Adiós Europa... Czas na ligę! Barcelona 1:0 Inter
Barcelona nie powróci już w tym sezonie na Santiago Bernabéu. Wynik 1:0 uzyskany w rewanżu okazał się niewystarczający, by uzyskać przepustkę do finału na Santiago Bernabeu 22. maja. Bramka, o którą Katalończycy walczyli już od pierwszych minut w niezwykłych okolicznościach padła dopiero w 83. minucie, jednak zabrakło czasu, by zadać decydujący cios. Z kolei nie kwapiący się do gry w piłkę zawodnicy Interu, osiągnęli to, co zamierzyli. "Barcelona jest najlepszym zespołem świata. Ale w dwumeczu nawet najlepsi mogą przegrać" - skomentował zaraz po meczu Samuel Eto'o, który nie zdołał swoim byłym kolegom strzelić bramki. Dzisiaj nie pozwoliła mu na to taktyka Mourinho, który po czerwonej kartce dla Motty skupił się na całkowitej destrukcji. Cel swój osiągnął.
96 tysięcy culés zdziera gardła
Przed rewanżem dużo mówiło się o kibicach, którzy do ostatniego miejsca mieli wypełnić trybuny Camp Nou. Oni nie zawiedli - już przed meczem, w wielkiej karawanie otoczyli jadący z hotelu na stadion autokar z zawodnikami Barcelony. Swój wielki entuzjazm przenieśli na trybuny, skąd ze wszystkich sił zagrzewali do walki swoich ulubieńców. Ci od początku nie byli im dłużni, choć mieli naprzeciw siebie przeszkodę, która wydawała się nie do przejścia. Spotkanie zaczęło się od ostrej walki - piłkarze Interu nie przebierając w środkach, zdobywali kolejne żółte kartki i przerywali akcje faulami. Po jednym z nich, w 9. minucie sędzia odgwizdał rzut wolny, a Xavi doskonale dośrodkował piłkę w pole karne. Sędzia, widząc zamieszanie, przerwał akcje i uznał, że jeden z graczy Interu został sfaulowany. Oko kamery było bezwzględne - wszyscy widzieli podartą koszulkę Zlatana Ibrahimovicia po starciu z Lucio.
Ukarany Motta
Ostra gra musi mieć swoje granice. Te przekroczył były zawodnik Barcelony, Thiago Motta w 28. minucie meczu, kiedy uderzył w twarz Sergio Busquetsa. Frank de Bleckeere w tej sytuacji nie wahał się pokazać Brazylijczykowi drugiej żółtej kartki, a Inter mający już tylko jeden pomysł na Barcelonę, jeszcze bardziej zawęził swoje szyki obronne. Katalończycy mogli jednak otworzyć wynik 5 minut później, kiedy Messi oddał precyzyjny strzał z 18 metrów, obroniony ostatecznie końcami palców przez Cesara.
Sytuacja wróciła do normy. Barcelona, jak w piłce ręcznej, bardzo długo rozgrywała piłkę po obwodzie, wewnątrz którego stała zapora nie do przejścia. W 44. minucie z rzutu wolnego szansę na przełamanie jej miał Ibrahimović, jednak jego ‘petarda' była minimalnie niecelna. I tym akcentem zakończyła się pierwsza połowa. Statystyki natomiast mówiły wszystko - posiadanie piłki, które sięgało 77% czasu gry i mała ilość strzałów świadczyły o braku pomysłu gospodarzy na przełamanie muru. Indolencja strzelecka trwała.
Wszystkie karty na stół
Po przerwie Pep Guardiola podjął pierwszy krok - wprowadził do gry ofensywnego Maxwella, kosztem Gabiego Milito, który wyjątkowo został wystawiony na lewej obronie. Zmiana ta jednak nie przyniosła efektu. Wprawdzie do 57. minuty Barcelona oddała 9 strzałów, to tylko jeden z nich szedł w światło bramki. Tymczasem cierpliwość ustępowała nerwowości, a długo przygotowywane akcje ofensywne zmieniały się w rozpaczliwe poszukiwanie luki, przez którą uderzenie piłki miało znaleźć swoją właściwą drogę.
W 61. minucie trener gospodarzy nie miał już żadnych wątpliwości - trzeba wystawić całą możliwą artylerię. Słaby w tym spotkaniu Ibrahimović ustąpił miejsca Bojanowi, a mało produktywny w ofensywie Busquets - Jeffrenowi. To także nie przyniosło zamierzonego efektu. Podania wymieniane w nieskończoność (455 podań do 72. minuty; Inter wymienił ich zaledwie 55!) nie przekładały się na kreowanie akcji zagrażających bramce Cesara.
Szalona końcówka bez happy-endu
Zmiany poskutkowały później. W 77. minucie groźnie zaatakował z lewego skrzydła Maxwell - Brazylijczyk posłał płaskie dośrodkowanie wzdłuż bramki, piłkę trącił Bojan, a zamykający akcję Pedro w ostaniej chwili został zablokowany. Wydawało się, że szansa nadchodzi - chwilę później to Bojan mógł stać się bohaterem, ale minimalnie spudłował z 5 metrów po dośrodkowaniu Messiego. Na trybunach zrobiło się ciszej.
Po dwóch minutach nadzieje w końcu odżyły. Piqué, który również powędrował do ataku zrobił to czego nikt się nie spodziewał. Katalończyk otrzymał fantastyczne podanie od Xaviego, przyjął piłkę, obrócił się ogrywając Cordobę i Cesara - 1:0! Zaczęło się natarcie z prawdziwego zdarzenia. Najpierw w 86. minucie bardzo mocny strzał Xaviego z trudem obronił Cesar, a chwilę później sam Messi próbował dobić rywala. Bezskutecznie.
Cud Interu
Barcelona potrzebowała cudu takiego jak na Stamford Bridge. Jakże było blisko! W 91. minucie w zamieszaniu na 16 metrze, Touré podał do Bojana, a ten huknął z całej siły w okienko. Camp Nou wybuchło z radości, ale ta trwała tylko sekundy. Sędzia wyłapał zagranie ręką reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej i podyktował rzut wolny dla Interu. Do końca już nic się nie wydarzyło. To Interowi zdarzył się cud.
Wynik 1:0 w zupełności wystarczyłby Barcelonie do awansu, gdyby nie okoliczności z pojedynku sprzed tygodnia. O czym byśmy dzisiaj rozmawiali, gdyby nie błąd sędziego, po którym padł trzeci gol dla Interu? Nie warto zadawać już takich pytań. Pomimo niespełnionych marzeń o finale na Bernabeu, culés powinni być dumni, że ich zespół nigdy nie zagra w takim stylu jak zrobił to dziś Mourinho i jego Inter. Barcelona nie mogła nic więcej zrobić - błędy sędziowskie, które przecież są wpisane w ten sport, nigdy nie były dla niej tematem do wymówek. Czas więc wziąć się w garść i pracować, by obronić mistrzostwo Hiszpanii. Bez względu na wszystko.
Składy:
Barcelona: Valdés; Piqué, Touré, Gaby Milito (Maxwell, m. 46); Alves, Xavi, Busquets (Jeffren m. 63), Keita; Messi, Ibrahimovic (Bojan, m. 63), Pedro.
Inter: Julio César; Maicon, Lucio, Samuel, Zanetti; Cambiasso, Motta; Eto'o (Mariga, m. 85), Sneijder (Muntari, m. 66), Chivu; Diego Milito (Córdoba, m. 81).
Bramka: 1-0 Piqué (84. min)
Arbiter: Frank de Bleeckere (Belgia). Czerwona kartka: Motta (28. min). Żółte kartki: Pedro, Julio César, Chivu, Muntari.
Statystyki:
strzały celne: 4 - 0
strzały niecelne: 8 - 1
żółte/czerwone kartki: 1/0 - 5/1
faule: 20 - 15
rzuty rożne: 9 - 2
spalone: 4 - 4
posiadanie piłki: 75% - 25%
[źródło: Własne]
96 tysięcy culés zdziera gardła
Przed rewanżem dużo mówiło się o kibicach, którzy do ostatniego miejsca mieli wypełnić trybuny Camp Nou. Oni nie zawiedli - już przed meczem, w wielkiej karawanie otoczyli jadący z hotelu na stadion autokar z zawodnikami Barcelony. Swój wielki entuzjazm przenieśli na trybuny, skąd ze wszystkich sił zagrzewali do walki swoich ulubieńców. Ci od początku nie byli im dłużni, choć mieli naprzeciw siebie przeszkodę, która wydawała się nie do przejścia. Spotkanie zaczęło się od ostrej walki - piłkarze Interu nie przebierając w środkach, zdobywali kolejne żółte kartki i przerywali akcje faulami. Po jednym z nich, w 9. minucie sędzia odgwizdał rzut wolny, a Xavi doskonale dośrodkował piłkę w pole karne. Sędzia, widząc zamieszanie, przerwał akcje i uznał, że jeden z graczy Interu został sfaulowany. Oko kamery było bezwzględne - wszyscy widzieli podartą koszulkę Zlatana Ibrahimovicia po starciu z Lucio.
Ukarany Motta
Ostra gra musi mieć swoje granice. Te przekroczył były zawodnik Barcelony, Thiago Motta w 28. minucie meczu, kiedy uderzył w twarz Sergio Busquetsa. Frank de Bleckeere w tej sytuacji nie wahał się pokazać Brazylijczykowi drugiej żółtej kartki, a Inter mający już tylko jeden pomysł na Barcelonę, jeszcze bardziej zawęził swoje szyki obronne. Katalończycy mogli jednak otworzyć wynik 5 minut później, kiedy Messi oddał precyzyjny strzał z 18 metrów, obroniony ostatecznie końcami palców przez Cesara.
Sytuacja wróciła do normy. Barcelona, jak w piłce ręcznej, bardzo długo rozgrywała piłkę po obwodzie, wewnątrz którego stała zapora nie do przejścia. W 44. minucie z rzutu wolnego szansę na przełamanie jej miał Ibrahimović, jednak jego ‘petarda' była minimalnie niecelna. I tym akcentem zakończyła się pierwsza połowa. Statystyki natomiast mówiły wszystko - posiadanie piłki, które sięgało 77% czasu gry i mała ilość strzałów świadczyły o braku pomysłu gospodarzy na przełamanie muru. Indolencja strzelecka trwała.
Wszystkie karty na stół
Po przerwie Pep Guardiola podjął pierwszy krok - wprowadził do gry ofensywnego Maxwella, kosztem Gabiego Milito, który wyjątkowo został wystawiony na lewej obronie. Zmiana ta jednak nie przyniosła efektu. Wprawdzie do 57. minuty Barcelona oddała 9 strzałów, to tylko jeden z nich szedł w światło bramki. Tymczasem cierpliwość ustępowała nerwowości, a długo przygotowywane akcje ofensywne zmieniały się w rozpaczliwe poszukiwanie luki, przez którą uderzenie piłki miało znaleźć swoją właściwą drogę.
W 61. minucie trener gospodarzy nie miał już żadnych wątpliwości - trzeba wystawić całą możliwą artylerię. Słaby w tym spotkaniu Ibrahimović ustąpił miejsca Bojanowi, a mało produktywny w ofensywie Busquets - Jeffrenowi. To także nie przyniosło zamierzonego efektu. Podania wymieniane w nieskończoność (455 podań do 72. minuty; Inter wymienił ich zaledwie 55!) nie przekładały się na kreowanie akcji zagrażających bramce Cesara.
Szalona końcówka bez happy-endu
Zmiany poskutkowały później. W 77. minucie groźnie zaatakował z lewego skrzydła Maxwell - Brazylijczyk posłał płaskie dośrodkowanie wzdłuż bramki, piłkę trącił Bojan, a zamykający akcję Pedro w ostaniej chwili został zablokowany. Wydawało się, że szansa nadchodzi - chwilę później to Bojan mógł stać się bohaterem, ale minimalnie spudłował z 5 metrów po dośrodkowaniu Messiego. Na trybunach zrobiło się ciszej.
Po dwóch minutach nadzieje w końcu odżyły. Piqué, który również powędrował do ataku zrobił to czego nikt się nie spodziewał. Katalończyk otrzymał fantastyczne podanie od Xaviego, przyjął piłkę, obrócił się ogrywając Cordobę i Cesara - 1:0! Zaczęło się natarcie z prawdziwego zdarzenia. Najpierw w 86. minucie bardzo mocny strzał Xaviego z trudem obronił Cesar, a chwilę później sam Messi próbował dobić rywala. Bezskutecznie.
Cud Interu
Barcelona potrzebowała cudu takiego jak na Stamford Bridge. Jakże było blisko! W 91. minucie w zamieszaniu na 16 metrze, Touré podał do Bojana, a ten huknął z całej siły w okienko. Camp Nou wybuchło z radości, ale ta trwała tylko sekundy. Sędzia wyłapał zagranie ręką reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej i podyktował rzut wolny dla Interu. Do końca już nic się nie wydarzyło. To Interowi zdarzył się cud.
Wynik 1:0 w zupełności wystarczyłby Barcelonie do awansu, gdyby nie okoliczności z pojedynku sprzed tygodnia. O czym byśmy dzisiaj rozmawiali, gdyby nie błąd sędziego, po którym padł trzeci gol dla Interu? Nie warto zadawać już takich pytań. Pomimo niespełnionych marzeń o finale na Bernabeu, culés powinni być dumni, że ich zespół nigdy nie zagra w takim stylu jak zrobił to dziś Mourinho i jego Inter. Barcelona nie mogła nic więcej zrobić - błędy sędziowskie, które przecież są wpisane w ten sport, nigdy nie były dla niej tematem do wymówek. Czas więc wziąć się w garść i pracować, by obronić mistrzostwo Hiszpanii. Bez względu na wszystko.
Składy:
Barcelona: Valdés; Piqué, Touré, Gaby Milito (Maxwell, m. 46); Alves, Xavi, Busquets (Jeffren m. 63), Keita; Messi, Ibrahimovic (Bojan, m. 63), Pedro.
Inter: Julio César; Maicon, Lucio, Samuel, Zanetti; Cambiasso, Motta; Eto'o (Mariga, m. 85), Sneijder (Muntari, m. 66), Chivu; Diego Milito (Córdoba, m. 81).
Bramka: 1-0 Piqué (84. min)
Arbiter: Frank de Bleeckere (Belgia). Czerwona kartka: Motta (28. min). Żółte kartki: Pedro, Julio César, Chivu, Muntari.
Statystyki:
strzały celne: 4 - 0
strzały niecelne: 8 - 1
żółte/czerwone kartki: 1/0 - 5/1
faule: 20 - 15
rzuty rożne: 9 - 2
spalone: 4 - 4
posiadanie piłki: 75% - 25%
[źródło: Własne]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (2256)