Dziś mija 11 lat od chwili, kiedy na Camp Nou powrócił Luis Figo. Kibice Barcelony zgotowali mu iście piekielne powitanie.
Jak wszyscy wiemy, Figo zdecydował się na transfer z Barcelony do madryckiego Realu. 21 października 2000 roku Portugalczyk wrócił na Camp Nou w białej koszulce, by po drugiej stronie barykady uczestniczyć w El Clásico. To był jeden z najbardziej oczekiwanych momentów tamtego sezonu. W tygodniu poprzedzającym spotkanie prasa zastanawiała się, w jaki sposób zareagują fani Barçy na powrót Luisa Figo.
Rzeczywistość przytłoczyła piłkarza Realu. Kibice zupełnie sparaliżowali i zastraszyli Portugalczyka, wznosząc wrogie okrzyki, niemiłosiernie gwiżdżąc oraz pokazując transparenty, na których wyrażali swoje niezadowolenie i ból, który sprawił im ukochany dawniej zawodnik, odchodząc do największego rywala. Reakcję fanów Barcelony spotęgował fakt, iż Figo na łamach katalońskiego Sportu zaprzeczał wcześniej, że ma zamiar opuścić stolicę Katalonii. Oliwy do ognia dolał, wypowiadając później jedno zdanie: „Moim największym błędem był wywiad, w którym powiedziałem, że nie odejdę”.
Wszystko zaczęło się dwie godziny przed meczem, kiedy Królewscy opuszczali hotel, udając się na stadion. Nieco później, kiedy piłkarze przyjezdnych rozpoczęli rozgrzewkę, kibice Barçy powitali Figo wielkimi transparentami: „Judasz”, „Figo = zdrajca”, „Figo – byłeś królem, wracasz jako niewolnik” – to jedne z najbardziej ‘przyzwoitych’ treści.
Ale najgorsze miało dopiero nadejść. Kiedy piłkarze wbiegli na murawę, tuż przed pierwszym gwizdkiem sędziego, Figo powitały przeraźliwe gwizdy oraz dziesiątki tysięcy białych chusteczek. Łatwo sobie wyobrazić, że każde podanie do Portugalczyka oznaczało prawie sto tysięcy gwizdów rozjuszonych fanów Barcelony.
To oczywiście wpłynęło na Figo, który rozegrał jeden z najgorszych meczów w karierze. Kryty przez młodego Puyola, dla którego było to zadanie niczym obrona doktoratu, Figo nie był w stanie grać w swoim stylu ani nawet oddać celnego strzału na bramkę. Nie poradził sobie z gigantyczną presją, którą w każdej sekundzie gry wywierali na niego wrogo nastawieni kibice. Warto tu wspomnieć o rzucie rożnym, wykonywanym przez Figo, kiedy w jego kierunku poleciała z trybun… świńska głowa. Emocjom dał się ponieść nawet były kolega Figo z drużyny, Rivaldo, który za faul na portugalskim graczu obejrzał żółty kartonik.
Po końcowym gwizdku wygranego przez Barcelonę 2:0 meczu, Figo pożegnał się z byłymi kolegami: Puyolem, Sergim, Rivaldo czy Cocu i szybko uciekł do szatni. Był tak przestraszony, że bał się nawet rozmawiać z mediami – w taki sposób zakończył się prawdopodobnie najgorszy wieczór w jego piłkarskim życiu.
Komentarze (125)