Wołanie Guardioli na puszczy
Josep Guardiola walczy w bitwie, która jest już przegrana. Nie na boisku, lecz poza nim. Od początku sezonu uczestniczył już w ponad 100 konferencjach prasowych. Porusza na nich przeróżne tematy. Katalonia, Hiszpania, Anglia, niezależnie od pytań, które są mu zadawane, riposta jest zawsze ta sama. "Nie wygramy wszystkiego" - zdanie to powtarza ciągle, niczym mantrę. Desperacko próbuje tonować euforię otaczająca FC Barcelonę. Ma rację; Barça nie wygrała jeszcze niczego. Niestety, nikt go nie słucha.
Ludzie słuchają raczej Joana Laporty, prezydenta Dumy Katalonii, który pierwszą połowę meczu z Bayernem Monachium opisał jako "najlepszą w historii klubu". Albo Bernda Schustera, byłego trenera Realu Madryt, stwierdzającego wprost, że pokonanie Barcelony na Camp Nou jest niemożliwe. Słuchają Alexa Fergusona określającego wysokie zwycięstwo Katalończyków nad Lyonem, jako "absolutnie kapitalne".
Barcelonę opanował szał porównań i przymiotników. Na pierwszym miejscu jest oczywiście powoływanie się na słynny Dream Team Cruyffa. Zespół "Boskiego Johana" zdominował ligę hiszpańską w latach 1991-94, oraz zdobył pierwszy w historii klubu Puchar Mistrzów. Tamta drużyna imponowała uporządkowaniem gry, zaangażowaniem w ataku i posiadaniem piłki. Czy ekipa Guardioli już mu dorównuje? Dream Team II, The Pep Team, Pep's Dream Boys - to tylko niektóre z określeń jakie pojawiają się w ostatnim czasie. Jak gdyby Xavi Hernandez, Carles Puyol i reszta, byli jakąś wędrowną grupą striptizerów.
Guardiola, który grał w słynnej drużynie z lat 90', przyznał, że uważa się za syna Dream Teamu. Jego pucharowy rywal, Guus Hiddink określa styl Barcelony, jako "najpiękniejszy jaki widział." Czy Pep powtórzy sukcesy ekipy Cruyffa? Jak na razie Barcelona jest liderem ligi hiszpańskiej. Osiągnęła finał Pucharu Króla, a w półfinale Champions League podejmie Chelsea Londyn. Yaya Toure mówi, iż Chelsea to "najgorszy przeciwnik, na jakiego można było trafić". Jednak, jakby na to nie patrzeć, w rozgrywkach ligowych trzech piłkarzy FC Barcelona - Leo Messi, Thierry Henry i Samuel Eto'o zdobyło więcej goli niż cała Chelsea razem wzięta.
Mierzący 169 cm wzrostu Argentyńczyk, który w przeszłości musiał brać hormony, aby rosnąć szybciej; 31-letni Francuz, w przeszłości okrzyknięty już "dinozaurem", obecnie przeżywający drugą młodość; fenomenalnie szybki Kameruńczyk - razem tworzą jedną z najlepszych linii, jaką widział futbol. Manolo Jimenez, trener Sevilli, niedawnej ofiary Barçy przyznał: "Barcelona była niedościgniona, to najlepsza drużyna na tej planecie. Nie mogliśmy nic zrobić". Dlaczego kibice mieliby zwracać uwagę na ostrzeżenia Guardioli, kiedy mają w zespole taki atak? I kiedy wszyscy dookoła powtarzają wciąż to samo?
Większość trenerów trapią pytania z cyklu: "Jak powstrzymać FC Barcelonę?" Zespół zalicza kolejne niewiarygodne rekordy i serie zwycięstw. Zdobywa tak wiele bramek, że niedługo trzeba będzie zmienić zasady gry w piłkę nożną. Drużyny, które przyjeżdżają na Camp Nou, mogą liczyć jedynie na remis. Jeśli Barça zaczyna strzelać, biada przeciwnikom. Przegraną 0:2 należy wtedy uznać za dobry wynik. Większość skromnych rezultatów zapadła poprzez zmęczenie Katalończyków. Lub też chęci oszczędzenia przez nich sił. Chelsea nie może liczyć na taki komfort.
"Rzecz nie polega na tym, że przeciwnicy są mali" - mówi Johan Cruyff - "To Barcelona czyni ich małymi". Blaugrana strzeliła dziewięć goli w dwóch spotkaniach z Atletico Madryt, a jesienny maraton obejmujący mecze z Sevillą, Valencią, Realem i Villarrealem zespół zakończył z bilansem bramkowym 11:1. W Lidze Mistrzów strzelali już 29 razy, o 10 razy więcej niż robiła to Chelsea. W sobotę zdobyli 94 ligowego gola, czym prześcignęli sławny Dream Team. Tylko dwie Barcelony w historii strzeliły więcej bramek - były to ekipy Bobby'ego Robsona (1996/97) i Helenio Herrery (1958/59). Aktualnie Katalończycy zbliżają się do innego rekordu - 107 trafień Realu Madryt Johna Toshacka z sezonu 1989/90.
W tych rozgrywkach Barcelona strzeliła o 33 gole więcej niż Manchester United, 30 więcej niż Wolfsburg, 34 więcej niż Inter Mediolan, 38 więcej niż Olympique Marsylia i 42 więcej niż FC Porto. Eto'o, Henry i Messi zdobyli już 66 bramek w lidze a 90 w ogóle. Słownie: dziewięćdziesiąt. Może nie jest to najbardziej rozstrzelane trio w historii, ale na pewno w czołowych ligach Europy nie znajdziemy drugiego podobnego. "Jeśli mają dzień, są nie do zatrzymania" - mówi Dani Alves, prawy obrońca Barçy - "Są dla przeciwników zbyt ruchliwi, zbyt inteligentni".
Razem są bez wątpienia najlepszym atakiem w dziejach klubu. W sezonie 1996/97 Ronaldo zgromadził 34 gole w lidze, Luis Enrique 17, Luis Figo 4 a rezerwowy Juan Antonio Pizzi - 9. W rozgrywkach 1989/90, Hugo Sanchez zdobył 38 bramek dla Realu Madryt, a jego kolega Emilio Butragueño popisał się 10 trafieniami. Alfredo di Stefano, Raymond Kopa i Ferenc Puskás strzelili w 1959 roku 54 ligowe gole.
"Tajemnica tkwi w tym, że to są naprawdę dobrzy gracze" - mówi po prostu Guardiola. Henry, zanim zjawił się na Camp Nou, był super-snajperem Arsenalu, Eto'o utrzymuje się w czołówce klasyfikacji strzelców La Liga nieprzerwanie od 5 lat, a Messi w swej krótkiej karierze nigdy nie zdobywał tylu goli co teraz. Mimo tego ta drużyna zakończyła poprzedni sezon z 18 punktami straty do Realu Madryt. Wówczas Eto'o strzelił 16 bramek, lecz jego pozaboiskowe wyczyny przyćmiły ten dorobek. Ronaldinho po słabym sezonie wylądował na liście transferowej. Na Henry'ego, mimo, że zaliczył 19 trafień i 12 asyst we wszystkich rozgrywkach, spadła fala krytyki od ludzi, którzy określali go jako "relikt". "Zapomnijcie o "Henrym z Arsenalu - mówił Francuz - teraz jestem lewoskrzydłowym". Messi miał swoje przebłyski, lecz trzeci kolejny sezon wypełniony kontuzjami, spowodował, że Argentyńczyk opuścił ostanie 10 gier.
W lecie Frank Rijkaard opuścił Camp Nou. Na jego miejscu zjawił się Josep Guardiola. Nowy trener miał szczęście, że zaufał umiejętnościom Eto'o. Blask Kameruńczyka powrócił, kiedy Guardiola wprowadził do linii ataku pierwiastek gry zespołowej.
Młody trener od początku nosił się z zamiarem dokonania małej rewolucji w składzie, aby przywrócić Barcelonę na właściwe tory. Na pierwszy ogień poszedł Ronaldinho. "On uczynił Barcelonę znów wielką. Oglądanie go w takim stanie rani uczucia innych zawodników" - miał ponoć mówić Guardiola. Brazylijczyk odszedł więc do Milanu. Deco, człowiek z niebywałą charyzmą, któremu jednak nie w smak była Barcelona bez sukcesów, również musiał odejść. Odświeżyło to atmosferę w drużynie. "Nikt nie ustalał granic w ostatnim sezonie" - mówi Rafa Márquez. "Teraz jest dyscyplina i porządek. To cały sekret" - stwierdza z zadowoleniem Xavi Hernandez - "Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego; znowu jest współpraca. Pep przywrócił ład."
Czas był dobry. Po dwóch latach bez trofeów, Guardiola trafił w sedno. "Podstawą osiągania sukcesów jest ich głód" - mówi Christo Stoiczkow, były boiskowy kolega Pepa. "Różnica pomiędzy tym a poprzednim rokiem to trener i chęci" - powiedział jeden z pracowników klubu. Koncepcja futbolowego laissez - faire lansowana przez Rijkaarda nie sprawdziła się. "Chcesz powiedzieć, że my też mamy trenować, szefie?" - popularny żart odszedł do lamusa, a kłótnie Eto'o, czy też problematyczna postawa Ronaldinho zniknęła razem z nim.
Pomysł Guardioli na grę jest prosty. Według niego trzeba "wsiąść" na przeciwnika, wciąż naciskać. Cała drużyna ma iść do przodu, a każda piłka musi być posłana precyzyjnie. Podczas przygotowań do sezonu, sesje treningowe były często przerywane, gdyż Guardiola nieraz musiał zrugać któregoś z piłkarzy. W szczególności dotyczyło to Messiego, który nie przykładał się do pressingu przy rzutach z autu wykonywanych przez rywala. "Jesteś najlepszym graczem na świecie, kiedy masz piłkę. Bądź nim także, kiedy jej nie masz" - mówił Pep do Argentyńczyka.
Pressing zaczyna się od napastników. Henry, Eto'o i Messi mają na koncie więcej fauli niż środkowi obrońcy - Rafa Márquez i Carles Puyol. "Naszymi obrońcami są napastnicy" - mówi Daniel Alves - "Pressing jest kluczowy". Korzyści z takiej gry widoczne są nie tylko w defensywie. "Im bliżej jesteśmy przeciwnika, tym łatwiej zdobywa się gole. Jest mniej miejsca i zazwyczaj przeciwnicy gubią pozycję" - wyjaśnia Alves.
Rezultat takiego podejścia to mniej pracy do wykonania przez poszczególnych zawodników. W poprzednim sezonie Henry skarżył się na 60 metrowe rajdy, jakie nieraz musiał odbywać. Cruyff mawia, że obecna Barcelona zachowuje energię. "Bieganie dla samego biegania skutkuje stratą punktów" - stwierdza Tito Vilanova, asystent trenera. Henry wygląda bardziej świeżo, jest mniej zmęczony, i, co najważniejsze, zdobywa dużo goli. Eto'o już nie narzeka, że musi uganiać się sam za obrońcami. Z Messim sprawa wygląda podobnie. Jeśli ten system działa poprawnie, piłkarze są niezwykle skuteczni.
Jeżeli Guardiola chciał stworzyć zgrany kolektyw, musiał dać sobie radę z osobowościami takich gigantów futbolu, jakimi są Henry, Eto'o i Messi. Pomimo rozrośniętych 'ego' każdego z nich, zgodnie współpracują na boisku. Eto'o jest zwinny i ruchliwy, często otwierając w ten sposób szczeliny w obronie przeciwnika. Henry z gracją sunie po lewym skrzydle. Messi, schodząc często do środka, konstruuje kombinacyjne akcje przy współudziale Iniesty, Eto'o i Xaviego, zostawiając w ten sposób Daniemu Alvesowi wolną prawą flankę.
Guardiola był człowiekiem, który przekonał klub do wyjazdu Messiego na Igrzyska do Pekinu. Argentyńczyk zdobył w Chinach złoty medal. Powszechnie obawiano się, jak odbije się to na zdrowiu Leo. Jednak sprytne postępowanie Guardioli, obejmujące szeroki wachlarz środków, od indywidualnego treningu, aż po rotacje w składzie, zaowocowało sezonem wolnym od kontuzji. Gdy osiągnął pełną formę fizyczną, a drużyna w końcu mogła zacząć budować grę w oparciu o jego geniusz, Messi stał się wtedy najlepszym piłkarzem świata. "On jest jak Rivaldo i Luis Figo razem: strzela gole i asystuje kolegom" - mówi Louis van Gaal, były trener FC Barcelona.
Tak funkcjonuje ten zespół. Chyba jedyny, który swoją grą mógłby przenosić góry. Xavi jest tu motorem - ma więcej asyst niż jakikolwiek gracz w La Liga. "On jest spóźniony, powinienem go mieć już w 1996" - żartuje van Gaal. Z kolei Alves i Iniesta to piłkarze, od których Guardiola zaczyna obecnie ustalanie składu. Wszyscy świetnie przygotowani fizycznie, wspaniale zorganizowani, głodni sukcesów i odważnie patrzący w przyszłość. Porównania z Dream Teamem są jak najbardziej na miejscu. To czym Barcelona urzeka to nie tylko gole, ale przede wszystkim kontrola nad piłką.
"Co czyni z Messiego, Henry i Eto'o nietuzinkowych piłkarzy?" - pyta retorycznie Stoiczkow - "Ano to, że mają z tyłu Xaviego, Iniestę i Alvesa. To tak jak ja z Romario, a za mną Laudrup, Eusebio i Bakero. No i, oczywiście, Guardiola".
/Artykuł ukazał się 26 kwietnia 2009 roku na łamach "The Guardian"./
[źródło: Sid Lowe/Guardian.co.uk]
Ludzie słuchają raczej Joana Laporty, prezydenta Dumy Katalonii, który pierwszą połowę meczu z Bayernem Monachium opisał jako "najlepszą w historii klubu". Albo Bernda Schustera, byłego trenera Realu Madryt, stwierdzającego wprost, że pokonanie Barcelony na Camp Nou jest niemożliwe. Słuchają Alexa Fergusona określającego wysokie zwycięstwo Katalończyków nad Lyonem, jako "absolutnie kapitalne".
Barcelonę opanował szał porównań i przymiotników. Na pierwszym miejscu jest oczywiście powoływanie się na słynny Dream Team Cruyffa. Zespół "Boskiego Johana" zdominował ligę hiszpańską w latach 1991-94, oraz zdobył pierwszy w historii klubu Puchar Mistrzów. Tamta drużyna imponowała uporządkowaniem gry, zaangażowaniem w ataku i posiadaniem piłki. Czy ekipa Guardioli już mu dorównuje? Dream Team II, The Pep Team, Pep's Dream Boys - to tylko niektóre z określeń jakie pojawiają się w ostatnim czasie. Jak gdyby Xavi Hernandez, Carles Puyol i reszta, byli jakąś wędrowną grupą striptizerów.
Guardiola, który grał w słynnej drużynie z lat 90', przyznał, że uważa się za syna Dream Teamu. Jego pucharowy rywal, Guus Hiddink określa styl Barcelony, jako "najpiękniejszy jaki widział." Czy Pep powtórzy sukcesy ekipy Cruyffa? Jak na razie Barcelona jest liderem ligi hiszpańskiej. Osiągnęła finał Pucharu Króla, a w półfinale Champions League podejmie Chelsea Londyn. Yaya Toure mówi, iż Chelsea to "najgorszy przeciwnik, na jakiego można było trafić". Jednak, jakby na to nie patrzeć, w rozgrywkach ligowych trzech piłkarzy FC Barcelona - Leo Messi, Thierry Henry i Samuel Eto'o zdobyło więcej goli niż cała Chelsea razem wzięta.
Mierzący 169 cm wzrostu Argentyńczyk, który w przeszłości musiał brać hormony, aby rosnąć szybciej; 31-letni Francuz, w przeszłości okrzyknięty już "dinozaurem", obecnie przeżywający drugą młodość; fenomenalnie szybki Kameruńczyk - razem tworzą jedną z najlepszych linii, jaką widział futbol. Manolo Jimenez, trener Sevilli, niedawnej ofiary Barçy przyznał: "Barcelona była niedościgniona, to najlepsza drużyna na tej planecie. Nie mogliśmy nic zrobić". Dlaczego kibice mieliby zwracać uwagę na ostrzeżenia Guardioli, kiedy mają w zespole taki atak? I kiedy wszyscy dookoła powtarzają wciąż to samo?
Większość trenerów trapią pytania z cyklu: "Jak powstrzymać FC Barcelonę?" Zespół zalicza kolejne niewiarygodne rekordy i serie zwycięstw. Zdobywa tak wiele bramek, że niedługo trzeba będzie zmienić zasady gry w piłkę nożną. Drużyny, które przyjeżdżają na Camp Nou, mogą liczyć jedynie na remis. Jeśli Barça zaczyna strzelać, biada przeciwnikom. Przegraną 0:2 należy wtedy uznać za dobry wynik. Większość skromnych rezultatów zapadła poprzez zmęczenie Katalończyków. Lub też chęci oszczędzenia przez nich sił. Chelsea nie może liczyć na taki komfort.
"Rzecz nie polega na tym, że przeciwnicy są mali" - mówi Johan Cruyff - "To Barcelona czyni ich małymi". Blaugrana strzeliła dziewięć goli w dwóch spotkaniach z Atletico Madryt, a jesienny maraton obejmujący mecze z Sevillą, Valencią, Realem i Villarrealem zespół zakończył z bilansem bramkowym 11:1. W Lidze Mistrzów strzelali już 29 razy, o 10 razy więcej niż robiła to Chelsea. W sobotę zdobyli 94 ligowego gola, czym prześcignęli sławny Dream Team. Tylko dwie Barcelony w historii strzeliły więcej bramek - były to ekipy Bobby'ego Robsona (1996/97) i Helenio Herrery (1958/59). Aktualnie Katalończycy zbliżają się do innego rekordu - 107 trafień Realu Madryt Johna Toshacka z sezonu 1989/90.
W tych rozgrywkach Barcelona strzeliła o 33 gole więcej niż Manchester United, 30 więcej niż Wolfsburg, 34 więcej niż Inter Mediolan, 38 więcej niż Olympique Marsylia i 42 więcej niż FC Porto. Eto'o, Henry i Messi zdobyli już 66 bramek w lidze a 90 w ogóle. Słownie: dziewięćdziesiąt. Może nie jest to najbardziej rozstrzelane trio w historii, ale na pewno w czołowych ligach Europy nie znajdziemy drugiego podobnego. "Jeśli mają dzień, są nie do zatrzymania" - mówi Dani Alves, prawy obrońca Barçy - "Są dla przeciwników zbyt ruchliwi, zbyt inteligentni".
Razem są bez wątpienia najlepszym atakiem w dziejach klubu. W sezonie 1996/97 Ronaldo zgromadził 34 gole w lidze, Luis Enrique 17, Luis Figo 4 a rezerwowy Juan Antonio Pizzi - 9. W rozgrywkach 1989/90, Hugo Sanchez zdobył 38 bramek dla Realu Madryt, a jego kolega Emilio Butragueño popisał się 10 trafieniami. Alfredo di Stefano, Raymond Kopa i Ferenc Puskás strzelili w 1959 roku 54 ligowe gole.
"Tajemnica tkwi w tym, że to są naprawdę dobrzy gracze" - mówi po prostu Guardiola. Henry, zanim zjawił się na Camp Nou, był super-snajperem Arsenalu, Eto'o utrzymuje się w czołówce klasyfikacji strzelców La Liga nieprzerwanie od 5 lat, a Messi w swej krótkiej karierze nigdy nie zdobywał tylu goli co teraz. Mimo tego ta drużyna zakończyła poprzedni sezon z 18 punktami straty do Realu Madryt. Wówczas Eto'o strzelił 16 bramek, lecz jego pozaboiskowe wyczyny przyćmiły ten dorobek. Ronaldinho po słabym sezonie wylądował na liście transferowej. Na Henry'ego, mimo, że zaliczył 19 trafień i 12 asyst we wszystkich rozgrywkach, spadła fala krytyki od ludzi, którzy określali go jako "relikt". "Zapomnijcie o "Henrym z Arsenalu - mówił Francuz - teraz jestem lewoskrzydłowym". Messi miał swoje przebłyski, lecz trzeci kolejny sezon wypełniony kontuzjami, spowodował, że Argentyńczyk opuścił ostanie 10 gier.
W lecie Frank Rijkaard opuścił Camp Nou. Na jego miejscu zjawił się Josep Guardiola. Nowy trener miał szczęście, że zaufał umiejętnościom Eto'o. Blask Kameruńczyka powrócił, kiedy Guardiola wprowadził do linii ataku pierwiastek gry zespołowej.
Młody trener od początku nosił się z zamiarem dokonania małej rewolucji w składzie, aby przywrócić Barcelonę na właściwe tory. Na pierwszy ogień poszedł Ronaldinho. "On uczynił Barcelonę znów wielką. Oglądanie go w takim stanie rani uczucia innych zawodników" - miał ponoć mówić Guardiola. Brazylijczyk odszedł więc do Milanu. Deco, człowiek z niebywałą charyzmą, któremu jednak nie w smak była Barcelona bez sukcesów, również musiał odejść. Odświeżyło to atmosferę w drużynie. "Nikt nie ustalał granic w ostatnim sezonie" - mówi Rafa Márquez. "Teraz jest dyscyplina i porządek. To cały sekret" - stwierdza z zadowoleniem Xavi Hernandez - "Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego; znowu jest współpraca. Pep przywrócił ład."
Czas był dobry. Po dwóch latach bez trofeów, Guardiola trafił w sedno. "Podstawą osiągania sukcesów jest ich głód" - mówi Christo Stoiczkow, były boiskowy kolega Pepa. "Różnica pomiędzy tym a poprzednim rokiem to trener i chęci" - powiedział jeden z pracowników klubu. Koncepcja futbolowego laissez - faire lansowana przez Rijkaarda nie sprawdziła się. "Chcesz powiedzieć, że my też mamy trenować, szefie?" - popularny żart odszedł do lamusa, a kłótnie Eto'o, czy też problematyczna postawa Ronaldinho zniknęła razem z nim.
Pomysł Guardioli na grę jest prosty. Według niego trzeba "wsiąść" na przeciwnika, wciąż naciskać. Cała drużyna ma iść do przodu, a każda piłka musi być posłana precyzyjnie. Podczas przygotowań do sezonu, sesje treningowe były często przerywane, gdyż Guardiola nieraz musiał zrugać któregoś z piłkarzy. W szczególności dotyczyło to Messiego, który nie przykładał się do pressingu przy rzutach z autu wykonywanych przez rywala. "Jesteś najlepszym graczem na świecie, kiedy masz piłkę. Bądź nim także, kiedy jej nie masz" - mówił Pep do Argentyńczyka.
Pressing zaczyna się od napastników. Henry, Eto'o i Messi mają na koncie więcej fauli niż środkowi obrońcy - Rafa Márquez i Carles Puyol. "Naszymi obrońcami są napastnicy" - mówi Daniel Alves - "Pressing jest kluczowy". Korzyści z takiej gry widoczne są nie tylko w defensywie. "Im bliżej jesteśmy przeciwnika, tym łatwiej zdobywa się gole. Jest mniej miejsca i zazwyczaj przeciwnicy gubią pozycję" - wyjaśnia Alves.
Rezultat takiego podejścia to mniej pracy do wykonania przez poszczególnych zawodników. W poprzednim sezonie Henry skarżył się na 60 metrowe rajdy, jakie nieraz musiał odbywać. Cruyff mawia, że obecna Barcelona zachowuje energię. "Bieganie dla samego biegania skutkuje stratą punktów" - stwierdza Tito Vilanova, asystent trenera. Henry wygląda bardziej świeżo, jest mniej zmęczony, i, co najważniejsze, zdobywa dużo goli. Eto'o już nie narzeka, że musi uganiać się sam za obrońcami. Z Messim sprawa wygląda podobnie. Jeśli ten system działa poprawnie, piłkarze są niezwykle skuteczni.
Jeżeli Guardiola chciał stworzyć zgrany kolektyw, musiał dać sobie radę z osobowościami takich gigantów futbolu, jakimi są Henry, Eto'o i Messi. Pomimo rozrośniętych 'ego' każdego z nich, zgodnie współpracują na boisku. Eto'o jest zwinny i ruchliwy, często otwierając w ten sposób szczeliny w obronie przeciwnika. Henry z gracją sunie po lewym skrzydle. Messi, schodząc często do środka, konstruuje kombinacyjne akcje przy współudziale Iniesty, Eto'o i Xaviego, zostawiając w ten sposób Daniemu Alvesowi wolną prawą flankę.
Guardiola był człowiekiem, który przekonał klub do wyjazdu Messiego na Igrzyska do Pekinu. Argentyńczyk zdobył w Chinach złoty medal. Powszechnie obawiano się, jak odbije się to na zdrowiu Leo. Jednak sprytne postępowanie Guardioli, obejmujące szeroki wachlarz środków, od indywidualnego treningu, aż po rotacje w składzie, zaowocowało sezonem wolnym od kontuzji. Gdy osiągnął pełną formę fizyczną, a drużyna w końcu mogła zacząć budować grę w oparciu o jego geniusz, Messi stał się wtedy najlepszym piłkarzem świata. "On jest jak Rivaldo i Luis Figo razem: strzela gole i asystuje kolegom" - mówi Louis van Gaal, były trener FC Barcelona.
Tak funkcjonuje ten zespół. Chyba jedyny, który swoją grą mógłby przenosić góry. Xavi jest tu motorem - ma więcej asyst niż jakikolwiek gracz w La Liga. "On jest spóźniony, powinienem go mieć już w 1996" - żartuje van Gaal. Z kolei Alves i Iniesta to piłkarze, od których Guardiola zaczyna obecnie ustalanie składu. Wszyscy świetnie przygotowani fizycznie, wspaniale zorganizowani, głodni sukcesów i odważnie patrzący w przyszłość. Porównania z Dream Teamem są jak najbardziej na miejscu. To czym Barcelona urzeka to nie tylko gole, ale przede wszystkim kontrola nad piłką.
"Co czyni z Messiego, Henry i Eto'o nietuzinkowych piłkarzy?" - pyta retorycznie Stoiczkow - "Ano to, że mają z tyłu Xaviego, Iniestę i Alvesa. To tak jak ja z Romario, a za mną Laudrup, Eusebio i Bakero. No i, oczywiście, Guardiola".
/Artykuł ukazał się 26 kwietnia 2009 roku na łamach "The Guardian"./
[źródło: Sid Lowe/Guardian.co.uk]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (37)