Pérez obawia się, że Robinho będzie drugim Eto'o
Wyobrażacie sobie, że Robinho strzela dla Barçy decydującego gola w finale Ligi Mistrzów na Bernabeu? Z pewnością wielu culés taka perspektywa zachwyca, tak jak wielu madridistas przeraża i oznacza katastrofę. Jednym z nich jest z pewnością prezes Realu Madryt, Florentino Pérez, który ma jeszcze w pamięci sprawę Samuela Eto'o, regularnie upokarzającego Madryt swoimi bramkami. Floro postawił na Figo, Ronaldo, Owena, Beckhama i innych, a o Kameruńczyku, który wypożyczony do Mallorki wierzył w powrót na Bernabeu, zapomniał.
Kiedy Eto'o definitywnie stał się graczem klubu z Balearów, rozpoczął zemstę. Najpierw w barwach Mallorki, a później Barcelony regularnie trafiał do siatki Blancos, co bardzo bolało Péreza. Prezes Realu popełnił zresztą błąd, bowiem mając prawo pierwokupu piłkarza zrezygnował z jego usług, ostatecznie wyrażając zgodę na transfer do Barçy. Jak bardzo się pomylił, pokazały kolejne lata.
Teraz prezes Realu z niepokojem śledzi informacje, iż Robinho może zasilić kataloński klub już w styczniu. Wszystko dlatego, że to on w 2005 roku sprowadził go z brazylijskiego Santosu na Bernabeu. 21-letni zawodnik kosztował 24 mln euro i miał być odpowiedzią na czarującego wówczas w Barcelonie Ronaldinho. Tymczasem za kilka miesięcy, przechodząc do drużyny odwiecznego rywala, Robinho może utrzeć nosa Pérezowi.
[źródło: Mundo Deportivo]
Kiedy Eto'o definitywnie stał się graczem klubu z Balearów, rozpoczął zemstę. Najpierw w barwach Mallorki, a później Barcelony regularnie trafiał do siatki Blancos, co bardzo bolało Péreza. Prezes Realu popełnił zresztą błąd, bowiem mając prawo pierwokupu piłkarza zrezygnował z jego usług, ostatecznie wyrażając zgodę na transfer do Barçy. Jak bardzo się pomylił, pokazały kolejne lata.
Teraz prezes Realu z niepokojem śledzi informacje, iż Robinho może zasilić kataloński klub już w styczniu. Wszystko dlatego, że to on w 2005 roku sprowadził go z brazylijskiego Santosu na Bernabeu. 21-letni zawodnik kosztował 24 mln euro i miał być odpowiedzią na czarującego wówczas w Barcelonie Ronaldinho. Tymczasem za kilka miesięcy, przechodząc do drużyny odwiecznego rywala, Robinho może utrzeć nosa Pérezowi.
[źródło: Mundo Deportivo]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (21)