Twarz porażki to twarz Ronalda Araujo

Przemek Walczak

7 maja 2025, 12:30

188 komentarzy

Fot. Getty Images

To nie jest koniec sezonu, to nie jest czas na rozliczenia, których zresztą i tak nie powinno być wiele. Barcelona ma na koncie Superpuchar Hiszpanii, Puchar Króla a w ciągu najbliższych tygodni może do tego dołożyć ligowe mistrzostwo. Jest jednak jeden piłkarz, który regularnie zawodzi, który swoją grą i zachowaniem zasłużył na to, żeby z Barçą jak najszybciej się pożegnać.

Słowa Gündoğana? Ja wolę zatrzymać dla siebie to, co myślę. Mam kodeks wartości i myślę, że należy go uszanować. - Ronald Araujo

"Wszystko było w naszych rękach i po prostu podarowaliśmy im to w najprostszy możliwy sposób. W tych rozgrywkach forma się nie liczy. Możesz wygrać wiele meczów tak jak my w poprzednich tygodniach, mieć wiele pewności siebie, ale decydują kluczowe akcje, które albo cię bardzo nagradzają, albo karzą. Dziś niestety nas ukarały." - Czy to słowa Pedriego, Frenkiego de Jonga, a może Hansiego Flicka? Przecież dobrze oddają to, co wczoraj działo się na murawie Giuseppe Meazza. Ta wypowiedź pochodzi jednak z zeszłego sezonu, z wywiadu po spotkaniu rewanżowym Barcelony z PSG, w którym Ronald Araujo otrzymał czerwoną kartkę i walnie przyczynił się do odpadnięcia drużyny w ćwierćfinale. Urugwajczyk miał zresztą potem ogromne pretensje do Gündoğana za to, że Niemiec skrytykował jego zachowanie. Pomocnik przeprosił później Araujo, a kibice podzielili się na dwa obozy. Rok później Barça ponownie wypuszcza awans z rąk, a na zdjęciu z kluczowej akcji znów zobaczymy Ronalda Araujo, który jest twarzą blamaży Blaugrany.

Zdjęcia, które przejdą do historii

Często mówi się, że w piłce najważniejsze jest, żeby twoja twarz nie znajdowała się na zdjęciach z traconych bramek, z momentów wielkich porażek. Urugwajczyka niestety znajdziemy na wielu z nich, w samym centrum kadru. Faul na Barcoli i czerwona kartka kosztująca Barcelonę półfinał Ligi Mistrzów, finał Superpucharu Hiszpanii, w którym sprokurował rzut karny i ponownie wyleciał z boiska, a wczoraj ogranie przez Thurama i bierne przyglądanie się jak Frattessi wyrzuca Barçę za burtę. Chyba jeszcze bardziej upokarzając było przegranie pojedynku z 37-letnim Acerbim, który rzutem na taśmę doprowadził do dogrywki, wygrywając walkę o pozycję z 26-letnim Urugwajczykiem. I uniesione w górę ręce. Wiecznie uniesione ręce Araujo, w geście protestu wobec decyzji arbitra. Zamiast próbować powstrzymać rywala, jeden z kapitanów woli zajmować się kłótniami z sędziami.

Nie sposób nie przyznać, że w najważniejszych meczach Araujo po prostu nie daje rady. Wielokrotnie byliśmy świadkami sytuacji, kiedy genialny występ jakiegoś zawodnika przesądzał o losach awansu lub nawet tytułu. Można tu wymienić chociażby finał Ligi Mistrzów pomiędzy Realem Madryt a Liverpoolem, w którym Courtuis wyczyniał cuda, czy Cristiano Ronaldo bezlitośnie karcącego Atlético Madryt w tych samych rozgrywkach. W Barcelonie fenomenalny występ Lamine Yamala przekreśla za to kolejna kompromitacja Ronalda Araujo, który potrafi głośno domagać się docenienia finansowego i mocnego statusu w drużynie, ale nie umie zasłużyć na to na boisku. 

Ile jeszcze będzie "drugich szans"?

"Jestem w klubie od sześciu lat i nigdy nie grałem w półfinale" - mówił obrońca po awansie. Nie wydaje się jednak, żeby wyciągnął z tego jakąś refleksję i domyślił się, dlaczego tak się dzieje. Jednym z powodów, dla których 26-latek nie chciał przedłużyć swojej umowy, oprócz kwestii finansowych miał być brak walki o najważniejsze trofea. Zdaniem Araujo kadra nie była po prostu na tyle konkurencyjna, żeby móc sięgnąć po Ligę Mistrzów, ale okazuje się, że Barça ponownie musi obejść się smakiem właśnie z powodu indywidualnych błędów obrońcy. Nie doczekaliśmy się z jego strony żadnej autokrytyki, zamiast tego domagał się przeprosin od Gündoğana za kilka słów prawdy i znacznej podwyżki, która żadną miarą mu się nie należała.

Kiedy pisałem o Ronaldzie Araujo w styczniu wydawało się, że opuści on kataloński klub, a opinia na temat jego odejścia podzieliła zarówno kibiców jak i redakcję. Jedni bez żalu wskazywali mu drzwi wyjściowe, inni chcieli by dalej nosił bordowo-granatowy trykot. W zasadzie uważałem wtedy, że Ronald ma wszystko, by zostać jednym z najlepszych środkowych obrońców na świecie, a u Flicka wszyscy piłkarze wskoczyli na wyższy poziom. Dlatego tego chciałem, by Urugwajczyk otrzymał od klubu jeszcze jedną szansę i tak też się stało. Podwyżka, niska klauzula wykupu umożliwiająca mu szantażowanie zarządu, a w nagrodę zobaczyliśmy kolejny zawalony mecz w kluczowej fazie sezonu. Araujo koncertowo zmarnował swoją okazję i wyczerpał kredyt zaufania. Na tym poziomie nie można pozwolić sobie na popełnianie ciągle tych samych błędów, inaczej za rok o tej porze ponownie obudzimy się z kacem, bynajmniej nie wynikającym z wypicia zbyt dużej ilości szampana po awansie do finału Ligi Mistrzów. Na całowanie koszulki i skakanie nad herbem już się nie nabiorę, czyny są ważniejsze niż słowa. Żegnaj Ronaldzie, obyś latem zmienił klub, nie będę za tobą tęsknił. 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (188)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze