Eric García udzielił obszernego wywiadu dla Mundo Deportivo, w którym opowiada o codziennym życiu, wartościach wyniesionych z domu, roli lidera w szatni oraz swojej drodze w klubie. W rozmowie porusza także temat ambicji sportowych, relacji z trenerami i kolegami z zespołu, a także walki o cele Barçy na decydującym etapie sezonu.
Mundo Deportivo: Co daje ci życie tutaj?
Eric García: Przede wszystkim komfort. Mam blisko rodzinę, przyjaciół i w gruncie rzeczy niedaleko do ośrodka treningowego. Czasem trafi się trochę korków, ale to nic nadzwyczajnego. Zawsze uważałem, że nie ma to jak w domu. Ludzie znają mnie tu od małego. Ze szkoły podstawowej, z liceum... znamy się, więc w tym niewielkim czasie wolnym, który mamy, mogę prowadzić spokojne życie.
W Ericu Garcíi widać sukces "zwykłego faceta". Jest w tobie też coś z wizji "idealnego zięcia". Naturalny gość, który gra w Barçy.
Myślę, że zawsze miałem jasno poukładane w głowie. Rodzina od najmłodszych lat wpajała mi pewne wartości i zawsze byłem im wierny. Jeśli można mnie nazwać normalnym chłopakiem w realiach dzisiejszego świata... jest wielu ludzi, którzy lubią inny poziom życia, a ja wolę taki bardziej anonimowy.
Z zewnątrz piłkarz bywa postrzegany jak ktoś żyjący w równoległym świecie, trochę jak gwiazda rocka. A tobie bardziej odpowiada niski profil?
Tak. Od zawsze mam swój styl życia. Lubię rutynę, cotygodniowe rzeczy, o których wiem, że mi służą. A potem lubię być w domu. Na szczęście mogę mieć tu siłownię, mogę pozwolić sobie na dom z wieloma udogodnieniami i to też jest atut.
Jak wygląda dzień Erica Garcíi?
Zazwyczaj wstaję o 8:00 albo 8:15. Jadę prosto na trening. Lubię zrobić saunę, zimną wodę, śniadanie, mam fizjo i potem trenujemy. Zwykle jem na miejscu albo w domu. Po południu są dni, gdy przyjeżdża trener przygotowania fizycznego; w inne dni - ja jadę do Barcelony trenować z nim. A potem normalne sprawy, które trzeba ogarnąć.
Jesteś młody, ale praktycznie jednym z weteranów w szatni. Przypada ci też rola lidera, choć masz opinię wesołka.
Tak. W sporcie takim jak piłka nożna, zwłaszcza w szatni, gdzie gramy co trzy dni i jest mnóstwo pozytywnych i negatywnych emocji, trzeba znaleźć momenty, by się pośmiać i stworzyć dobrą atmosferę. To bardzo czuć potem na boisku. Gdy zaczyna się trening albo mecz i trzeba kogoś zrugać, to się to robi, ale fundamentem jest dobry klimat i dobra grupa, dzięki czemu później lepiej się rozumiemy.
Zdarzyło ci się zrugać któregoś z młodszych?
Nie nazwałbym tego w ten sposób, ale zaufanie między nami sprawia, że czasem... Raphinha na przykład, który jest jednym z tych, co szybko się gotują - jeśli trzeba się posprzeczać, to się sprzeczamy. To nie wykracza poza pewne granice, dalej będziemy się tak samo lubić. Myślę, że to pozytywne, że możemy mówić sobie rzeczy wprost.
Masz już w drużynie taką pozycję, by dyskutować i być jednym z ważniejszych głosów?
Tak. To przychodzi mi naturalnie. Zawsze staram się pomagać koledze, na boisku i poza nim. Dzielę się tym, co ja widzę, a oni - na zasadzie wzajemności - też mówią mi, jeśli coś zauważą. Zawsze tak robiłem.e
Potrafisz wydobywać z ludzi to, co najlepsze. Masz w sobie coś z psychologa.
W szatni jest czas na wszystko i trzeba też znać kolegę. Jednych wystarczy lekko podpuścić żartem, żeby ich uruchomić; inni potrzebują dobrego przekazu, konkretnych słów, żeby się podnieść. Wszyscy jesteśmy różni i to jest coś, co lubię robić.
Hansi Flick ostatnio dużo mówi o przywództwie, mocno na to naciska. Jesteś piątym kapitanem. Czego od was wymaga?
Trener prosi nas o komunikację, o rozmowę, o dzielenie się tym, jak się czujemy i co widzimy na boisku, czego sztab może do końca nie dostrzegać. O to, byśmy byli wobec siebie szczerzy. W tym tygodniu, po dwóch porażkach, był czas na rozmowę i zastanowienie się, co możemy poprawić, bo wchodzimy w bardzo ważny etap: Liga Mistrzów, LaLiga, rewanż w Pucharze... Wynik pierwszego meczu był zbyt wysoki, ale czasem takie rzeczy się przydają. Do tamtego spotkania wszystko było usłane różami, a teraz po dwóch meczach wygląda, jakby wszystko się paliło.
Pep Marí, autorytet w psychologii sportu w naszym kraju, mówi o pięciu typach przywództwa: decydującym, strategicznym, przykładu i zaangażowania, emocjonalnym i społecznym. W którym czujesz się najlepiej?
W tym opartym na zaangażowaniu. Zawsze starałem się przewodzić przykładem, pracą: dawać 100% na treningach, maksimum w meczach, żeby nikt nie mógł mi nic zarzucić. Jako dziecko byłem kapitanem i niezależnie od tego, czy szło lepiej czy gorzej, postawa zawsze była taka sama. To jest kluczowe.
Jakie miałeś wzorce?
Przede wszystkim Puyol. To, że mogłem z nim porozmawiać, to, co widziałem od dziecka, to, co przekazywał. I także Mascherano. Dwaj ludzie, którzy liderowali przykładem, poświęceniem, inteligencją boiskową i tym, że zostawiali na murawie wszystko. Z Puyim mam bliższą relację. Zawsze próbował mi pomagać; jest bardzo przystępny i mamy wspólnych znajomych.
Jaką radę Puyola najbardziej zapamiętałeś?
Postawę i zaangażowanie. To, że dzięki pracy można osiągnąć wszystko. On jest przykładem numer jeden.
Umacnia się duet w środku obrony Eric-Cubarsí. Łatwo o porównania do Piqué-Puyol. Czujecie się z nimi utożsamiani?
Z Cubarsím mieliśmy już wspólne doświadczenie olimpijskie. Ja przychodziłem z Girony, on był już w Barçy. Złapaliśmy bardzo dobry kontakt na boisku i poza nim. Jest bardzo młody, z niesamowitym potencjałem, i to nas połączyło. Teraz rozumiemy się bardzo dobrze. Ale jeśli gram z Ronaldem, to też znamy się od lat; z Andreasem; z Gerim, który gra jako stoper. Mamy bardzo dobre opcje w defensywie. Z Cubarsím miałem po prostu tę wcześniejszą chemię.
Niedawno w Catalunya Ràdio bardzo go chwaliłeś.
Ciągle mnie zaskakuje. Gdy byłem w Gironie, a on przychodził trenować w wieku 15-16 lat, już wtedy pomyślałem, że zapowiada się świetnie. Rok później zaczyna grać ważne mecze i robi to bardzo dobrze. Wspólne igrzyska olimpijskie i obserwowanie, w jakim tempie się rozwija, to coś niesamowitego.
Czy ten duet może pomóc także w reprezentacji?
Chemia i codzienna praca pomagają. Obyśmy mogli tam być. Ja muszę dawać z siebie maksimum i liczyć, że pójdą za tym wyniki. Decyzja nie zależy ode mnie.
Jesteś skupiony na Barçy, ale myślisz też o kadrze?
W roku mundialowym wszyscy mamy to z tyłu głowy. To jest tam, na końcu sezonu. Ale najważniejsze jest to, co przed nami teraz. Jeśli dobrze pracujesz w klubie i prezentujesz najwyższy poziom, jesteś bliżej mundialu, który jest marzeniem każdego piłkarza.
Pomóc może też twoja wszechstronność. Jak znosisz zmiany pozycji?
Zawsze lubiłem się adaptować. Rok w Gironie bardzo mnie pod tym względem otworzył. Teraz to niemal normalne, zwłaszcza na początku sezonu. Od grudnia mniej, ale to sprawia, że się rozwijasz i jesteś przydatny dla zespołu.
Na środku obrony czujesz się najlepiej.
Tak. Zawsze grałem jako stoper. Na boku obrony też czuję się dobrze; w Gironie grałem tam praktycznie cały czas. Jako pivot jest mi najtrudniej, ale w zależności od typu meczu potrafię się dostosować.
Jesteś piłkarskim pasjonatem, oglądasz mnóstwo meczów. Wygląda, jakbyś bardzo dokładnie analizował rywali.
Oglądam sporo futbolu. Lubię się uczyć, podpatrywać bardzo dobrych zawodników i wyciągać z tego coś dla siebie. A wcześniejsze oglądanie rywali bardzo pomaga.
Masz już 150 meczów w Barçy i 58 z rzędu. Jaki jest sekret?
Praca. Ta, którą wykonuję w klubie i poza nim, oraz to, że omijają mnie kontuzje. Najważniejsze to być w formie i być dostępnym.
Jesteś bardzo skrupulatny pod względem fizycznym.
Miałem szczęście otoczyć się ludźmi, z którymi pracuję od dawna. Wiemy, co poprawiłem i co jeszcze muszę poprawić, żeby być dostępny jak najdłużej. Lubię mieć to pod kontrolą.
Analizujesz się po meczach?
Tak. Oglądam klipy i staram się poprawiać.
Omawiasz to z Flickiem albo sztabem?
Tak. Także z moim agentem, który jest dla mnie jak rodzina i z którym mam pełne zaufanie, by analizować plusy i minusy.
W poprzednim sezonie miałeś moment przełomowy: 5:4 z Benfiką.
Tak. Byłem niemal bardziej poza klubem niż w nim. W tamtym meczu wszystko się złożyło. Przegrywaliśmy 2:4, wszedłem, odrobiliśmy straty, strzeliłem gola... wydarzyło się wszystko. Porozmawiałem z trenerem i wszystko się zmieniło.
Co wydarzyło się w tej rozmowie?
Powiedziałem mu, że szanuję jego decyzję, że rozumiem, iż grają inni i że być może chcę odejść. On pokazał mi sprawy z innej strony. Dobrze pracowałem, dał mi szansę, a gdy ją dostajesz, musisz ją wykorzystać.
Przeszedłeś całą drogę od FCB Escola do pierwszego zespołu. Jak bardzo pomaga bycie culé?
To bardzo ważne. Rodzina wpajała mi to od dziecka. Gdy wyjechałem do Manchesteru, zostało we mnie ukłucie, że nie zadebiutowałem tutaj. Gdy mogłem wrócić, nie wahałem się. Wszystko to pomogło mi się rozwinąć.
Manchester i Girona bardzo cię ukształtowały.
Zdecydowanie. Etap w Gironie był kluczowy. Míchel bardzo mi pomógł. Sezon, który tam zrobiliśmy, był niesamowity i ułatwił mi powrót tutaj.
Mówisz, że jesteś wielkim culé. Śledzisz też inne sekcje klubu?
Tak, zwłaszcza koszykówkę. Staram się być na bieżąco.
Zadebiutowała twoja kuzynka Laia w pierwszej drużynie kobiet.
Tak, i ona też jest z Martorell.
Wracając do zespołu. Odzyskaliście prowadzenie w lidze.
Jesteśmy przyzwyczajeni do częstych zwycięstw. Gdy przychodzą dwa słabsze wyniki, to moment na refleksję. Myślę, że to może nas wzmocnić na końcówkę sezonu. Odzyskaliśmy lidera i nadal wierzę, że w Pucharze możemy odrobić straty. A potem Liga Mistrzów - wchodzimy już w te najciekawsze rundy.
Po tych rozmowach - jakie wnioski wyciągnęliście? Co trzeba poprawić?
Z Atlético w pierwszej połowie wszystko się nałożyło. To była kwestia intensywności i nastawienia. W półfinale Pucharu powinniśmy wyjść z inną mentalnością. Nieuznany gol, siedem minut przestoju - bardzo nas to dobiło. Z Gironą bardzo cierpieliśmy, to był mecz w jedną i drugą stronę. U siebie są bardzo mocni w posiadaniu piłki. To był tydzień wielu rozmów i pracy nad poprawą. Z Levante zespół zrobił to, co należało.
Wyszliście z tego wzmocnieni jako grupa?
Tak. Grając co trzy dni często nie ma czasu na analizę, bo zaraz masz kolejny mecz, by odwrócić sytuację. Te dwa spokojniejsze tygodnie pozwoliły nam porozmawiać, więcej potrenować, wzmocnić naszą ideę i myślę, że to było pozytywne.
Temat sędziowski niewiele pomaga.
Przyznano, że popełniono błąd, ale nie mamy na to wpływu. Trener zawsze mówi, że musimy skupić się na sobie. Wynik 4:1 mnie zabolał, bo siedem minut przerwy przy dzisiejszej technologii jest trudne do zrozumienia. To był moment zmiany dynamiki. Ale nie szukamy wymówek.
Gdy CTA przyznaje błąd - spokój i satysfakcja czy złość?
Mecz już się odbył i punktów nikt nam nie odda.
Atlético. Są powody, by wierzyć w remontadę?
Z tym trenerem udowodniliśmy, że drużyna nigdy się nie poddaje. U siebie, z kibicami i niemal całą kadrą dostępną, mamy wystarczającą jakość. Jeśli strzelimy szybko gola, stadion eksploduje i wtedy musimy to wykorzystać. Myślę, że da się to odwrócić.
Stadion poniesie?
Oczywiście. To będzie wielki wieczór i Camp Nou zawsze odpowiada. My musimy dać ku temu powody.
W lidze walka z Realem jest bardzo zacięta. Bardzo rzadko się potykacie.
To wyzwanie i wszystko zależy od nas. Mecz z Realem Sociedad to było spotkanie, którego nie powinniśmy przegrać, bo zasłużyliśmy na zwycięstwo. Ostatnio w Gironie, niezależnie od błędu sędziowskiego, nie byliśmy na poziomie, na jakim powinniśmy być. Ale uważam, że drużyna jest gotowa. Zostały nam trudne wyjazdy, ale mamy jakość, by sobie z nimi poradzić.
Jutro losowanie Ligi Mistrzów.
Niezależnie od tego, na kogo trafimy, będzie trudno, ale rewanż u siebie zawsze pomaga. Poza tym mamy za sobą dwa spokojniejsze tygodnie, mogliśmy się fizycznie odbudować. W zeszłym sezonie bardzo bolał nas mecz w Mediolanie, ale minął rok, mamy więcej doświadczenia i myślę, że to nam pomoże.
Ale Anglicy na przykład wyglądają, jakby byli na innym poziomie. Czy Barça może wygrać Ligę Mistrzów?
Głęboko wierzę w naszą ideę i naszą grę. Uważam, że jesteśmy najlepsi. Potem trzeba to udowodnić na boisku, ale jestem przekonany, że możemy walczyć o Ligę Mistrzów i o wszystkie trofea.
Temat wyborów. Powiedziałeś, że nawet nie będziesz głosował. Nie zmieniłeś zdania?
Nie. Wiem, na kogo bym zagłosował, ale nie będę głosował. To dzień meczowy.
Komentarze (6)