FC Barcelona przez cały czas trwania jej historii opierała się pokusie łatwych pieniędzy. Szczyciła się przywiązaniem do ideałów, a miejsce na piersi piłkarza Dumy Katalonii pozostawało puste.
Podczas gdy inni czerpali ogromne zyski z „obrendowania” koszulek, FC Barcelona, mistrz Hiszpanii i Europy, pozostawiła to miejsce na wyższe cele. Gdy do klubowych kas spływały miliony od producentów piwa, linii lotniczych, bukmacherów, Barcelona odwracała trend. W 2006 roku Zarząd katalońskiego klubu podpisał umowę z UNICEF-em, o przelewaniu na konto organizacji mniej więcej dwóch milionów dolarów rocznie i promowaniu agendy ONZ na piersiach piłkarzy FC Barcelony.
Ale to nie wszystko, od Ronaldinho po Messiego, wszyscy byli zaangażowani w tę akcję i swoimi osobami wspierali akcje niesienia pomocy dzieciom poszkodowanym w trzęsieniach ziemi czy tsunami. Wszyscy walczyli z wykluczeniem i biedą.
Ale priorytety się zmieniły…
We wrześniu Zarząd klubu ratyfikował umowę z Qatar Sports Investment, która i tak de facto już weszła w życie – z początkiem sezonu. Logo Qatar Foundation pojawiło się obok herbu Barcelony, a logo UNICEF-u powędrowało w okolice mało zaszczytnego miejsca.
Niby dzieciaki co roku otrzymują pieniądze zapisane w kontrakcie, a znajdą się i tacy, którzy stwierdzą, że to miejsce jest nawet lepsze; no przecież bliżej imion zawodników.
Co prawda nie znajdziemy wielu kibiców, którzy potrzebują pomocy, by dostrzec grę Messiego na boisku, ale już znacznie większa rzesza potrzebuje pomocy w identyfikowaniu techniki z Thiago…a wówczas spoglądamy na plecy zawodnika.
Ale, że UNICEF finansowo nie stracił, a Barcelonie udało się utrzymać współpracę, to takie słowa można było usłyszeć ze strony rzecznika Unicefu, Marixie Mercado: „Mieliśmy możliwość gościć na przedniej stronie koszulki przez pięć lat. Ten gest był wyraźnym sygnałem i wyczulił globalną świadomość, na sprawy dzieci, w szczególny sposób. Jesteśmy niesamowicie dumni z tego co udało się osiągnąć dzięki temu partnerstwu.”
A transakcja z Qatar Sports Investment spowodowała podział i rozgoryczenie w klubie. Boski Johan nazwał ją wulgarną. Joan Laporta, który zainicjował współpracę z UNICEF-em, utrzymywał się z dala od Walnego Zgromadzenia, które głosowało nad zmianami na koszulce. Ale reporterom, nie kryjąc rozgoryczenia, powiedział: „Nasz zespół wygląda teraz jak zespół narodowy Kataru. Sprzedali koszulkę za cztery centy.”
W rzeczywistości Barcelona otrzyma 171 milionów euro w pięć lat. To poważny zastrzyk finansowy, zwłaszcza w obliczu problemów z klubową kasą i globalnej komercjalizacji piłki nożnej.
Były współpracownik Laporty i jego sukcesor argumentuje, że znaczny wpływ na pewne zmiany w filozofii klubu miał czynnik finansowy.
„Czy żyjemy w najlepszym momencie w historii klubu? Na poziomie sportowym, bez wątpliwości. Ale wolę myśleć o tym, jak o historycznym momencie nie tylko sportowo, ale i dla naszych wartości. Nasze wartości sprawiają, że jesteśmy inni i musimy być pewni, że to się nigdy nie zmieni. Nawet jeśli przegramy, nasze wartości przetrwają”, mówił w sowim przemówieniu Sandro Rosell.
Kłopotami finansowymi klubu obciąża Joana Laportę, nazywając sytuację w momencie przejęcia sterów jako przerażającą. Oczywiście rzeczywista wielkość zadłużenia może być dyskutowana, ale faktem jest, że klub w istocie nie jest w najlepszej kondycji finansowej. Konsekwencją jest zaprzedanie 112-letniej tradycji.
Rosell ma kontakty z Qatar Foundation od czasów gdy pomagał w Doha założyć piłkarską akademię. Tak się złożyło, że budowę akademii oraz logo na koszulce pochodziło od Qatar Foundation (założonej w 1995 r. i kierowanej przez pierwszą damę Kataru, żonę Szejka Hamada bin Khalifa Al Thaniego). Niektórzy członkowie Zarządu klubu argumentują jednak, że umowa została podpisana z fundacją, a nie państwem.
W czasie przemówienia prezydent użył znamiennego sformułowania: „To jest kraj, który poprosił nas o pomoc w otwarciu się na świat, w zamian za pieniądze.” A Javier Faus – wiceprezydent do spraw finansowych – odpowiadając na pytania dotyczące łamania praw człowieka w Katarze, mówił: „To prawda, że Katar nie traktuje imigrantów zbyt dobrze. Ale nie różni się to wiele od tego, jak traktuje się przyjezdnych tutaj. Mają tego świadomość i pracują nad tym.”
Po tych odpowiedziach i zapewnieniach umowa z Qatar Foundation została ratyfikowana przytłaczającą większością głosów. I tak logo na przedniej i tylnej części koszulki stały się faktem. I tak Barcelona przestała być w tym względzie ewenementem. Podążyła drogą, zapoczątkowaną w 1973 roku przez Eintracht Braunschweig, który zgodził się odpłatnie reklamować Jägermeistera.
Ale trzeba sobie również zdawać sprawę z realiów ekonomicznych w tym sporcie. Bez olbrzymich pieniędzy nie da się konkurować z najlepszymi. Nawet jeśli posiada się najlepszą akademię na świecie. Nawet jeśli wychowankowie co roku pukają do pierwszego składu. Aby utrzymać tak wysoki poziom drużyny musi być ona odpowiednio doceniana/płatna. Zresztą to był jeden z podstawowych problemów, które doprowadziły do załamania finansowego klubu.
Nawet takie potęgi finansowe jak Chelsea, Manchester City mają na koszulkach reklamy. Dlatego wielkimi pieniędzmi mogą kusić najlepszych zawodników. Płacąc im bajońskie stawki, Barcelona pozostawała i pozostaje w tyle. Szczycąc się przywiązaniem zawodników do klubu, włodarze muszą zapewnić im konkurencyjne zarobki. Inaczej ich przywiązanie do klubu może okazać się niewystarczające.
Dzisiaj to więcej niż sport.
[Źródło: Własne]
Komentarze (38)