Jeszcze godzinę temu naprawdę realny był scenariusz, w którym Robert Lewandowski będzie w dalszym ciągu skutecznie oszukiwał swój wiek: Polak dokończy sezon w Hiszpanii, pojedzie na mundial, a w międzyczasie złoży podpis pod nową umową z Blaugraną. Porażka reprezentacji w barażach może jednak skłonić jej kapitana do rozważenia swojej przyszłości już nie tylko w kontekście piłki klubowej.
Choć czasem na niego narzekamy, trzeba docenić, że Lewy nic nie robi sobie ze swojego PESELu. Dość powiedzieć, że pierwszą bramkę w narodowych barwach strzelił w... 2008 roku. Lamine Yamal, Pau Cubarsí czy Marc Bernal zapewne dopiero raczkowali (wybaczcie, nie jestem ekspertem od rozwoju niemowląt), a Oskara Pietuszewskiego nie było jeszcze na świecie. Od tego czasu Polak się nie zatrzymuje - bramka z Albanią oznacza, że z Orzełkiem na piersi strzela nieprzerwanie od 19 lat (!).
Wszystko się jednak kiedyś kończy. Zwłaszcza w przypadku sportowców kariery nie da się przedłużać w nieskończoność. Brak awansu na mundial oznacza, że Lewandowski - a wraz z nim cała reprezentacja - kolejną szansę na wielki turniej będzie miał dopiero w 2028 roku. Wówczas Lewy będzie tuż przed swoimi czterdziestymi urodzinami. Do tego, awans rozgrywane w Wielkiej Brytanii i Irlandii EURO wcale nie jest przecież gwarantowany. W najgorszym scenariuszu może okazać się, że Polak będzie z całych sił walczył w eliminacjach (a przy okazji w Lidze Narodów) by ostatecznie obejść się smakiem.
To wszystko powoduje, że Lewandowski musi zadać sobie pytanie, czy kontynuować jeszcze grę dla reprezentacji Polski. Nie mówię tu o perspektywie kilku godzin, dni, czy nawet tygodni - z pewnością jednak Jan Urban będzie chciał wiedzieć, na czym stoi. Ewentualne zakończenie kariery reprezentacyjnej to odejście kapitana, największej gwiazdy i piłkarza, wobec którego budowany jest cały zespół. Dodając do tego doświadczenie Lewego, można to porównać chyba tylko z Lionelem Messim i Cristiano Ronaldo (którzy zapewne też zdecydują się na pożegnanie ze swoimi kadrami - tyle, że oni akurat będą mogli zrobić to po mundialu).
Z punktu widzenia fana FC Barcelony istotne jest, że decyzja Lewandowskiego powinna uwzględniać nie tylko nastroje polskich kibiców, ale i interes jego pracodawcy. Wydaje się oczywiste, że jeżeli Lewy ma jeszcze pozostać w stolicy Katalonii, to jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest wygospodarowanie kilku tygodni w sezonie na odpoczynek. Przerwy na kadry zamiast wyczerpujących zgrupowań (niekiedy przecież nie tylko fizycznie, ale i psychicznie) mogą zamienić się w okresy, w których Polak odsapnie, dzięki czemu jego kariera ulegnie jeszcze dalej idącemu przedłużeniu.
Możliwy jest jeszcze także inny scenariusz, w którym Lewy wypisuje się na własne życzenie z poważnego futbolu i piłkę kopie już głównie hobbystycznie (przy okazji będąc sowicie opłacanym), dzieląc swój czas na plaże Florydy czy Kalifornii. To występy w reprezentacji mogłyby wtedy w dalszym ciągu zaspokajać jego sportowe ambicje - tak, jak stało się to po ostatnim mundialu u wspomnianych Cristiano Ronaldo i Leo Messiego.
Podsumowując, być może to nieintuicyjne, ale mam wrażenie, że siła klubu, w którym zobaczymy Lewandowskiego w kolejnym sezonie będzie odwrotnie proporcjonalna do jego chęci kontynuowania kariery reprezentacyjnej. Sądzę, że Lewego stać na jeszcze co najwyżej jedno wielkie wyzwanie, a nie dwa jednocześnie. W przeciwieństwie bowiem do słynnego Argentyńczyka i Portugalczyka, zgrupowanie kadry dla Polaka to najczęściej krew, pot i łzy, a niekoniecznie miła odskocznia i możliwość spędzenia czasu z dobrymi kumplami.
Na marginesie, istnieje też przecież jeszcze opcja atomowa, zgodnie z którą rozgoryczenie Lewandowskiego po braku awansu na mundial oraz niejasna sytuacja klubowa pchną go do definitywnego rozbratu z futbolem. Nie ma przecież jednej prawidłowej drogi - niektórzy wolą przejść na emeryturę wcześniej (Toni Kroos), a inni sprawiają wrażenie, że bedą grali, dopóki tylko zostanie im choć odrobina sił (Luka Modrić).
Niezależnie od tego co wybierze Polak, należy stwierdzić jedno - Lewandowski zasłużył sobie na to, żeby samemu zadecydować o swojej przyszłości jak nikt inny. Jestem przekonany, że jeżeli w kolejnym sezonie zobaczylibyśmy go tylko w piłce klubowej, to z pewnością pojawią się głosy pt. "dla kadry to mu się nie chce, a dla Niem... Katalończyka to strzela!".
Nie pozostaje jednak nic innego, jak je ignorować. Lewy i tak zostanie pożegnany z honorami, jako najlepszy piłkarz w historii polskiej piłki (wersja dla Zbigniewa Bońka: nowożytnej polskiej piłki).
Komentarze (16)