Eto'o: Nie zależy mi na Pichichi

Looky

9 maja 2009, 12:10

12 komentarzy
Samuel Eto'o sukces drużyny przedkłada ponad indywidualne trofea. Kameruńczyk jest liderem klasyfikacji Pichichi, mając na koncie 27 bramek. "To, że jestem liderem klasyfikacji strzelców ma teraz małe znaczenie. Ważną rzeczą jest to, iż mam szansę na mistrzostwo La Liga, Copa del Rey i Puchar Mistrzów. Istotne jest wygrywanie i wygrywanie. Nie ma dla mnie znaczenia to, czy strzelam bramki", powiedział.

Pierwszy tytuł w tym sezonie Barcelona może zdobyć już jutro, jeśli dziś Real Madryt nie wygra w Walencji, a Katalończycy pokonają Villarreal. Eto'o preferuje zdobycie mistrzostwa "w domu", ale przyznaje, że nie ma pośpiechu. "Jeszcze niczego nie wygraliśmy. Jeśli uda się w niedzielę to dobrze, jeśli później, też nic się nie stanie".

Eto'o stwierdził, że Andres Iniesta zasłużył na bramkę, którą zdobył w środowym meczu z Chelsea. Podkreślił też dobrą postawę Yaya Toure, mówiąc, iż jako środkowy obrońca rozegrał "partidazo" oraz Victora Valdésa. "Prawie zawsze niesprawiedliwie oceniamy postawę Victora. Jego pozycja jest bardzo delikatna. Widzi się więcej jego błędów niż udanych interwencji. Ale chcąc być szczerym trzeba powiedzieć, że jest jednym z tych, którzy dali Barcelonie drugi w historii Puchar Mistrzów", mówił.

Samuel wrócił też do wydarzeń środowego wieczoru na Stamford Bridge: "Chcę zwrócić uwagę na miły gest jaki miał miejsce po meczu. Kapitan Chelsea wszedł do szatni i uścisnął dłoń każdemu graczowi. To było to, co chciałoby się widzieć jak najczęściej".

Skomentował również reakcję Didiera Drogby, który nie przebierając w słowach, do kamery dał upust swoim emocjom. "Futbol to tylko futbol. Chelsea miała swoje szanse i mogła zakończyć mecz, ale to nie był dzień Drogby. Ale jego reakcja była zrozumiała, bowiem przez długi czas nasz rywal miał losy meczu w swoich rękach, a awans mu uciekł. To frustrujące. Jednak ludzie płacą za bilety, chcąc oglądać spektakl i tak powinno pozostać".

"Jeśli ponieślibyśmy porażkę, mówilibyśmy o rzucie karnym, który powinien zostać nam przyznany (w pierwszym meczu). Sędzia miał w tym swój udział, ale nie sądzę, że jego zamiarem było skrzywdzenie nas. Ale kiedy rzeczy idą po myśli jednego zespołu, nie idą po myśli drugiego. Trzeba to zaakceptować", dodał.

[źródło: Marca]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (12)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze