Niezwykłe Gran Derby na Camp Nou: Barça - Real 3:3
Dziś w świątyni futbolu w Barcelonie, fani zgromadzeni właśnie na Camp Nou przeżyli chwile, które z pewnością zapamiętają do końca życia. Zapamiętają je nie tylko dlatego, że byli świadkami Gran Derby Europy, lecz dlatego, iż były to jedne z najbardziej emocjonujących GD w ostatnich latach. Wszystko zaczęło się źle dla Barçy i choć nie skończyło się najgorzej, to niedosyt pozostał, bo mogło być o wiele lepiej. Człowiekiem, który poprowadził Barçę do zwycięstwa nie był Eto'o czy Ronalidnho. Był nim Leo Messi, który w swoim pierwszym występie na Camp Nou przeciwko Realowi strzelił aż trzy gole, a ponadto był najlepszym obok Valdésa graczem meczu, jeśli chodzi o ekipę gospodarzy.
Wszystko zaczęło się jak zawsze, Himno del Barça, obie jedenastki wyszły na plac gry, przywitały się, spiker zaprezentował składy, sędzia zagwizdał i zaczął się mecz, na który wszyscy z niecierpliwością czekali. Kibice nie zdążyli wygodnie usiąść na krzesełkach, a Barcelona przegrywała już 0:1. Niby niegroźna akcja, van Nistelrooy zagrywa do Higuaina, ten po ziemi centruje w pole karne, Thuram nieporadnie wybija piłkę na 16 metr gdzie dopada do niej Holender i technicznym strzałem nie daje szans Valdésowi. Rozdrażniona Barça natychmiast ruszyła do odrabiania strat. Świetnie w ataku funkcjonowało dziś trio Ronaldinho, Eto'o, Messi, które z podobną łatwością jak w zeszłym sezonie stwarzało sobie okazje strzeleckie. Jedną z nich dostał Messi i ku radości fanów Blaugrany doprowadził do wyrównania. W zamieszaniu przed polem karnym Realu najlepiej zachował się Eto'o, który podał na lewo do niekrytego Argentyńczyka, a ten w sytuacji sam na sam z bramkarzem posłał piłkę do siatki rywala. Na tablicy wyników 1:1, choć niedługo... bo już kilka chwil później akcja przeniosła się pod pole karne Barçy. Szybka kontra "Królewskich", zagarnie do Gutiego, ten zostaje powalony w polu karnym, przez słabo grającego dziś Oleguera i sędzia wskazuj na jedenastcy metr. Do piłki podszedł van Nistelrooy i pewnym strzałem pokonał Valdésa po raz drugi dzisiejszego wieczoru. Podobnie jak po pierwszym straconym golu tak i po drugim Barça ruszyła do odrabiania start. W 27. minucie świetną okazję miał Eto'o, który po podaniu od Ronaldinho nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Casillasem. Jednak, co się odwlecze to nie uciecze i w 29. minucie, po akcji w polu karnym Ronaldinho - Eto'o - Messi ten ostatni dobija strzał Brazylijczyka i rezultat na Camp Nou to już 2:2. Trzy minuty później Argentyńczyk mógł dać prowadzenie Barcelonie, jednak po strzale z ostrego kąta piłka trafiła w boczną siatkę.
Do końca pierwszej części gry to Barça dominowała i miała nawet okazję by jeszcze przed przerwą objąć prowadzenie, jednak po kolejnej akcji trio tym razem w kolejności Messi - Ronalidnho - Eto'o, Kameruńczyk nie trafia do pustej bramki, co spowodowane było agresywną interwencją Salgado, która uratowała Real od straty gola. Zamiast strzelić gola "do szatni", Barça do szatni zeszła bez jednego zawodnika. W 45. minucie na połowie boiska Oleguer sfaulował bezmyślnie od tyłu Gago, za co ujrzał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Wydawało się, że Barça jest na gazie i w drugiej połowie nadal będzie atakowała bramkę Realu z podobną częstotliwością jak w pierwszej części gry. Niestety słaba gra Oleguera i jego czerwona kartka zmusiły zespół Rijkaarda do cofnięcia się na swoją połowę i szukania groźnych kontrataków. I tak też było w drugiej części gry...
Mister w przerwie ściągnął z placu gry Eto'o, a w jego miejsce wprowadził Sylvinho. Barça cofnęła się więc na własną połowę i to piłkarze ze stolicy zaczęli dyktować tempo gry. Kilkanaście minut po wznowieniu meczu Victor Valdés pokazał, że mimo, iż popełnia od czasu do czasu błędy i tak zna się na swoim fachu jak mało kto. W sytuacji sam na sam z naszym portero znalazł się van Nistelrooy, uderzył i gdy wydawało się, że piłka zatrzyma się w siatce, wyciągnięta ręka Valdésa fenomenalnie zablokowała strzał Holendra. Tempo meczu w drugiej połowie nieco spadło, jednak nadal piłka wciąż znajdowała się raz pod jedną, raz pod drugą bramką. Nadeszła 71. minuta meczu i przy linii bocznej boiska faulowany był Robinho, który chwilę wcześniej zastąpił Raula. Do piłki podszedł Guti, zagrał wprost na głowę Ramosa, a ten posłał futbolówkę do bramki strzeżonej przez Valdésa. Smutek zapanował na Camp Nou. Barça rozpaczliwie zaczęła atakować. Swe okazje mieli Iniesta, Ronaldinho i Márquez, którego potężne uderzenie z około 18 metrów wybił na rzut rożny Casillas. Chwilę później Meksykanin opuścił plac gry, a w jego miejsce wszedł Gudjohnsen. Gospodarze dwoili się i troili, ale 90. minuta zbliżała się nieubłaganie... Arbiter doliczył jeszcze 4 minuty, w których wiele ciekawego i szczęśliwego działo się dla Dumy Katalonii. W 92. minucie na 18 metrze piłkę dostał Messi. Bez zastanowienia ograł trzech rywali, wbiegł w pole karne i po raz trzeci w dzisiejszym meczu pokonał mocnym strzałem Casillasa. Real w szoku, a Barça cieszy się z gola zdobytego w doliczonym czasie gry. Cieszy się i idzie za ciosem. Piłka do Ronaldinho, ten w polu karnym mija rywala i zostaje powalony na murawę przez Diarrę... i co? I nic! Sędzia pokazał, że to Brazylijczyk faulował i od bramki wznowił Casillas, a chwilę później pan Undiano Mallenco zakończył to, co rozpoczął o godzinie 22:00...
Wiele kontrowersji w prasie wywoła zapewne sytuacja z ostatniej minuty spotkania, kiedy Diarra powalił w polu karnym Ronaldinho. Mógł być karny, a co za tym idzie gol dla Barçy na wagę zwycięstwa jednak musimy zadowolić się remisem, który jeśli popatrzeć na przebieg drugiej połowy jest dla nas dobrym wynikiem. Za grę trzeba pochwalić cały zespół za wyjątkiem Oleguera, który był "piątym kołem u wozu" i zarobił słuszną czerwoną kartkę. Inna sprawa, że w drużynie Realu skrzętnie na zejście z boiska przed czasem pracowali Sergio Ramos i Diarra, nie wiedzieć dlaczego jednak Undiano Mallenco puszczał mimochodem niemal każde brutalne zagranie obu zawodników. W drużynie Barcelony wyróżnić należy Messiego, Valdésa, Ronaldinho, Eto'o i linię pomocy, która zagrała dziś naprawdę dobrze. Ogólnie gra Barçy mogła się podobać i nie waham się stwierdzić, że był to jeden z najlepszych, jak nie najlepszy mecz Balugrany w tym sezonie. Sprawa tytułu mistrzowskiego wciąż jest otwarta.
FC Barcelona - Real Madryt 3:3 (2:2)
0-1, Van Nistelrooy (5')
1-1, Messi (10')
1-2, Van Nistelrooy (p) (12')
2-2, Messi (27')
2-3, Sergio Ramos (72')
3-3, Messi (90')
FC Barcelona: Valdés; Oleguer, Puyol, Thuram; Xavi, Márquez (Gudjohnsen, 80'), Deco (Belletti, 70'), Iniesta; Messi, Eto'o (Sylvinho, 45'), Ronaldinho.
Real Madryt: Casillas; Michel Salgado, Sergio Ramos, Helguera, Torres; Raúl (Robinho, 60'), Gago, Diarra, Guti (De la Red, 81'); Van Nistelrooy, Higuain.
Arbiter: Undiano Mallenco.
Żółte kartki: Oleguer (12' i 44'), Márquez (28') Deco (50') - Sergio Ramos (20'); Van Nistelrooy (43'); Diarra (66'); Michel Salgado (70'); Gago (90').
Czerwona kartka: Oleguer (44') - za drugą żółtą.
Wszystko zaczęło się jak zawsze, Himno del Barça, obie jedenastki wyszły na plac gry, przywitały się, spiker zaprezentował składy, sędzia zagwizdał i zaczął się mecz, na który wszyscy z niecierpliwością czekali. Kibice nie zdążyli wygodnie usiąść na krzesełkach, a Barcelona przegrywała już 0:1. Niby niegroźna akcja, van Nistelrooy zagrywa do Higuaina, ten po ziemi centruje w pole karne, Thuram nieporadnie wybija piłkę na 16 metr gdzie dopada do niej Holender i technicznym strzałem nie daje szans Valdésowi. Rozdrażniona Barça natychmiast ruszyła do odrabiania strat. Świetnie w ataku funkcjonowało dziś trio Ronaldinho, Eto'o, Messi, które z podobną łatwością jak w zeszłym sezonie stwarzało sobie okazje strzeleckie. Jedną z nich dostał Messi i ku radości fanów Blaugrany doprowadził do wyrównania. W zamieszaniu przed polem karnym Realu najlepiej zachował się Eto'o, który podał na lewo do niekrytego Argentyńczyka, a ten w sytuacji sam na sam z bramkarzem posłał piłkę do siatki rywala. Na tablicy wyników 1:1, choć niedługo... bo już kilka chwil później akcja przeniosła się pod pole karne Barçy. Szybka kontra "Królewskich", zagarnie do Gutiego, ten zostaje powalony w polu karnym, przez słabo grającego dziś Oleguera i sędzia wskazuj na jedenastcy metr. Do piłki podszedł van Nistelrooy i pewnym strzałem pokonał Valdésa po raz drugi dzisiejszego wieczoru. Podobnie jak po pierwszym straconym golu tak i po drugim Barça ruszyła do odrabiania start. W 27. minucie świetną okazję miał Eto'o, który po podaniu od Ronaldinho nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Casillasem. Jednak, co się odwlecze to nie uciecze i w 29. minucie, po akcji w polu karnym Ronaldinho - Eto'o - Messi ten ostatni dobija strzał Brazylijczyka i rezultat na Camp Nou to już 2:2. Trzy minuty później Argentyńczyk mógł dać prowadzenie Barcelonie, jednak po strzale z ostrego kąta piłka trafiła w boczną siatkę.
Do końca pierwszej części gry to Barça dominowała i miała nawet okazję by jeszcze przed przerwą objąć prowadzenie, jednak po kolejnej akcji trio tym razem w kolejności Messi - Ronalidnho - Eto'o, Kameruńczyk nie trafia do pustej bramki, co spowodowane było agresywną interwencją Salgado, która uratowała Real od straty gola. Zamiast strzelić gola "do szatni", Barça do szatni zeszła bez jednego zawodnika. W 45. minucie na połowie boiska Oleguer sfaulował bezmyślnie od tyłu Gago, za co ujrzał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Wydawało się, że Barça jest na gazie i w drugiej połowie nadal będzie atakowała bramkę Realu z podobną częstotliwością jak w pierwszej części gry. Niestety słaba gra Oleguera i jego czerwona kartka zmusiły zespół Rijkaarda do cofnięcia się na swoją połowę i szukania groźnych kontrataków. I tak też było w drugiej części gry...
Mister w przerwie ściągnął z placu gry Eto'o, a w jego miejsce wprowadził Sylvinho. Barça cofnęła się więc na własną połowę i to piłkarze ze stolicy zaczęli dyktować tempo gry. Kilkanaście minut po wznowieniu meczu Victor Valdés pokazał, że mimo, iż popełnia od czasu do czasu błędy i tak zna się na swoim fachu jak mało kto. W sytuacji sam na sam z naszym portero znalazł się van Nistelrooy, uderzył i gdy wydawało się, że piłka zatrzyma się w siatce, wyciągnięta ręka Valdésa fenomenalnie zablokowała strzał Holendra. Tempo meczu w drugiej połowie nieco spadło, jednak nadal piłka wciąż znajdowała się raz pod jedną, raz pod drugą bramką. Nadeszła 71. minuta meczu i przy linii bocznej boiska faulowany był Robinho, który chwilę wcześniej zastąpił Raula. Do piłki podszedł Guti, zagrał wprost na głowę Ramosa, a ten posłał futbolówkę do bramki strzeżonej przez Valdésa. Smutek zapanował na Camp Nou. Barça rozpaczliwie zaczęła atakować. Swe okazje mieli Iniesta, Ronaldinho i Márquez, którego potężne uderzenie z około 18 metrów wybił na rzut rożny Casillas. Chwilę później Meksykanin opuścił plac gry, a w jego miejsce wszedł Gudjohnsen. Gospodarze dwoili się i troili, ale 90. minuta zbliżała się nieubłaganie... Arbiter doliczył jeszcze 4 minuty, w których wiele ciekawego i szczęśliwego działo się dla Dumy Katalonii. W 92. minucie na 18 metrze piłkę dostał Messi. Bez zastanowienia ograł trzech rywali, wbiegł w pole karne i po raz trzeci w dzisiejszym meczu pokonał mocnym strzałem Casillasa. Real w szoku, a Barça cieszy się z gola zdobytego w doliczonym czasie gry. Cieszy się i idzie za ciosem. Piłka do Ronaldinho, ten w polu karnym mija rywala i zostaje powalony na murawę przez Diarrę... i co? I nic! Sędzia pokazał, że to Brazylijczyk faulował i od bramki wznowił Casillas, a chwilę później pan Undiano Mallenco zakończył to, co rozpoczął o godzinie 22:00...
Wiele kontrowersji w prasie wywoła zapewne sytuacja z ostatniej minuty spotkania, kiedy Diarra powalił w polu karnym Ronaldinho. Mógł być karny, a co za tym idzie gol dla Barçy na wagę zwycięstwa jednak musimy zadowolić się remisem, który jeśli popatrzeć na przebieg drugiej połowy jest dla nas dobrym wynikiem. Za grę trzeba pochwalić cały zespół za wyjątkiem Oleguera, który był "piątym kołem u wozu" i zarobił słuszną czerwoną kartkę. Inna sprawa, że w drużynie Realu skrzętnie na zejście z boiska przed czasem pracowali Sergio Ramos i Diarra, nie wiedzieć dlaczego jednak Undiano Mallenco puszczał mimochodem niemal każde brutalne zagranie obu zawodników. W drużynie Barcelony wyróżnić należy Messiego, Valdésa, Ronaldinho, Eto'o i linię pomocy, która zagrała dziś naprawdę dobrze. Ogólnie gra Barçy mogła się podobać i nie waham się stwierdzić, że był to jeden z najlepszych, jak nie najlepszy mecz Balugrany w tym sezonie. Sprawa tytułu mistrzowskiego wciąż jest otwarta.
FC Barcelona - Real Madryt 3:3 (2:2)
0-1, Van Nistelrooy (5')
1-1, Messi (10')
1-2, Van Nistelrooy (p) (12')
2-2, Messi (27')
2-3, Sergio Ramos (72')
3-3, Messi (90')
FC Barcelona: Valdés; Oleguer, Puyol, Thuram; Xavi, Márquez (Gudjohnsen, 80'), Deco (Belletti, 70'), Iniesta; Messi, Eto'o (Sylvinho, 45'), Ronaldinho.
Real Madryt: Casillas; Michel Salgado, Sergio Ramos, Helguera, Torres; Raúl (Robinho, 60'), Gago, Diarra, Guti (De la Red, 81'); Van Nistelrooy, Higuain.
Arbiter: Undiano Mallenco.
Żółte kartki: Oleguer (12' i 44'), Márquez (28') Deco (50') - Sergio Ramos (20'); Van Nistelrooy (43'); Diarra (66'); Michel Salgado (70'); Gago (90').
Czerwona kartka: Oleguer (44') - za drugą żółtą.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)