A miało być dobrze
Pierwsza połowa przebiegała zdecydowanie pod dyktandu Realu. Strzelanie na bramkę Valdésa rozpoczął Raul, a po kilku minutach umiejętności dryblingu pozazdrościł najlepszym nasz bramkarz wdając się w konfrontację ze Sneijderem. Tylko szczęściu golkiper Barçy zawdzięczał fakt, że jakimś cudem udało mu się wybić piłkę.
Ale co się odwlecze... W 13 minucie szybciej zaatakowali gospodarze, Guti faulował Márqueza, ale sędzia nie gwizdnął, piłkę przejął Raul i idealnym strzałem pokonał rzucającego się w róg bramki Valdésa. Okazało się, że gospodarzom wystarczyło pójść za ciosem, aby obrona Barcelony całkowicie się posypała. Próbowali Ramos i Gago, a szczęście przyszło w 21 minucie za sprawą Sneijdera. Rzut wolny (podyktowany nota bene za faul, którego nie było) egzekwował Guti, a piłkę głową skierował do bramki napastnik Realu.
Barça starała się odpowiedzieć, lecz nawet Messi nie był w stanie zaskoczyć defensywy gospodarzy. W 24. minucie Rijkaard zdjął z boiska Gudjohnsena i wpuścił Giovaniego stawiając tym samym zdecydowanie na atak. Tyle że to Real przeprowadzał kolejne groźne akcje. W 32. minucie z dystansu uderzał Guti, bez powodzenia. W odpowiedzi w polu karnym Casillasa podawał Henry, ale Bojan strzelił nad bramką. Chwilę potem Sneijder ograł dwóch zawodników Barçy, lecz tym razem znakomitą interwencją popisał się Valdés. W samej końcówce tej części gry z rzutu wolnego strzelał jeszcze Xavi, tradycyjnie jednak już futbolówka przeleciała nad poprzeczką.
Gorzej być nie mogło
Nie mogło, bo po przerwie Barça nie istniała. Rijkaard wpuścił na boisko Sylvinho i to po jego dośrodkowaniu szansę miał Bojan, jednak strzelił obok słupka. Na tym skończyły się harce gości, a na poważne znów zaczęli grać miejscowi. W 54. minucie uderzał Diarra, Valdés był jednak na posterunku. Trzy minuty później tylko fantastyczna interwencja Puyola uratowała Barçę przed stratą gola. Kapitan Barçy wygarnął piłkę spod nóg strzelającego do pustej już bramki Raula.
W 63. minucie było po meczu. Diarra wespół z wprowadzonym chwilę wcześniej Higuainem ośmieszyli obronę Barcelony i Argentyńczyk z kilku metrów spokojnie strzelił nad interweniującym Valdésem. Rijkaard tylko spuścił głowę i pogrążył się w swoim świecie. Świecie człowieka, który poległ z kretesem.
A Real szedł za ciosem i to on zamiast Barçy atakował. Na domiar złego jeszcze przed utratą trzeciego gola z powodu kontuzji boisko opuścić musiał Sylvinho. W 67. minucie strzelał Marcelo, lecz dobrą interwencją popisał się Valdés. W 76. minucie Madryt zmiażdżył Barçę. Rzut karny podyktowany za zagranie ręką Puyola pewnie wykorzystał van Nistelrooy.
Pierwszy naprawdę groźny strzał Barça oddała w 82. minucie, kiedy to znakomicie przymierzył Messi, lecz Casillas popisał się jeszcze lepszą interwencją. Po 3 minutach znów Messi zamieszał w polu karnym, ale strzelił prosto w bramkarza Realu. W 87. minucie gorzką chwilę osłodził Barcelonie nieco Henry, który otrzymując dokładne podanie od Messiego nie miał problemów z pokonaniem Casillasa. W doliczonym czasie gry drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną otrzymał jeszcze Xavi i sędzia zagwizdał po raz ostatni. Arbiter, który Gran Derbi nie prowadził najlepiej, co nie zmienia faktu, że Real zwyciężył w pełni zasłużenie.
Koniec Barçy
Tej Barçy. To już pewne, a każdy kto myśli inaczej po prostu nie ma racji. Z klubem na pewno pożegna się Rijkaard i zapewne także kilku (lub nawet więcej) zawodników. Dzisiaj widzieliśmy niestety kwintesencję nieudolnej Barcelony, którą mieliśmy nieprzyjemność oglądać w całej niemal drugiej części obecnego sezonu. Błędy w obronie, nieistniejący środek pola, słaba gra ataku, brak zaangażowania - Real na własnym stadionie obnażył wszystkie nasze braki.
Patrząc na bezradnego Rijkaarda robiło się żal i jego, i tej drużyny, która jeszcze dwa lata temu była na ustach całego świata. Futbol jest jednak okrutny i nie ma w nim miejsca na sentymenty, dlatego kolejna fala krytyki spadnie w czwartek na zespół i trenera. W Katalonii presja wyników jest ogromna, dlatego wszyscy domagają się zmian. Konkretnych zmian i personalnych, i w mentalności tych, którzy zostaną. Teraz to Real triumfuje i ma ku temu wszelkie powody. Powody, które na Bernabeu Barça mu po prostu podarowała.
I na koniec. Latem 2007 roku katalońska prasa pisała: "Ta Barça budzi strach". Budziła... Co najwyżej śmiech u kolejnych rywali, którego apogeum nastąpiło w środę na Bernabeu.
Real Madryt - FC Barcelona
4 - Gole - 1
21 - Strzały - 15
17 - Strzały w światło bramki - 7
5 - rzuty rożne - 3
13 - faule - 18
1 - żółte kartki - 6
69 - piłki stracone - 71
71 - piłki odzyskane - 69
Barcelona: Valdés; Zambrotta, Márquez, Puyol, Abidal; Toure, Xavi, Gudjohnsen; Messi, Henry, Bojan.
Real Madryt: Casillas; Ramos, Pepe, Heinze, Marcelo; Diarra, Gago, Guti; Sneijder, Robben, Raul.
Komentarze (4)