FC Barcelona Euroleauge Champions 02/03
W Palau Sant Jordi Barcelona na katalońskim wzgórzu, nie w Palau Blaugrana hali Barca Basket, został rozegrany tegoroczny Final Four Euroligi, w którym wystąpiła drużyna FC Barcelony. Już na dwie godziny przed decydującym spotkaniem do tego pięknego obiektu zaczęli schodzić się kibice ubrani w granatowo-bordowe barwy. Jak zwykle najliczniej stawili się Dracs 1991, ale współpracowali oni z ponad 17 tysięczną publicznością skandując co chwilę Barca, Barca, Barca!! Wspólnymi siłami odśpiewali a cappella ,,Tot el Camp'' i rozpoczęli bój na gardła z kibicami włoskiego Benettonu Treviso.
Na boisku pojawiły się pierwsze piątki obu drużyn. FC Barcelona rozpoczęła spotkanie w składzie: 7. Fucka, 10. Bodiroga, 12. Duenas, 13. Jasikievicius, 14. De la Fuente, zawodnicy ci byli żelazną podporą w trakcie całego sezonu a i trener Svetislav Pesic doskonale wiedział, że właśnie na nich postawi w finale. Szkoleniowiec Benettonu Treviso, Ettore Messina, wystawił również swoich najlepszych zawodników na pierwszy ogień: 5. Edney, 6. Langdon, 7. Pittis, 8. Marconato, 15. Garbajosa.
O 20:30 sędziowie Pitsilkas, Rems i Koukoulekidis wzięli w ręce pomarańczowego Moltena i gwizdnęli po raz pierwszy w spotkaniu. Otwierające cały mecz punkty zdobył Gregor Fucka, który rzutem z półdystansu dał prowadzenie Barcelonie 2:0.
Wiadomo było, że Jasikievicius, jeden z wielu liderów drużyny, nie jest w optymalnej dyspozycji, bo i w meczu półfinałowym nie poszło mu tak jak nas do tego przyzwyczaił, nie trafiał z dystansu, a i w dzisiejszym spotkaniu wyszedł z opaską na lewym kolanie. Bodiroga, ulubieniec publiczności, wiedział, że siłą Barcelony będzie długie rozgrywanie akcji, bo taki styl nie pasował Włochom, którzy doskonale wykorzystują każdą szansę z kontrataku, jak i byli liderami rankingu w rzutach za 3 punkty w fazie Top16. Bodi Starał się unikać akcji 1 na 1, bo wiadomo, że przewaga wzrostu, którą miała Barcelona, działa im na niekorzyść w konfrontacji z szybkimi i sprawnymi graczami Treviso.
W pierwszej kwarcie obserwowaliśmy wiele walki, a co za tym idzie również strat, sędziowie mieli ogrom pracy i wychwytywali najmniejsze nawet przewinienie, czasami były one wręcz niedostrzegalne. Duenas, najwyższy na parkiecie zawodnik (221 cm), zawodził i nie pokazywał nic, nie wnosił żadnego ożywienia do gry, przez to rozgrywający Litwin był zmuszony do omijania wariantu gry środkiem. W połowie kwarty Barcelona zaczyna się rozkręcać łapiąc swój rytm gry, celne rzuty za 3 Fucki, cudowne koronkowe akcje pod koszem z udziałem Femerlinga, który zastąpił bezużytecznego hiszpańskiego centra. Barca po nerwowym początku zaczęła nawet wykorzystywać kontry, czyli te elementy, których w zasadzie nie umie grać skutecznie. Mimo wszystko nasi obrońcy nie dali rady powstrzymać Edney'a, znakomitego amerykańskiego koszykarza, który 'niedoskonałości' we wzroście nadrabia szybkością i bajeczną techniką. Niekwestionowanym bohaterem kwarty pierwszej był Rodrigo De la Fuente, który zdobył najwięcej punktów oraz znakomicie walczył w obronie zbierając kilka ważnych piłek. Pojedyncze błędy zadecydowały o tym, że pierwsze 10 minut należało do włoskiej drużyny, kwarta przegrana prze Barcę 23:25.
Druga część finału rozpoczęła się od doskonałej akcji Patricka Femerlinga, który został w wyjściowym składzie. Niemiec zrobił, w nietypowy dla siebie sposób, lewą penetrację i został sfaulowany, jednak wykorzystał dwa rzuty wolne i na tablicy świetlnej widniał remis, nie utrzymał się on jednak długo. Kolejne punkty, również z wolnych zdobywali Bodi i De la Fuente. Treviso nie mogło się pozbierać i za bardzo nie wiadomo było po czym, przecież pierwszą odsłonę zagrali naprawdę przyzwoicie. Jedynie Tyus Endey starał się poderwać kolegów, nic z tego. Barcelona grała jak natchniona, a to przede wszystkim za sprawą swoich socios, ich dopingu i wiary w sukces, jeden z kibiców miał ze sobą nawet transparent, którego nie trzeba chyba komentować: ,,CATALONIA IS NOT SPAIN!!''.
Obserwowaliśmy bardzo dużo fauli Benettonu, które jednak wynikały z nieporadności włoskich graczy, nie umieli złapać swojego rytmu gry, a Katalończycy doskonale im to utrudniali, raz po raz zwalniając akcje i deprymując rywali celnymi rzutami z półdystansu. W tej kwarcie niepodzielnie królował Bodiroga, który zbierał, rzucał, a i koledzy mu wtórowali, na boisku pojawili się zmiennicy. FCB: 5. Nacho Rodriguez, 8. Femerling, 11. Navarro, 16. Varejao. Treviso: 4. Nicola, 9. Bulleri, 10. Lancar, 13. Marcoishvili. W pewnym momencie Barcelona grała nawet na dwóch centrów i to ustawienie kompletnie zdezorientowało Włochów, którzy w pewnym momencie przegrywali już 1:13 w tej odsłonie. W rezultacie druga kwarta zakończyła się prowadzeniem Blaugrany 19:9, a w meczu 42:34, a głównym inżynierem sukcesu był Dejan Bodiroga.
Na trzecią część gracze Benettonu wyszli bardzo zdeterminowani, ich celem było odrobienie 8 punktów przewagi i wygranie całego spotkanie, tym bardziej, że było to całkiem realne. Pierwsze punkty zdobył Pittis po ewidentnym błędzie katalońskiej obrony, kolejne rzucił Edney, który niczym struś pędziwiatr wbiegł w pole 3 sekund i efektownie zakończył akcję. Barcelona jakoś dziwnie zdenerwowana popełniła kilka prostych błędów, m.in. 24 sekund, wiele strat, a koszykarze z Włoch wcale aż tak bardzo nie naciskali, jednak gracze nie potrafili się skupić. Kilka niepotrzebnych fauli i przewaga Barcy zmalała do 2 punktów. Benetton zaczął łapać swój szybki rytm gry, trener Pesic nerwowo krocząc wzdłuż ławki rezerwowych wziął czas dla swojego zespołu. Efektownym wsadem grę ożywił Fucka, a zawodnicy Treviso, jak w transie chyba, któryś raz z kolei nie trafili zza linii 6 metrów. Barcelona zaczęła znowu grać swoje, dobre zasłony i cenne zbiórki Femerlinga, przepiękne wprost akcje pick'n'roll'owe (czyt. pikendrolowe) Navarro, nadziei katalońskiej koszykówki, tym bardziej żal, że Juan Carlos wybiera się za ocean do NBA, gdzie od przyszłego sezonu będzie grał w Washington Wizards. Kolejne punkty zdobywane przez Femerlinga, który rozegrał naprawdę świetną kwartę, najlepszą chyba w Final Four. Benetton przeprowadzał szalone i niepotrzebne akcje, Garbajosa starał się jedynie rzucać, ale i u niego słabo było ze skutecznością, a lider drużyny Tyus Edney większą część gry spędził na ławce, zbyt wiele popełnił fauli.
W tej kwarcie słabość Benettonu została odkryta, przede wszystkim przez krótką ławkę rezerwowych, barcelońscy koszykarze natomiast zmieniali się i zdobywali punkty nawet z trudnych pozycji. Bohaterem kwarty został niewątpliwie Femerling, który świetnie spisał się w obronie. Część przegrana przez Barcelonę 13:14, w meczu jednak prowadzenie 55:48, bardzo dobra partia w wykonaniu zmienników.
Pierwszy kosz w ostatniej odsłonie meczu został zdobyty przez lidera Włochów Endney'a, który penetracją w swoim stylu powiększył dorobek punktowy swojego zespołu o 2 oczka. Wreszcie Sarunas Jasikievicius przypomniał o sobie i pięknym rzutem za 3 punkty rozpoczął strzelecki festiwal w Palau Sant Jordi zza linii 6 metrów. Za jego przykładem poszli Navarro, Bodiroga i Fucka. Agresywna i nerwowa gra jednak dała pierwsza się odczuć Litwinowi, który musiał zejść szybciej z boiska za 5 fauli, mimo to Barca nadal grała świetnie. Kompletnym i potrzebnym graczem okazał się De la Fuente, pomagał mu Bodi, który był niekwestionowanym liderem zespołu w tym spotkaniu.
Tak, grali naprawdę jak załoga, ekipa, przyjemnie było na to patrzeć. Jak zwykle w takich meczach o arcyważną stawkę obserwowaliśmy nerwową końcówkę, Benetton stosował taktyczne faule, które jednak nie przyniosły zamierzonego rezultatu, bo Bodiroga, który był najczęstszą ich ofiarą, trafiał punkt za punktem. Na 3 minuty przed końcem fani śpiewali już hymn Barcelony i kompletnie zagłuszali kibiców z Włoch. Kolejni gracze Treviso siadali na ławce za przekroczenie limitu fauli. Nic już im nie pomoże, bo to FC BARCELONA jest mistrzem Euroligi 02/03!! Koniec meczu i wynik 76:65 dla Barcy mówi wszystko. Szaleństwu nie było końca, szampan lał się strumieniami na głowy zawodników, Femerling nawet się rozpłakał i przytulony do Varejao skakał po boisku dziękując kibicom za doping. A ci do upadłego śpiewali ,,Tot el Camp'' i ,,Campeone''. Cudowny mecz, ekscytujące zagrania, szczęśliwy finał i cudowana atmosfera uwieńczyła rok pracy działaczy, prezesów, trenera i zawodników, kto nie widział tej fety, ma naprawdę czego żałować.
FC Barcelona - Benetton Treviso 76:65 (23:25, 19:9, 13:14, 21:17)
FC Barcelona: 5. Rodriguez - 2 punkty; 7. Fucka - 17; 8. Femerling - 9; 10. Bodiroga - 20 => MVP meczu finałowego; 11. Navarro - 5; 12. Duenas - 3; 13. Jasikievicius - 8; 14. De la Fuente - 11; 16. Varejao - 1
Benetton Treviso: 4. Nicola - 5; 5. Edney - 16; 6. Langdon - 8; 7. Pittis - 4; 8. Marconato -10; 9. Bulleri - 11; 10. Lancar - 0; 13. Marcoishvili - 2; 15. Garbajosa - 9
Na boisku pojawiły się pierwsze piątki obu drużyn. FC Barcelona rozpoczęła spotkanie w składzie: 7. Fucka, 10. Bodiroga, 12. Duenas, 13. Jasikievicius, 14. De la Fuente, zawodnicy ci byli żelazną podporą w trakcie całego sezonu a i trener Svetislav Pesic doskonale wiedział, że właśnie na nich postawi w finale. Szkoleniowiec Benettonu Treviso, Ettore Messina, wystawił również swoich najlepszych zawodników na pierwszy ogień: 5. Edney, 6. Langdon, 7. Pittis, 8. Marconato, 15. Garbajosa.
O 20:30 sędziowie Pitsilkas, Rems i Koukoulekidis wzięli w ręce pomarańczowego Moltena i gwizdnęli po raz pierwszy w spotkaniu. Otwierające cały mecz punkty zdobył Gregor Fucka, który rzutem z półdystansu dał prowadzenie Barcelonie 2:0.
Wiadomo było, że Jasikievicius, jeden z wielu liderów drużyny, nie jest w optymalnej dyspozycji, bo i w meczu półfinałowym nie poszło mu tak jak nas do tego przyzwyczaił, nie trafiał z dystansu, a i w dzisiejszym spotkaniu wyszedł z opaską na lewym kolanie. Bodiroga, ulubieniec publiczności, wiedział, że siłą Barcelony będzie długie rozgrywanie akcji, bo taki styl nie pasował Włochom, którzy doskonale wykorzystują każdą szansę z kontrataku, jak i byli liderami rankingu w rzutach za 3 punkty w fazie Top16. Bodi Starał się unikać akcji 1 na 1, bo wiadomo, że przewaga wzrostu, którą miała Barcelona, działa im na niekorzyść w konfrontacji z szybkimi i sprawnymi graczami Treviso.
W pierwszej kwarcie obserwowaliśmy wiele walki, a co za tym idzie również strat, sędziowie mieli ogrom pracy i wychwytywali najmniejsze nawet przewinienie, czasami były one wręcz niedostrzegalne. Duenas, najwyższy na parkiecie zawodnik (221 cm), zawodził i nie pokazywał nic, nie wnosił żadnego ożywienia do gry, przez to rozgrywający Litwin był zmuszony do omijania wariantu gry środkiem. W połowie kwarty Barcelona zaczyna się rozkręcać łapiąc swój rytm gry, celne rzuty za 3 Fucki, cudowne koronkowe akcje pod koszem z udziałem Femerlinga, który zastąpił bezużytecznego hiszpańskiego centra. Barca po nerwowym początku zaczęła nawet wykorzystywać kontry, czyli te elementy, których w zasadzie nie umie grać skutecznie. Mimo wszystko nasi obrońcy nie dali rady powstrzymać Edney'a, znakomitego amerykańskiego koszykarza, który 'niedoskonałości' we wzroście nadrabia szybkością i bajeczną techniką. Niekwestionowanym bohaterem kwarty pierwszej był Rodrigo De la Fuente, który zdobył najwięcej punktów oraz znakomicie walczył w obronie zbierając kilka ważnych piłek. Pojedyncze błędy zadecydowały o tym, że pierwsze 10 minut należało do włoskiej drużyny, kwarta przegrana prze Barcę 23:25.
Druga część finału rozpoczęła się od doskonałej akcji Patricka Femerlinga, który został w wyjściowym składzie. Niemiec zrobił, w nietypowy dla siebie sposób, lewą penetrację i został sfaulowany, jednak wykorzystał dwa rzuty wolne i na tablicy świetlnej widniał remis, nie utrzymał się on jednak długo. Kolejne punkty, również z wolnych zdobywali Bodi i De la Fuente. Treviso nie mogło się pozbierać i za bardzo nie wiadomo było po czym, przecież pierwszą odsłonę zagrali naprawdę przyzwoicie. Jedynie Tyus Endey starał się poderwać kolegów, nic z tego. Barcelona grała jak natchniona, a to przede wszystkim za sprawą swoich socios, ich dopingu i wiary w sukces, jeden z kibiców miał ze sobą nawet transparent, którego nie trzeba chyba komentować: ,,CATALONIA IS NOT SPAIN!!''.
Obserwowaliśmy bardzo dużo fauli Benettonu, które jednak wynikały z nieporadności włoskich graczy, nie umieli złapać swojego rytmu gry, a Katalończycy doskonale im to utrudniali, raz po raz zwalniając akcje i deprymując rywali celnymi rzutami z półdystansu. W tej kwarcie niepodzielnie królował Bodiroga, który zbierał, rzucał, a i koledzy mu wtórowali, na boisku pojawili się zmiennicy. FCB: 5. Nacho Rodriguez, 8. Femerling, 11. Navarro, 16. Varejao. Treviso: 4. Nicola, 9. Bulleri, 10. Lancar, 13. Marcoishvili. W pewnym momencie Barcelona grała nawet na dwóch centrów i to ustawienie kompletnie zdezorientowało Włochów, którzy w pewnym momencie przegrywali już 1:13 w tej odsłonie. W rezultacie druga kwarta zakończyła się prowadzeniem Blaugrany 19:9, a w meczu 42:34, a głównym inżynierem sukcesu był Dejan Bodiroga.
Na trzecią część gracze Benettonu wyszli bardzo zdeterminowani, ich celem było odrobienie 8 punktów przewagi i wygranie całego spotkanie, tym bardziej, że było to całkiem realne. Pierwsze punkty zdobył Pittis po ewidentnym błędzie katalońskiej obrony, kolejne rzucił Edney, który niczym struś pędziwiatr wbiegł w pole 3 sekund i efektownie zakończył akcję. Barcelona jakoś dziwnie zdenerwowana popełniła kilka prostych błędów, m.in. 24 sekund, wiele strat, a koszykarze z Włoch wcale aż tak bardzo nie naciskali, jednak gracze nie potrafili się skupić. Kilka niepotrzebnych fauli i przewaga Barcy zmalała do 2 punktów. Benetton zaczął łapać swój szybki rytm gry, trener Pesic nerwowo krocząc wzdłuż ławki rezerwowych wziął czas dla swojego zespołu. Efektownym wsadem grę ożywił Fucka, a zawodnicy Treviso, jak w transie chyba, któryś raz z kolei nie trafili zza linii 6 metrów. Barcelona zaczęła znowu grać swoje, dobre zasłony i cenne zbiórki Femerlinga, przepiękne wprost akcje pick'n'roll'owe (czyt. pikendrolowe) Navarro, nadziei katalońskiej koszykówki, tym bardziej żal, że Juan Carlos wybiera się za ocean do NBA, gdzie od przyszłego sezonu będzie grał w Washington Wizards. Kolejne punkty zdobywane przez Femerlinga, który rozegrał naprawdę świetną kwartę, najlepszą chyba w Final Four. Benetton przeprowadzał szalone i niepotrzebne akcje, Garbajosa starał się jedynie rzucać, ale i u niego słabo było ze skutecznością, a lider drużyny Tyus Edney większą część gry spędził na ławce, zbyt wiele popełnił fauli.
W tej kwarcie słabość Benettonu została odkryta, przede wszystkim przez krótką ławkę rezerwowych, barcelońscy koszykarze natomiast zmieniali się i zdobywali punkty nawet z trudnych pozycji. Bohaterem kwarty został niewątpliwie Femerling, który świetnie spisał się w obronie. Część przegrana przez Barcelonę 13:14, w meczu jednak prowadzenie 55:48, bardzo dobra partia w wykonaniu zmienników.
Pierwszy kosz w ostatniej odsłonie meczu został zdobyty przez lidera Włochów Endney'a, który penetracją w swoim stylu powiększył dorobek punktowy swojego zespołu o 2 oczka. Wreszcie Sarunas Jasikievicius przypomniał o sobie i pięknym rzutem za 3 punkty rozpoczął strzelecki festiwal w Palau Sant Jordi zza linii 6 metrów. Za jego przykładem poszli Navarro, Bodiroga i Fucka. Agresywna i nerwowa gra jednak dała pierwsza się odczuć Litwinowi, który musiał zejść szybciej z boiska za 5 fauli, mimo to Barca nadal grała świetnie. Kompletnym i potrzebnym graczem okazał się De la Fuente, pomagał mu Bodi, który był niekwestionowanym liderem zespołu w tym spotkaniu.
Tak, grali naprawdę jak załoga, ekipa, przyjemnie było na to patrzeć. Jak zwykle w takich meczach o arcyważną stawkę obserwowaliśmy nerwową końcówkę, Benetton stosował taktyczne faule, które jednak nie przyniosły zamierzonego rezultatu, bo Bodiroga, który był najczęstszą ich ofiarą, trafiał punkt za punktem. Na 3 minuty przed końcem fani śpiewali już hymn Barcelony i kompletnie zagłuszali kibiców z Włoch. Kolejni gracze Treviso siadali na ławce za przekroczenie limitu fauli. Nic już im nie pomoże, bo to FC BARCELONA jest mistrzem Euroligi 02/03!! Koniec meczu i wynik 76:65 dla Barcy mówi wszystko. Szaleństwu nie było końca, szampan lał się strumieniami na głowy zawodników, Femerling nawet się rozpłakał i przytulony do Varejao skakał po boisku dziękując kibicom za doping. A ci do upadłego śpiewali ,,Tot el Camp'' i ,,Campeone''. Cudowny mecz, ekscytujące zagrania, szczęśliwy finał i cudowana atmosfera uwieńczyła rok pracy działaczy, prezesów, trenera i zawodników, kto nie widział tej fety, ma naprawdę czego żałować.
FC Barcelona - Benetton Treviso 76:65 (23:25, 19:9, 13:14, 21:17)
FC Barcelona: 5. Rodriguez - 2 punkty; 7. Fucka - 17; 8. Femerling - 9; 10. Bodiroga - 20 => MVP meczu finałowego; 11. Navarro - 5; 12. Duenas - 3; 13. Jasikievicius - 8; 14. De la Fuente - 11; 16. Varejao - 1
Benetton Treviso: 4. Nicola - 5; 5. Edney - 16; 6. Langdon - 8; 7. Pittis - 4; 8. Marconato -10; 9. Bulleri - 11; 10. Lancar - 0; 13. Marcoishvili - 2; 15. Garbajosa - 9
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)