Piqué: Aby dotykać nieba, musimy twardo stąpać po ziemi
Po wspaniałym sezonie rozegranym po powrocie do Barcelony, nikt nie ma wątpliwości, że transfer Gerarda Piqué był doskonałym posunięciem klubu. Zawodnik w pełni zadomowił się w Barcelonie i w reprezentacji Hiszpanii.
Jakiś czas temu grupa dziennikarzy z Madrytu stwierdziła, że pańskie przybycie jest "najlepszą wiadomością dla hiszpańskiego futbolu od czasu pojawienia się Hierro". Co pan o tym sądzi?
Nie wiem co powiedzieć.
Przesadzili?
Zawsze jest miło, gdy ktoś cię chwali, zwłaszcza, gdy komplementują cię osoby z zewnątrz. Sam nie postrzegam się tak dobrze. Po prostu mam szczęście mogąc grać dla Barçy.
To najlepszy moment pańskiej kariery?
Jestem bardzo szczęśliwy z tego, co się dzieje, ale nie możemy myśleć, że wszystko zostało już zrobione. Bylibyśmy w błędzie.
Który moment ubiegłego sezonu pozostanie w pańskiej pamięci?
Tylko jeden?
Tak, tylko jeden.
Ciężko powiedzieć. Wydarzyło się wiele rzeczy. Ale jeśli muszę wybrać jedną, będzie to zwycięstwo 6:2 na Santiago Bernabéu.
A nie finał Ligi Mistrzów?
Finał był wspaniały. Sądzę, że rozegrałem dobry mecz. Tego dnia wszyscy byliśmy perfekcyjni. Jednak strzelenie sześciu goli Realowi na ich stadionie jest czymś, z czym się jeszcze nie oswoiliśmy. Było to spotkanie, które jest podsumowaniem wspaniałego roku. Zwycięstwo w lidze było wynikiem dobrze wykonanej pracy, a triumf w Champions League to wisienka na torcie. Mecz z Realem i gol Andrésa na Stamford Bridge to magiczne chwile.
Dotknęliście nieba. Co teraz?
Trzeba spróbować jeszcze raz, ale Guardiola ma rację, kiedy mówi, że nie możemy być lepsi i wypadniemy gorzej w porównaniu do ubiegłego sezonu.
Liczby na razie temu przeczą.
Na razie. Powtórzenie ubiegłego roku nie jest możliwe. Aby dotykać nieba, musimy twardo stąpać po ziemi.
Czy czekają nas takie spotkania jak z Almerią, w których rywal stawia autobus w bramce?
Nie sądzę, by wiele drużyn powtórzyło to, co zrobiła Almeria, ale jasne jest, że przeciwnicy się nas obawiają.
Co powie pan o Czyhrynskim, nowym koledze w linii obrony?
Jest bardzo dobry. Kiedy Pep chciał go sprowadzić, nie mylił się. Wiedział co robi.
Którą jego cechę by pan podkreślił?
Talent do gry w piłkę. Szkoda, że doznał kontuzji. Bardzo dobrze zagrywa piłkę. Teraz, gdy rywale grają ultradefensywnie, jego udział będzie ważny.
Laporta powiedział, że podczas Pucharu Narodów Afryki będzie pan grał jako pomocnik. Co pan o tym sądzi?
Mi nikt nic nie powiedział. Czytałem w gazecie, iż prezydent mówił o tym, gdy zapytano go, czy jego zdaniem kadra nie jest za wąska. Wolę występować na środku obrony, choć czasami grałem w pomocy i umiem to robić, ale...
Dwa gole w sześciu meczach to niezły wynik jak na środkowego obrońcę.
Mogły być trzy, gdybym nie zmarnował doskonałej okazji w meczu z Málagą... Zmierzam po trofeum Pichichi (śmiech). Moim głównym zadaniem jest obrona, od strzelania goli jest Leo. Jednak w odpowiednim momencie lubię ruszyć do ataku. Tego nauczono mnie w Barcelonie. Dlatego tak podoba mi się bycie częścią tego zespołu. Tutaj szuka się spektaklu i goli. Przyznaję, że czasami przyłączam się do ataku bardziej, niż powinienem.
Od dawna nie rozmawiał pan ze swoim byłym kolegą, Cristiano Ronaldo?
Prawda jest taka, że obecnie nie rozmawiamy. To dobry chłopak. Jego przybycie do Madrytu utrudni nam sprawę.
Jak pan go ocenia po pierwszych tygodniach?
Musi się zaadaptować, ponieważ przybył do innej ligi. Strzelanie ma jednak we krwi.
Ale nie jest Messim...
Porównywanie zawsze jest trudne. A jeśli porównują cię z Messim, zawsze tracisz. Ronaldo jest niesamowity, ale to co prezentuje Messi jest nieziemskie. Liczy się jednak kolektyw. Grupa złożona z Valdésa, Abidala, Iniesty, Xaviego, Ibry... To sprawia, że wygrywasz. Dziennikarze przyznają później nagrody indywidualne, ale walczy się o nie jedenastoma piłkarzami i trzema rezerwowymi.
Mówi pan już jak trener. Widzi się pan na ławce?
Nie sądzę. Widzę siebie robiącego inne rzeczy. Istnieje życie po futbolu, gdyż nie wyobrażam sobie siebie grającego do czterdziestego roku życia. Z drugiej strony, nigdy nie wiadomo.
Wracając do teraźniejszości. Czy to normalne, że w ciągu sześciu kolejek nie podyktowano dla was karnego?
Nie wiem, czy to normalne, ale tak się stało.
Czy postrzega pan Sevillę jako rywala w walce o tytuł mistrzowski?
Tak, Valencię także. Mecz na Mestalla będzie trudny. W lidze jest kilka dobrych drużyn, walka o tytuł nie będzie pojedynkiem Barçy z Madrytem. Sevilla prezentuje imponujący poziom, Valencia ma jednego z najlepszych napastników na świecie. To będzie pasjonujący sezon.
Który kończy się Mistrzostwami Świata...
Nie wybiegajmy tak bardzo w przyszłość. Najpierw zobaczymy, czy pokonamy Valencię.
[źródło: Sport]
Jakiś czas temu grupa dziennikarzy z Madrytu stwierdziła, że pańskie przybycie jest "najlepszą wiadomością dla hiszpańskiego futbolu od czasu pojawienia się Hierro". Co pan o tym sądzi?
Nie wiem co powiedzieć.
Przesadzili?
Zawsze jest miło, gdy ktoś cię chwali, zwłaszcza, gdy komplementują cię osoby z zewnątrz. Sam nie postrzegam się tak dobrze. Po prostu mam szczęście mogąc grać dla Barçy.
To najlepszy moment pańskiej kariery?
Jestem bardzo szczęśliwy z tego, co się dzieje, ale nie możemy myśleć, że wszystko zostało już zrobione. Bylibyśmy w błędzie.
Który moment ubiegłego sezonu pozostanie w pańskiej pamięci?
Tylko jeden?
Tak, tylko jeden.
Ciężko powiedzieć. Wydarzyło się wiele rzeczy. Ale jeśli muszę wybrać jedną, będzie to zwycięstwo 6:2 na Santiago Bernabéu.
A nie finał Ligi Mistrzów?
Finał był wspaniały. Sądzę, że rozegrałem dobry mecz. Tego dnia wszyscy byliśmy perfekcyjni. Jednak strzelenie sześciu goli Realowi na ich stadionie jest czymś, z czym się jeszcze nie oswoiliśmy. Było to spotkanie, które jest podsumowaniem wspaniałego roku. Zwycięstwo w lidze było wynikiem dobrze wykonanej pracy, a triumf w Champions League to wisienka na torcie. Mecz z Realem i gol Andrésa na Stamford Bridge to magiczne chwile.
Dotknęliście nieba. Co teraz?
Trzeba spróbować jeszcze raz, ale Guardiola ma rację, kiedy mówi, że nie możemy być lepsi i wypadniemy gorzej w porównaniu do ubiegłego sezonu.
Liczby na razie temu przeczą.
Na razie. Powtórzenie ubiegłego roku nie jest możliwe. Aby dotykać nieba, musimy twardo stąpać po ziemi.
Czy czekają nas takie spotkania jak z Almerią, w których rywal stawia autobus w bramce?
Nie sądzę, by wiele drużyn powtórzyło to, co zrobiła Almeria, ale jasne jest, że przeciwnicy się nas obawiają.
Co powie pan o Czyhrynskim, nowym koledze w linii obrony?
Jest bardzo dobry. Kiedy Pep chciał go sprowadzić, nie mylił się. Wiedział co robi.
Którą jego cechę by pan podkreślił?
Talent do gry w piłkę. Szkoda, że doznał kontuzji. Bardzo dobrze zagrywa piłkę. Teraz, gdy rywale grają ultradefensywnie, jego udział będzie ważny.
Laporta powiedział, że podczas Pucharu Narodów Afryki będzie pan grał jako pomocnik. Co pan o tym sądzi?
Mi nikt nic nie powiedział. Czytałem w gazecie, iż prezydent mówił o tym, gdy zapytano go, czy jego zdaniem kadra nie jest za wąska. Wolę występować na środku obrony, choć czasami grałem w pomocy i umiem to robić, ale...
Dwa gole w sześciu meczach to niezły wynik jak na środkowego obrońcę.
Mogły być trzy, gdybym nie zmarnował doskonałej okazji w meczu z Málagą... Zmierzam po trofeum Pichichi (śmiech). Moim głównym zadaniem jest obrona, od strzelania goli jest Leo. Jednak w odpowiednim momencie lubię ruszyć do ataku. Tego nauczono mnie w Barcelonie. Dlatego tak podoba mi się bycie częścią tego zespołu. Tutaj szuka się spektaklu i goli. Przyznaję, że czasami przyłączam się do ataku bardziej, niż powinienem.
Od dawna nie rozmawiał pan ze swoim byłym kolegą, Cristiano Ronaldo?
Prawda jest taka, że obecnie nie rozmawiamy. To dobry chłopak. Jego przybycie do Madrytu utrudni nam sprawę.
Jak pan go ocenia po pierwszych tygodniach?
Musi się zaadaptować, ponieważ przybył do innej ligi. Strzelanie ma jednak we krwi.
Ale nie jest Messim...
Porównywanie zawsze jest trudne. A jeśli porównują cię z Messim, zawsze tracisz. Ronaldo jest niesamowity, ale to co prezentuje Messi jest nieziemskie. Liczy się jednak kolektyw. Grupa złożona z Valdésa, Abidala, Iniesty, Xaviego, Ibry... To sprawia, że wygrywasz. Dziennikarze przyznają później nagrody indywidualne, ale walczy się o nie jedenastoma piłkarzami i trzema rezerwowymi.
Mówi pan już jak trener. Widzi się pan na ławce?
Nie sądzę. Widzę siebie robiącego inne rzeczy. Istnieje życie po futbolu, gdyż nie wyobrażam sobie siebie grającego do czterdziestego roku życia. Z drugiej strony, nigdy nie wiadomo.
Wracając do teraźniejszości. Czy to normalne, że w ciągu sześciu kolejek nie podyktowano dla was karnego?
Nie wiem, czy to normalne, ale tak się stało.
Czy postrzega pan Sevillę jako rywala w walce o tytuł mistrzowski?
Tak, Valencię także. Mecz na Mestalla będzie trudny. W lidze jest kilka dobrych drużyn, walka o tytuł nie będzie pojedynkiem Barçy z Madrytem. Sevilla prezentuje imponujący poziom, Valencia ma jednego z najlepszych napastników na świecie. To będzie pasjonujący sezon.
Który kończy się Mistrzostwami Świata...
Nie wybiegajmy tak bardzo w przyszłość. Najpierw zobaczymy, czy pokonamy Valencię.
[źródło: Sport]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (2)