Valdés: Nie obchodzi mnie, co mówią w Madrycie
Víctor Valdés wraz z resztą drużyny przeżyli magiczny sezon. Na konto golkipera Barçy wpłynął właśnie czwarty puchar Trofeo Zamora, zbliżający go do Antoniego Rammaletsa, który zdobył ich pięć. Valdés dokonał jednak rzeczy, jakiej nie dokonał do nigdy żaden z bramkarzy w historii klubu - zdobył trzy trofea Ligi Mistrzów na przestrzeni pięciu lat. Obecnie wybiera się na zasłużone wakacje, o których nie chce mówić.
Rok niemalże idealny.
Tak, zabrakło nam zdobycia Pucharu Króla, by był on idealny. Niemniej wszystko czego doświadczyliśmy było niesamowite. Wiele nas to kosztowało, ale opłacało się. Sporo rzeczy doświadczyliśmy, lecz niektóre nas przerosły, na przykład choroba Abiego.
Trzy ucałowane Puchary Europy od 2006 roku. Każdy miał głównego bohatera: Paryż - wtedy zrezygnował Thierry Henry, Rzym - pokonany Cristiano Ronaldo i wreszcie Londyn...
Ze wszystkich trzech najważniejszy jest dla mnie zdobyty w tym roku. Absolutnie.
Dlaczego?
Z kilku powodów. Po pierwsze, chciałem wygrać Ligę Mistrzów po raz trzeci. Drużyna zasłużyła na to począwszy od zawodników, po pasjonatów. Wszyscy na niego zasłużyli. Po drugie to liczba, którą narzuciliśmy sobie z Andrésem Iniestą.
Przepraszam, co masz na myśli?
Kilka lat temu, Andrés i ja powiedzieliśmy sobie, że musimy coś osiągnąć. To było nasze wyzwanie, marzenie.
Kiedy to było?
To było po zdobyciu tytułu mistrza Hiszpanii, kiedy Rijkaard był jeszcze naszym trenerem. Frank był bardzo ważną osobą w moim życiu. Kiedy wygraliśmy ligę, powiedzieliśmy sobie, że musimy zdobyć serię pucharów.
Więc to było przed Paryżem.
Tak. I nadal pamiętamy o tym wyzwaniu. Nie możemy zapomnieć wielu chwil spędzonych ze sobą w La Masíi. Kiedy po raz pierwszy wygraliśmy ligę powiedzieliśmy, że nadal powinniśmy tworzyć historię klubu. Nie możemy przestać.
Jednak trzy razy wznosić w górę Puchary Europy w ciągu pięciu lat...
Jest bardzo ciężki, wiem. Po skończeniu finału na Wembley, myślałem o licznych rozmowach przeprowadzonych z Andrésem. Wembley było dla mnie najwspanialszym dniem. Rzeczą, dla której żyłem. Nie tylko dlatego, że zdobyliśmy trzeci Puchar Europy, lecz również z powodu rywala i scenerii. I oczywiście dlatego, że mogłem go wznieść w Andrésem.
Możesz to wytłumaczyć?
To niemożliwe. Był najlepszy, po prostu najlepszy! Nawet nie możesz sobie tego wyobrazić. Nie mogę tego wyjaśnić. Zdobycie Pucharu Europy z Barceloną, trzeciego, w dodatku na Wembley, było ważne w moim życiu, jak Andoni. (Valdés odnosi się oczywiście do Andoniego Zubizarrety, którego zawsze starał się naśladować. Kiedyś był jego idolem, obecnie jest dyrektorem sportowym klubu). Był znaczący w moim życiu. Chciałem się z nim podzielić tytułem. Dałem mu moją koszulkę. Tak naprawdę, to była jego koszulka.
Dlaczego?
Grałem w zielonym kolorze, w takim, jakim Zubi. Tak samo w Paryżu. W Rzymie niestety nie mogłem w zagrać w tym kolorze, więc założyłem czarną. Na Wembley nie mogłem zagrać w innym kolorze. Taką koszulkę nosił w 1992 roku.
Kiedy się na to zdecydowałeś?
Przez tygodnie miałem w głowie tylko Londyn, Wembley i Andoniego. Kilka dni przed finałem nie przestawano powtarzać wspaniałego roku 1992, bramki Koemana... Lecz nikt nie może zapomnieć dłoni Andoniego. Grałem ten finał z duszą Zubiego. To był jego kolor koszulki. To było Wembley. Zasłużył na to.
Co mu powiedziałeś podczas wręczania?
Lepiej tego nie mówić! Byłem dumny, gdy mu ją wręczałem, czułem, że oddaję część mojego serca. Razem mogliśmy wygrać Ligę Mistrzów.
Teraz odpoczynek.
Oczywiście. Z niecierpliwością czekam na te wakacje. Wolę jednak nie mówić o nich. Wszystko powinno być na boisku. Czy to najcięższy sezon w moim życiu? Nie, lecz jeden z najszczęśliwszych. Co więcej, zawsze chcieliśmy być odcięci od rzeczy "pozaboiskowych". My gramy w piłkę. Teraz czekamy na kolejne wyzwania.
Madryt cierpi, nie sądzisz?
Nie wypowiadam się na temat Madrytu, tylko na temat Barcelony. Wiemy, że przed nami trudny sezon, o ile nie najtrudniejszy. Lecz będziemy przygotowani. Nie obchodzi mnie, co mówią w Madrycie. Znacie moją filozofię: wygrać mecz i unikać utraty gola.
Wracając do Wembley. Pokazałeś, że jesteś wszechstronnym bramkarzem, który gra nie tylko rękami, lecz i nogami.
Trener zawsze mi mówił, że mam brać czynny udział w grze. Muszę być tym o jednym więcej. Czasami, spełniam rolę libero, takie jest moje zadanie. Zawsze powtarzam, że Guardiola pomógł mi grać w piłkę.
Czy czasami denerwujesz się, gdy masz piłkę przy nodze?
Nie, to część moich zadań. To również pomaga drużynie.
Co powiedział do ciebie Guardiola, kiedy w korytarzu mijaliście się z zawodnikami Manchesteru United, którzy musieli zadowolić się medalem?
Uściskał mnie i zrobił "ufff!". Tak samo uczynił Frank. Obaj zawsze we mnie wierzyli. Zawsze. Uścisk Mistera wyraził wszystko. Świetnie jest zdobywać Puchar Europy z Barceloną na Wembley. To były słowa dumy, słowa... OK, niech to zostanie między nami. Pep był pierwszą osobą, która się wzruszyła.
[źródło: ElPeriódico]
Rok niemalże idealny.
Tak, zabrakło nam zdobycia Pucharu Króla, by był on idealny. Niemniej wszystko czego doświadczyliśmy było niesamowite. Wiele nas to kosztowało, ale opłacało się. Sporo rzeczy doświadczyliśmy, lecz niektóre nas przerosły, na przykład choroba Abiego.
Trzy ucałowane Puchary Europy od 2006 roku. Każdy miał głównego bohatera: Paryż - wtedy zrezygnował Thierry Henry, Rzym - pokonany Cristiano Ronaldo i wreszcie Londyn...
Ze wszystkich trzech najważniejszy jest dla mnie zdobyty w tym roku. Absolutnie.
Dlaczego?
Z kilku powodów. Po pierwsze, chciałem wygrać Ligę Mistrzów po raz trzeci. Drużyna zasłużyła na to począwszy od zawodników, po pasjonatów. Wszyscy na niego zasłużyli. Po drugie to liczba, którą narzuciliśmy sobie z Andrésem Iniestą.
Przepraszam, co masz na myśli?
Kilka lat temu, Andrés i ja powiedzieliśmy sobie, że musimy coś osiągnąć. To było nasze wyzwanie, marzenie.
Kiedy to było?
To było po zdobyciu tytułu mistrza Hiszpanii, kiedy Rijkaard był jeszcze naszym trenerem. Frank był bardzo ważną osobą w moim życiu. Kiedy wygraliśmy ligę, powiedzieliśmy sobie, że musimy zdobyć serię pucharów.
Więc to było przed Paryżem.
Tak. I nadal pamiętamy o tym wyzwaniu. Nie możemy zapomnieć wielu chwil spędzonych ze sobą w La Masíi. Kiedy po raz pierwszy wygraliśmy ligę powiedzieliśmy, że nadal powinniśmy tworzyć historię klubu. Nie możemy przestać.
Jednak trzy razy wznosić w górę Puchary Europy w ciągu pięciu lat...
Jest bardzo ciężki, wiem. Po skończeniu finału na Wembley, myślałem o licznych rozmowach przeprowadzonych z Andrésem. Wembley było dla mnie najwspanialszym dniem. Rzeczą, dla której żyłem. Nie tylko dlatego, że zdobyliśmy trzeci Puchar Europy, lecz również z powodu rywala i scenerii. I oczywiście dlatego, że mogłem go wznieść w Andrésem.
Możesz to wytłumaczyć?
To niemożliwe. Był najlepszy, po prostu najlepszy! Nawet nie możesz sobie tego wyobrazić. Nie mogę tego wyjaśnić. Zdobycie Pucharu Europy z Barceloną, trzeciego, w dodatku na Wembley, było ważne w moim życiu, jak Andoni. (Valdés odnosi się oczywiście do Andoniego Zubizarrety, którego zawsze starał się naśladować. Kiedyś był jego idolem, obecnie jest dyrektorem sportowym klubu). Był znaczący w moim życiu. Chciałem się z nim podzielić tytułem. Dałem mu moją koszulkę. Tak naprawdę, to była jego koszulka.
Dlaczego?
Grałem w zielonym kolorze, w takim, jakim Zubi. Tak samo w Paryżu. W Rzymie niestety nie mogłem w zagrać w tym kolorze, więc założyłem czarną. Na Wembley nie mogłem zagrać w innym kolorze. Taką koszulkę nosił w 1992 roku.
Kiedy się na to zdecydowałeś?
Przez tygodnie miałem w głowie tylko Londyn, Wembley i Andoniego. Kilka dni przed finałem nie przestawano powtarzać wspaniałego roku 1992, bramki Koemana... Lecz nikt nie może zapomnieć dłoni Andoniego. Grałem ten finał z duszą Zubiego. To był jego kolor koszulki. To było Wembley. Zasłużył na to.
Co mu powiedziałeś podczas wręczania?
Lepiej tego nie mówić! Byłem dumny, gdy mu ją wręczałem, czułem, że oddaję część mojego serca. Razem mogliśmy wygrać Ligę Mistrzów.
Teraz odpoczynek.
Oczywiście. Z niecierpliwością czekam na te wakacje. Wolę jednak nie mówić o nich. Wszystko powinno być na boisku. Czy to najcięższy sezon w moim życiu? Nie, lecz jeden z najszczęśliwszych. Co więcej, zawsze chcieliśmy być odcięci od rzeczy "pozaboiskowych". My gramy w piłkę. Teraz czekamy na kolejne wyzwania.
Madryt cierpi, nie sądzisz?
Nie wypowiadam się na temat Madrytu, tylko na temat Barcelony. Wiemy, że przed nami trudny sezon, o ile nie najtrudniejszy. Lecz będziemy przygotowani. Nie obchodzi mnie, co mówią w Madrycie. Znacie moją filozofię: wygrać mecz i unikać utraty gola.
Wracając do Wembley. Pokazałeś, że jesteś wszechstronnym bramkarzem, który gra nie tylko rękami, lecz i nogami.
Trener zawsze mi mówił, że mam brać czynny udział w grze. Muszę być tym o jednym więcej. Czasami, spełniam rolę libero, takie jest moje zadanie. Zawsze powtarzam, że Guardiola pomógł mi grać w piłkę.
Czy czasami denerwujesz się, gdy masz piłkę przy nodze?
Nie, to część moich zadań. To również pomaga drużynie.
Co powiedział do ciebie Guardiola, kiedy w korytarzu mijaliście się z zawodnikami Manchesteru United, którzy musieli zadowolić się medalem?
Uściskał mnie i zrobił "ufff!". Tak samo uczynił Frank. Obaj zawsze we mnie wierzyli. Zawsze. Uścisk Mistera wyraził wszystko. Świetnie jest zdobywać Puchar Europy z Barceloną na Wembley. To były słowa dumy, słowa... OK, niech to zostanie między nami. Pep był pierwszą osobą, która się wzruszyła.
[źródło: ElPeriódico]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (19)