Król Abidal! Athletic 1:1 Barcelona
W rewanżowym spotkaniu 1/8 finału Pucharu Króla, Barcelona zremisowała na wyjeździe 1:1 z Athletikiem Bilbao i dzięki bezbramkowemu remisowi u siebie awansowała do kolejnej rundy. Bohaterem meczu był niewątpliwie Éric Abidal, który poza dobrą grą strzelił pierwszego w karierze gola dla Barcelony, który jednocześnie pozwoli jej zagrać w najlepszej ósemce turnieju.
Chociaż Barcelona pojechała do Bilbao w roli faworyta, żaden z jej kibiców nie oczekiwał łatwego spotkania. Co prawda do drużyny dołączyli już Afellay, Messi i Puyol, ale atutem Athletiku był niewątpliwie wypełniony po brzegi stadion San Mamés oraz powrót Fernando Llorente. Pep Guardiola od początku desygnował do gry swoje gwiazdy formacji ofensywnej: Messiego, Villę i Xaviego, dał odpocząć jedynie Inieście.
Goście z Camp Nou mogli objąć prowadzenie już po kilku minutach gry, ale znakomicie obsłużony przez Alvesa Villa nie potrafił skierować piłki do siatki, stojąc pięć metrów od bramki gospodarzy. W odpowiedzi z linii pola karnego uderzał Susaeta, ale zdecydowanie za wysoko. Mecz był niezwykle zacięty, już po kwadransie gry gospodarze mieli na swoim koncie pięć fauli. Arbiter spotkania, César Muñiz Fernández, zaczął hamować zapędy piłkarzy już w dwudziestej minucie, gdy za brzydkie wejście w nogi Pedro żółty kartonik zobaczył Gurpegui. Mecz nie stał na wysokim poziomie, zacięta walka toczyła się głównie w środku boiska. Barcelona co prawda starała się atakować, ale z dość mizernym skutkiem.
W 31. minucie Barcelona miała rzut wolny w odległości kilku metrów od pola karnego Iraizoza. Messi szybko zagrał do Xaviego, ale środkowy pomocnik Barçy nie zdołał oddać strzału w światło bramki. Chwilę przed przerwą bramkę strzelić mógł Gurpegi, który znalazł się w dogodnej sytuacji po dokładnym wykonaniu rzutu wolnego, ale jego strzał głową minął prawy słupek Pinto. Co ciekawe, w tej sytuacji odpowiedzialny za krycie gracza z Bilbao był... David Villa.
W przerwie Pep Guardiola nie zdecydował się na zmiany. Pierwszy kwadrans drugiej połowy wyglądał podobnie jak poprzednie 45 minut: dużo walki i mało dogodnych sytuacji. W 56. minucie przy rzucie rożnym dla gospodarzy miał miejsce karygodny incydent: Éric Abidal został trafiony w głowę jakimś przedmiotem z trybun. Francuz długo nie podnosił się z murawy, na szczęście mógł kontynuować grę. Chwilę później Mister dokonał pierwszej zmiany: w miejsce nieźle grającego Adriano desygnował na plac gry Iniestę. 120 sekund po tym wydarzeniu Barcelona mogła objąć prowadzenie po kolejnej już dwójkowej akcji Pedro-Messi, ale Argentyńczyk spóźnił się o ułamek sekundy by wpakować futbolówkę wślizgiem do siatki.
W 71. minucie Iniesta kapitalnie zagrał do Alvesa, Brazylijczyk odegrał do Messiego, który mając piłkę na prawej nodze zaczął dryblować i w efekcie zaprzepaścił dogodną sytuację na zdobycie bramki. Co nie udało się wtedy, powiodło się chwilę później. W 75. minucie Xavi zagrał do stojącego na jedenastym metrze Messiego. Leo przyjął piłkę, oddał do wbiegającego w szesnastkę Abidala, który mocnym strzałem w drugi róg zmusił Iraizoza do kapitulacji. To z pewnością jedna z piękniejszych chwil w karierze francuskiego obrońcy: zdobył swojego pierwszego gola w barwach Barçy po przeszło 3 latach gry!
Guardiola błyskawicznie zareagował na strzeloną bramkę i wzmocnił szyki obronne, wpuszczając na plac gry Puyola. Warto podkreślić tutaj ładną postawę baskijskich kibiców, którzy oklaskami żegnali bohatera całej Hiszpanii, Xaviego. W 85. minucie zrobiło się nieco nerwowo: piłka znalazła niepilnowanego Llorente, który nie zwykł marnować takich prezentów i technicznym strzałem z jedenastu metrów pokonał Pinto. Szczęśliwie dla Barcelony, do końca meczu nie padła już żadna bramka. Wartym odnotowania może być fakt debiutu Ibrahima Afellaya, który jednak spędził na murawie w Bilbao jedynie kilkadziesiąt ostatnich sekund.
Mecz na San Mamés to kolejny dowód wielkości Barçy. Przez ponad 160 minut dwumeczu z Athletikiem Bilbao waliła głową w szczelny mur utworzony z baskijskich piłkarzy. Mimo to nie poddała się, dalej mozolnie konstruowała ataki, co przyniosło skutek w postaci strzelonej bramki o wyjątkowym charakterze. Zwycięski remis smakuje wyjątkowo: nie była to kolejna łatwa wygrana (nie twierdzę absolutnie, że takie nie cieszą), a dosłownie wyszarpany z paszczy baskijskiego lwa awans. Athletic znów pokazał, że na swoim stadionie i przy wsparciu własnych kibiców jest w stanie zatrzymać każdą ekipę świata. Na szczęście popełnił dziś jeden błąd, wykorzystany przez tego, który nigdy wcześniej do siatki nie trafił. W wigilię święta Trzech Króli Éric Abidal wcielił się w rolę jednego z nich i wraz z kolegami przyniósł nam, kibicom Barcelony, dar w postaci awansu do ćwierćfinału Pucharu Króla.
Athletic 1:1 Barcelona
Bramki: 0:1, m.75: Abidal. 1:1, m.85: Llorente.
Żółte kartki: Gurpegi, Toquero, Ustaritz - Busquets, Pinto.
Sędziował: Muñiz Fernández.
Widzów: 40 000.
Athletic Club: Iraizoz; Iraola, Ustaritz, Ocio, Koikili; Susaeta (David López, m.46), Gurpegui, Javi Martínez, Gabilondo (Muniain, m.79); Toquero (De Marcos, m.67) i Llorente.
FC Barcelona: Pinto; Alves, Piqué, Abidal, Adriano (Iniesta, m.61); Busquets, Xavi (Puyol, m.77), Keita; Messi, Villa (Afelllay, m.90) i Pedro.
[źródło: Własne/Sport/fot.totalbarca.com]
Chociaż Barcelona pojechała do Bilbao w roli faworyta, żaden z jej kibiców nie oczekiwał łatwego spotkania. Co prawda do drużyny dołączyli już Afellay, Messi i Puyol, ale atutem Athletiku był niewątpliwie wypełniony po brzegi stadion San Mamés oraz powrót Fernando Llorente. Pep Guardiola od początku desygnował do gry swoje gwiazdy formacji ofensywnej: Messiego, Villę i Xaviego, dał odpocząć jedynie Inieście.
Goście z Camp Nou mogli objąć prowadzenie już po kilku minutach gry, ale znakomicie obsłużony przez Alvesa Villa nie potrafił skierować piłki do siatki, stojąc pięć metrów od bramki gospodarzy. W odpowiedzi z linii pola karnego uderzał Susaeta, ale zdecydowanie za wysoko. Mecz był niezwykle zacięty, już po kwadransie gry gospodarze mieli na swoim koncie pięć fauli. Arbiter spotkania, César Muñiz Fernández, zaczął hamować zapędy piłkarzy już w dwudziestej minucie, gdy za brzydkie wejście w nogi Pedro żółty kartonik zobaczył Gurpegui. Mecz nie stał na wysokim poziomie, zacięta walka toczyła się głównie w środku boiska. Barcelona co prawda starała się atakować, ale z dość mizernym skutkiem.
W 31. minucie Barcelona miała rzut wolny w odległości kilku metrów od pola karnego Iraizoza. Messi szybko zagrał do Xaviego, ale środkowy pomocnik Barçy nie zdołał oddać strzału w światło bramki. Chwilę przed przerwą bramkę strzelić mógł Gurpegi, który znalazł się w dogodnej sytuacji po dokładnym wykonaniu rzutu wolnego, ale jego strzał głową minął prawy słupek Pinto. Co ciekawe, w tej sytuacji odpowiedzialny za krycie gracza z Bilbao był... David Villa.
W przerwie Pep Guardiola nie zdecydował się na zmiany. Pierwszy kwadrans drugiej połowy wyglądał podobnie jak poprzednie 45 minut: dużo walki i mało dogodnych sytuacji. W 56. minucie przy rzucie rożnym dla gospodarzy miał miejsce karygodny incydent: Éric Abidal został trafiony w głowę jakimś przedmiotem z trybun. Francuz długo nie podnosił się z murawy, na szczęście mógł kontynuować grę. Chwilę później Mister dokonał pierwszej zmiany: w miejsce nieźle grającego Adriano desygnował na plac gry Iniestę. 120 sekund po tym wydarzeniu Barcelona mogła objąć prowadzenie po kolejnej już dwójkowej akcji Pedro-Messi, ale Argentyńczyk spóźnił się o ułamek sekundy by wpakować futbolówkę wślizgiem do siatki.
W 71. minucie Iniesta kapitalnie zagrał do Alvesa, Brazylijczyk odegrał do Messiego, który mając piłkę na prawej nodze zaczął dryblować i w efekcie zaprzepaścił dogodną sytuację na zdobycie bramki. Co nie udało się wtedy, powiodło się chwilę później. W 75. minucie Xavi zagrał do stojącego na jedenastym metrze Messiego. Leo przyjął piłkę, oddał do wbiegającego w szesnastkę Abidala, który mocnym strzałem w drugi róg zmusił Iraizoza do kapitulacji. To z pewnością jedna z piękniejszych chwil w karierze francuskiego obrońcy: zdobył swojego pierwszego gola w barwach Barçy po przeszło 3 latach gry!
Guardiola błyskawicznie zareagował na strzeloną bramkę i wzmocnił szyki obronne, wpuszczając na plac gry Puyola. Warto podkreślić tutaj ładną postawę baskijskich kibiców, którzy oklaskami żegnali bohatera całej Hiszpanii, Xaviego. W 85. minucie zrobiło się nieco nerwowo: piłka znalazła niepilnowanego Llorente, który nie zwykł marnować takich prezentów i technicznym strzałem z jedenastu metrów pokonał Pinto. Szczęśliwie dla Barcelony, do końca meczu nie padła już żadna bramka. Wartym odnotowania może być fakt debiutu Ibrahima Afellaya, który jednak spędził na murawie w Bilbao jedynie kilkadziesiąt ostatnich sekund.
Mecz na San Mamés to kolejny dowód wielkości Barçy. Przez ponad 160 minut dwumeczu z Athletikiem Bilbao waliła głową w szczelny mur utworzony z baskijskich piłkarzy. Mimo to nie poddała się, dalej mozolnie konstruowała ataki, co przyniosło skutek w postaci strzelonej bramki o wyjątkowym charakterze. Zwycięski remis smakuje wyjątkowo: nie była to kolejna łatwa wygrana (nie twierdzę absolutnie, że takie nie cieszą), a dosłownie wyszarpany z paszczy baskijskiego lwa awans. Athletic znów pokazał, że na swoim stadionie i przy wsparciu własnych kibiców jest w stanie zatrzymać każdą ekipę świata. Na szczęście popełnił dziś jeden błąd, wykorzystany przez tego, który nigdy wcześniej do siatki nie trafił. W wigilię święta Trzech Króli Éric Abidal wcielił się w rolę jednego z nich i wraz z kolegami przyniósł nam, kibicom Barcelony, dar w postaci awansu do ćwierćfinału Pucharu Króla.
Athletic 1:1 Barcelona
Bramki: 0:1, m.75: Abidal. 1:1, m.85: Llorente.
Żółte kartki: Gurpegi, Toquero, Ustaritz - Busquets, Pinto.
Sędziował: Muñiz Fernández.
Widzów: 40 000.
Athletic Club: Iraizoz; Iraola, Ustaritz, Ocio, Koikili; Susaeta (David López, m.46), Gurpegui, Javi Martínez, Gabilondo (Muniain, m.79); Toquero (De Marcos, m.67) i Llorente.
FC Barcelona: Pinto; Alves, Piqué, Abidal, Adriano (Iniesta, m.61); Busquets, Xavi (Puyol, m.77), Keita; Messi, Villa (Afelllay, m.90) i Pedro.
[źródło: Własne/Sport/fot.totalbarca.com]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)