Barcelona znów pokonała Benficę w Lizbonie w niesamowitych okolicznościach. Jakie wnioski możemy wyciągnąć z tego spotkania?
1. Historia lubi się powtarzać
Niestety czasem w negatywny sposób. Rok temu błąd Ronalda Araujo i otrzymanie przez niego czerwonej kartki w ogromny sposób wpłynęło na odpadnięcie Barcelony z Ligi Mistrzów. Teraz podobnym brakiem wstrzemięźliwości i rozwagi wykazał się Pau Cubarsí. Na szczęście tym razem koledzy zdołali utrzymać drużynę w grze. Hansi Flick musi jednak zwrócić na to uwagę, zwłaszcza że zespół dysponuje na tyle dużym potencjałem w ofensywie, że lepszym wariantem mogłaby być utrata gola niż zawodnika. A przecież w bramce jest wreszcie fachowiec z prawdziwego zdarzenia, któremu można dać się wykazać w takich sytuacjach.
2. Szczęsny superstar
Powiedzieć, że Polak odpokutował winy z poprzedniego meczu z Benficą, to byłoby za mało. Szczęsny uratował Barcelonę w Lizbonie, a bez jego interwencji drużyna nie mogłaby myśleć nawet o remisie. Występ 34-latka pokazał, ile znaczy posiadanie bramkarza robiącego różnicę na tym etapie zmagań. Osiem interwencji przy czystym koncie to wynik nieznany w Blaugranie co najmniej od sezonu 2003/2004. Barcelona ze Szczęsnym jeszcze nie przegrała, a Polak jest coraz lepszy, co dobrze wróży na przyszłość.
3. Elektryczna obrona
Skoro Szczęsny musiał się wykazywać, to znaczy, że Barcelona miała spore problemy w obronie. I to wcale niekoniecznie przez grę w dziesiątkę. W końcu już w pierwszych akcjach spotkania Barça dawała się zaskoczyć, ale na szczęście akurat polski bramkarz zachował czujność. Słaby mecz rozgrywał Iñigo Martínez, którego musieli ratować albo Szczęsny, albo Cubarsí (nieudolnie zresztą, bo skończyło się to wyrzuceniem z boiska), albo milimetrowy spalony. Na szczęście tym razem lepszy występ zanotował Ronald Araujo, który nieco uszczelnił defensywę po wejściu z ławki.
4. Barcelona znów wytrwała, grając w 10
Mimo tych problemów w defensywie drużynie udało się uzyskać świetny wynik, grając w osłabieniu. W finale Superpucharu Hiszpanii Barça też zdołała się wybronić, gdy rywalizowała z Realem w „10”. Tym razem przeciwnik stworzył więcej okazji, ale i tak podopieczni Hansiego Flicka potrafili pokazać hart ducha. Nie było załamania czy paniki, tak charakterystycznych dla Blaugrany z nie tak odległej przeszłości. Takie spotkania świadczą o rosnącej dojrzałości zespołu.
5. Raphinha specem od wielkich momentów
Brazylijczyk znów przesądził o losach rywalizacji, jak przystało na lidera zespołu i zawodnika, który może aspirować do zdobycia Złotej Piłki. Tym większy podziw może wzbudzić sposób, w jaki to zrobił – znów przejmując piłkę i samodzielnie rozstrzygając pojedynek po solowej akcji. Nie był to wielki mecz Raphinhi, a w pierwszej połowie podjął fatalną decyzję o podaniu w dobrej sytuacji, ale umówmy się, że okoliczności tego spotkania były bardzo specyficzne. Brazylijczyk ugruntował swoją pozycję konia pociągowego drużyny, który potrafi zrobić coś z niczego i zawsze można na niego liczyć.
Komentarze (59)