Laurent Blanc: Bez La Masii Barça mogłaby przestać istnieć

Dawid Lampa

25 lipca 2025, 20:00

Sport

5 komentarzy

Fot. Getty Images

Laurent Blanc, utytułowany zawodnik i trener, były gracz Barcelony udzielił wywiadu dla katalońskiego Sportu. Mówił m.in. o swoim etapie w Barçy i o szkółce - La Masii. Poniżej przetłumaczono najciekawsze wypowiedzi Francuza.

(Sport) Kto wyróżnia się w Europie?

Laurent Blanc: Oglądanie PSG było w tym roku świetne. Nie mówiąc o Barcelonie. Kiedy oglądałem półfinał pomiędzy Barçą a Interem, które są całkowicie różnymi drużynami... Zdałem sobie sprawę, że zespół, który tylko broni, i tak strzelił cztery gole w Barcelonie. To przyjemność. Docierasz do końca meczu i mówisz sobie: "Kurde, świetnie spędzony czas. Widziałem bramki, fajne akcje, bramkarza popisującego się świetnymi interwencjami i skrzydłowego [Lamine Yamala], który lewą nogą wyprawiał niesamowite rzeczy.

Co mówi Panu Barça? Co sądzi Pan o tej drużynie, o Lamine Yamalu?

Przeszli ciężki moment, mieli problemy finansowe i administracyjne. Ale co wyciąga Barçę z problemów? Młodzi piłkarze. Z tego powodu, dla mnie Barcelona od zawsze była wielkim klubem z wielkim centrum szkolenia, La Masią. Według mnie, to jest serce tego klubu.

Co by się stało bez La Masii?

Gdyby nie było La Masii, Barça by się nie rozwijała. Być może przestałaby istnieć lub upadła. To młodzi zawodnicy uratowali klub - Lamine, Pedri, Gavi... Jest też wielu, którzy odchodzą, a klub dalej sobie radzi. Są mistrzami Hiszpanii, doszli do półfinału Ligi Mistrzów, byli blisko finału. Z tymi młodymi znów będą wielkim klubem.

Jeśli chodzi o Pańską przygodę w Barcelonie, dlaczego trwała tylko rok?

Było wiele powodów. Mój transfer do Barcelony to paradoks. Byłem wolnym zawodnikiem i miałem grać w Anglii. W pewnym momencie zadzwonił do mnie i do mojego agenta Pan Cruyff i powiedział, żebym nigdzie się nie ruszał. Chciałem go poznać, chciałem z nim porozmawiać, a on chciał przekonać mnie, żebym przeszedł do Barçy. Więc powiedziałem: - Przyjdę i podpiszę kontrakt. To ciekawe, bo dalej go gdzieś mam. Po przybyciu do Barcelony Johan powiedział mi: - Cóż, Laurent, podpiszesz na dwa lata i będziemy grać. Dziś zabiorę cię do restauracji i porozmawiamy o tym, jak będziemy grać. Godzinę później go zwolnili.

Jak Pan się dowiedział?

Byłem w hotelu i w TV3 mówili tylko o odejściu Cruyffa. Ja mówiłem sobie, że to musi być żart. Nie mogłem w to uwierzyć. Chwilę póżniej zadzwonił do mnie i powiedział: - Nie będę już trenerem, jest w porządku, ale właśnie mnie zwolnili.

Jak ucieczka ze ślubu...

Przyszedłem do klubu i był tam angielski trener, który nie grał tak jak Cruyff, nie patrzył tak na piłkę. Potem zagraliśmy dobry sezon. Podobał mi się ten styl, dobrze sobie radziłem, ale potem Robson odszedł i przyszedł Van Gaal, który przyprowadził ze sobą wielu Holendrów. 

Wtedy zmieniła się też sytuacja w szatni.

Wielu graczy odeszło, dużo takich, którzy bardziej identyfikowali się z Barçą niż ja. Stoichkov, Guardiola, Popescu, Abelardo... I ja też odszedłem razem z nimi, choć było to przykre... Ah, Ronaldo też wtedy odszedł.

Późno trafił Pan do Barcelony.

Tak, trochę późno. Ale cóż, mieliśmy bardzo dobrych zawodników i, moim zdaniem, najlepszego na świecie Ronaldo. A on był tam tylko rok. Mógł zostać pięć czy sześć lat.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (5)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze