To nie jest koniec sezonu, to nie jest czas na rozliczenia, których zresztą i tak nie powinno być wiele. Barcelona ma na koncie Superpuchar Hiszpanii, Puchar Króla a w ciągu najbliższych tygodni może do tego dołożyć ligowe mistrzostwo. Jest jednak jeden piłkarz, który regularnie zawodzi, który swoją grą i zachowaniem zasłużył na to, żeby z Barçą jak najszybciej się pożegnać.
Słowa Gündoğana? Ja wolę zatrzymać dla siebie to, co myślę. Mam kodeks wartości i myślę, że należy go uszanować. - Ronald Araujo
"Wszystko było w naszych rękach i po prostu podarowaliśmy im to w najprostszy możliwy sposób. W tych rozgrywkach forma się nie liczy. Możesz wygrać wiele meczów tak jak my w poprzednich tygodniach, mieć wiele pewności siebie, ale decydują kluczowe akcje, które albo cię bardzo nagradzają, albo karzą. Dziś niestety nas ukarały." - Czy to słowa Pedriego, Frenkiego de Jonga, a może Hansiego Flicka? Przecież dobrze oddają to, co wczoraj działo się na murawie Giuseppe Meazza. Ta wypowiedź pochodzi jednak z zeszłego sezonu, z wywiadu po spotkaniu rewanżowym Barcelony z PSG, w którym Ronald Araujo otrzymał czerwoną kartkę i walnie przyczynił się do odpadnięcia drużyny w ćwierćfinale. Urugwajczyk miał zresztą potem ogromne pretensje do Gündoğana za to, że Niemiec skrytykował jego zachowanie. Pomocnik przeprosił później Araujo, a kibice podzielili się na dwa obozy. Rok później Barça ponownie wypuszcza awans z rąk, a na zdjęciu z kluczowej akcji znów zobaczymy Ronalda Araujo, który jest twarzą blamaży Blaugrany.
Zdjęcia, które przejdą do historii
Często mówi się, że w piłce najważniejsze jest, żeby twoja twarz nie znajdowała się na zdjęciach z traconych bramek, z momentów wielkich porażek. Urugwajczyka niestety znajdziemy na wielu z nich, w samym centrum kadru. Faul na Barcoli i czerwona kartka kosztująca Barcelonę półfinał Ligi Mistrzów, finał Superpucharu Hiszpanii, w którym sprokurował rzut karny i ponownie wyleciał z boiska, a wczoraj ogranie przez Thurama i bierne przyglądanie się jak Frattessi wyrzuca Barçę za burtę. Chyba jeszcze bardziej upokarzając było przegranie pojedynku z 37-letnim Acerbim, który rzutem na taśmę doprowadził do dogrywki, wygrywając walkę o pozycję z 26-letnim Urugwajczykiem. I uniesione w górę ręce. Wiecznie uniesione ręce Araujo, w geście protestu wobec decyzji arbitra. Zamiast próbować powstrzymać rywala, jeden z kapitanów woli zajmować się kłótniami z sędziami.
Nie sposób nie przyznać, że w najważniejszych meczach Araujo po prostu nie daje rady. Wielokrotnie byliśmy świadkami sytuacji, kiedy genialny występ jakiegoś zawodnika przesądzał o losach awansu lub nawet tytułu. Można tu wymienić chociażby finał Ligi Mistrzów pomiędzy Realem Madryt a Liverpoolem, w którym Courtuis wyczyniał cuda, czy Cristiano Ronaldo bezlitośnie karcącego Atlético Madryt w tych samych rozgrywkach. W Barcelonie fenomenalny występ Lamine Yamala przekreśla za to kolejna kompromitacja Ronalda Araujo, który potrafi głośno domagać się docenienia finansowego i mocnego statusu w drużynie, ale nie umie zasłużyć na to na boisku.
Ile jeszcze będzie "drugich szans"?
"Jestem w klubie od sześciu lat i nigdy nie grałem w półfinale" - mówił obrońca po awansie. Nie wydaje się jednak, żeby wyciągnął z tego jakąś refleksję i domyślił się, dlaczego tak się dzieje. Jednym z powodów, dla których 26-latek nie chciał przedłużyć swojej umowy, oprócz kwestii finansowych miał być brak walki o najważniejsze trofea. Zdaniem Araujo kadra nie była po prostu na tyle konkurencyjna, żeby móc sięgnąć po Ligę Mistrzów, ale okazuje się, że Barça ponownie musi obejść się smakiem właśnie z powodu indywidualnych błędów obrońcy. Nie doczekaliśmy się z jego strony żadnej autokrytyki, zamiast tego domagał się przeprosin od Gündoğana za kilka słów prawdy i znacznej podwyżki, która żadną miarą mu się nie należała.
Kiedy pisałem o Ronaldzie Araujo w styczniu wydawało się, że opuści on kataloński klub, a opinia na temat jego odejścia podzieliła zarówno kibiców jak i redakcję. Jedni bez żalu wskazywali mu drzwi wyjściowe, inni chcieli by dalej nosił bordowo-granatowy trykot. W zasadzie uważałem wtedy, że Ronald ma wszystko, by zostać jednym z najlepszych środkowych obrońców na świecie, a u Flicka wszyscy piłkarze wskoczyli na wyższy poziom. Dlatego tego chciałem, by Urugwajczyk otrzymał od klubu jeszcze jedną szansę i tak też się stało. Podwyżka, niska klauzula wykupu umożliwiająca mu szantażowanie zarządu, a w nagrodę zobaczyliśmy kolejny zawalony mecz w kluczowej fazie sezonu. Araujo koncertowo zmarnował swoją okazję i wyczerpał kredyt zaufania. Na tym poziomie nie można pozwolić sobie na popełnianie ciągle tych samych błędów, inaczej za rok o tej porze ponownie obudzimy się z kacem, bynajmniej nie wynikającym z wypicia zbyt dużej ilości szampana po awansie do finału Ligi Mistrzów. Na całowanie koszulki i skakanie nad herbem już się nie nabiorę, czyny są ważniejsze niż słowa. Żegnaj Ronaldzie, obyś latem zmienił klub, nie będę za tobą tęsknił.
Komentarze (188)