Kolejny rywal pokonany: Malaga - Barcelona 0:2

Rozwad

26 września 2009, 19:23

488 komentarzy
Pomeczowe refleksje

Spostrzeżenie pierwsze. Zastanawiam się dlaczego arbiter spotkania doliczył do regulaminowego czasu gry zaledwie trzy minuty. Przecież gdybyśmy zsumowali czas, który przeleżeli zawodnicy obu drużyn otrzymalibyśmy wynik czasowy co najmniej dwa razy większy od tego, który doliczył pan Ferreiro. Sam Weligton kilkoma swoimi brutalnymi zagraniami urwał nam kilka minut spektaklu.

Spostrzeżenie drugie. Zastanawiam się dlaczego wyżej wspomniany boiskowy bandyta rozegrał całe 90 minut i zakończył spotkanie zaledwie z żółtym kartonikiem na koncie. Już na początku spotkania ordynarnie nastąpił na nogę leżącego Leo Messiego. Kilka minut później niczym bokser, który pragnie się wyzwolić z klinczu odepchnął od siebie rywala, tylko tyle, że ów przeciwnik był piłkarzem, a dokładniej był nim Zlatan Ibrahimović. Sędzia zawodów odpuścił mu te wybryki, co było decyzją co najmniej niezrozumiałą. Jednak decyzją absurdalną i niedopuszczalną było odpuszczenie Weligtonowi jego kolejnego bandyckiego zachowania. Brazylijski obrońca po raz kolejny pomylił ring z boiskiem i silnym lewym sierpowym powalił na ziemię Gerarda Piqué. Otrzymał za to zagranie jedynie żółtą kartę, a był to czyn porównywalny z tym, którego dopuścił się obrońca Realu Madryt, Pepe.

Jak widzimy moje pomeczowe spostrzeżenia dotyczyły spraw boiskowych, ale miały one niewiele wspólnego z piłką nożną. To obrazuje nam jakie zawody oglądaliśmy na La Rosaleda. Gdybyśmy dodali do tego czerwoną kartkę Alberta Luque, który ostrym wejściem z tyłu wyciął równo z trawą Daniego Alvesa oraz dwie żółte kartki dla piłkarzy Barçy (Yaya Touré i Zlatan Ibrahimović), którzy próbowali wyjaśnić nieudolnemu sędziemu jak brutalnych przewinień dopuszczają się Andaluzyjczycy otrzymalibyśmy widok średniego kina klasy C.

Pierwsza połowa

Malaga rozpoczęła mecz bardzo żywiołowo. Zakładała pressing już na połowie Barçy, co zaskoczyło podopiecznym Guardioli. Katalończycy nie mogli znaleźć odpowiedniego rytmu gry przez co gra wyglądała odrobinę chaotycznie. W pierwszych 25 minutach meczu jedyne zagrożenie bramkowe o dziwo stworzył zespół Malagi. Lewą stroną boiska szarżę przeprowadził Obinna, ale jego silny strzał zatrzymał się na bocznej siatce bramki Victora Valdésa.

W 29. minucie meczu uskarżającego się na lekki uraz mięśniowy Henry'ego zastąpił Zlatan Ibrahimović. Już kilka minut po wejściu na plac gry miał on doskonałą okazję do zdobycia bramki. Otrzymał świetnie prostopadłe podanie od Pedro, ale Szwed jakby zdziwiony tym, że sędzia nie odgwizdał spalonego nonszalancko strzelił wprost w Munúę. Jednak culés nie zdążyli jeszcze zapomnieć o pudle Zlatana, a ten już wyprowadził Barçę na prowadzenie. W 39. minucie spotkania świetnym podaniem popisał się Leo Messi, a "Ibra" pewnym strzałem pokonał bramkarza Malagi. Do końca pierwszej połowy już niewiele się działo na Estadio La Rosaleda.

Druga połowa

Na drugą połowę obie jedenastki wyszły bez zmian. Barça od początku kontrolowała grę, chociaż do momentu strzelenia drugiej bramki Malaga starała się odgryzać. Jednak drugie trafienie nadeszło stosunkowo wcześnie. Kilka minut po wejściu na boisko za utykającego Dmytro Czyhrynskiego, Gerard Piqué umieścił piłkę w siatce po świetnym dośrodkowaniu Xaviego.

Od tej pory Barcelonie grało się łatwiej, ale zawodnicy Malagi swoją determinację do zdobycia bramki zamienili w złość na zawodników Barçy. Ich frustracja była na tyle duża, że często dopuszczali się nieładnych fauli, co w dużym stopniu popsuło nam piłkarskie widowisko. Doszło nawet do tego, że zazwyczaj spokojny i zrównoważony Tito Vilanova został wyrzucony z ławki trenerskiej. Pep Guardiola widząc, że jego protesty nie przynoszą rezultatów zaczął ironicznie klaskać trójce sędziowskiej po każdej kolejnej niezrozumiałej decyzji.

Irytował się także Leo Messi, który za wszelką cenę chciał zdobyć swojego kolejnego gola w La Liga. Starał się na różne sposoby, ale żaden nie przyniósł pożądanych efektów. Barça miała jeszcze kilka sytuacji ku temu by podwyższyć prowadzenie. Najczęściej próbował Messi, ale najlepszą okazję zaprzepaścił Gerard Piqué. Pedro będąc po prawej stronie pola karnego wyłożył piłkę Katalończykowi na siódmy metr przed bramką Munúy, ale "Geri" fatalnie spudłował z najbliższej odległości.

Najważniejsze zwycięstwo

Najważniejszą informacją dnia dzisiejszego jest to, że FC Barcelona wygrała kolejne, piąte ligowe spotkanie. W dzisiejszym meczu mało było majestatycznej piłki, ale przeszkadzało w tym kilka czynników. Płyta boiska znajdowała się w fatalnym stanie, piłkarze Malagi robili wszystko, by dać upust swojej frustracji robiąc krzywdę któremuś z zawodników Barçy. Sami zawodnicy Barçy kontrolowali spotkanie od początku do końca i nie byli ani przez chwilę zagrożeni, dlatego nie forsowali tempa i oszczędzali swoje siły, bo wtorkowe spotkanie z Dynamem Kijów już za pasem.

Málaga: Munúa; Gámez, Cuadrado, Welligton, Manu, Juanito, Xavi Torres, Duda (Luque, 76'), Fernando (Valdo, 45'), Obinha, Baha (Forestieri, 56').

FC Barcelona: Valdés; Alves, Puyol, Czyhrynski (Piqué, 55'), Abidal; Xavi, Touré (Busquets, 78'), Keita; Pedro, Messi, Henry (Ibrahimovic, 28').

Sędziował: Delgado Ferreiro.

Żółte kartki: Baha (16'); Touré (31'); Duda (67'); Piqué (69'); Welligton (69'); Ibrahimović (69').

Czerwone kartki: Tito Vilanova (asystent Pepa Guardioli), Albert Luque (85').

Gole:
0:1, Ibrahimović (38')
0:2, Piqué (58')
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (488)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze