Igrzyska XXI wieku: Barcelona - Manchester

hanc

26 maja 2009, 22:44

166 komentarzy
W środowy wieczór kibice na całym świecie wygodnie rozsiadając się w fotelach, spiesząc ze zroszonymi od potu czołami i ciężkimi od napojów siatkami, poszukujący swoich miejsc na stadionie, oraz ci walczący o dogodny widok ekranu w dusznych lokalach, mimo natłoku myśli, które kłębić się będą w głowach, jakby poszukiwały pośród labiryntu pytań wyjścia pod postacią odpowiedzi: "kto zwycięży?", otrzymali tę łaskę, aby móc skupić się na sprawach najistotniejszych i nie musieć, jak wielokrotnie wcześniej, łamać sobie głowy dywagując "czy mogło być lepiej"? Dzieje się tak dlatego, że o godzinie 20:45 rozpoczną pojedynek bezapelacyjnie dwa najlepsze zespoły na świecie. Nie ulega wątpliwości, że wśród wielu gier mających zadecydować o wyborze najlepszej drużyny na Starym Kontynencie już dawno nie potykali się ze sobą przeciwnicy, którzy w tym samym sezonie zdobywali laur pierwszeństwa w swoich ligach oraz były bezdyskusyjnie najbardziej podziwianymi zespołami globu.

Po zmianie formuły, przemianowaniu Pucharu Europy na Ligę Mistrzów i konsekwentnym wprowadzaniu do rozgrywek coraz większej ilości drużyn z najmocniejszych lig, z czasem coraz trudniej było szukać w finale par, które elektryzowałyby sympatyków piłki nożnej na kilka tygodni wcześniej. Na takie miano zasługiwały pojedynki, które czasem rozczarowywały, ale otoczką poprzedzającą spotkanie ustępowały co najwyżej mundialowym finałom. Rzymski finał dołącza zatem do grona tak bardzo wyczekiwanych widowisk jak rywalizacje Milanu z Barceloną, Manchesteru z Bayernem, czy Realu z Juventusem. Bez cienia przesady można zatem stwierdzić, że już od dekady żaden z pojedynków w Lidze Mistrzów nie spędził snu z tylu par powiek. Oba zespoły zdominowały rozgrywki krajowe w zdecydowanie najmocniejszych ligach na świecie; Barcelona w hiszpańskiej Primera Division, a Manchester w Premiership, dokładając ponadto do klubowych muzeów po trofeach za wygranie odpowiednio Pucharu Króla i Pucharu Ligi Angielskiej, a także wywalczonego przez podopiecznych sir Alexa Fergusona Klubowego Mistrzostwa Świata.

Tym, co dodatkowo podnosi temperaturę spotkania jest fakt, że mimo mocno uwypuklanych różnic zasadniczo oba zespoły zdecydowanie więcej łączy, niż dzieli. A mianownikiem Barcelony i Manchesteru są sprawy w dzisiejszej piłce niezwykle cenione. Nikomu nie mógł umknąć fakt wzrostu na znaczeniu w Europie obu zespołów na przestrzeni ostatnich dwóch dekad. Początek lat dziewięćdziesiątych przyniósł europejskiej piłce dwie absolutne potęgi. W Manchesterze kilka lat pracy Alexa Fergusona zaczęło przynosić pierwsze z wielu późniejszych trofeów, podczas gdy na Półwyspie Iberyjskim popłoch siał "Dream Team" pod batutą innej wielkiej postaci światowego futbolu - Johana Cruyffa. Przez ostatnich dwadzieścia lat oba kluby podwoiły własne kolekcje pod względem tytułów mistrzowskich w swoich krajach oraz osiągnęły większe niż kiedykolwiek sukcesy na arenie europejskiej. W obu przypadkach stało się tak za sprawą rozwiązań, które do dziś budzą ogromny podziw i szacunek na całym świecie - dzięki doskonałej pracy z młodzieżą. Włodarze obu klubów doszli do wniosku, że poza wydawaniem pieniędzy na gwiazdy dobrym pomysłem byłoby maksymalne wykorzystanie potencjału zmagazynowanego we własnych szkółkach. Dzięki temu akademie Barcelony i Manchesteru wydały na piłkarski świat genialnych piłkarzy, którzy stanowią o sile obu klubów do dziś. I choć o Anglikach mówi się obecnie bardziej w kontekście przeszłości trudno wyobrażać sobie kibica, który nie zna takich nazwisk jak Scholes, Beckham, Giggs, czy Neville. Ponadto niebagatelny wpływ na wizerunek tegorocznych finalistów Ligi Mistrzów ma namacalne poczucie tożsamości narodowej drużyn, przez co nie ma mowy o często szyderczych wyliczankach jak w przypadku tych, ilu Turków gra w Fenerbahce, czy Anglików w Arsenalu. Nikt nie będzie mógł mieć najmniejszej wątpliwości, że oto "Duma Katalonii" zmierzy się z "Dumą Albionu", gdzie wskazanie Walijczyków, Szkotów, Irlandczyków, nie mówiąc już o Anglikach, nie stanowi żadnego problemu.

Na Stadionie Olimpijskim nie obejrzymy jednak walki dwóch bliźniaków rozrzuconych przez los na różne strony świata. Barcelona mimo dobrego zorganizowania przypominać może dzikusa, który rzuca się na przeciwnika i konsekwentnie bije go gdzie popadnie. I na szczęście powoli przełamuje stereotyp o dość ograniczonym wachlarzu ciosów. Stanowi to swoisty paradoks, bo nie ulega wątpliwości, że o ile każdy piłkarz zarówno z pomocy, jak i ataku może w pojedynkę przesądzić o losach spotkania, to zaskakującym może być fakt, iż wszyscy starają się dokonać tego podobnie: przechodząc całą obronę i strzelając do pustej bramki z kilku metrów. Ostatnio podobny obrazek nie był widywany często, dzięki czemu upadł mit o rzekomej dżentelmeńskiej umowie, jaką zawarli zawodnicy Barçy, a sprowadzający się do oświadczenia: "panowie, nie strzelamy zza szesnastki". Siła Katalończyków leży w ruchliwości, co w żargonie bokserskim można by było określić mianem doskonałej pracy nóg. Preferowana taktyka z racji krótkiego zasięgu ramion (tutaj: niedoborze piłkarzy z mocnym i precyzyjnym strzałem z daleka) to półdystans. Zadawanie szybkich ciosów i uniemożliwienie przeciwnikowi rozwinięcia skrzydeł. Barcelona potrafi jednak trzymać również przeciwnika na dystans, a grad "prostych" zapewniający całkowitą kontrolę nad przebiegiem walki uosabiają Xavi z Iniestą. Manchester prezentuje się tu zgoła inaczej. Przede wszystkim ze względu na ogromny wachlarz ciosów (świetnie bite rzuty wolne, specjaliści od strzałów z daleka i gry głową). Na pewno sir Alex Ferguson jest trenerem ostrożniejszym. W tegorocznej edycji Ligi Mistrzów finał zapewniła mu ogromna równowaga pomiędzy obroną i atakiem. Różnica w sposobie gry w porównaniu z Barcelona widoczna jest zwłaszcza w środku pola. Manchester stawia przede wszystkim na ciężką do przejścia gardę; dwóch lub czasem trzech graczy o wysokich umiejętnościach odbioru piłki z bardzo pożytecznym Carrickiem na czele. Natomiast większość zabójczych ciosów spada na rywali z boków, gdzie główną rolę w nokautowaniu przeciwników spełnia niesamowity nażelowany prawy sierp.

Choć w angielskim zespole zabraknie zawieszonego za czerwoną kartkę Darrena Fletchera, to jednak Barcelona może mówić o większym pechu. "Duma Katalonii" przystępuje do walki z wyszczerbioną przez urazy i kartki tarczą oraz stępionymi na czerepach wrogów mieczami. Z nieobecnych obrońców dałoby się ustawić jedną z najlepszych linii defensywnych na świecie, natomiast urazy Henry'ego i Iniesty mogące rzutować na ich formę, oraz słaba ostatnio forma strzelecka Samuela Eto'o nie napawają optymizmem. Na szczęście w takich meczach o sukcesie decyduje przede wszystkim mocna psychika i talent, którego w Barcelonie na pewno nie brakuje. Stawka pojedynku będzie tym wyższa, że zwycięzca automatycznie zyska miano najlepszej drużyny na świecie. Manchester może jako pierwszy klub w historii obronić Ligę Mistrzów, a Barcelona wcisnąć na głowę Pepa Guardioli laur boskości. To dzięki niemu zespół zmartwychwstał i teraz, co jeszcze rok temu wydawało się niemożliwe, ma szansę wstąpić do nieba zdobywając potrójną koronę. Ale, aby się tam dostać trzeba przejść przez piekło, które zgotują Katalończykom na rzymskiej arenie "Czerwone Diabły" Fergusona. Przewagą Barcelony będzie brak możliwości zrobienia czegokolwiek poza ciągłym atakowaniem i zasypywaniem przeciwnika ciosami. Kunktatorstwo, czy cofanie się nie wchodzi w grę. Trzeba szaleńczo naciskać z każdej strony i liczyć na to, że niczym smok pod naporem świętego Jerzego, tak angielskie diabły ulegną Barcelonie na Stadionie Olimpijskim, w igrzyskach na miarę XXI wieku.

Prawdopodobne składy:
FC Barcelona: Valdés - Puyol, Touré, Piqué, Sylvinho - Xavi, Busquets, Iniesta - Messi, Eto'o, Henry

Manchester United: van der Sar - O'Shea, Ferdinand, Vidic, Evra - Ronaldo, Scholes, Carrick, Giggs - Tevez, Rooney



[źródło: Własne]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (166)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze