Kontynuacja artykułu sprzed tygodnia. Pierwsza część dostępna do przeczytania tutaj.
Konflikt z Kubalą
Nic jednak nie pokazuje dobitniej jego prostoliniowości, jak wykluczenie ze swojego wielkiego projektu, jednej z największych gwiazd Barcelony tamtego okresu - Ladislao Kubali. Według swojej wersji, Herrera od samego początku zamierzał utrzymać Węgra, jako kluczowy komponent swojego zespołu. Później jednak dostrzegł, że jego [Kubali] pociąg do kieliszka wpływa negatywnie zarówno na samodyscyplinę jak i formę. "Kubala to najlepszy zawodnik jakiego znałem," - powiedział Argentyńczyk, długo po tym, jak odszedł z Barcelony. "Kiedy trenowałem inne zespoły, zawsze go podziwiałem, ale jednocześnie obawiałem. Mając go pod swoimi skrzydłami, było ogromną przewagą. Jego obecność była niemal pewnikiem, że droga na szczyt będzie mniej żmudna. W zasadzie, taka była moja opinia o nim. Niestety nie byłem w stanie przekonać siebie, że jego technika nadrobi braki w szybkości i braku ciągłości w zaangażowaniu... Tłumy zgromadzone na stadionie są konserwatywne i ponad wszystko sentymentalne. Zdałem sobie sprawę, że wykluczenie Kubali z pierwszego zespołu, było drogą pod prąd."
Jednakże nawet Herrera, nie był w stanie przeciwstawić się w pełni Camp Nou. Kubala okazjonalnie pojawiał się na boisku, kiedy Barça rozgrywała swoje mecze na Camp Nou. Ale niektórzy culés nie wybaczyli mu taktycznego przymierza, które utworzył ówczesnym - dyktatorskim - prezydentem klubu, Franceskiem Miró-Sans. Chodzi o publiczne wystąpienie prezydenta (oczywiście wcześniej skonsultowane z Herrerą), w którym oskarżył Kubalę o opuszczanie treningów "bez wytłumaczenia", odmawianie gry z powodu chorób i kontuzji, a także "brak ducha zaangażowania, które kontrastuje ze wspaniałą jednością i braterstwem wśród reszty zespołu". Niektórzy z tych culés uznawali to za parodię prawdy, gdyż Kubala od dawna miał reputację człowieka chętnego i zdolnego do nadzwyczajnych poświęceń, by tylko móc wyjść na boisko. Dla nich, była to tylko cyniczna intryga mająca na celu ochronę Herrery i człowieka, który go zatrudnił, czyli Miró-Sansa.
Krytycy Argentyńskiego trenera przyznają, że jego pojawienie się w klubie przypadkowo zgrało się tymczasową utratą formy przez Węgra i nie można było zrobić nic lepiej, gdyż chciał, by Kubala był gwiazdą w jego zespole. Wytykają oni jednak jeden problem i nie polegał on na prostoliniowości Herrery, tylko na aroganckim przeświadczeniu, że w zespole może być tak naprawdę tylko jedna gwiazda. Taka, która jest kochana lub nienawidzona przez culés: Helenio Herrera. Jak skomentował to Juan José Castillo, jeden z biografów Kubali - "Herrera był człowiekiem, który znał się na futbolu i znał wiele jego sekretów. Dobry psycholog i gwiazda wszystkich zespołów jakie prowadził. Kiedy przybył do Barcelony, średnio podobało mu się "Kubalismo". To nie tak, że nie doceniał czy nie dostrzegał jego umiejętności. Postrzegał go jednak jako swojego rywala, a to Argentyńczyk chciał być zawsze szefem. Herrera był prima donną - pomagało mu to odnosić sukcesy, ale także ponosić klęski."
Argentyńczyk przyleciał do Barcelony cudem unikając katastrofy lotniczej, która wydarzyła się podczas lotu do Lizbony, gdzie trenował lokalny zespół Belenenses. Potraktował to jako dobry znak przed swoim pobytem w stolicy Katalonii i pomogło mu to również zbudować niesamowitą atmosferę, którą skonfrontował z panującą tuż po przyjeździe. "To była nieprzyjemna scena, z jaką się spotkałem: konflikty i antagonizmy pomiędzy rywalizującymi grupami, które zdawały się nienawidzić nawzajem. Panowała niestabilność, brak solidarności, sceptycyzm... Kibice klubu czuli się odizolowani przez polityczne ambicje ludzi wewnątrz i na zewnątrz klubu. Niektóre media rozpraszały uwagę ludzi, zatruwając ich propagandą, która faworyzowała jednego lub drugiego dyrektora... Zazdrość była na porządku dziennym. Stanąłem przed grubym murem własnych interesów, intryg, spisków i plotek... Ludzie chcieli tytułów i radości z tych sukcesów. Szybko zdałem sobie sprawę, że trzeba będzie zatkać uszy watą i nałożyć okulary, by nie zgubić się w labiryncie i iść wyznaczoną ścieżką, którą sam nakreśliłem - drogą do sukcesu."
Powrót na szczyty
W swoim pierwszym sezonie w Barcelonie, Herrera skonfrontował się z Realem Madryt - wciąż posiadającym takie gwiazdy jak Di Stéfano, Gento, Puskas, Kopa czy Marquitos - który zawzięcie bronił się przed oddaniem tytułu najlepszej drużyny w Hiszpanii. Blancos wygrali dwa mecze na Bernabéu ze swoimi największymi rywalami. Gdyby wziąć pod uwagę tylko te mecze, to mogło to doprowadzić do przedwczesnego upadku Herrery, przez tych, którzy od samego początku sprzeciwiali się Argentyńczykowi, a Barça bądź co bądź nie zachwyciła. Na początku sezonu, we wspaniałym stylu pokonała Real Madryt 4-0 na Camp Nou - "wspaniały dzień i mecz rozgrywany w szaleńczym tempie, czego Real Madryt nienawidzi, gdyż zmusza ich to do obrony. A jest to rzecz, która mistrzowi nie przystoi." - skomentował po meczu Herrera. Barça odniosła również kilka innych wspaniałych zwycięstw, jak dwie wygrane po 3-0, w meczach z Espanyolem i Athletic Bilbao. Blaugrana nie tylko wróciła na fotel mistrza kraju we wspaniałym stylu, bijąc ówczesny rekord zdobytych punktów (70), ale także ustanawiając niesamowity wynik 96 strzelonych goli i tylko 26 straconych. Co więcej, udało się skompletować dublet, po rozgromieniu 4-1 Granady w finale Pucharu Hiszpanii (ówcześnie pod nazwą Copa Generalismo, na cześć generała Franco). Zwycięstwo w lidze oznaczało, że Barcelona wraca do Europy.
Tuż przed uroczystą kolacją w Barcelonie, na którą przybyło tysiąc specjalnie dobranych gości, prezydent klubu - Miró-Sans, obiecał, że Barça będzie zachowywać się jak na mistrza przystało i zadedykował triumf w lidze generałowi Franco.
W drugim sezonie, walka o tytuł była trwała do samego końca rozgrywek. Po rozegraniu wszystkich spotkań, zarówno Barcelona jak i Real Madryt mieli po 46 punktów, ale dzięki korzystniejszemu stosunkowi bramkowemu (Barça 86-28, Real 92-36), to Blaugrana po raz drugi z rzędu triumfowała w rozgrywkach. Zaledwie dwa dni po ostatniej kolejce La Liga, odwieczni rywale spotkali się kolejny raz - w półfinale Pucharu Europy. Aby tam dotrzeć, zespół Herrery pokonał wcześniej CSKA Sofia (wtedy pod nazwą CDNA Sofia), Inter Mediolan i Wolverhampton Wanderers, udowadniając zagranicznym komentatorom, że Barça znów należy do największych.
Tuż przed pierwszą potyczką, która miała być rozegrana w Madrycie, Herrera ogłosił, że poparł dodatkowe wypłaty dla piłkarzy jednocześnie argumentując, że dużo lepsza oferta mogłaby napłynąć od rywali i zdemoralizować zespół. Decyzja ta była jednak ostro skrytykowana przez przeciwników Herrery w klubie, jako symptom złego zarządzania finansami przez Miró-Sansa. Kiedy Barça poległa na Bernabéu 3-1 i później również przegrała na Camp Nou 1-3, Miór-Sans nie zwlekał z decyzją o zwolnieniu Herrery, twierdząc w ten sposób, że jego sposób zarządzania zdaje się trzymać finanse w dobrej kondycji. Herrera, zanim odleciał do Mediolanu, by poprowadzić Inter Mediolan i święcić największe sukcesy w karierze, był noszony na rękach wzdłuż całej Rambli, przez uwielbiających go culés. Kilka dni później, Barça wygrała Puchar Miast Targowych pokonując w finale Birmingham City. W ciągu roku od jego odejścia, Barça straciła puchary mistrza Hiszpanii i Copa Generalismo. Odszedł także prezydent - Francesc Miró-Sans.
O ile kariera Herrery w Barcelonie nie należała do najdłuższych, tak przywrócił (na krótko) Barcelonie należne jej miejsce w Europie. Jego metody motywowania zawodników, prawdopodobnie były inspiracją dla Cryuffa i częściowo są dla Pepa Guardioli. Z drugiej strony, jeżeli spojrzeć na charakter Argentyńczyka, to ciężko oprzeć się wrażeniu, że obecnym jego odpowiednikiem jest José Mourinho. Człowiek, który ma ogromną wiedzę o piłce, ale swoim sposobem bycia, przysparza sobie tyle samo zwolenników co wrogów. Czy w obecnych czasach byłoby inaczej? Raczej nie, bo na przestrzeni lat miłość do Barcelony się nie zmieniła. Jednakże na pewno, zostałby tak samo zapamiętany i uhonorowany.
Katalońska pamięć. Pierwszy ojciec współczesnego stylu Barcelony cz. II
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (10)