, że do ich jakości nie dostosowali się barcelońscy napastnicy. Oglądalibyśmy wtedy o kilka goli więcej. Mimo tej wyjątkowej niechęci partnerów z ofensywy do współpracy, Xavi i tak zasługuje na miano gracza meczu.
Iniesta – 7 – Que golazo! Andres ma niezaprzeczalny talent do strzelania ważnych i pięknych bramek. Jego uderzenie okazało się prawdziwym „zerwaniem pajęczyny”, nic dziwnego, że zachwyciło publikę niezależnie od faktu, że Barca grała na wyjeździe... Patrząc szerzej na występ Andresa, warto wspomnieć, że aktywnie i efektownie współpracował z partnerami, dynamicznymi rajdami napędzał akcje ofensywne i chętnie dzielił się piłką. Cztery straty wynikające z (pożądanego w odpowiednich dawkach) ryzyka, niwelował nietypową dla siebie mnogością odbiorów (też 4). Szkoda tylko, że operując bardziej przy lewej stronie miał wsparcie jedynie w osobie Villi. Grał zbyt krótko, ażeby zasłużyć na 8. Przynajmniej tym razem.
Cesc – 6 – Kiedy tylko nadarza się okazja, bierze ciężar gry na siebie. Na boisku w L'Hospitalet nie brakowało optymistycznie zapowiadających się akcji w jego wykonaniu - był jednak zbyt nieskuteczny by elokwentnie rozpływać się nad jego poczynaniami. Zastanawia zwłaszcza moment, kiedy dostał za darmo piłkę przed bramką i zachował się jak nieopierzony młokos skonsternowany przy wolnych tańcach. Efekt? Zmarnowana doskonała - wydawałoby się - okazja! Czyżby to włosy ograniczały krajobraz i czas już odwiedzić fryzjera? Ogólnie rzecz biorąc, średni występ Ceska z kilkoma ledwie „plusami dodatnimi”. Nawet występ środowy nie zmienia jednak tego, że w każdym meczu sprawia wrażenie jakby grał w Barcelonie od zawsze i bez przerwy.
Tello – 3 – Koneserzy rocka wspominali niedawno 40-lecie wydania płyty „Led Zeppelin IV” i debiutującego na niej utworu „Stairway to Heaven”. Co wspólnego ma z tym Tello? W tym sęk - po tym meczu należy stwierdzić, że absolutnie nic. Ten debiut mógł być dla niego stopniem do Piłkarskiego Nieba zwanego Pep Teamem, ale młody skrzydłowy spadł z niego szybciej nim na dobre się tam wdrapał. Gorzko to przyznać, ale Tello zupełnie nie wykorzystał szansy danej mu przez Guardiolę. Irytowały najbardziej straty (11), nieporadność w dryblingach i rażąca na tle reszty drużyny bezradność im bliżej było bramki Moragóna. Przysadzisty, będący jego „plastrem” Moussa sprawiał przy Tello wrażenie wróżki przewidującej każde jego kolejne zagranie. Jeśli najświeższy transfer Pepa z cantery ma jakikolwiek potencjał na pierwszą drużynę, to musi go pokazać w kolejnym meczu. W środę wypadł wyjątkowo nieprzekonująco.
Villa – 7 – David napracował się za dwóch, ewidentnie biorąc sobie do serca rolę motoru napędowego ataku Barcy wynikającą poniekąd z wyjściowego zestawienia. Dryblował i strzelał dużo częściej niż zwykle, a do tego bieżył na połowie rywali po pełnej jej szerokości i na całej długości. Wyglądało to, jakby chciał przejąć w tym meczu rolę Messiego i... wychodziło mu to całkiem nieźle; niestety, szwankowało znowu wykończenie. Trzeba jednak oddać Asturyjczykowi, że oddał aż 5 celnych strzałów na bramkę rywala i przy każdym świetnie spisujący się tego dnia Moragón musiał się nielicho napocić. Villa nie zapominał przy tym wracać pod własną bramkę, ambitnie przeszkadzając rywalom w wyprowadzaniu akcji - 3 przechwyty to najlepszy dowód. Biorąc pod uwagę hektolitry ryzyka podejmowanego w akcjach zaczepnych przez „El Guaje”, wrażenie robią nie więcej niż 4 straty w trakcie calutkiego spotkania. Doprawdy, występ lepszy niż na to wyglądało, a zabrakło w nim jedynie gola.
Rezerwowi:
Busquets – 5 - Trzeba przyznać, że pojawił się na boisku, gdy drużynie z każdą minutą coraz mniej „się chciało” - nic zatem dziwnego, że gra Busiego dość spójnie wpisała się senną atmosferę ostatniej fazy meczu. W pół godziny gry dwukrotnie stracił piłkę i raz ją odzyskał, co nie jest oszałamiającą statystyką jak na piłkarza z jego pozycji. Oszczędnie angażował się w akcje ofensywne i chyba nikt nie zapamiętał jego występu z jakiegoś szczególnego powodu. Ocena „5” wydaje się najwłaściwsza.
Rafinha – bez oceny - Zostawił po sobie niezłe wrażenie, aczkolwiek brak zgrania z partnerami dawał o sobie znać, gdy dublował czyjąś pozycję lub mylił się przy podaniu. Czekamy na kolejne występy, tym razem zagrał zbyt krótko by wystawić mu ocenę.
Komentarze (35)